/Pacta sunt servanda

Pacta sunt servanda

Pakt jest w polityce rzeczą normalną, a jego zawarcie, przynajmniej w intencji, łagodzi obyczaje i prowadzi do zgody, pokoju i współpracy. Naturalnie, od czasów starożytnego Rzymu, pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać, o czym 17 lat temu przypominał nam prof. Bronisław Gieremek, zdegustowany brakiem dojrzałości i wyrobienia politycznego Polaków. "Wysokie Układające się Strony" zawarły pakt zapewniający, że w Sejmie znajdzie się 299 kandydatów PZPR i "stronnictw sojuszniczych". 35 z nich, do których kandydowania przykładano największą wagę, umieszczono na tzw. liście krajowej i oczekiwano, że Polacy pójdą tłumnie do urn wyborczych i wszystko to, zgodnie i przykładnie, zaakceptują. Niestety, nasze powszechnie znane wady narodowe zakłóciły piękną harmonię i nie pozwoliły cieszyć się jak należy upadkiem komunizmu i triumfem wolności i demokracji. Nie zważając na zachęty i namowy, polscy wyborcy, kompletnie nieracjonalnie, odrzucili całą "listę krajową", kreśląc ją, na krzyż, od góry do dołu.

     Nieracjonalności tego wykreślania najlepiej dowodzi fakt, że ocalały dwa nazwiska, znajdujące się u dołu alfabetycznie sporządzonej listy, ponieważ ów "krzyż" nie wszędzie został starannie zaznaczony do końca. Uznano zatem, iż Polacy życzą sobie, żeby posłami zostali Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński! Ten dowód "zaufania" pozwolił pierwszemu z nich natychmiast objąć stanowisko marszałka Sejmu, a drugi niebawem został Rzecznikiem Praw Obywatelskich.    

     Ale co z resztą? Jak dotrzymać magdalenkowej umowy? Umowa przecież jest rzeczą świętą: czy można od niej odstąpić tylko dlatego, że nie chce jej zaakceptować niedojrzałe społeczeństwo? Autorytety moralne, z profesorem Gieremkiem na czele, uznały, że tak być w żadnym wypadku nie może. Zmieniono więc wyborcze reguły w trakcie wyborów, sporządzono nową listę krajową, kazano nam głosować jeszcze raz i już bez oglądania się na większość. 18 czerwca 1989, przy prawie trzy razy niższej frekwencji, pakt został ostatecznie przyjęty, komunizm upadł, a komuniści, w odpowiedniej liczbie, zostali posłami Rzeczypospolitej.

     Tamten przykry incydent zakończył się, ostatecznie, szczęśliwie, ale pokazał, jakie to ryzykowane wystawiać pakty pod akceptację nieuświadomionych wyborców. Niekoniecznie nawet w wyborach powszechnych, gdy głosują miliony, ale nawet i w bardziej kameralnych warunkach. Mieliśmy tego dowód już w kilka tygodni później. Zasadniczym elementem tamtego paktu, była umowa "wasz prezydent, nasz premier". Prezydenta, jak pamiętamy, wybierało Zgromadzenie Narodowe. Sam prezydent Stanów Zjednoczonych, specjalnie pofatygował się do Polski, aby przekonać niewystarczająco uświadomionych o konieczności wybrania Wojciecha Jaruzelskiego. Ale nawet tego było za mało i gdyby nie "sprytne kombinacje" (wychodzenie z sali, oddawanie głosów nieważnych itp.) naszych solidarnościowych autorytetów, Generał mógł nie zostać wybrany i aż strach pomyśleć, co by się wtedy działo!

     Fakty te przychodzą mi na myśl przy okazji kolejnego paktu, który właśnie Jarosław Kaczyński zawarł z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem. Bardzo słusznie i bardzo dobrze, że nie poszedł na hazard wyborów powszechnych, bo przy takim stanie świadomości społecznej kompletnie nie wiadomo, czym by się to mogło skończyć. Sondaże wprawdzie zapewniają Go, że odniósłby wielkie zwycięstwo, ale – jak wiemy – w tamtych czasach sondaże też głosiły, że komuniści w powszechnych wyborach gładko dadzą sobie radę ze swoimi niedoświadczonymi konkurentami politycznymi! Warto więc na zimne dmuchać i jeśli można umówić się po dżentelmeńsku, jak Polak z Polakiem, bo jest to droga zarówno łatwiejsza, jak i mniej ryzykowna. Tylko… Tylko, czy wśród dżentelmenów jest chociaż jeden Profesor Gieremek, który w odpowiednim momencie przypomni wszystkim, że pacta sunt servanda?

