/Zrozumieć politykę – część szósta

Zrozumieć politykę – część szósta

 

Sofizmaty o JOW

 

Pojawiły się w mediach jak grzyby po deszczu. A wszystko za sprawą muzyka Pawła Kukiza i jego determinacji w upominaniu się o jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) w wyborach do Sejmu.

 

Według słownika, sofizmat to rozumowanie na pozór poprawne, nadające pozory prawdziwości fałszywemu twierdzeniu. Na początek pójdą pod nóż twierdzenia dra Piotra Uziębło i red. Wojciecha Orlińskiego zamieszczone 20 i 23 marca w "Gazecie Wyborczej".

 

Możemy dowiedzieć się, że: JOW-y będą prowadzić do groźnego zjawiska nadreprezentatywności zwycięzcy wyborów. Otóż wybory w systemie JOW mają jeden, na wskroś demokratyczny i powszechnie akceptowany cel: wyłonić reprezentanta obywateli do Sejmu. Nic więcej. Takie wybory w JOW nie dążą do zebrania, tylu a tylu głosów, odzwierciedlenia jakichkolwiek i czyichkolwiek poglądów, czy dbania o to, aby nie traciły się głosy, cokolwiek miałoby to znaczyć, czy też uzyskiwania jakiejkolwiek reprezentatywności. Wybory w JOW to proste, jasne i przejrzyste desygnowanie reprezentanta obywateli z okręgu wyborczego do Sejmu. Tylko tyle i aż tyle. Niestety, polscy politolodzy, nie wiedzieć czemu, nie zauważają tego prostego faktu i z uporem maniaka przypisują wydumane cele z systemu tzw. proporcjonalnego (obecnie funkcjonującego w Polsce), wyborom w JOW. Te dwa cele, dwóch różnych systemów ustalania wyników wyborów, są wobec siebie sprzeczne i niekompatybilne. W świetle opinii Dietera Nohlena (niemieckiego autora podręczników z politologii): (…) systemy wyborcze powinny przede wszystkim (ale nie jedynie) być wartościowane według tego, jak dobrze realizują przypisane im zasady reprezentacji (…) wartościowanie systemów wyborczych wyłącznie za pomocą fałszywego odniesienia do konkurencyjnego systemu powinno być zabronione (Prawo wyborcze i system partyjny. O teorii systemów wyborczych, Warszawa 2004, s. 148).

 

Idźmy dalej. Wyłoniona reprezentacja musi odpowiadać układowi społecznemu. Pytam, a co to takiego, ten układ społeczny? Czy to jest układ pomiędzy oburzonymi a zadowolonymi, a może układ pomiędzy wszystkimi partiami politycznymi, czy tylko tymi, co są teraz w Sejmie? Można by tych układów mnożyć do woli. Na chłopski rozum widać, że utopią jest próbować stworzyć reprezentację odpowiadającą jakiemukolwiek układowi. Wmawianie tego typu musów reprezentacji, jest podobne do twierdzenia, z którego już dawno się wyleczyliśmy, że ustrój socjalistyczny, jest ustrojem sprawiedliwości społecznej.

 

A teraz władza. Rząd wyłoniony w systemie JOW-ów jest dużo słabszy, bo nie ma poparcia większości społeczeństwa. To deformacja wyników wyborów. Zacznijmy od końca. Wynik, to wynik i nie da się go zdeformować. Jeżeli Kowalski podczas wyborów w JOW otrzyma 20 000 głosów i wygra, to co w tym wyniku może być deformującego? Natomiast zdanie pierwsze jest całkowicie fałszywe. Pytam, czy rządy USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady, Francji a nawet Indii (715 mln wyborców, wybierających w JOW) to słabsze rządy niż krajów ameryki łacińskiej, czy choćby włoskiego lub naszego polskiego rządu, wyłonionych właśnie w systemie tzw. proporcjonalnym? JOW mogą stać się stymulatorem wzmocnienia państwa polskiego. Doświadczenia państw stosujących ten system wyborczy wskazują, że prowadzi on do wytworzenie dwubiegunowej sceny politycznej. Konsekwencją takiego stanu politycznego jest powoływanie rządów przez jedną partię polityczną. Koalicje zdarzają się wyjątkowo. Natomiast opozycja, jako recenzent prac rządu jest jasno umiejscowiona i bez wątpienia silniejsza niż w systemie wyborczym tzw. proporcjonalnym. Ten model państwa opartego o fundament JOW, nazywany chack and balance (sprawdzaj i równoważ), od czasów Jamesa Madisona, ojca konstytucji amerykańskiej i twórcy doktryny politycznej (Madisonian Model), jest mechanizmem potęgi Stanów Zjednoczonych. Wyłanianie w JOW parlamentu, a następnie powoływanie przez niego rządu, zarówno w doktrynie politycznej, jak i empirii skutków, oceniane jest jako rządzenie stabilniejsze, a więc silniejsze. Tak powoływane, rządy, dzięki braku koalicji, posiadają większą sprawność podejmowania optymalnych decyzji, przez co lepiej przyczyniają się do rozwoju kraju. Sprawowanie rządów przez jedno ugrupowanie polityczne, bez wątpienia podnosi poziom odpowiedzialności przed wyborcami, a więc przed społeczeństwem, dla którego partia rządząca wykonuje usługę sprawowania władzy. Natomiast istnienie silnej opozycji, mającej zdolność do samodzielnego objęcia rzędów po wyborach jest solą dobrze funkcjonującej demokracji. To realna konkurencja polityczna, tzw. oddech konkurenta i autentyczna rywalizacja o głosy wyborców sprawiają, że z jednej strony partia rządząca, będąc pod napięciem mocnej opozycji dąży do jak najwyższej jakości władzy a opozycja do najbardziej merytorycznej jej krytyki. Arbitrami tej naturalnej rywalizacji są wyborcy, a pożytki płyną dla całego społeczeństwa i państwa. JOW to źródło i jądro silnych rządów.

 

A co z tym brakiem poparcia większości społeczeństwa w JOW? Z moich badań porównawczych wynika, że to właśnie w JOW osiągane jest wyższe poparcie społeczne. Zestawiłem wyniki ostatnich wyborów, do Sejmu w 2011 r. (dalej PL) i do parlamentu Wielkiej Brytanii w 2010 r. (dalej GB). Co się okazało. Średnia wartość uzyskanych głosów w okręgu wyborczym przez posła w PL i MP (Member of Parliament) w GB wynosi: w GB – 47,2% głosujących, a w PL – 4,9% głosujących. W GB nie ma ani jednego MP z wynikiem poniżej 30% głosujących, a 34% składu parlamentu (222 MP) ma wynik powyżej 50% głosujących. W PL tylko 4 posłów uzyskało wynik powyżej 20% głosujących. Średnia wartość uzyskanych głosów przez posła w stosunku do ilości wyborców to: w GB – 30,8% wyborców a w PL – 2,3% wyborców. W GB poparcie powyżej 20% wyborców otrzymało 99,8% MP. W PL tylko 1 poseł uzyskał wynik powyżej 20% ogółu wyborców (25,1%), a 304 posłów (66% Sejmu) nie przekroczyło poparcia w wysokości 2% wyborców. To szokujące i żenujące dla Polaków porównanie, niestety prawdziwe. Tak, tak, Panie doktorze, tak to wygląda naprawdę.

 

Ręce opadają i scyzoryk w kieszeni się otwiera, gdy czyta się te sofizmaty. Na dodatek dręczy jeszcze deja vu. Pamiętam dobrze, jak w systemie gospodarki centralnie sterowanej, zarówno w polskiej nauce, jak i polityce dominował normatyw ekonomii socjalistycznej ze swoimi bazami i nadbudowami. Ta druga ekonomia, gospodarki rynkowej, działającej w największych i najbogatszych demokracjach, właśnie z JOW, pozostawała poza oficjalnym obiegiem. Podobne zjawisko w politologii i polityce można obserwować dzisiaj w stosunku do systemów wyborczych. Jedynie słusznym jest system proporcjonalny i jego różne mutacje z niemiecką na czele. Natomiast system większościowy z JOW jest odrzucany przez politykę i politologię. Czy doczekamy się, chociaż jednej polskiej uczelni, choćby jednej naukowej komórki badawczej zajmującej się poważnie badaniami nad systemem wyborczym z JOW? Oczekuję propozycji, jestem gotowy taką jednostkę poprowadzić. Aby dowiedzieć się prawdy, zmuszeni jesteśmy sami w Fundacji im. J. Madisona prowadzić badania nad JOW, gdyż polscy politolodzy nie interesują się tym tematem. A przecież z większościowego sytemu wyborczego korzysta pół demokratycznego świata (ponad 60 krajów) a nie, jak to napisał red. Wojciech Orliński, że JOW stosują tyko trzy kraje, Wielka Brytania, USA i Kanada. 

 

Warszawa, 25 marca 2013

 

Mariusz Wis – prezes Fundacji im. J. Madisona


263 wyświetlen