Mandat przedstawicielski to upoważnienie do działania w imieniu wyborców, udzielone poprzez wybory. Obejmuje prawo do przedstawiania opinii i głosowania nad kwestiami będącymi przedmiotem debaty i dyskusji. Mandat udzielany jest na czas ograniczony (czas jego trwania nazywany jest kadencją).

Możemy wyróżnić dwa rodzaje mandatu przedstawicielskiego:

1. Mandat wolny – opiera się na trzech założeniach:

a. Deputowany jest przedstawicielem całego narodu;

b. Zachowuje prawo do działania zgodnie z własnymi poglądami i orientacjami politycznymi;

c. Nie może być odwołany przed upływem kadencji.

2. Mandat imperatywny – jest przeciwieństwem mandatu wolnego i zakłada, że;

a. Deputowany jest przedstawicielem wyłącznie wyborców swojego okręgu;

b. Jest on zobowiązany do uwzględnienia opinii i oczekiwań własnego  elektoratu;

c. Może być odwołany przed upływem kadencji.

We współczesnych demokracjach powszechnym rozwiązaniem jest mandat wolny. Pierwszą demokracją, w której idea ta się wykrystalizowała była Wielka Brytania w połowie XVIII w. Z mandatem wolnym mamy również do czynienia w Polsce.

Należy jednak zaznaczyć, iż panuje zgoda co do tego, że przedstawione powyżej modele są typami idealnymi. W praktyce deputowany, choć posiada mandat wolny, musi liczyć się z głosem wyborców swego okręgu, w przeciwnym razie zmniejsza swoje szanse na wygraną w następnej elekcji.  Jeszcze istotniejszą rolę spełnia fakt związania deputowanego z partią polityczną.  Wymusza to na nim respektowanie jej ogólnej linii politycznej oraz poddaje rygorystycznej niekiedy dyscyplinie w głosowaniach.

 

Na podstawie:

A. Antoszewski, R. Herbut [red.], Leksykon politologii, wyd. atla 2, Wrocław 1999;

P. Sarnecki, Ustroje konstytucyjne państw współczesnych, Kraków 2003.

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Bogusław

    13. maja 2015,  godz. 20:46

    Kwestia nieformalnych ograniczeń „wolności” mandatu jest bardzo istotna bo niejednoznaczna. Z przyczyn praktycznych mandat „musi” być wolny, z sankcją w postaci wpływu na następne wybory. Przejrzystość JOW stanowi kluczową zaletę gdyż wiadomo, dla kogo pracuje poseł i wiadomo, że w czasie kampanii na następną kadencję będzie go (ją) dość łatwo rozliczyć a wręcz ujawnić jego wiarołomstwo w oparciu o konkretne przykłady. Poseł nie może wymawiać się kontekstem koalicyjnym czy też dyscyplina partyjną – choć w praktyce i tak będzie to czynił bo pamiętajcie – że zawsze da się do już wykonanego działania dorobić legendę i teorię (akurat przodują w tym od zawsze – poczytajcie prof. Parkinsona – urzędnicy i rozmaite byty około-administracyjne) a niekoniecznie – zwieńczyć najlepszą nawet teorię skutecznym, ekonomicznym i etycznym działaniem albo tylko nawet skutecznym. Dlatego najlepszym i jedynym narzędziem walki z biurokracją i pasożytami budżetowymi jest zabranie im pieniędzy. Zupełnie więc nie zgadzam się z powoływanym w artykule zbawiennym wpływem „dyscypliny” partyjnej na kontrolowanie posła przez obywateli. W przedstawionym w artykule kontekście ta dyscyplina jest właśnie wadą JOW. A podkreślony w innym miejscu wpływ na powstawanie stałych układów dwubiegunowych – tez jest wadą retoryczną. Bowiem obywatele w Polsce boja się zacementowania sceny politycznej a w istocie w PRL mieliśmy centralizm demokratyczny, który dokładnie polegał na stabilizacji politycznej w wymiarze makro i jedynie walce politycznej w obrębie organizacji – która zresztą walka była faktem i przebiegała w różnych formach (akurat w Polsce w relatywnie cywilizowanych). Zresztą ówczesna propaganda (np. w Polskim Radio popołudniówka „Tu jedynka, w której brylował, a jakże red. Marek Ostrowski i nie tylko) niewiele różniła się formą od obecnej (dzisiejszym odpowiednikiem jest „Euranet”), co emocjonalnie ale słusznie wyraził Paweł Kukiz w swojej wypowiedzi nt mediów w czasie wieczoru wyborczego. Tak wybitny umysł jak prof. Kieżun bardzo ciekawie porównuje system partokratyczny do tego, który istniał w PRL i dlatego właśnie popiera JOW bo system partokratyczny czyni z członków partii żołnierzy a z konkurentów politycznych – wrogów (co doskonale wyczuwają i transmitują komercyjne media – swoiste utowarowienie polityki). Obydwie te kwestie są osobno bardzo interesujące szczególnie z punktu widzenia prakseologii (Profesor Kieżun) ale i z punktu widzenia współczesnych procesów makroekonomicznych i globalizacyjnych – utowarowienie polityki ze szkodą dla jej adresata jako zagadnienie równoległe do utowarowienia np. żywności ze szkodą dla konsumenta. Umieściłem je obok siebie gdyż etyka działań, która stoi w centrum dorobku prakseologicznego Profesora Kieżuna jako główna determinanta rozważań związanych z zarządzaniem powinna teoretycznie przeciwstawiać się merkantylnym determinantom w gospodarce rynkowej a ona – niezależnie od stopnia liberalizacji – jednak przegrywa, co dowodzi samo przez się że nie istnieją systemy zarządzania organizacją, które są w stanie etykę zastąpić (co skąd inąd jest bliskie rozważaniom i poglądom Jana Pawła II a sprzeczne z teorią biurokracji Webera i w ogóle różnymi dogmatami technokratów). Stąd – aby właśnie zedrzeć swoistą maskę „cudownych mechanizmów” rzekomo kontrolujących polityków nie tylko w warstwie retorycznej ale i faktycznej JOW mają podwyższyć cenę zwyczajnej szlachetności i przyzwoitości a nawet miłości do współobywateli. Jak to ujął Profesor Kieżun – „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – to jest dorobek cywilizacji łacińskiej i cywilizacji w ogóle „a kierownikami gospodarki muszą być ludzie, którzy kochają swoich współobywateli przede wszystkim a na ostatnim miejscu widzą siebie. To może stać się największą zaletą JOW – poseł ma być ‚panem samego siebie” i tak ma być i będzie oceniony. To oczywiście tylko ułamek całościowej analizy ale jestem pewien, że należy tę analizę prowadzić na gruncie relacji klient-dostawca albo troski o klienta poszukując maksymalnie wyrazistej czystości relacji pomiędzy klientem, którego walutą jest głos w nadchodzących wyborach a dostawcą usługi politycznej w trosce o klienta ma być poseł.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.