     Wątpliwości te są tym bardziej uzasadnione, że w odróżnieniu od tamtego paktu, nie jest tak bardzo jasne, o co naprawdę chodzi Wysokim Układającym się Stronom? Z Paktu wynika, że Lepper i Giertych dają Kaczyńskiemu carte blanche, i to jest zapisane wyraźnie, ale co uzyskują w zamian? 140 zapisanych projektów ustaw przypomina tony papieru zapisane pracowicie przez "stoliki" i "podstoliki" Okrągłego Stołu: była to prawie wyłącznie makulatura, do której nawet historycy nie mają ochoty zaglądać – papierowa przykrywka do sekretnych umów w Magdalence i poza nią. Nie mam specjalnych wątpliwości, że także teraz, projekty te, w większości, pozostaną w sferze mniej lub bardziej pobożnych życzeń. Giertych i Lepper zgadzają się żyrować wszystkie decyzje (przede wszystkim personalne) Kaczyńskiego: w zamian za co? Czy są jakieś inne, tajne umowy, nie ujęte w Pakcie? Czy też wszystko dogadane jest "na słowo honoru"?

     W tamtym czasie sprawy wyglądały jaśniej. "Wasz prezydent, nasz premier", Sejm Kontraktowy – to były czasowe instrumenty osłony procesu transformacji, procesu transferu pieniędzy i zmiany stosunków własnościowych w zamian za atrybuty formalnej władzy. A co chce uzyskać Kaczyński i w zamian za co?
W swoim Programie 2005 Jarosław Kaczyński proponuje nam "Polskę nowej umowy społecznej", gruntowną przebudowę państwa, które najpierw należy oczyścić z sieci komunistycznych powiązań, zdekomunizować i zlustrować. Na razie, po 100 dniach rządów zamiast umowy społecznej mamy umowę z Giertychem i Lepperem.
Wielu komentatorom nasuwają się analogie z okresem międzywojennym, porównują Jarosława Kaczyńskiego do Marszałka Piłsudskiego. W gazecie "Rzeczpospolita" z 2 lutego, historyk, prof. Andrzej Nowak pisze artykuł "Na drodze do majowego zamachu". Bez względu na to, jak swoją rolę postrzega Jarosław Kaczyński, te porównania są nietrafne. Józef Piłsudski z pewnością nie był elementem pępowiny łączącej Polskę Niepodległą z Polską pod Zaborami, podczas gdy zarówno Lech, jak i Jarosław Kaczyńscy odgrywali istotną rolę w porozumieniach magdalenkowych i okrągłostołowych. Przecięcie tej pępowiny jest konieczne, ale wolno mieć wątpliwości, czy najlepiej zrobią to ci, którzy ją tworzyli? Ludzie Piłsudskiego swoją polskość i patriotyzm potwierdzili "krwią i blizną". Jak wiemy nie była to legitymacja wystarczająca do tego, aby kompetentnie rządzić Polską, ale przynajmniej stawiała ich poza podejrzeniem agenturalności. Czy podobne właściwości posiadają notesy adresowe Braci Kaczyńskich?

     Historia II Rzeczypospolitej dowodzi, że państwo nasze zafundowało sobie u zarania wadę ustrojową, jaką był wadliwy mechanizm wyłaniania elit, czyli ordynacja wyborcza. Bohaterowie wojenni niekoniecznie nadają się do rządzenia państwem. Całe dwudziestolecie to historia zmagania się z tą wadą, nieudolnych prób naprawienia ułomnego mechanizmu, fantastycznych wręcz konstrukcji ustrojowych, jak na przykład ordynacja Walerego Sławka. Wydaje się, że całe to doświadczenie, niczym ogary Żeromskiego, poszło w las. Zamiast skorzystać z dorobku ludzkości, z przykładów krajów, które te sprawy rozstrzygnęły rozumnie, nieustannie manipuluje się ordynacją wyborczą w poszukiwaniu kamienia filozoficznego, "umowy społecznej", która ma zagwarantować, że ten lub ów, ta grupa lub tamta, będzie robić co zechce i przy aprobacie społecznej!

     Ten Pakt, tak jak tamten, jest zabiegiem doraźnym. Po 17 latach doraźnego eksperymentowania czas na prawdziwą reformę, pozbawioną sensu politycznej doraźności. Ta reforma musi się zacząć od reformy prawa wyborczego – mechanizmu wyłaniania elit – od wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu. Do Sejmu, a nie do Senatu, sejmików czy do innych ciał przedstawicielskich. "Wiemy, że drzemią w nas wielkie pokłady pozytywnej energii, którą tylko trzeba wyzwolić" – to cytat z Programu Jarosława Kaczyńskiego. Tę pozytywną energię wyzwoli dopiero mechanizm pozytywnej selekcji, a nie żadne sztuczki, małe szachrajstwa, sprytne kombinacje lewego z prawym, białego z czerwonym, pakty nie wiadomo jakie i nie wiadomo z kim.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych