Przypominamy tekst wystąpienia prof. Jerzego Przystawy na Kongresie Protestu w Warszawie, 31 marca 2012, razem z materiałem filmowym wcześniej nieprezentowanym.

 

Obóz protestu

 

Polska, a w szczególności Warszawa, od lat jest świadkiem nasilających się protestów najróżniejszych grup zawodowych i związków. Chyba poza bankierami i zawodowymi politykami protestowali już wszyscy. Jedni głośniej, inni ciszej, jedni spokojnie maszerowali, inni szli z hałasem i dymem palonych opon samochodowych i kubłów ze śmieciami.

 

W ogromnej większości były to i są protesty o charakterze egzystencjalnym: protestujący stwierdzają, że pieniądze publiczne są źle dzielone, w związku z tym szwankują wszelkie służby publiczne, a kolejne grupy zawodowe popadają w biedę, nie będąc w stanie ani wykonywać należycie swoich obowiązków, ani nawet zarobić na swoje utrzymanie. Poruszające były też manifestacje protestu o charakterze nie egzystencjalnym lecz politycznym, w tym, w pierwszym rzędzie, w związku z Katastrofą Smoleńską czy Marsze Niepodległości.

 

Ogólną cechą tych wszystkich akcji protestacyjnych jest to, że są to akcje rozłączne, angażujące w różnym stopniu różne grupy zawodowe i społeczne, nie wywołujące – każda z osobna – większego rezonansu społecznego. I nie mogą one takiego rezonansu wywołać, gdyż stanowią front walki o interesy szczegółowe, a więc nie posiadają potencjału umożliwiającego zaangażowanie potężnych warstw społecznych. Stoczniowcy mało obchodzą dzisiaj górników, i vice versa, rolnicy i lekarze ambiwalentnie odnoszą się do jednych i drugich itd., itp. Społeczeństwo jest podzielone, po 1989 roku, po rozbiciu NSZZ Solidarność, zabrakło idei, organizacji i struktur, które mogłyby te różne części Polski scalić ponownie i utworzyć z nich siłę, będąca w stanie przeciwstawić się globalnym planom politycznym, dla których podmiotowość Polski i Polaków może być jedynie kłopotem i zagrożeniem. Wygenerowana w trakcie umów – nazwijmy je umownie Umowami Okrągłego Stołu – klasa zawodowych polityków, otrzymała zadanie dopasowania naszego kraju do tych globalnych planów, pilnowania i pacyfikowania odruchów społecznego protestu. I to zadanie, od 23 lat, z pomocą wszystkich wielkich tego świata, skutecznie wykonuje. Ta skuteczność jest możliwa dzięki ciągłemu kredytowaniu zewnętrznemu, które wpędziło Polskę w pętlę gigantycznego zadłużenia, ale pozwalało na utrzymywanie jako takiego pokoju społecznego, nie dopuszczając do zbyt gwałtownego wybuchu niezadowolenia, takiego jak np. w Grecji czy na Węgrzech.  

 

Aby przeciwstawić się planom globalnym, aby uzyskać podmiotowość Polski i Polaków w europejskich i światowych rozgrywkach, konieczna jest idea jednocząca, ponad wszelkimi interesami partykularnymi poszczególnych grup społecznych, idea, która jest do przyjęcia i akceptacji dla wszystkich, idea, która nikogo nie antagonizuje, ale której realizacja wychodzi naprzeciw słusznym oczekiwaniom społecznym. Naturalnie, ta idea musi mieć w sobie potencjał dający nadzieję na zrealizowanie tego ambitnego, antyglobalistycznego zamiaru: przywrócenia Polsce miejsca podmiotowego w polityce międzynarodowej.

 

W tym Obozie Protestu pojawił się ostatnio na scenie politycznej podmiot aspirujący do zdominowania tej sceny i przejęcia niekwestionowanego i wyłącznego przywództwa. Jest nim partia Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Uchwała Komitetu Politycznego tej partii z 21 marca 2012 oświadcza:


Jedynym ugrupowaniem, zdolnym przeciwstawić się planowemu osłabianiu polskiego państwa i demoralizowaniu jego obywateli, jest Prawo i Sprawiedliwość, które scala różne prawicowe oraz centrowe nurty i środowiska. Tylko skupienie się wokół PiS wszystkich, których łączy troska o pomyślną przyszłość niepodległej Polski, gwarantuje możliwość uzyskania realnego wpływu na funkcjonowanie państwa. Łudzenie wyborców mirażami personalnych przetasowań przez grupy, które nie mają szans na wejście do Parlamentu, szkodzi sprawie zwycięstwa prawicy… Wymaga tego dobro Ojczyzny, które musi być traktowane jako ważniejsze od osobistych interesów i ambicji. Tworzenie organizacji, działających na marginesie politycznych wydarzeń, ale uszczuplających elektorat prawicy choćby o ułamki procentów, jest szkodliwe i służy przeciwnikom Polski silnej, dostatniej, sprawiedliwej i liczącej się w świecie. Kto się na taki krok decyduje nie będzie mógł w przyszłości liczyć ani na zapomnienie błędów, ani na kandydowanie z list Prawa i Sprawiedliwości. Polska potrzebuje zwycięstwa prawicy. Zwycięstwo zapewnić może jedynie Prawo i Sprawiedliwość. To zwycięstwo nastąpi tym szybciej, im więcej sił skupi się we wspólnym wysiłku.

 

Oczywiście, PiS i Jarosław Kaczyński nie jest jedyną partią, ani ugrupowaniem politycznym, aspirującym do ogólnonarodowego przywództwa i domagającym się zjednoczenia wszystkich pod wywieszonym przez nich sztandarem. Przypisuję tej partii miejsce szczególne, ponieważ jest to dzisiaj najsilniejsza partia polityczna, opozycyjna wobec koalicji rządzącej, dysponująca aktualnie 30% mandatów poselskich i nie ukrywająca, że jej celem jest przejęcie władzy w Polsce i to na zasadzie wyłączności. Posługuje się ona sprytną socjotechniką, która wszystkich Polaków, nie zgadzających się z Jarosławem Kaczyńskim brutalnie spycha na miejsce, na którym stało ZOMO, przypisując im złe, antypatriotyczne i antypolskie intencje, a nawet więcej: zdradę interesów narodowych.


 

Propozycja Jarosława Kaczyńskiego nie jest interesująca

 

Powód jest bardzo prosty: Jarosław Kaczyński jest politykiem Magdalenki i Okrągłego Stołu, pozostającym w najwyższych strukturach władzy nieprzerwanie od 1989 roku, także jako premier rządu polskiego, którego brat sprawował może nawet jeszcze wyższe urzędy i godności, z Urzędem Prezydenta RP włącznie. Z tych powodów nie jest wiarygodna jego argumentacja, stosowany wobec nas szantaż – staliście tam, gdzie stało ZOMO – ani nie jest wiarygodny on sam, jako przywódca antyglobalistycznego protestu Polaków. Ciąży na nim bowiem odpowiedzialność nie tylko za okres rządzenia Polską z pozycji premiera, ale, a la longue, współodpowiedzialność za wszystko to, przy czym współuczestniczył od 1989 roku. Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński jest dzisiaj innym politykiem niż ten z ostatniej dekady ubiegłego wieku, ale, żeby nas o tym przekonać, zamiast szantażować piętnem zdrady interesów narodowych, powinien raczej złożyć jakąś samokrytykę, wskazać wyraźnie, co w jego działaniach politycznych tych 23 lat było złe i szkodliwe dla Polski, co dzisiaj odrzuca i dlaczego. Zamiast takiej samokrytyki, tak jak zawsze do tej pory, domaga się od nas podporządkowania i bezdyskusyjnego przyjęcia jego wykładni politycznej. Nie sądzę, żeby była to, na dłuższą metę, droga właściwa.


 

Gdzie więc jest klucz, gdzie szukać skutecznego planu dla Polski?

 

Jako inicjator, przed 20 laty, Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, z satysfakcją i przyjemnością pragnę w tym miejscu przywołać Uchwałę Katowickiej Okręgowej Rady Adwokackiej z dnia 22 marca 2012. Adwokaci stwierdzają w niej:


Zawód polityka stał się zawodem zamkniętym dla aktywnych społecznie obywateli. Ukształtowany system partyjny skutecznie wyeliminował możliwość wpływu na rządy w państwie dla rzeszy osób nie związanych z kastą politycznych "celebrytów", monopolizującą życie polityczne ostatniego dwudziestolecia.

 

Nie jest to zgodne ani z zasadami demokracji, ani z interesem państwa. Gry wewnątrzpartyjne często bowiem powodują, że eksponowane stanowiska w państwie obejmują ludzie jawnie niekompetentni a dorosłych obywateli pouczają osoby, które same niczego nie osiągnęły we własnym życiu zawodowym.

 

Dlatego uznajemy, że argumentacja, związana z postulatem tzw. deregulacji winna mieć w pierwszym rzędzie zastosowanie do grupy zawodowych polityków.

 

Z powyższych względów postanawiamy poprzeć działania, służące realizacji postulatów, niezbędnych dla deregulacji zawodu polityka w Polsce. Są nimi:
zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez wprowadzenie okręgów jednomandatowych,
zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez ograniczenie minimum liczby podpisów osób, popierających kandydata do 500.


 

Deregulacja zawodu polityka: kto to jest polityk?

 

Najprostsza i najbardziej właściwa odpowiedź na to pytanie jest taka:

polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze.

 

Z tej definicji polityka wynika od razu najważniejsza rola Sejmu w strukturze władzy państwowej: to w Sejmie dzielone są publiczne pieniądze, to tam uchwala się Budżet Państwa, to tam muszą być uwzględnione wszystkie słuszne oczekiwania różnych grup społecznych i zawodów. Rząd i jego struktury, administracja państwowa, mają jedynie sprawnie wykonywać wolę Sejmu.

 

Komu normalni ludzie powierzają swoje pieniądze? Jakim kryteriom muszą odpowiadać ci, którym przyznamy prawo dysponowania naszymi pieniędzmi?

 

Oczywiście, że muszą to być ludzie, do których mamy zaufanie. Żaden normalny człowiek nie powierzy swoich pieniędzy komuś, kogo nie zna, albo komu nie ufa. Z tego wynika, że aby komuś zaufać trzeba go najpierw znać.


 

Jak wygląda Sejm Rzeczypospolitej, jeśli popatrzymy nań przez lupę takiego kryterium? Jacy ludzie w nim zasiadają?


Zadałem sobie trud przejrzenia poparcia, jakiego udzielili wyborcy posłom obecnej Kadencji Sejmowej. Na 460 zasiadających w tej Izbie posłów 297, a więc 65%, nie uzyskało poparcia nawet 2% wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc nie uzyskało nawet poparcia 1 na 50 wyborców! 85 z nich, a więc prawie 20% całej Izby nie przekroczyło poparcia 1%, a więc 1 na 100 wyborców! Np. wicemarszałek Sejmu, p. Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach zaledwie 7065 głosów, a więc znacznie poniżej 1% wyborców. Nie wiele więcej uzyskał inny wicemarszałek, p. Grzeszczak, bo aż 9648, czyli 1,3%. Natomiast zaledwie 6 posłów (dosłownie: sześciu!) może się pochwalić poparciem przekraczającym 10% wyborców w ich okręgach wyborczych. Wśród tych 6 nie ma nawet liderów partii politycznych, które od 1989 roku nieprzerwanie zasiadają w Sejmie i sprawujących urzędy premierów: Waldemar Pawlak uzyskał zaledwie 3,2%, a Leszek Miller jeszcze mniej, bo tylko 2,4% głosów wyborców.

 

Liczby te nie są wyjątkowe: podobnie było we wszystkich poprzednich kadencjach od 1991 roku, czyli od tzw. pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborów w RP.

 

 

Ale czy faktycznie: czy od 1991 roku mamy w Polsce do czynienia z prawdziwie demokratycznymi wyborami?


Przede wszystkim nie mamy podstawowego prawa obywatelskiego, jakim jest nieskrępowane prawo kandydowania w wyborach powszechnych, czyli tzw. biernego prawa wyborczego. Szkoda, że od wyartykułowania tego zarzutu uchyliła się ORA, która wymienia tylko ograniczającą nasze bierne prawo wyborcze absurdalnie wysoką liczbę podpisów. Bo nie tylko o liczbę podpisów tu chodzi. Ale jest faktem, że gdy obywatelowi Wielkiej Brytanii (Kanady czy USA) wystarczy kilka, nie więcej niż 10-15 podpisów do zarejestrowania swojej kandydatury, to w Polsce ta liczba urasta do absurdalnego wymogu co najmniej 110 tysięcy, bez której nie podobna zarejestrować ogólnopolskiego komitetu wyborczego, a w konsekwencji niemożliwe staje się przekroczeniu progu 5% poparcia.

 

Po drugie: od czasów Lenina znane jest powiedzenie nie ważne, jak kto głosuje, ważne jest, kto liczy głosy? Kto liczy głosy w Polsce, a kto liczy w głosy np. w Anglii czy Kanadzie? TUTAJ od liczenia głosów są niezliczone komisje wyborcze, obwodowe, okręgowe i centralna, które wielokrotnie liczą, przeliczają, przesyłają tam i na powrót poza wszelką kontrolą społeczną, za zamkniętymi drzwiami, przez które zwykły wyborca nie ma wstępu. Wybory urządza administracja i tylko ona te wybory organizuje i kontroluje. TAM nie ma żadnych komisji wyborczych ani obwodowych, ani okręgowych, ani centralnych: tam wyborcy SAMI organizują wybory, sami liczą głosy i sami cały przebieg wyborów kontrolują. Oni też ogłaszają kto te wybory wygrał i kto otrzymuje mandat do ich reprezentowania, komu powierzają prawo dzielenia ich pieniędzy. Nie uzgadniają tego z żadnymi instancjami ani na górze, ani na dole. W takim systemie nie jest możliwe, żeby marszałkiem Sejmu był nie wiadomo kto, bo kandydat na marszałka musi najpierw zdobyć większość głosów wyborców w swoim okręgu wyborczym (mandat do dzielenia publicznych pieniędzy!), a potem uzyskać bezwzględną większość głosów członków parlamentu w tajnym głosowaniu! Będzie to więc prawdziwie osoba autentycznego zaufania społecznego, a nie partyjna wydmuszka za nie wiadomo jakie zasługi i dla kogo?

 

Polska może stać się podmiotem politycznym w polityce światowej dopiero wtedy, gdy nasze, polskie pieniądze, dzielić będą ludzie cieszący się naszym zaufaniem, wyrażonym w prawdziwie demokratycznych powszechnych wyborach. Wtedy także nasze protesty niezadowolenia będą miały rzeczywistych, odpowiedzialnych przed nami adresatów. System, który nam zafundowano, jak pisał filozof polityki Karl Popper odziera posła z osobistej odpowiedzialności i czyni zeń maszynkę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka. Kierowanie naszych protestów i żałob do maszynek do głosowania urąga zdrowemu rozsądkowi i prowadzi donikąd.


Jose Ortega y Gasset, inny światowej sławy filozof polityki, pisał: Zdrowie każdej demokracji zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego: od procedury wyborczej. Gdy procedura ta jest właściwa, wtedy wszystko działa jak należy. Gdy procedura ta jest niewłaściwa, wtedy wszystko się wali, nawet gdyby inne instytucje działały bez zarzutu.


W Polsce wszystko się wali. Czas pójść po rozum do głowy. Trzeba się uporać z ordynacją wyborczą do Sejmu.



