/Wilkowi kozę w gardło?

Wilkowi kozę w gardło?

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 4 września 2003, godz. 10.00)
 
W ostatni weekend sierpnia zjechali się w Dziwnówku parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej, aby tam debatować nad najlepszym sposobem przejęcia przez partię władzy w Polsce. Wytypowali już premiera, będzie nim Jan (Maria Władysław) Rokita oraz prezydenta, którym powinien zostać obecny szef partii, Donald Tusk. A zatem z tym kto będzie sprawował władzę nie ma problemu. Pozostaje tylko pytanie, jak ją zdobyć? Aby na nie odpowiedzieć, politycy PO przystąpili do opracowania programu gospodarczego i dali sobie stanowczy termin: do końca tego roku! Program gospodarczy to nie w kij dmuchał i nie wystarczyło ani ponad rok zasiadania w parlamencie, ani przygotowania programowe przed ostatnimi wyborami do Sejmu, ani wysokie pozycje rządowe i parlamentarne jakie politycy tej partii – aczkolwiek pod innymi sztandarami ? przez wiele lat sprawowali. Na razie jedynym konkretnym postulatem partii jest postulat "Trzy razy 15", a więc, żeby wszystkie stawki podatkowe wynosiły 15%. To ładnie brzmi i nadaje się na hasło pisane na murach. Trudniej będzie jednak wyjaśnić społeczeństwu zalety takiej propozycji? Dlaczego 15? Czy dlatego, że 15 dzieli się przez 3 i przez 5? 3 to chociaż święta liczba, ale dlaczego 5?

     Największą sensacją jest wiadomość, że politycy PO postanowili zorganizować kampanię na rzecz zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Wiadomość ta powinna ucieszyć wszystkich, którzy ten postulat ustrojowy od lat wysuwają: wreszcie znalazła się partia polityczna, i to partia polityczna z wielkimi ambicjami, która wpisuje JOW jako hasło na swoje sztandary! Tego nam było potrzeba!
     Spróbuję wyjaśnić dlaczego ta wiadomość nie wywołuje mojego entuzjazmu w takim stopniu, jak powinna i dlaczego zalecałbym pewną wstrzemięźliwość w nadmiernym optymizmie.
     Najróżniejsze badania opinii publicznej pokazują, że postulat bezpośredniego wyboru jednego posła w jednym okręgu jest niezwykle atrakcyjny dla społeczeństwa i poparcie dla takiej koncepcji zgłasza ok. 70% obywateli. Jest to ogromny potencjał i rezerwuar społecznego poparcia i jest rzeczą oczywistą, że wszyscy politycy i wszystkie partie marzą o tym, jak ten potencjał uruchomić i wykorzystać na swoją korzyść. Dlatego deklaracje poparcia dla JOW ze strony partyjnych polityków nie są niczym nowym i są wygłaszane, tu i tam, i jeszcze gdzie indziej, od początku, od kiedy tylko zaistniał nowy polski parlamentaryzm. Jak łaskawie zauważyła Janina Paradowska w "Polityce" z 6 września: "pomysł JOW nie jest nowy i tłukł się po Polsce, głównie w gronie działaczy samorządowych od lat". Ale filar postkomunistycznej publicystyki nie dojrzał, że "tłukł się" nie tylko w samorządach, nie tylko wśród pojedynczych polityków, ale to "tłuczenie" obejmowało niejednokrotnie całe partie. Wystarczy przypomnieć kilka przykładów. W maju 1995 roku postulat JOW wpisała do swego programu "Samoobrona". W 1997 roku, postulat wyboru "co najmniej 2/3 posłów w JOW" znalazł się w programie wyborczym AWS. JOW wypisała na swoich sztandarach wyborczych Liga Polskich Rodzin. Tuż przed wyborami 2001 poparcie dla JOW deklarowali "trzej muszkieterowie" – założyciele Platformy Obywatelskiej. Podczas prawyborów prezydenckich w Nysie, deklarację poparcia dla JOW złożyli publicznie kandydaci na urząd prezydenta: Andrzej Olechowski, Jan Olszewski, Andrzej Lepper, Dariusz Grabowski, Tadeusz Wilecki, Janusz Korwin-Mikke, Bogusław Pawłowski, a tylko jeden Jan Łopuszański nie był pewny czy JOW to najlepsze rozwiązanie!
     Wszyscy ci politycy i wszystkie te partie, po wyborach natychmiast zapominali o postulacie JOW i w swojej praktyce politycznej zajmowali się zupełnie czym innym, nie okazując żadnej pomocy, ani słownej, ani organizacyjnej, ani materialnej Ruchowi Obywatelskiemu na rzecz JOW. A przecież każdy rozumie, że nie tylko cała partia, nie tylko jakiś klub poselski, ale każdy indywidualny poseł posiada możliwości nieporównywalnie większe niż uczestnicy i działacze Ruchu JOW. Doskonałą ilustracją tej postawy był nasz tegoroczny Marsz na Warszawę: na drodze Marszu nie pojawił się ANI JEDEN POSEŁ z jakiejkolwiek partii politycznej. Owszem, kiedy przypadkiem, w Radomsku, podczas naszej akcji ulicznej do swego biura poselskiego podjechał Poseł RP, uciekał przed nami jak zając, i natychmiast przysłał jakichś poselskich fagasów, żeby sprawdzili czy mamy pozwolenie na prowadzenie akcji ulicznej! Od Częstochowy do Warszawy byli z nami wszyscy prezydenci i burmistrzowie miast, otwierali przed nami swoje ratusze i biura, ale żadnego polskiego parlamentarzysty uświadczyć się nam nie udało!
     Tych, i wielu innych, doświadczeń aż nadto, żeby zrozumieć, że tak jak wilkowi nie smakuje siano a tygrysowi kukurydza, tak partiom politycznym dostosowanym do wymogów ordynacji partyjnej nie smakują i nie pasują JOW. Jest to NIEZGODNOŚĆ STRUKTURALNA: pomiędzy tymi partiami i postulatem JOW ma miejsce to, co informatycy nazywają niekompatybilnością: system tzw. proporcjonalny, system list partyjnych, daje partyjnym tygrysom władzę wskazywania palcem, kto ma być posłem w jakim okręgu, to jest podstawowy instrument tej władzy i najważniejszy element całej struktury. Gdyby nie palec Jarosława Kaczyńskiego nie byłoby w Sejmie warszawskich posłów Pis-u, Kamińskiego, Poncyliusza, Mierzejewskiej i Szrajbera, którzy wspólnie nazbierali zaledwie 1% głosów wyborców, ani wrocławskiego posła Muszyńskiego (0,7%). Gdyby nie palec Donalda Tuska nie byłoby w Sejmie sprytnych młodych ludzi Schetyny (1,1%) i Protasiewicza (0,7%). Bez palca Andrzeja Leppera nigdy bram Sejmu nie przekroczyłaby posłanka Wiśniowiecka (0,8%), która nawet jednego zdania nie potrafi po polsku poprawnie skonstruować, a jej poziom wiedzy ogólnej jest taki, że pewnie, do chwili wyboru mogła nie wiedzieć, gdzie się znajduje siedziba Sejmu. Bez palca Leszka Millera do Sejmu nigdy nie dostaliby się nie tylko wielokrotny mistrz świata w boksie Jerzy Kulej (0,46%) czy złotousty rzecznik rządu Michał Tober (0,75%), ale nawet wielki przewodniczący Komisji Śledczej, prof. Tomasz Nałęcz, bo w swoim okręgu wyborczym nie zdobył nawet 5% głosów. Wbrew temu, co pisze najnowsza "Polityka", bez paluszka Leszka Millera nie dostałby się do Sejmu bohater telewizyjnego "Big Brothera", Sebastian Florek, ponieważ zaledwie 3% wyborców olsztyńskich chciało na niego głosować. Itd. itp. JOW odebrałyby tę wielką władzę Kaczyńskiemu, Tuskowi, i innym wodzom a 80% obecnych posłów nie miałoby żadnych widoków na dostanie się do następnego Sejmu.
     Aby posłowie obecnych partii stali się adwokatami JOW musieliby się wznieść ponad swój osobisty interes, poświęcając ten interes dla nadrzędnego interesu Polski. Dzisiaj słowo "patriotyzm" stało się słowem wstydliwym i anachronicznym. Przedwczoraj wysłuchałem wypowiedzi naszych parlamentarzystów w audycji telewizyjnej "Forum". Rozważali perspektywy wyborów do Parlamentu Europejskiego. Jak się okazuje w tym parlamencie nie będzie już miejsca dla klubu poselskiego posłów z Polski: będą tylko sami partyjni i europejscy socjaldemokraci, chadecy, liberałowie i jak tam ich zwał. Koniec z polskim zaściankiem, koniec z ksenofobią narodową i koniec z obroną jakichś tam urojonych interesów narodowych! Teraz już tylko Europa, Europa i jeszcze raz Europa. Jeśli "patriotyzm" to jedynie europejski, a nie zaściankowy. Tak myśli i tak się dziś wypowiada nasza parlamentarna elita. I w tym kierunku sterują, i sterować będą wodzowie obecnych partii politycznych i ich bezpośrednie zaplecze.
     Jeśli, pomimo partyjnego sita, są jeszcze w obecnym Sejmie posłowie, dla których interes Polski nie jest tylko przebrzmiałym frazesem, i którzy rozumieją konieczność zmiany systemu wyborczego i wprowadzenia JOW, to powinni oni, wzorując się na tym, jak swoją reformę 10 lat temu przeprowadzili Włosi, założyć pilnie Poselskie Ponadpartyjne Koło Reformy Prawa Wyborczego, a co najmniej Ponadpartyjny Zespół Poselski na rzecz JOW. Taki Zespół czy Koło powinien się składać z ludzi, którzy odłożą na bok inne sprawy, a wszystkie siły i środki skierują na przeprowadzenie tej podstawowej i najważniejszej reformy państwa. Ta sprawa zasługuje na to, żeby się nią tak zająć, a periculum in mora – czasu na zwłokę nie ma.
     Czy w obecnym Sejmie znajdzie się przynajmniej trzech posłów (tylu potrzeba do założenia zespołu poselskiego), którzy pójdą tą drogą? Jeśli wierzyć deklaracjom, które padają ze strony posłów różnych partii, to nie powinno być z tym problemu. Jeśli patrzeć z perspektywy doświadczeń sejmów czterech kadencji, to szanse są marne. Ale skoro całkiem na serio wpisują do swoich programów JOW?
     Dlatego poczekajmy z entuzjazmem. Niech zrobią coś, żeby udowodnić szczerość swoich intencji. Jeśli wilki deklarują, że przechodzą na koniczynę, a tygrysy na siano, to nie wkładajmy im od razu do pyska kozy czy owcy! Niech najpierw zakupią chociaż furę siana!

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych