Jose Ortega y Gasset:
Instytucje demokratyczne nie oparte na
autentycznych wyborach są niczym.

Problemy społeczeństwa obywatelskiego a destrukcyjny wpływ obecnej ordynacji wyborczej

Mając na uwadze powyższe motto, debata nad jakością systemu wyborczego z inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich jest zjawiskiem tyleż pożądanym co naturalnym. Dziękuję Panu Doktorowi Januszowi Kochanowskiemu za zaproszenie i mecenat nad Debatą. Chcę dodać, że tezy które tu przedstawię, są pokłosiem wielu lat studiów i dyskusji nad tematem ordynacji wyborczej, organizowanych w ramach Obywatelskiego Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, w oparciu o literaturę przedmiotu, w tym pism prof. Jerzego Przystawy i in. [1, 2, 3], Biuletynów Ruchu Obywatelskiego JOW, a także Materiałów 2. Konferencji poświęconych tej tematyce: w Kielcach (2004) [4] i w Lublinie (2007) [5].

Zacznijmy od definicji tytułowych pojęć.

Społeczeństwo Obywatelskie. Wydaje mi się, że można mu przypisać następujące cechy

  1. istnieje w nim etos dobra wspólnego
  2. aktywność życiowa buduje szacunek dla człowieka
  3. istnieje umiejętność samoorganizacji i współpracy
  4. jest nawyk rzetelności i wzajemnego zaufania (D. R. Swenson, [5])

Dobro wspólne warto pojmować w duchu Konstytucji Amerykańskiej, jako stan budowania pokoju i sprawiedliwości, osiągania dobrobytu i bezpieczeństwa obywateli, zabezpieczenia wolności dla siebie i potomnych (K. W. Kemp, [5]).

Obecna ordynacja wyborcza do Sejmu, tzw. proporcjonalna (PROP), to:

  1. Zasada, że Obywatele głosują na listy partyjne w wielomandatowych okręgach wyborczych.
  2. Liczba kandydatów każdego komitetu wyborczego nie może być mniejsza od liczby mandatów do obsadzenia w okręgu.
  3. Warunkiem dostępności do nominacji jest uzyskanie przez partię/komitet wyborczy co najmniej 5% głosów w skali kraju.
  4. Metoda największych ilorazów d’Hondt’a, St Lague’a lub podobna do wyliczania rezultatu wyborów.

Tezą tego referatu jest, że obecna ordynacja wyborcza, PROP, jest błędnym i szkodliwym mechanizmem wyłaniania władzy państwowej, że niszczy Społeczeństwo Obywatelskie i tym samym Państwo Polskie. Jest też niezgodna z Konstytucją RP – wybory nie są ani równe, ani bezpośrednie, ani proporcjonalne.

Co ciekawe, fakt ten był 12 kwietnia 2001 r. podstawą interpelacji 57 posłów. która nie doczekała się jednak konsekwencji parlamentarnych ani dyskusji prasowych. Byli to m.in. Jarosław Kaczyński, Ludwik Dorn, Marian Piłka, Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, Bronisław Geremek… Jak pisze o tym Jerzy Przystawa w 24. numerze Biuletynu Informacyjnego Ruchu JOW, niektórzy z nich "ponownie zostali wybrani do Sejmu według ordynacji, która – ich zdaniem – jest sprzeczna z Konstytucją" [3]. Oznacza to, że nasze "elity" partyjne zdają sobie sprawę z grzechów ordynacji PROP, ale uznają je za wygodne.

Wybory nie są równe, bo z racji 5% progu wyborczego głosy oddane na kandydatów z małych ugrupowań mają wagę zerową, a próg wyborczy dla mniejszości jest niższy (3%) niż dla reszty obywateli.

Wybory nie są bezpośrednie. Np w ostatnich wyborach w okręgu warszawskim liczba mandatów wynosiła 19. Liczba kandydatów na wszystkich listach wynosiła ponad 530. Wyborca stawiał znak X przy jednym z nazwisk, wybierając tym gestem grupę 19 posłów, często bez tego kandydata, na którego głosował.

Wybory nie są proporcjonalne. Odniosę się teraz do  typowych mitów pochwalnych orędowników ordynacji PROP. Są to złudzenia proporcjonalności i sprawiedliwości.

Zachowanie dla wszystkich zbliżonej partii proporcji między liczbą posłów partii a liczbą głosów oddanych w wyborach na kandydatów tej partii można by nazwać proporcjonalnością wyborów. Jeśli wystąpi, jest to matematyczna cecha już wybranego Sejmu, mająca pewien walor estetyczny. Nie stanowi ani o szczególnej skuteczności działania tak wybranej reprezentacji ani o jej legitymizacji logicznej lub etycznej.

