Główną cechą demokracji jest podejmowanie decyzji na zasadzie większości: wszędzie, gdzie tylko dochodzi do głosowania, tam zawsze, jeśli ma to mieć coś wspólnego z demokracją, rozstrzyga wola większości. Tak się jednak składa, że większość, niestety, nie posiada patentu na mądrość, w związku z czym decyzje większości nie zawsze są najmądrzejsze i najlepsze, a niekiedy, co tu ukrywać, wręcz głupie i szkodliwe. W dodatku, przy podejmowaniu decyzji politycznych i społecznych, zasadniczą rolę odgrywają interesy różnych grup, stąd powiedzenie „jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził”. Nie ma więc nic dziwnego ani nienaturalnego w tym, że wszystkie decyzje demokratycznie – a więc zgodnie z wolą większości – podejmowane, znajdują swoich kontestatorów.

Pozwalam sobie na przywołanie tych truizmów, ponieważ dr Radosław Markowski, „pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, oraz kierownik jednego z większych międzynarodowych projektów badawczych, zajmującym się wadami i zaletami ordynacji wyborczych” (z notki w „Rzeczpospolitej” z 2 sierpnia 2004), z pozycji uczonego i eksperta, w artykule „Ordynacyjny fetysz” znokautował ludzi upominających się w Polsce o jednomandatowe okręgi wyborcze, przekonując nas, że ordynacja wyborcza, jaką od ponad 200 lat posługują się Stany Zjednoczone i Zjednoczone Królestwo, a także Kanada, Indie czy dziesiątki innych krajów, to jest pomysł anachroniczny i chory, od którego jak najbardziej dystansują się elity badaczy na uniwersytetach amerykańskich i brytyjskich i o niczym innym tam nie marzą, jak właśnie o systemie wyborczym, który Rycerze Okrągłego Stołu zafundowali Polsce. Wg Eksperta, ordynacje JOW: (1) wypaczają wolę narodu, (2) wykluczają mniejszości wszelkiej maści z politycznej reprezentacji; (3) blokują dostęp kobiet do polityki; (4) marnują głosy wyborców i prowadzą do alienacji i wycofywania się ich z polityki; (5) prowadzą do wyboru kandydatów „mniejszościowych”(naprawdę tak napisał!); (6) prowadzą do wdzierania się partykularnego interesu na poziom narodowy; (7) powodują manipulację granicami okręgów wyborczych. Na tym zresztą nie koniec. Aż dziw, że wśród tych „argumentów” nie ma najbardziej ostatnio modnego: że wybory w JOW wygrywałyby same „Stokłosy”!

Czytając listę tych zarzutów zastanawiam się czy dr Markowski na pewno mieszka w Polsce, bo takie „zarzuty” nie zdziwiłyby mnie w ustach jakiegoś profesora politologii w San Diego czy Phoenix, dla którego tzw. system reprezentacji proporcjonalnej jest przedmiotem marzeń, bo całe życie, zarówno on sam, jak i jego dziadkowie i pradziadkowie, mieli do czynienia z obrzydliwym systemem demokracji amerykańskiej, ale w ustach kogoś, kto – na dodatek w roli eksperta! – obserwuje demokrację w Polsce? Ostatecznie to nie w Rosji, lecz na zachodnich uniwersytetach zrodziła się koncepcja „naukowego socjalizmu” i uszczęśliwienia ludzkości na tej drodze, ona tylko w Rosji, a potem w podbitych krajach „demokracji ludowej” została wprowadzona w życie – ku zachwytowi, nota bene, ekspertów z różnych „Royal Commisions” i „wybitnych” uczonych politologów i socjologów wszelkiej maści. Trzeba było dopiero setek milionów ofiar, tragedii dziesiątków krajów i społeczeństw, żeby niektórym z tych naukowców spadło bielmo z oczu, ale przecież bynajmniej nie wszystkim, i na tych samych zachodnich uniwersytetach nadal znajdziemy, wcale nie rzadkie, przypadki nadal żyjących i wykładających światłe i nowoczesne idee marksizmu i socjalizmu.