 

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 11 Komentarzy
  1. Krzysztof Kowalczyk

    12. Kwi 2012,  godz. 00:52

    Cieszy mnie powstanie nowego dwutygodnika „Prawda jest ciekawa”, którego red. nacz. jest Kornel Morawiecki i gdzie ma być miejsce na tematykę JOW. Tak jak w nr. z 29 III – 11 IV 2012, gdzie znalazłem tekst prof. Przystawy pt. „Naród na kolanach” ze zdjęciem z happennigu „Robią nas w balona” we Wrocławiu z 2009 r. Gazeta kosztuje 1,80 zł i ma większy nakład niż „Opcja na Prawo”, która też drukuje teksty o JOW. Oba pisma mają też swoje strony internetowe: http://www.gazetaobywatelska.info , http://www.opcjanaprawo.pl

    Odpowiedz

  2. Albert Łyjak

    02. Kwi 2012,  godz. 17:47

    Chciałbym zachęcić wojowników do czytania nowej niezależnej gazety: Prawda jest ciekawa. Gazeta Obywatelska . Jesteśmy już po debiucie i ukazujemy się w całej Polsce. Dostępni jesteśmy w kioskach, gdzie dostawcą prasy jest Kolporter. Ze swej strony dodam, że w naszym dwutygodniku, już jest 7 numer, zawsze jest i będzie tekst prof. Jerzego Przystawy dotyczący ordynacji wyborczej. Słowo często jest bronią o wiele skuteczniejszą niż cokolwiek innego. Każdy komu leży na sercu dobro naszego kraju podejmuje różne działania. Robi a nie biadoli.

    Odpowiedz

  3. Sławomir Babraj

    02. Kwi 2012,  godz. 16:16

    Perykles, ateński mąż stanu, polityk, strateg i retor, żyjący w V wieku p.n.e., miał zapewne rację, określając tak swoich współobywateli.
    A współcześnie? Jak określić obywateli, którzy interesują się życiem państwa, prowadzą działalność publiczną, ale pozorną? Albo, jak określić tych, którzy pozostają wobec nich bierni, albo wygłaszają na ich cześć panegiryki? To szkodnicy.

    Odpowiedz

  4. Tadeusz Browarek

    02. Kwi 2012,  godz. 02:13

    Jeden z najlepszych tekstow Pana Profesora Jerzego Przystawy, jaki czytalem (slyszalem na Kongresie Protestu). Serdecznie gratuluje prostej definicji „polityka”. Nalezy dodac, ze czlowiek, ktory obnosi sie ze swoja rzekoma cnota „apolitycznosci”, jest w rzeczywistosci beztroskim bon-vivantem, niedbajacym o to, co politycy robia z jego pieniedzmi. Mozna to od biedy wybaczyc ludziom, ktorzy placa mniej niz 2,670 zlotych podatku dochodowego rocznie, czyli mniej, niz srednio na glowe przewidzial minister Jacek Rostowski w planie budzetu Panstwa na 2012 rok (40 mld zlotych do zaplacenia przez 15 mln podatnikow).

     

    Definicje Profesora uzupelnilbym o pojecie „polityka lewicowego”, czyli takiego, ktory podatki podnosi, oraz „polityka prawicowego”, ktore je obniza. Pan Zbigniew Ziobro jest ewiedentnie politykiem lewicowym, albowie w pierwszych slowach po wyborze na przywodce Solidarnej Polski zapowiedzial podniesienie podatkow od „najbogatszych”, czyli osob zarabiajacyh powyzej sredniej (3,570 zł – luty 2012).

    Odpowiedz

  5. Albert Łyjak

    01. Kwi 2012,  godz. 16:15

    Tusk dotrzyma słowa? Woda na młyn? Panie Sławomirze wierzy Pan w to? Solidarność przez swoje struktury zbierze podpisy bardzo szybko, Ruch JOW potrzebuje na to jakieś 10 lat. Proszę to zrobić, przekona się Pan. O zbieraniu podpisów pod referendum, ani wcześniej, ani teraz media nie będą informowały. Tak jak nie informują o wczorajszej wrocławskiej manifestacji w obronie mediów niezależnych, o wyjazdach Polaków na Węgry itp. Wcześniej zapraszane media nie pisały, teraz Pana zdaniem napiszą i jest to najlepsza forma propagowania idei JOW? Co się zmieniło, że napiszą? Na podstawie jakich wydarzeń Pan to wydedukował? Oczywiście o manifestacji Solidarności napiszą, ponieważ moim zdaniem jest to proces mocno kontrolowany. Nie mam złudzeń, Pan je ma. Jak do tej pory Solidarność obecna walczy tylko o przysłowiową kiełbasę, nie zauważyłem, żeby walczyła o cokolwiek innego.Nie zauważyłem również, żeby jakiekolwiek dobro obywatelskie leżało im na sercu. Obym się mylił.

    Odpowiedz

  6. Sławomir Babraj

    01. Kwi 2012,  godz. 14:39

    Zorganizowanie referendum obywatelskiego przez NSZZ „Solidarność”, jako formy walki społeczeństwa z aparatem władzy w państwie o fasadowej demokracji, zasługuje na najwyższe uznanie. Pomimo tego, że większość sejmowa, wybrana w niedemokratycznych wyborach, nie dopuściła do przeprowadzenia refrendum, to jednak temat referendum stał się przedmiotem kilkugodzinnej debaty sejmowej, w której kilka milionów obywateli miało okazję zapoznać się dokładnie z poruszanymi problemami i wyrobić sobie własne zdanie w tej sprawie. Kilkugodzinna debata w Sejmie nt. JOW dałaby społeczeństwu z pewnością więcej, niż kilkuletnia działalność informacyjna Ruchu JOW. Już choćby tylko z tego powodu warto jest złożyć w Sejmie wniosek o referendum ws. JOW.
    Podczas piątkowej debaty premier Tusk powiedział, że referenda powinno przeprowadzać się tylko w sprawach ustrojowych., np. „4xTAK”. Proszę Państwa, to jest woda na nasz młyn! My jesteśmy nawet skromniejsi od premiera Tuska, nam wystarczy referendum „1xTAK”, o treści np. ” Czy jesteś za wybieraniem 460 posłów do Sejmu Rzeczypospolitej w okręgach jednomandatowych, w jednej turze?”. Miejmy nadzieję, że premier Tusk nie oszuka wyborców po raz drugi i udzieli tej inicjatywie poparcia, by referendum odbyło się. Mamy swój argument, że ordynacja w JOW ma również cechy proporcjonalności i niepotrzebna jest żadna zmiana treści Konstytucji. Najważniejsze jest jednak, by jak najwięcej obywateli posiadło wiedzę nt. JOW i wyraziło chęć odejścia od partyjniackiej ordynacji wyborczej.
    NSZZ „Solidarność” przegrała na tym etapie swoją walkę w Sejmie o refrendum, ale zapowiada, że w lipcu walkę o prawa obywatelskie będzie kontynuować. Ruch JOW powinien nawiązać kontakty z tą najsilniejszą w Polsce organizają społeczną i wespół z innymi organizacjami społecznymi, którym dobro Polski autentycznie leży na sercu, omówić sprawę wspólnego zorganizowania referendum ustrojowego o wprowadzeniu JOW do Sejmu. Obecne okoliczności sprzyjają temu przedsięwzięciu. Do walki o JOW powinien stanąć cały Naród.

    Odpowiedz

  7. Jerzy Przystawa

    01. Kwi 2012,  godz. 07:17

    Powinniśmy pamiętac, że w 1989 roku OTWORZONO (częśiowo) scenę polityczną poprzez zmianę procedury wyborczej. W Magdalence najważniejszym tematem rozmów była procedura wyborcza. Od tej pory przekonują nas, że procedura wyborcza jest bez znaczenia, że jak zwał tak zwał, wszystko jest w porządku. Jak widać, mają do dyspozycji wszystkie media działają skutecznie. PiS twierdzi, że procedura wyborcza jest bez znaczenia, a nawet, że obecna procedura jest w porządku – jest przecież w Sejmie Jarosław Kaczyński i ok. 130 jego ludzi!

    Petycje, wnioski i prośby, w tym o referndum, do ludzi, których nie popiera więcej niż 1 na 100 wyborców urąga zdrowemu rozsądkowki i zwykłej przyzwoitości. Pora to zrozumieć.

    Odpowiedz

  8. Albert Łyjak

    31. Mar 2012,  godz. 22:56

    Doskonała diagnoza, nie tylko Naród musi się obudzić ale np; pisowcy również. To nikłe społeczne poparcie obecnych polityków uzmysławia nam, że to oni płyną pod prąd, to oni są nieprzystosowani, to oni są w ciągłej konfrontacji ze wszystkimi. Istotna jest również sprawa odrzucenia w karygodny sposób wniosku o referendum, wniosku podpisanego przez prawie 1,5 mln obywateli. Istotna dlatego, że jest grupa osób, która naiwnie chce podążać tą drogą. Przekonaliśmy się wszyscy jaki jest tego efekt.

    Odpowiedz

  9. Wojciech Kulesza

    31. Mar 2012,  godz. 21:56

    Sorry! cdn
    Chcemy wybierać tych do których mamy zaufanie, tych których sami delegujemy zgodnie z demokratycznymi zasadami kandydatów na wyborcze listy. Musimy się więc złączyć. Nie będą nam już rozbijać jedności i naszej solidarności ludzie Kiszczaka, od nas zależy – czy dokończymy solidarnościowej rewolucji, którą nam skradziono w Magdalence! Powstańmy jeszcze raz i zakończmy to, co rozpoczęło pokolenie lat osiemdziesiątych! Jesteśmy to Polsce winni!

    Odpowiedz

  10. Wojciech Kulesza

    31. Mar 2012,  godz. 21:46

    Liczby przedstawione przez Jerzego Przystawę są porażające. 297 posłów a więc 65% nie uzyskało nawet 2% poparcia wyborców w swoich okręgach. A 85 posłów a więc dalsze 20% nie uzyskało nawet 1% poparcia. W jakim więc systemie żyjemy, skoro posłowie nie mają ŻADNEGO demokratycznego mandatu do sprawowania swych sejmowych mandatów? Daleko im do wyniku 50 + 1 %, daleko nawet do uzyskania mandatu w wyniku uzyskania zwyczajnej większości bo przecież takiego systemu wyborczego nie ma – nie można więc rzetelnie ustalić prawdziwych wyników. Czy nie jest więc tak, że w miejscu gdzie kiedyś stało ZOMO – stoją dziś sejmowe partie polityczne, jak Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Polskie Stronnictwo Ludowe i różne inne Solidarne Najważniejsze Polski? Bo przecież to właśnie oni stosują starą komunistyczną zasadę bolszewicką – raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy!

    Jest w Polsce ogromny obóz demokratyczno-patriotyczny, znacznie większy niż obóz obecnej władzy. Dowiodły tego różne wybory (śp. Lech Kaczyński został wybrany głosami prawdziwych, zatroskanych losami Ojczyzny Polaków) – znacznie większy niż obcy Polakom obóz liberalno-lewicowy . Ale słabość rozbitego z winy tzw. prawicowych polityków patriotycznego obozu jest siłą politycznych przeciwników. Główną przeszkodą w zjednoczeniu tego obozu jest Jarosław Kaczyński i jego leninowska partia Prawo i Sprawiedliwość – do dzisiaj nie uznająca wolnych, demokratycznych wyborów do Sejmu.

    Bo nie jest i nigdy nie będzie już przywódcą tego obozu Jarosław Kaczyński, który przywództwo sobie do dzisiaj uzurpuje. Nie może polityk skompromitowany z powodu wielokrotnie przegranych wyborów, konszachtami z politycznymi hochsztaplerami, doprowadzenia do rozbicia obozu nadzieli wielu Polaków – odegrać już żadnej pozytywnej roli dla Polski. Dlatego WZYWAM Jarosława Kaczyńskiego – w imię przyszłości Polski – do ustąpienia, odejścia w polityczny niebyt. Musimy wyłonić charyzmatycznego, uczciwego i dbającego o obywatelski a nie partyjny interes przywódcę naszego obozu. Do którego będziemy mieć zaufanie, za którym wszyscy jak jeden mąż pójdziemy na bój o NASZĄ POLSKĘ. Daj Boże, aby słowa te spełniły się!

    Nie jest w stania zrobić czegoś dobrego dla Polski w pojedynkę żadna organizacja czy grupa jak Katowicka Rada Adwokacka, Ruch JOW czy wiele działających czy nawet palących opony ruchów protestu. Siła jest w jedności! Najpierwszym postulatem jest zrzucenia jarzma partyjnego systemu wyborczego do Sejmu i do wszystkich ciał przedstawicielskich.

    Odpowiedz

Skomentuj