/Polsko-białoruskie powinowactwo wyborcze?

Polsko-białoruskie powinowactwo wyborcze?

W mojej pierwszej notce na Salonie24 pt. „Prawo kandydowania a prawo zgłaszania w wyborach” dowodziłem ciągłości systemu wyborczego III RP z analogicznym funkcjonującym w PRL.

W następstwie opublikowanych niedawno na Salonie dwóch notek, dotyczących demokracji i autokracji, przyjrzałem się systemowi wyborczemu funkcjonującemu u naszego wschodniego sąsiada, czyli w Republice Białoruś.

Co prawda Republika Białoruś została zaklasyfikowana do czwartej, najniższej grupy państw określanych mianem reżimy totalitarne, ale III RP, ze swoją 30-letnią bohaterską walką o demokrację, znalazła się na końcu drugiej grupy pn. demokracje wadliwe i już za niedługo może spaść do trzeciej ligi zwanej systemy hybrydowe.

Zatem moje porównanie ma jakiś sens tym bardziej, że naukowcy opracowujący wskaźnik demokracji (Democracy Index) analizują różne kryteria w tym m.in. proces wyborczy funkcjonujący w analizowanym państwie.

Oto kilka danych porównawczych dotyczących prawa wyborczego do organu ustawodawczego, czyli do Izby Reprezentantów RB i Sejmu RP. W Konstytucji RB mamy następujący zapis: „Artykuł 69. Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do stowarzyszeń publicznych, kolektywów pracy i obywateli zgodnie z prawem”.

Przyznam się, że nie zgłębiałem tego zapisu zawężonego do treści „Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do (…) obywateli” w białoruskim Kodeksie wyborczym, który ma 156 artykułów i 130 stron.

Ile głosów poparcia musi uzyskać kandydat, aby znaleźć się na ballot – karcie? A może funkcjonuje zasada depozytu? Oto jest pytanie.
Formalnie – dla obywatela – wygląda to nieźle choć w warunkach białoruskiej autokracji domniemany zapis może być martwy.

W polskiej Konstytucji czegoś podobnego nie ma. Za to ustawa niższej rangi – czyli Kodeks wyborczy z 2011 roku – nie pozostawia złudzeń: „Art. 84.§ 1. Prawo zgłaszania kandydatów w wyborach przysługuje komitetom wyborczym”.

Wyłączność prawa kandydowania na posła ograniczonego do prawa zgłaszania mają zatem niekonstytucyjne organizmy zwane komitetami. W III RP suweren, czyli obywatel jest zerem.

Na marginesie przypomnę tylko, że ordynacja wyborcza z 1952 roku mówiła, iż: „Prawo zgłaszania kandydatów na posłów przysługuje organizacjom politycznym, zawodowym i spółdzielczym, Związkowi Samopomocy Chłopskiej, Związkowi Młodzieży Polskiej, jak również innym masowym organizacjom społecznym ludu pracującego”.

W Konstytucji RB jest zapis, że wybory deputowanych są: powszechne, wolne, równe, bezpośrednie i tajne.
Wyżej wymienione pięć zasad jest zgodne z wytycznymi dla państwa demokratycznego ujętymi w Kodeksie dobrej praktyki w sprawach wyborczych Rady Europy z 2003 roku.

Paradoksalnie Republika Białoruś, jako jedyne państwo w Europie, nie należy do Rady Europy, a Polsce, która jest członkiem Rady, nie chce się nawet urzędowo przetłumaczyć wspomnianego dokumentu.

Być może dlatego Konstytucja III RP uznaje tylko 4 zasady kodeksowe Rady pomijając bezceremonialnie zasadę wyborów wolnych. Widocznie jej autorzy mieli – po przejściach lat 1980 i 1981 – mocną awersję do nazwy wolny, która jest synonimem takich przymiotników, jak samorządny czy niezależny.

Systemy wyborcze obu naszych państw są – z punktu widzenia teorii i praktyki wyborczej – diametralnie różne.

W RB mamy system większościowy:
Izba Reprezentantów ma 110 deputowanych wybieranych w 110 okręgach wyborczych; z tego wynika, że 1 okręg liczy ok. 82 tys. mieszkańców. System ten jest stosowany w mateczniku nowożytnej demokracji, czyli w Zjednoczonym Królestwie i zwany jest popularnie JOW.

W III RP mamy system proporcjonalny:
Sejm ma 460 posłów, którzy wybierani są w 41 okręgach wyborczych, gdzie 1 okręg liczy prawie milion mieszkańców. Praojcem tego systemu jest ludowa demokracja PRL.

W związku z ww. pkt.3 wymaga pewnego wyjaśnienia obserwacja o treści: jak funkcjonuje system JOW do najniższej Izby Parlamentu w warunkach państwa zaliczonego do tzw. reżimu autorytarnego.

Formalnie Białoruś jest państwem demokratycznym, o czym świadczy zapis w artykule 1 białoruskiej konstytucji: „Republika Białoruś jest jednolitym demokratycznym socjalnym państwem prawa”.

W warunkach ordynacji JOW – dla przeciętnego obywatela Białorusi – liczy się kandydat na deputowanego, a nie lista partyjna jak w III RP. W wolnych wyborach wygrywa najlepszy. To od wyborców zależy, czy zwycięskim kandydatem będzie osoba nominowana przez partię wodzowską czy ktoś inny.

W 2016 roku posłanką do Izby Reprezentantów została Anna Kanapacka ze Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Ledwo co została deputowaną, a już zamanifestowała konieczność zmiany systemu większościowego, dzięki któremu dostała się do Izby zamiast wzmacniać demokrację, a osłabiać autokrację – jeśli oczywiście większość wyborców tego by sobie życzyła. Pani Kanapacka w następnych wyborach do Izby w 2019 roku odpadła w swoim jednomandatowym okręgu.

Z tego pobieżnego oglądu białoruskiej demokracji autokratycznej można wysnuć wniosek oto taki, że na odcinku praw wyborczych Białoruś jest przed Murzynami, czyli Polską. Indeksy indeksami, ale wirus JOW stoi u wschodnich bram Rzeczpospolitej.

I to pomimo tego, iż ten jowowirus pasożytuje na społeczeństwie innej cywilizacji (vide: Feliks Koneczny).

 

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy
622 wyświetlen