Jest jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy uniwersytetami „zachodnimi” a polskimi. Tam, obok uczonych marksistów leninistów wykładali i wykładają również uczeni mniej postępowi, „niemarksiści – nieleniniści”, hołdujący ideologiom mniej naukowym i nowoczesnym. Dzięki temu, oprócz gorących zwolenników socjalizmu i socjalistycznego systemu tzw. ordynacji proporcjonalnej, uczyli i uczą tam młodzież również ludzie, którzy dostrzegają jakiś sens w demokracji brytyjskiej czy amerykańskiej i w ich systemie wyborczym. Inaczej w Polsce. Tutaj przez dziesiątki lat droga do kariery akademickiej i naukowej otwarta była tylko dla jawnych zwolenników postępu i jedynie słusznej naukowej koncepcji demokracji i życia społecznego. Przez dziesiątki lat uczyli młodzież, pisali artykuły i książki, robili doktoraty i uzyskiwali tytuły profesorskie na wykazywaniu wyższości „demokracji ludowej” nad „demokracją nieludową” i nikt o poglądach „wstecznych i nienaukowych” nie znalazłby zatrudnienia w żadnym Instytucie Studiów Politycznych, obojętnie, PAN czy nie-PAN. I to się, praktycznie, nie zmieniło, od czasu historycznej transformacji ustrojowej w Polsce. Pozostali na swoich katedrach profesorowie i eksperci od postępowości i poprawności politycznej, tyle, że dzisiaj już się tak nie chwalą swoim półwiecznym dorobkiem „naukowym”. Ale nadal pełnią rolę wybitnych ekspertów i naukowych interpretatorów właściwiej linii politycznej. W książkach amerykańskiego politologa, A. Ljipharta, który uchodzi za Number One wśród ideologów tzw. reprezentacji proporcjonalnej, przeczytać można, że „system ordynacji proporcjonalnej jest synonimem sprawiedliwości wyborczej i synonimem wolnych wyborów”, a jego najważniejszą cechą jest reprezentatywność parlamentu. Za Ljiphartem i innymi, „prawdy” te powtarzają bez zająknienia polscy eksperci od Gebethnera do Markowskiego. Słysząc takie opinie, każdy przytomny Polak, który ma na swojej skórze wypisane doświadczenie pięciu już kadencji wolnego sejmu, roześmieje się im w twarz, ale ten jego śmiech nie dotrze ani do telewizji, ani radia, ani wielkonakładowej wolnej prasy, bo tam wstęp mają tylko rzeczeni „eksperci”.

Na użytek „ekspertów” i „profesjonalistów”, razem z moim kolegą, fizykiem, prof. Czesławem Oleksym, a także matematykiem, drem Krzysztofem Ciesielskim z UJ, przeprowadziliśmy szczegółową analizę porównawczą („comparative study”) i symulację komputerową metodą Monte Carlo, w której wykazaliśmy, że proporcjonalność wyników wyborów nie ma żadnego związku z typem ordynacji wyborczej, a zatem, że rezultat wyborów, jeśli interesuje nas „proporcjonalny rozdział mandatów” jest efektem o charakterze przypadkowym i czysto statystycznym. „Reprezentatywność” zaś takich wyborów jest mitem, który nie znajduje żadnego uzasadnienia w znanych nam faktach. Oczywiście, w odróżnieniu od dr Markowskiego, nie mamy możliwości opublikowania naszych wyników w żadnym znaczącym piśmie, ani nie możemy liczyć na wsparcie finansowe w ramach żadnego „międzynarodowego projektu badawczego comparative study„, bo te są zastrzeżone dla propagatorów political correctness. Jaki szalony sponsor mógłby wspierać prace wykonywane w Polsce, w których wykazywano by, że wybory na wzór amerykański czy brytyjski mogłyby być lepsze od wynalazku socjalistów z końca XIX wieku? A kysz, przepadnij! Coca cola, tak, McDonald’s, tak, jeansy, tak, chipy, tak, ale konstytucja amerykańska? System wyborczy? Ależ to przecież notoryczny ciemnogród!

Ta obowiązująca poprawność polityczna ma służyć do zamaskowania bardzo prostego faktu: ordynacja proporcjonalna jest lepsza, ponieważ nadaje przywileje ustawowe partiom politycznym, a od niepamiętnych czasów i ja, i dr Markowski, wiemy, że „partia – to Lenin, a Lenin – to partia”. Dlatego przywileje ustawowe dla partii oznaczają przywileje wyborcze dla wodzów tych partii. A jeśli są przywileje wyborcze dla jednych, to znaczy, że nie ma mowy o równości wyborów, tej równości, która stanowi fundamentalną zasadę konstytucyjną III RP. W Konstytucji III RP nie ma zapisanych przywilejów ani dla kobiet, ani dla mniejszości, ani dla partii, ani dla liderów partyjnych. A w ordynacji wyborczej takie przywileje są. W wyborach, w jakich wybierają swoje reprezentacje Amerykanie i Brytyjczycy, a więc w JOW (dr Markowski niepotrzebnie się trudzi dowodząc, że hasło: JOW samo w sobie nie jest jednoznaczne, bo inaczej jest w UK a inaczej we Francji i inaczej w Australii) partie polityczne nie posiadają żadnych przywilejów konstytucyjnych i ustawowych. I to jest istota problemu i istota sporu pomiędzy zwolennikami „naukowego socjalizmu” i zwolennikami JOW. Z tego punktu widzenia, tzw. ordynacje mieszane są idealne, bo służą idealnie do mieszania w głowach zwykłym wyborcom, a ich efekt jest podobny do ordynacji tzw. proporcjonalnej. Nic dziwnego, że obecne polskie elity partyjne z takim zachwytem zaczynają się ostatnio wypowiadać na rzecz „ordynacji mieszanych”. Namieszają, namieszają, a wszystko zostanie po staremu.

4 października 2004

*Przypominamy artykuł prof. Jerzego Przystawy, jak najbardziej aktualny, głównie dla tych, którzy chcą ordynacji mieszanej w Polsce.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 25 Komentarzy
  1. WoJOWnick

    22. maja 2015,  godz. 19:43

    @bisnetus
    Fragment komentarza, do którego wcześniej odsyłałem:
    „W przypadku więcej niż trzech kandydatów w danym okręgu głosujący mogliby przydzielić oceny od 1-3. Najwyższa nota (3) byłaby dla faworyta pozostałe dla tych, którzy również cieszą się zaufaniem, ale już w mniejszym stopniu.
    Możliwe byłoby zagłosowanie na mniejszą ilość osób, ale wtedy w pierwszej kolejności trzeba byłoby wykorzystać niższe wartości oceny.”
    Jeżeli nie wynika to z powyższego to głosujący może oznaczyć tylko trzech kandydatów ocenami 1, 2 i 3.
    Nie sądzę by większość społeczeństwa nie zrozumiała, że ma przy najlepszym zakreślić pole w kolumnie 3, następnie przy kolejnym 2 i na koniec 1.

    Jeżeli będzie chciał zagłosować tylko na jednego to może wstawić tylko 1.
    Taki system motywuje wyborce do zapoznania się również z programami wyborczymi innych kandydatów. W końcu nie przyznaje się punktu przypadkowej osobie. Poniekąd taki wymóg jest namiastką II tury wyborów w ramach jednego głosowania.

    Odpowiedz

  2. bisnetus

    21. maja 2015,  godz. 23:35

    @WoJOWnick
    Strasznie dużo tych szczegółów, które tak łatwo zapomnieć albo nie zauważyć. To też jest wada. Dlaczego ocena 3 ma być lepsza niż ocena 1. Intuicyjne jedynka stoi wyżej niż 3. Tak jak na podium albo w ocenach w dzisiejszej szkole. Czy aby ludziom nie będzie się to przekręcać i mylić.

    No i nie otrzymałem odpowiedzi, co mam zrobić, gdy nie widzę różnic między kandydatami i pasuje mi postawić trzy jedynki lub trójki. Czy głos będzie ważny? No i nie zrozumiałe z tym niepełnym głosowaniem. Jak chcę zakreślić tylko jednego kandydata to wolno mi postawić 1, 2, czy 3. Czy odwrotnie. I dlaczego?

    Przepraszam, że trochę marudzę, ale jakoś do tego systemu nie mam ani głowy, ani serca. Więcej pytań niż odpowiedzi.

    Odpowiedz

  3. WoJOWnick

    21. maja 2015,  godz. 22:22

    @bisnetus
    Odsyłam do komentarza z 17. maj 2015, godz. 22:53. Tam prosto, ale szczegółowo opisałem modyfikację JOW. Ranking jest tylko trójstopniowy. Właśnie po to żeby każdy (umiejący liczyć do 3) mógł go zrozumieć.

    Odpowiedz

  4. bisnetus

    21. maja 2015,  godz. 22:08

    @WoJOWnick
    Ten drugi przykład jest dla mnie jeszcze bardziej mętny, chociaż jest znacznie uproszczony, bo zdaje się, że liczba kolumn musiałaby uwzględniać oceny od 1 do 9.

    Czy w tym systemie głos jest ważny jeśli zaznaczę tylko trzech kandydatów z oceną 3, 8, 9 albo czterech kandydatów z oceną 1,1,1,5? Co jest jak równo oceniam 2 lub więcej kandydatów?

    Ja myślę, że ta mętność jest największą wadą tego systemu, zwłaszcza w aktualnych polskich warunkach. Może społeczeństwa, które wybierają 40 lat w JOW-ach mogą sobie pozwalać na takie eksperymentalne urozmaicenia. Natomiast w Polsce ciężko jest coś takiego sprzedać i ludziom sens tego systemu wytłumaczyć.

    Odpowiedz

  5. WoJOWnick

    21. maja 2015,  godz. 21:09

    @bisnetus
    Umknął najwyraźniej mały szczegół. Jedynka nie oznacza najgorszego, a ostatecznie akceptowalnego. Najgorsi w systemie JOW z rankingiem nie dostają od wyborców żadnej noty.
    Drugi kandydat miał zaledwie jedną notę maksymalną mniej. Tymczasem za całkiem akceptowalnego kandydata uznało go aż 4 innych wyborców w tym przynajmniej jeden z tych co głosowali na pierwszego na liście. Cieszy się więc największym poparciem.
    Przyznaję, że wcześniej przytoczony przykład był może mało dosadny. Przygotowałem więc taki, który bardziej realnie odwzorowuje okręg JOW i w sposób wyraźny uwidacznia problem. Założyłem w nim, że pójdzie do wyborów 81 tysięcy wyborców. Kandydatów oczywiście także byłoby znacznie więcej, więc jest 9.
    Czy tutaj także należałoby uznać kandydata na pozycji nr 1 jako jednostkę „najwybitniejszą”? To tylko kandydat z najliczniejszą grupą poparcia, a nie taki którego akceptowałaby większość danego okręgu. Ilości oczywiście są w tysiącach.

    ___________liczba_ocen_(3)_____l.ocen_(2)______l.ocen_(1)_____łączna_liczba_pkt.
    Bronkowski_____17_______________10____________12___________83
    Kukiski________16_______________41____________30__________160
    Dudziński______13_______________10____________14___________73
    Pomidorska_____12_______________5____________ 15___________61
    Mikowski_______7_______________4_____________5___________34
    Nowak_________7_______________3_____________2___________29
    Barański_______ 5_______________4_____________1___________24
    Kruski_________3_______________1_____________1___________12
    Leppo_________1_______________3_____________1___________10

    Odpowiedz

  6. bisnetus

    20. maja 2015,  godz. 22:21

    @WoJOWnick
    W poprzednim komentarzu pomyliłem ten system z innym.

    Co do podanego przykładu uważam, że pierwszy kandydat jest najlepszy a więc metoda większościowa jest tutaj najtrafniejsza dla wyboru dobrego przedstawiciela.

    Uzasadnienie. Pierwszy został uznany przez piątkę (z dwunastu) za najlepszego, natomiast tylko przez jednego za średniego i tylko jednego za najgorszego. Znaczy jednostka wybitna, nie budząca większych kontrowersji. Ten drugi na natomiast sporo to znaczy 4 sympatyków, 4 uważa go za średniego, ale aż pięciu uważa go za najgorszego. Czyli jest to osoba kontrowersyjna albo poprawnie przeciętna z największym elektoratem negatywnym. To niedobrze gdy przedstawicielem grupy jest ktoś, którego darzy niechęcią prawie połowa grupy. To raczej służy konfliktowaniu i rozbijaniu grupy.

    To trochę podobnie jak w Polsce z Kaczyńskim. Ma on swoją zagorzałą „sektę” która w ciemno pójdzie za nim choćby i z Gierkiem, ale równocześnie ma zagorzały elektorat negatywny, który rządów Kaczyńskiego nie potrafi znieść. Niedobrze jest dla kraju, gdy nim władają tak kontrowersyjni politycy stający się premierami przez niejasne wyliczanki, czyli „przez nieporozumienie”. 😉

    Odpowiedz

  7. WoJOWnick

    20. maja 2015,  godz. 22:03

    Tabela do wcześniejszego komentarza w czytelniejszej formie.
    ______________liczba_ocen_(3)_____l.ocen_(2)______ l.ocen_(1)_____łączna_liczba_pkt.
    Bronkowski _____ 5_______________1____________________1______________18
    Kukiski___________4_______________4____________________5______________25
    Dudziński________2_______________5____________________4______________20
    Pomidorska______1_______________2____________________2______________9

    Odpowiedz

  8. WoJOWnick

    20. maja 2015,  godz. 21:37

    @Równie szanowny Panie Janie,
    Na czym ten „hałas” miałby polegać ?
    Druga tura też nie jest miarodajna. To niestety często wybór mniejszego zła. Tak jak ma to miejsce w obecnych wyborach.
    Przy przykładowej najliczniejszej grupie poparcia w okolicach 10% o żadnej większości nie może być mowy. System wyborczy powinien z jak najlepszą skutecznością wskazywać osobę, która ma największe poparcie najlepiej większości populacji danego okręgu.
    —————————————————————————————-
    Załóżmy hipotetyczną sytuację przy głosowaniu 12-tu osób.
    liczba ocen 3 l. ocen 2 l. ocen 1 łączna liczba pkt.
    Bronkowski 5 1 1 18
    Kukiski 4 4 5 25
    Dudziński 2 5 4 20
    Pomidorska 1 2 2 9

    Który z kandytatów wg Państwa powinien zostać posłem takiego okręgu ?
    Ilość głosów oddanych na poszczególnych kandydatów w wyborach przy obecnej formie JOW odzwierciedlałaby kolumna pierwsza. Czy aby na pewno Bronkowski byłby tym większościowo wybranym ?

    Odpowiedz

  9. Jan Sadowski

    20. maja 2015,  godz. 21:05

    Szanowny Panie,
    Smiem twierdzic ze glosowanie w brytyjskim JOW zwykla wiekszoscia to najczystszy i najprecyzyniejszy pomiar kompetencji kandydata w danym momencie. Ranking o ktorym Pan wspomina wiaze sie z glosowaniem taktycznym – informacja zebrana jest zatem zaklocona, charakteryzuje sie wyzszym poziomem ‚halasu’, czyli zawiera informacje ktora nie informuje o tym o czym ma informowac… To tez jest zwiazane z niemotonicznoscia tej metody. Uwazam wiec ze z perspektywy pomiaru kompetencji kandydata jedyna tolerowalna alternatywa bylby francuski JOW w dwoch turach – ta jednak metoda zmusza obywateli do podwojnego wysilku pojscia na wybory; to bardziej skomplikowany konkurs zalezny od frekwencji i na zasadzie ciecia kosztow a takze wyboru najstabilniejszego intelektualnie prostszego rozwiazania (brzytwa Ockhama) JOW brytyjski jest najlepszy!

    Pozdrawiam,

    Odpowiedz

  10. WoJOWnick

    20. maja 2015,  godz. 19:39

    @bisnetus
    Nie wiem skąd wzięła się ta nadinterpretacja, że to alternatywa dla JOW. Zgadzam się z większością zapisów programu JOW, który jest już gotowy. Nie byłoby, więc sensu pisać czegoś od nowa. Wskazałem jedynie bardzo istotną wadę obecnej formy i zaproponowałem proste rozwiązanie. Moja propozycja to dodanie jednego elementu sprawiającego, że wybór będzie bardziej większościowy.
    Nie byłby to system wielomandatowy, bo w dalszym ciągu w okręgu wybrany będzie tylko jeden poseł.

    Odpowiedz

  11. bisnetus

    20. maja 2015,  godz. 09:58

    @WoJOWnick

    Mnie Pan nie przekonał. Poza tym proszę nie nazywać tego „ulepszoną wersją JOW”, bo o ile zrozumiałem ten system, to jest to system WOW czyli oparty o Wielomandatowy Okręg Wyborczy. To oznacza tworzenie dużych okręgów wyborczych najprawdopodobniej w dzisiejszej strukturze. Tym samym jest to znaczne odejście od głównego celu JOW polegającego na przybliżeniu posłów do wyborców i zwiększenia bezpośredniości kontroli wyborców nad swoimi reprezentantami.

    Ja nie odrzucam z definicji i z dogmatu alternatyw dla JOW w wersji brytyjskiej, ale uważam, że jest to na dzień dzisiejszy koncepcja najbardziej dopracowana, przemyślana i dostosowana do struktury terytorialnej i kulturalnej w naszym kraju.

    Już kiedyś prosiłem, aby sympatycy innych systemów przyszli z gotowym projektem ustawy oraz z propozycją konkretnych okręgów zarysowanych na mapie z których jasno wynika struktura geograficzna, ludnościowa oraz liczba wybieranych posłów. Dopiero z taką mapką można poważnie o alternatywach systemów wyborczych dyskutować. Takie dyskusje dla przyjemności dyskutowania praktycznie o niczym nie mają większego sensu.

    Odpowiedz

  12. Grzegorz Osowski

    20. maja 2015,  godz. 06:05

    woJOWnik napisał ,,Wszystkich, których przekonałem do konieczności modyfikacji JOW o trójstopniowy ranking zapraszam do „polubień” poniższej strony. ”

    Lepsze (lepsiejsze) jest śmiertelnym wrogiem DOBREGO.
    JOW to dobre narzędzie służące lokalnym społecznościom (,,gminom”) do wyboru SWOICH reprezentantów (posłów) do zgromadzenia, które nie przez przypadek w WB nazywane jest Izbą Gmin

    Odpowiedz

  13. WoJOWnick

    19. maja 2015,  godz. 22:13

    @Krzysztof Kowalczyk
    Same badania z innych państw nie zagwarantują, że takie wyniki będą na gruncie polskim. Na ten moment JOW-y z matematycznego/statystycznego punktu widzenia to nie system większościowy w danym okręgu a system najliczniejszej grupy poparcia dla kandydata. Dlatego konieczne są zmiany, które zminimalizują ten efekt.
    ———–
    @pablito
    Element rankingowy zwiększa większościowy charakter wyboru. Większa część wyborców nawet jeżeli nie wygra ich faworyt będzie usatysfakcjonowana tym, że w sejmie znalazł się inny kandydat, któremu przydzielił niższą notę. Przy JOW-ach w obecnej formie będzie to ranking, ale najliczniejszej a nie większościowej grupy.
    Co do chęci społeczeństwa do głosowania to zmiana w ordynacji wyborczej powinna wpłynąć na to pozytywnie. Dużo ludzi nie idzie obecnie na wybory z uwagi na to, że od tylu lat odbywa się to wg tego samego schematu, który nie pozwal na wybranie konkretnej osoby. Pojawiają się Ci sami aktorzy(często marionetki) lub „wychowani” przez nich następcy, którzy kontynuują ten teatr.
    Dlatego też ważnym jest by zmiana na JOW była dokładnie dopracowana, by wynik wyborów poraz kolejny nie sprawił, że ludzie w większości poczują się zawiedzeni. Wyobraźcie sobie jaki efekt w danym okręgu wywołałaby wygrana kandydata z kilkunastoprocentowym poparciem a przy jeszcze liczniejszym gronie kandydatów nawet poniżej progu 10%. To wynika z prostej matematyki.
    Co do publicznego liczenia głosów to jak najbardziej powinna być taka możliwość. Problem jak to technicznie zorganizować by nie dochodziło do różnego typu incydentów.
    ——–
    @Artur
    STV oczywiście byłoby najbardziej demokratyczne, ale ma kilka wad:
    – przy dużej ilości kandydatów długotrwały i podatny na pomyłki proces liczenia głosów – konieczne byłoby wprowadzenie elektronicznej metody zliczania, a to jak widać po historii wyborów samorządowych sprawia ogromną trudność naszej komisji wyborczej,
    – wyborca musiałby zapoznać się z programem każdego z kandydatów, a to raczej mało kto by wykonywał. Noty o mniejszej wadze przyznawane byłyby czysto przypadkowo.
    Dlatego też zaproponowałem uproszczony ranking trójstopniowy. Mniej uciążliwy dla wyborcy jak i liczących głosy.
    ————
    @aek
    Słuszny postulat co do 5 letniego okresu zamieszkania w danym okręgu. Jednakże nawet jak go nie będzie to też nic się nie stanie. Wyborcy i tak wyczują takiego „przyszywanego sąsiada” i na niego nie zagłosują. A jak nawet by wygrał to znaczyłoby, że jest akceptowalny, a w okręgu nie znalazł się żaden inny wartościowy kandydat.

    Odpowiedz

  14. Jolanta

    19. maja 2015,  godz. 15:32

    Z wielką satysfakcją zapoznałam się z tym tekstem, jak i z komentarzami. A miałam dotąd mgliste pojęcie o JOWach. I czuję, że słusznie wyrażony pogląd w komentarzu WoJOWnika o dodaniu do JOWów oceny kandydata, rzeczywiście zachęcałby do pójścia do głosowania.
    Dziękuję.

    Odpowiedz

  15. Andrzej

    19. maja 2015,  godz. 15:11

    To opowiadanko jest troche grubymi nicmi szyte. Jako naukowiec nie uwierze ze nie mozna bylo opublikowac tych rzekomych danych Monte Carlo w czasopismie naukowym. Sa roznego rodzaju czasopisma, zarowno takie do ktorych sie placi i do ktorych sie nie placi zeby cos opublikowac, np. open access journals. Tak samo skoro nie mozna niby tego opublikowac w czasopismie, dlaczego nie ma tej publikacji gdziec na blogu lub w zalaczeniu do tego tekstu.
    Dla mnie cale te dywagacje na temat JOWow to temat zastepczy. I tu obecna klasa polityczna to bedzie kochala i ten temat ciagnela jak pies flak zamiast zajac sie czyms powaznym, np. konkretnymi problemami sluzby zdrowia tu i teraz, a nie haslami sprywatyzujmy i samo sie rozwiaze.
    Moim zdaniem, Sz. P. Kukiz, mimo super pozytywnego nastawienia, sam zapedzi sie w kozi rog z tymi JOWami. POPiS & ska wykorzystaja temat JOWow do odwrocenia uwagi ludzi od spraw zwyklych obywateli i kroczek po kroczku doprowadza caly zryw obywatelski do niczego, nic sie nie zmieni, tylko czas i gardlo na pyskowki ludzie straca. Obecni politycy nie rzadza od wczoraj i oni wiedza jak w te bierki grac aby sie nie narobic i wyplynac na powierzchnie.
    Oni pana Kukiza zniszcza politycznie, artystycznie i ludzie sie odwroca, jesli sie Pan Kukiz nie zajmie konkretnymi sprawami istotnymi dla obywateli. A JOWy czy bez JOWow, to jest temat ZASTEPCZY i moze sie pan tym zajac przy okazji innych spraw!

    Odpowiedz

  16. Artur

    19. maja 2015,  godz. 13:47

    Dlaczego nie pójść o krok dalej i nie wprowadzić od razu STV (głos przechodni), wyeliminowałoby to przypadek wyboru kandydata z poparciem większościowym w stosunku do kontr-kandydatów ale np. niepopieranym przez ponad 50% wyborców (z wynikiem np. 40%)? Dlaczego? Bo wyborcy tego nie pojmą?

    Odpowiedz

  17. aek

    19. maja 2015,  godz. 13:18

    Ok. Może i jestem za JOW ale pod warunkiem jak w USA, gdzie kandydatem z danego okręgu może być osoba, która mieszka w nim co najmniej od 5 lat. w innym wypadku partie będą wystawiały swoje gwiazdy raz w Pcimiu mniejszym a następnym razem w Koziej Wólce i nic się nie zmieni te same mordy z telewizora będą nam gęgać.

    Odpowiedz

  18. mirad

    19. maja 2015,  godz. 06:28

    Bardzo trafne porównanie zachodnich naukowców, ideologów marksistowskich do takich samych piewców systemu proporcjonalnego. Pan profesor nie wspomniał o naiwniakach z krajów zachodnich, którzy entuzjastycznie jechali do nowo powstałej Rosji radzieckiej. Ci którzy mieli szczęście wrócili z podkulonymi ogonami, a reszta skończyła w łagrach. Przy okazji nasunęła mi się inna analogia. Początek ruchu zwanego potem Solidarnością, to walka o wolne związki zawodowe. Dobrze pamiętam, jakie budziło to przerażenie wśród zdecydowanej większości społeczeństwa, środowisk naukowych, a nawet związkowych i kościelnych. Te same epitety: „nieodpowiedzialni”, „chcą podpalić kraj”, „mrzonki”, „przecież da się system poprawić”, „studenci do nauki”, itp. Te same określenia dzisiaj spotykamy wobec ruchu JOW. Ciekawe, że wielu byłych ideologów solidarnościowych przeobraziło się w beton antydemokratyczny. No cóż, byt kształtuje świadomość. Dlatego nie ma kompletnie zaufania do tzw. kombatantów solidarnościowych. Wielu z nich to farbowane lisy. Co widać i czuć.

    Odpowiedz

  19. pablito

    18. maja 2015,  godz. 22:57

    @WoJOWnick
    Element rankingowy … tylko po co wprowadzać dodatkową ocenę. Czyż głosowanie nie jest właśnie oceną? To takie proste, idziesz skreślasz, kogo lubisz tego co wysoko oceniasz i wrzucasz do urny. Problem jest pogrzebany w innym miejscu. Ludzie nie chcą chodzić na wybory. Mają już tego cyrku dość i nie wierzą w tą co się dzieje na wyborach. Ja sam nie wieżę, że wszyscy głosują na Gronkiewicz w Warszawie, taki paraliż stolicy to jeszcze nikt Warszawiakom nie zafundował. Swoją drogą Prezydenta stolicy powinni wybierać wszyscy Polacy a nie tylko Warszawiacy. To jest stolica naszego kraju a nie Warszawiaków. Uważam, że równocześnie należy mocno pracować nad tym, żeby ludzie chcieli pójść do głosowania. Jak patrzę na statystyki np. w Niemczech to aż się łezka kręci. Tam do urn jeszcze do niedawna chodziło ponad 90% uprawnionych. I wtedy można mówić o demokracji. A jak do wyborów idzie 30% uprawnionych z czego 30% głosów jest nieważnych to nawet JOW w niczym nie pomoże. Bardzo mi się podoba sposób liczenia głosów w Wielkiej Brytanii. Tam wszyscy liczą głosy i to jest niesamowite i bardzo mocno ludzi łączy. U nas? Co się dzieje?! Znajdują w bagażnikach wypełnione karty, liczą więcej głosów niż było oddanych, i cholera wie co jeszcze. Wszystko celowo pokazują w mediach, żeby ludzi zniechęcać do wyborów. I bardzo dobrze im to wychodzi. Tak więc ludzie musicie oddać swój głos. To da wam większą szanse na legalne wybory. Przecież nie policzą 200% głosów, nie wypełnią za martwe dusze itp. To takie proste idźcie i oddajcie swój głos. Niech się za was nie wstydzę. Nie jesteśmy gorsi od innych narodów u nich frekwencja jest powyżej 60, 70% w zależności od kraju

    Odpowiedz

  20. Krzysztof Kowalczyk

    18. maja 2015,  godz. 10:01

    Mariusz Wis – „Sofizmaty o JOW” (2013): „A co z tym brakiem: „poparcia większości społeczeństwa” w JOW? Z moich badań porównawczych wynika, że to właśnie w JOW osiągane jest wyższe poparcie społeczne. Zestawiłem wyniki ostatnich wyborów do Sejmu w 2011 r. (dalej PL) i do parlamentu Wielkiej Brytanii w 2010 r. (dalej GB). Co się okazało. Średnia wartość uzyskanych głosów w okręgu wyborczym przez posła w PL i MP (Member of Parliament) w GB wynosi: w GB – 47,2 % głosujących, a w PL – 4,9 % głosujących. W GB nie ma ani jednego MP z wynikiem poniżej 30 % głosujących, a 34 % składu parlamentu (222 MP) ma wynik powyżej 50 % głosujących. W PL tylko 4 posłów uzyskało wynik powyżej 20 % głosujących. Średnia wartość uzyskanych głosów przez posła w stosunku do ilości wyborców to: w GB – 30,8 % wyborców a w PL – 2,3% wyborców. W GB poparcie powyżej 20 % wyborców otrzymało 99,8 % MP. W PL tylko 1 poseł uzyskał wynik powyżej 20 % ogółu wyborców (25,1 %), a 304 posłów (66% Sejmu) nie przekroczyło poparcia w wysokości 2% wyborców.” Więcej: http://koszalin7.pl/obywatel/wybory-polityka/776-sofizmaty-o-jow.html

    Odpowiedz

  21. WoJOWnick

    17. maja 2015,  godz. 22:53

    JOW w proponowanej formie posiadają dosyć istotną wadę. Pozwala ona na wybór kandydata, który niekoniecznie będzie cieszył się zaufaniem większości społeczeństwa w danym okręgu.
    Przy dużej ilości osób startujących w wyborach może dochodzić do sytuacji, że będą zwyciężać ludzie posiadający niezbyt liczny, ale mocno zdyscyplinowany elektorat (tzw. betonowy).
    Przykładowo przy 10 kandydatach jeden otrzymuje 15% wszystkich głosów pozostali poniżej tego poziomu. Wybrany jednakże może być nie akceptowany przez 85% pozostałych głosujących a i tak dostanie się do sejmu.
    Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie elementu rankingowego, który zmniejszyłby tego typu negatywny efekt.
    W przypadku więcej niż trzech kandydatów w danym okręgu głosujący mogliby przydzielić oceny od 1-3. Najwyższa nota (3) byłaby dla faworyta pozostałe dla tych, którzy również cieszą się zaufaniem, ale już w mniejszym stopniu.
    Możliwe byłoby zagłosowanie na mniejszą ilość osób, ale wtedy w pierwszej kolejności trzeba byłoby wykorzystać niższe wartości oceny.
    Odwołując się do wcześniej przytoczonego przykładu możliwa byłaby sytuacja, że wygrałby inny kandydat pomimo otrzymania mniejszej ilości głosów niż 15% (z oceną 3). Ciesząc się zaufaniem elektoratu pozostałych kandydatów z uwagi na dużą ilość ocen 2 i 1 w ostatecznym podsumowaniu wyszedłby wyżej w rankingu i to on zostałby posłem. Byłby to zdecydowanie bardziej obywatelski „wybraniec”.
    Trójstopniowa ocena byłaby dosyć prosta do zrozumienia dla większości wyborców i nie skomplikowałaby znacząco procesu liczenia głosów.
    Taki system wyborczy zachęciłby ludzi do zapoznawania się z programami wyborczymi pozostałych kandydatów. Wybór stałby się bardziej świadomy.

    Karta do głosowania mogłaby wyglądać tak jak poniżej.

    Dane kandydata Ocena_1 Ocena_2 Ocena_3
    Kandytat A
    Kandytat B
    ..
    Kandydat Z

    Oceny wystawiałoby się poprzez zakreślenie kratki pod właściwą kolumną.

    Zachęcam do wyrażenie opinii na temat proponowanego rozwiązania. Wydaje mi się, że byłby to spory postęp, który mógłby osłabić argumenty przeciwników JOW i jednocześnie pokazać, że idea ewoluuje ku lepszemu.

    Odpowiedz

  22. faktograph

    17. maja 2015,  godz. 12:21

    cytat:

    „rezultat wyborów, jeśli interesuje nas „proporcjonalny rozdział mandatów” jest efektem o charakterze przypadkowym i czysto statystycznym. „Reprezentatywność” zaś takich wyborów jest mitem, który nie znajduje żadnego uzasadnienia w znanych nam faktach.”

    To jest istota rzeczy. Cała ta krytyka JOWów faktycznie nie ma żadnych faktów u podstaw poza… opiniami teoretyków z uniwersytetów na zasadzie „Jo wójt wam to mówię”. A opinie te są czystą ideologią. Ci wójtowie-doktorowie uniwersyteccy nie zauważają, że ordynacja proporcjonalna przekazuje władzę w ręce pojedynczych ludzi (prezesów partii) lub małych grup partyjnych, a więc ordynacja taka tworzy klasyczny feudalizm. Nie wiem jak można być takim tumanescu żeby tego nie widzieć, gdyż to jest fakt, nie teoria. Ten fakt jest zaprzeczeniem demokracji. Jakie by złe nie były JOWy to zapobiegają zepchnięciem obywateli do roli poddanych. To elementarz wolnego człowieka.

    Odpowiedz

  23. Seba

    16. maja 2015,  godz. 23:22

    Nawet nie wiecie jak bardzo dzisiaj brakuje mi p. Profesora.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.