Choć wybory w okręgach jednomandatowych miały być szansą na pokazanie się nowych osób spoza komitetów partyjnych, to na Dolnym Śląsku kandydatów niezależnych zarejestrowało się tylko czworo. Wśród nich m.in. Zbigniew Chlebowski.
- Spodziewana klapa JOW jest teraz faktem - 13 października 2011
- Realia JOW - 31 sierpnia 2011
Warto jeszcze zwrócić uwagę na to że JOW do senatu mamy dopiero od tego roku i trudno przez tak krótki czas zmienić przekonanie obywateli że nie mają praktycznie żadnego wpływu na polską politykę, szczególnie gdy takie zniechęcenie do polityki zdominowanej przez jeszcze postkomunistyczne układy narastało przez lata. Warto do tego dodać formalne utrudnienia dla niezależnych kandydatów jakimi są wspomniane wyżej podpisy czy choćby wielkość okręgów. Pozostawienie ordynacji proporcjonalnej do sejmu też oczywiście torpeduje JOW do senatu który przecież jest izbą o raczej marginalnym znaczeniu dla rządzenia krajem, o czym niejednokrotnie wspominano. Jednak niewątpliwie ważny jest fakt mówiący o liczbie zarejestrowanych obywatelskich komitetów wyborczych do senatu w wyborach w 2007 roku których było 22 a w wyborach w tym roku których jest 85 (dane ze strony PKW. O zainteresowaniu tegorocznymi wyborami w jowach wspominał nawet rzecznik PKW w wiadomościach na TVP1. Widać więc że jeśli się tylko stworzy taką możliwość Polacy potrafią wziąć udział w życiu politycznym i widać też któremu systemowi bliżej jest do demokracji.
pozdrawiam
Strzałkowski Andrzej
Pan Sergiusz musi być bardzo młodym człowiekiem jeśli w rozumieniu jow nie może oprzeć się na autopsji. W syjamskich bytach nie-jowowskich, tj. PRL i III RP, podmiotem państwa są partie (w PRL-u głównie jedna partia, jako przewodnia siła narodu). Tą podmiotowość gwarantuje im prawo, te prawo pisane. Takie sobie nowotwory na ciele obywateli.
O tym jakie prawa mają partie w takim np. UK, gdzie panuje jow, pisze prof. Tom Kaźmierski z Southampton University, nasz krajan, na swoim blogu w salonie 24 „Przedwyborcza selekcja kandydatów partyjnych w UK”.
Żeby ocenić, czy JOW działa, czy nie, to trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że – jak powiedział nam późną jesienią 1980, w czasie przygotowań do pierwszych wyborów w Solidarności Uniwersytetu Wrocławskiego śp. Dr. Krzysztof Seniuta, prawnik konstytucjonalista: – W ORDYNACJI WYBORCZEJ NAJWAŻNIEJSZYM JEST SPOSÓB ZGŁASZANIA KANDYDATÓW. Czym zatem różni się sposób zgłaszania kandydatów w wyborach 2011 do Senatu RP, od tego sposobu, jaki obowiązuje w UK i jaki postuluje Ruch Obywatelski na rzecz JOW? – Żeby zarejestrować kandydaturę w najbliższych wyborach senackich zgłaszani przez istniejące partie polityczne mogą rozpocząć zbieranie wymaganych 2000 podpisów w dniu ogłoszenia kalendarza wyborczego. Natomiast dla wszystkich innych ten sam dzień jest dopuszczalnym początkiem zbierania 1000 podpisów koniecznych dla zarejestrowania w Państwowej Komisji Wyborczej komitetu wyborczego i dopiero po uzyskaniu rejestracji tego komitetu mogą oni rozpocząć zbieranie w/w 2000. Kalendarz wyborczy jest tak ciasny, że niezależnym kandydatom na zebranie tych 2000 pozostaje kilka dni. Czy zatem mamy się pocieszać tym, że w Północnej Korei – gdzie też są JOW-y – kandydować mogą tylko zgłaszani przez tamtejszą partie komunistyczną? – Czy raczej dążyć do równego dla wszystkich prawa do kandydowania, takiego jak w UK, warunkowanego przez 10 podpisów i kaucję, a nie przez 1000 + 2000 podpisów. To wygórowane wymaganie jest elementem utrzymywania naszej fasadowej demokracji w stanie permanentnej „młodości”. A innym następstwem tego wymagania i smutną ciekawostką, która jednak nie powinna budzić nadmiernego zdziwienia, bywa propozycja pomocy w zbieraniu podpisów, za cenę . . . umieszczenia w obwodowej komisji wyborczej, bo za to otrzymuje się dietę !
O czym pan mówi, panie Przystawa? Liczby nie kłamią – JOW nie działa, JOW to złudzenie.
Przykład Chlebowskiego podałem, ponieważ to spad partyjny, wykreowany za pieniądze podatników. Czyli de facto, całe JOW wykreowało trzech, formalnie niezależnych od partii, kandydatów. O ich szansach w wyborach, lepiej w ogóle nie mówić, bo są zerowe.
I po co jest ten JOW? Gdzie realizacja tych szumnych haseł o prawdziwej demokracji?
Sergiusz: Pan się tu przedstawia, jako znający „realia JOW” z UK. Ponieważ podpisy zdołał zebrać człowiek, który się Panu nie podoba, to Pan uważa, ze wszystko jest jak w UK, bo tam też w wyborach startują ludzie, którzy się Panu nie podobają. Dla Pana prawdziwe i uczciwe wybory będą dopiero wtedy, gdy startować w nich będą mogli wyłącznie Pańscy ulubieńcy. W tym celu musi się Pan udać do Korei Północnej: tam też są JOW, ale kandydować w nich mogą wyłącznie ukubieńcy jedynej partii politycznej dozwolonej w tym kraju.
Tak jak przewidywałem, jest dokładnie jak w UK, JOW to tylko inny sposób liczenia partyjnych głosów.