Na wstępie chciałbym sprostować, że wpis Przykład idzie z góry nie stanowi oficjalnego stanowiska Fundacji Sapere Aude, a jego autorem jest moja skromna osoba (Miłosz Węgrzyn – absolwent politologii i student prawa na Uniwersytecie Wrocławskim, szef działu Redakcja w Fundacji Sapere Aude).

Nie zmienia to faktu, że Sapere Aude popiera inicjatywę wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu RP, będąc jednym z partnerów akcji Zmieleni.pl

W zacytowanym na początku fragmencie mojego wpisu o JOW, pragnę zwrócić uwagę na słowa: daje młodym ludziom z aspiracjami politycznymi możliwość dochowania wierności swoim poglądom. Właśnie, możliwość, z której niekoniecznie muszą skorzystać. I oczywiście zdarza się, że w państwach anglosaskich nie korzystają (o czym szerzej za chwilę). Problem w tym, iż w Polsce posłowie takiego dylematu nie mają – jak wskazywałem, regularne wyłamywanie się z dyscypliny partyjnej w imię swoich poglądów, skutkuje w warunkach obecnej ordynacji wyborczej polityczną śmiercią. Dla dużych partii jestem wówczas krnąbrny i nieobliczalny (– Debata wewnątrzpartyjna na temat ważnych kwestii gospodarczych? Zapomnij!). Polityczny plankton może i mnie przygarnie, ale pewnie nie zbierze w krótkim czasie absurdalnie wielkiej liczby podpisów, albo nie przekroczy progu wyborczego (podczas gdy w Wlk. Brytanii regularnie zdobywa po ok. 30 mandatów). A jako kandydat niezależny również nie dane jest mi startować, choćbym nie wiem jak był popularny.

Dalej pisze Pan Doktor: W dyskusjach nad ordynacją nie raz i nie dwa spotkałem się z wiarą tak mocną, że pozwalała bez problemu ignorować fakty. Otóż zapewniam, że nie jestem – jak to żartobliwie określił mój dobry kolega – JOW-owskim mudżahedinem, któremu wiara przysłania zdrowy rozsądek i jest głuchy na kontrargumenty. Nie ma co się oszukiwać, że istnieje idealny system wyborczy, panaceum na patologie życia publicznego. Wszak przyczyn odejścia polityków od ideowej niezależności i reprezentowania tej samej społeczności lokalnej należy chociażby upatrywać w skutecznie rozprzestrzenianym przez media wirusie politycznej poprawności. Jako przykład wystarczy podać gremialne poparcie dla ustawy pozwalającej dalej izolować od społeczeństwa i przymusowo leczyć sprawców ciężkich zbrodni, którym zamieniono karę śmierci na 25 lat więzienia, pomimo iż łamie ona kardynalną zasadę: Prawo nie działa wstecz i wiele gwarancji prawnokarnych. Gdyby posłowie w znacznej liczbie sprzeciwili się ustawie (albo w ogóle zablokowali jej przyjęcie), powołując się na te ważne z punktu widzenia państwa prawa argumenty, zostaliby zlinczowani przez prasę tytułami typu: Chcą wypuścić zwyrodnialców. Przykładów – mniej lub bardziej kontrowersyjnych – można mnożyć nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach (niezależnie od przyjętej ordynacji), co jako wyznawcę sentencji „Sapere Aude” martwi mnie szczególnie.

Przechodząc do clou Pana wpisu – przedstawione sylwetki trzech brytyjskich deputowanych do Izby Gmin mają w założeniu stanowić potwierdzenie, że w systemie większościowym spadochroniarze czują się świetnie (Jonathan Djanogly, Nick Herbert), oraz że akcja Wyślij CV do Protasiewicza nie jest, niestety, polskim wynalazkiem (Chris Kelly). Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zdumiewająca metoda doboru danych do sformułowania wniosku, określona jako kliknięcie w trzech przypadkowych posłów, zwana z gier Lotto pod nazwą na chybił-trafił. Trochę mi to przypomina anegdotę z wrocławskiego spotkania jednej z tworzących się partii politycznych, kiedy uczestnik z całkowitą powagą oznajmił, iż ugrupowanie może liczyć na 10% rozpoznawalności, gdyż podczas robienia sondy ulicznej 1 na 10 osób skojarzyła jego nazwę z nazwiskiem lidera. Tutaj, oparcie generalnego wniosku po zbadaniu casusu trzech z kilkuset (obecnie 650) posłów jest równie (o ile nie bardziej) nieuprawnione, nie pozwalające stwierdzić, na ile mamy do czynienia z pewną aberracją, a na ile ze znaną w Polsce nagminną praktyką. Szkoda, bo liczyłem przy polemice na przywołanie kompleksowych badań, jak to jest z dyscypliną partyjną w państwach opartych na JOW, jak wygląda odsetek farbowanych lisów, spadochroniarzy czy działań zahaczających o nepotyzm. I jeszcze to posiłkowanie się Wikipedią, od której tak nas, studentów, odwodzą pracownicy naukowi jako źródła nienaukowego, zawierającego błędy. Panie Doktorze…

Nie zmienia to jednego: zachowania polityczne w dzisiejszych demokracjach determinuje wiele złożonych czynników, ale system wyborczy ma tu o tyle istotne znaczenie, że pozwala w większym lub mniejszym stopniu skłaniać parlamentarzystów do kreatywności myślenia, do pobudzania – nie osadzonej li tylko na emocjach – debaty publicznej. Dobrze działające maszynki do głosowania już mamy – może pora zamienić je na ludzi włączających myślenie częściej niż od święta.

*Jest to komentarz do wpisu dra Jarosława Flisa na salonie24.pl pt. „Ścieżki dostępu”

About Miłosz Węgrzyn

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.