Natomiast wymuszanie takiego wyniku wyborów przez sztuczne mechanizmy ordynacji wyborczej – przymus głosowania na listy partyjne, przeliczniki, 5% bariera dostępności – jest nadużyciem prawodawcy. Jest łamaniem ludzkiej woli, a także zasad sprawiedliwości i logiki. Aspiracje wyborców nie muszą się bowiem mieścić w ofertach programowych partii. Aspiracje obywateli wychodzą poza zakres programów i zaufania do partii występujących na politycznym rynku Chcą oni, i mają do tego niezbywalne prawo, znaleźć reprezentantów także dla swych obywatelskich dążeń. Taką szansę dają wybory większościowe oparte o jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) o czym będzie mowa w następnym bloku tematycznym tej Debaty.

Ordynacja PROP – głosowanie na listy partyjne – daje obywatelom taką szansę, że albo wybiorą jakiś partyjny szyld, albo mogą nie głosować. Ten system, mówiąc metaforycznie, podstawia na stacji zestaw kilku kolorowych pociągów i mówi pasażerom przez megafon – możecie jechać do Lublina, Zabrza, Wólki i Pacanowa – wybierzcie według swej wolnej woli. I w domyśle – innych miejscowości nie ma, nie istnieje inny system transportu – kto chce gdzie indziej, niech siedzi w domu. I siedzą obywatele w domu, zdesperowani, wymanewrowani przez cynicznego prawodawcę.

Frekwencja w wyborach parlamentarnych maleje z wyborów na wybory. Jeden z publicystów poddał myśl – nie ma w tym może nic strasznego, nie przychodzą ci, którzy nie czują się kompetentni, wystarczy, że zagłosują ci, którzy wiedzą czego chcą. Błąd! Nie przychodzą przede wszystkim ci, którzy odczuli manipulacyjny fałsz zawarty w głosowaniu na listy partyjne.

Obecny tu Mariusz Wis, radny warszawski, na własnej osobie przeprowadził dowód zasadniczej niegodziwości systemu PROP. Zgodził się kandydować w wyborach samorządowych pod warunkiem, że jego nazwisko będzie na pierwszym miejscu na liście. Po drugie – w okręgu wyborczym poza swoim miejscem zamieszkania i pracy. Po trzecie – bez prowadzenia jakiejkolwiek akcji wyborczej. Wszedł do Rady. Wystarczyło pierwsze miejsce na liście.

Wybory w systemie PROP wygrywają więc osoby układające listy wyborcze – liderzy partii. Poczucie własnego wpływu na wynik to błoga iluzja nielicznych już wyborców. O wyborze kandydatów z pierwszych miejsc na liście decyduje elementarna psychologia i żelazne reguły statystyczne  ordynacji PROP.

Są ludzie, którzy głoszą, że ordynacja "proporcjonalna" stosowana w Polsce, która rzekomo wymusza wspomnianą na początku proporcjonalność liczb posłów i głosów na partię, jest z tej racji "sprawiedliwa", a tym samym lepsza od JOW. Wykazaliśmy wcześniej, że odmawiając licznym wyborcom szans na wybór kandydata lub programu zgodnego z ich rozumem lub sumieniem, ordynacja PROP łamie zasady sprawiedliwości. Praktyka wykazuje ponadto że sztuczki techniczne, zwłaszcza 5% bariera dostępności dla partii, bynajmniej nie prowadzą do proporcjonalności składu Sejmu. Jednak argument sprawiedliwości jest jeszcze bardziej bałamutny.

Można przyjąć taką tezę, że wybory w systemie PROP stanowią sprawdzian popularności partii politycznych w społeczeństwie. Czy to jest jednak właściwy cel wyborów do Sejmu? Nie, cel jest inny – wybrać grupę ludzi sprawnych, rozumnych i uczciwych, do okresowego prowadzenia spraw państwa. Celem jest Dobro Wspólne obywateli, a nie sprawiedliwe zapobieganie krzywdzie partii – brakowi  proporcjonalności ich reprezentacji w Sejmie.

Nie była prawdziwą matką kobieta, która wyraziła zgodę na "sprawiedliwy" podział – każdej pretendentce po pół dziecka. Król Salomon tak pojętą sprawiedliwość potraktował z ironią, jako instrument służący odsłonięcia istoty sprawy, którą  była miłość matki do dziecka, nie zawiść i ambicja.

Odrzucić należy stwierdzenie, że obecnie w Polsce "my de facto wybieramy ludzi". Jako ilustrację przytoczę tu fragment tekstu internetowego Krzysztofa Kowalczyka, studenta UMCS, dotyczącego wyboru posła do Parlamentu Europejskiego w systemie PROP. Ukazuje on, jak próg wyborczy generuje konflikt który eliminuje "równość" na rzecz "sprawiedliwości":

"Ponieważ przy podziale mandatów w pierwszej kolejności bierze się pod uwagę sumaryczny wynik uzyskany przez listę, a w dalszej dopiero wynik personalny, jest to jednak bardziej głosowanie na listę partyjną niż na konkretnego kandydata. Wymowną ilustracją jak to działa w praktyce jest przykład głosującego przeciwko upamiętnieniu rotmistrza Pileckiego europosła PO Tadeusza Zwiefki. Z jego okręgu (wyjątkowo) wybierany był tylko jeden poseł i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Zwiefka zdobył mandat w okręgu, dostając o 1/3 mniej głosów, niż jego kontrkandydatka z LPR Anna Sobecka. Mało tego, wynik Zwiefki był dopiero trzecim wynikiem w okręgu – kandydat z drugim wynikiem też się nie dostał!"

Decyduje więc statystyka, pierwsze miejsca na listach, progi wyborcze. Matematyczna formuła wyborów "proporcjonalnych" faworyzuje partie polityczne, mimo że w partiach jest mniej niż 1% wszystkich wyborców. To jest dla elit partyjnych prawdziwe "przejęcie władzy". Wkładaj do urny co chcesz – i tak wyjdzie to co trzeba. Ordynacja PROP – to wymarzona maszynka wyborcza dla cynicznych kombinatorów.

Przypomnę tu wypowiedź Andrzej Sadowskiego podczas Konferencji w Lublinie [5]: "Demokracja została sprowadzona do rytuału wyborczego i gry interesów, a nie zasad". Przypomnę treść ważkiej wypowiedzi Jerzego Gieysztora w Materiałach Konferencji w Kielcach [4]: "Usunięcie rozwiązań ustrojowych rodzących zło jest obowiązkiem sumienia".

Jako ludzie i obywatele mamy chronić Dobro Wspólne. To jest Rodzina, moja wieś lub miasto, Ojczyzna, Ziemia jako planeta ludzi. Także kultywować związane z nimi kategorie wyższego lotu – miłość, kultura, historia, religia, obyczaj, pamięć, ambicje, doświadczenie, trwanie w czasie, wolność osobista, suwerenność. W tym wyraża się, jak wierzę, fundamentalne credo człowieczeństwa. By temu zadaniu podołać, trzeba dokonać wielu wyborów, a jednym z nich jest wybór sposobu życia. Organizując się społecznie musimy dla skuteczności wspólnych prac i bezpieczeństwa wyłaniać reprezentację, której powierzamy władzę nad sobą. Związane są z tym zagrożenia nadużycia władzy przez takie reprezentacje. Jak mówił filozof Karl Popper, zasadniczą sprawą dla demokracji jest to, że pozwala odwołać złych władców bez rozlewu krwi. Po prostu – większość parlamentarna odwołuje rząd. Tutaj jednak nie wolno ominąć opinii Hose Ortega y Gasseta: "Instytucje demokratyczne nie oparte na autentycznych wyborach są niczym".

W systemie wyborczym PROP tkwi immanentne zło, dla człowieka, obywatela, patrioty, wynikające z jego fundamentalnego zakłamania. Experimentum crucis Mariusza Wisa ukazuje bez obsłonek złowrogą siłę tego manipulacyjnego automatu wyborczego. Ta ordynacja przynosi pożytek takim "politykom", którzy liczą na bezmyślność, lenistwo, krótką pamięć, niefrasobliwość obywateli. Jej zasadą jest wodzowska manipulacja stadem baranów. Jest z tej racji niegodziwa, wroga samej idei społeczeństwa obywatelskiego, korupcjogenna. Dystansuje obywatela od jego państwa. Stanowi narzędzie politycznej deprawacji. Twierdzę, że świadome popieranie przez polityka ordynacji wyborczej PROP – czyli głosowania na listy partyjne – oznacza cynicznego, pogardzającego wyborcami karierowicza. Że taki człowiek nie zasługuje na zaufanie Obywateli, lecz…

Jakie wybory są więc autentyczne? Historia ludzkości od prawieków pokazuje nam ludzi, którzy stawali przed takim zadaniem. Wyrażam tu pogląd co najmniej ¾ naszego społeczeństwa, że metodą naturalną i oczywistą był i powinien być nadal wybór do reprezentacji konkretnych ludzi zaufania, każdego odrębnie, większością głosów. Zamiast mitycznych kategorii "sprawiedliwości" czy "reprezentatywności" ordynacja taka, ordynacja JOW, wmontuje w strukturę państwa uczciwość i odpowiedzialność oraz włączy Obywateli w rozumną dbałość o ich państwo. Dbałość powszednią – jak chleb powszedni.

Warszawa, 19 maja 2009

Niektóre referencje:
1. Jerzy Przystawa, "Konieczność nieuświadomiona", wyd. Wektory, 2006
2. "Otwarta księga – o jednomandatowe okręgi wyborcze", red. Romuald Lazarowicz i Jerzy Przystawa, wyd. SPES, 1999
3. Biuletyn Informacyjny Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, nr 24, 2005
4. "Jak wybierać naszych przedstawicieli do Sejmu – system większościowy czy proporcjonalny?", red. Iza Rycerska, wyd. WSEiA, Kielce 2004
5. "Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita?", red. D. Dudek, D. Kała, P. Potakowski, wyd. KUL, Lublin 2008

Skomentuj