W historii często nas Polaków opisywano jako anarchistów. Jako ludzie kochający wolność nie lubimy żadnej władzy, bo władza zmusza nas do rzeczy sprzecznych z naszym osobistym interesem. Jesteśmy nieufni w stosunku do władzy, która ogranicza nasze pole działania.

Co więcej, my Polacy nie jesteśmy zdolni do działań zbiorowych. A to przez wychowanie w kulturze rzymskiej, która dyktuje indywidualność człowieka. W działalności zbiorowej przodują Azjaci, co jest widoczne w wielu projektach inwestycyjnych, takich jak centra handlowe, gdzie np. Chińczycy zgodnie inwestują grupowo.

Jeśli chodzi o naszą Ojczyznę, to jako kraj, największe sukcesy mieliśmy z dobrymi królami, którzy rządzili co prawda niedemokratycznie, ale mądrze i sprawiedliwie. Król Kazimierz Wielki, który zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną jest tego przykładem. Bez dobrych królów, czyli wodzów nie byłoby zwycięstwa pod Grunwaldem czy Wiedniem. Kiedy kończyła się dynastia królów, w 1791 roku Polacy jako drugi naród na świecie zadeklarowali monarchistyczną Konstytucję 3 Maja, która na rok wprowadziła demokrację taką, jak w USA i zlikwidowała demokrację szlachecką z jej anarchistycznym liberum veto. Niestety ten eksperyment z demokracją spowodował utratę niepodległości, przez rozbiory, na 123 lata.

W sytuacji kryzysu konieczny jest rząd wodzowski, gdzie tak, jak w USA prezydent dobiera sobie najlepszych z najlepszych ludzi do rządu, aby doprowadzić swój kraj do porządku i rozwoju dla dobra obywateli. Tylko taki prezydent wybrany w powszechnych wyborach, który ma executive powers może wprowadzić w życie praktyczne zmiany w obliczu kryzysu. Oczywiście z zabezpieczeniem, że w przypadku złamania prawa, może być on odwołany przez Sejm większością 2/3 głosów.

Od ponad 25 lat Polacy w kraju zmuszani są do głosowania na partie wodzowskie. Jest to wynik porozumień zawartych przy Okrągłym Stole. Proporcjonalna ordynacja wyborcza (często zwana gangsterską) zmusza wyborców do głosowania na preferencyjne listy kandydatów do Sejmu, tajemnie przygotowane przez wodzów poszczególnych partii, aby ich koledzy, bez względu na liczbę otrzymanych głosów wyborczych z pewnością weszli do Sejmu, a tym samym do rządu, kiedy ich wódz zostanie premierem. Prezydent w Polsce ma przez Konstytucję tak ograniczone działanie, że praktycznie jest to stanowisko tylko dekoracyjnie reprezentatywne.

Taki system wyborczy tworzy partie mafijne, gdzie ignorancja, lenistwo i korupcja są częstym zjawiskiem, ponieważ partie wodzowskie nie uwzględniają trójpodziału władzy i są praktycznie wobec prawa bezkarne. W obronie obecnego systemu wyborczego z ordynacją proporcjonalną partie wodzowskie twierdzą, że w przypadku zmiany na większościową ordynację wyborczą typu JOW (taką, jaka jest np. w Kanadzie, Anglii czy USA), w Polsce do Sejmu wejdą przypadkowi posłowie i nastanie anarchia.

Otóż na podstawie moich własnych doświadczeń politycznych w Polsce, też uważam, że jeśli wprowadzimy bez innych zmian systemowych większościową ordynację JOW w Polsce to nastanie większy bałagan i anarchia, która w krótkim czasie doprowadzi do całkowitego upadku państwa. W Polsce z powodu kryzysu nie można wprowadzić takiej demokracji, jaka jest np. w Kanadzie. Przy zmianie ordynacji na JOW, konieczna jest zmiana Konstytucji na system prezydencki, gdzie prezydent będzie miał możliwość doboru najlepszych kandydatów na ministrów przy aprobacie Sejmu. Z zastrzeżeniem, że Sejm będzie tylko ciałem ustawodawczym i żaden poseł nie będzie mógł stać się członkiem rządu.

Zwolennicy ordynacji większościowej JOW poddają się słusznej krytyce, ponieważ promują tylko zmianę ordynacji bez zmian systemowych oraz prawnych zabezpieczeń koniecznych, aby ta prawdziwie demokratyczna ordynacja wyborcza nie przekształciła się w anarchię, która zniweczy państwo.

Aby naród odzyskał suwerenność, jakiekolwiek zmiany w Konstytucji powinny być możliwe tylko przez ogólnopolskie referendum. Tym samym to naród staje się Suwerenem a nie dziedziczna banda Chazarów w rodowodem trockistowskim. Naród wybierze sobie Prezydenta i Sejm, sędziów i prokuratorów, aby mieć z nich pożytek. Dopiero wtedy Polska demokracja będzie miała szansę na stworzenie nowoczesnego państwa zdolnego do konkurowania z innymi narodami.

Tego rodzaju propozycja jest tym bardziej słuszna, im więcej jest atakowana przez naszych odwiecznych wrogów. A to dlatego, że my Polacy jesteśmy większością w naszym kraju i mamy obowiązek wyboru takich ludzi, którzy będą nam służyć. Inaczej grozi Polakom coraz większa bieda i gospodarcza niewola. Wyniki rządzenia krajem przez ostatnie 25 lat, przez ludzi, którzy nas niszczą i nienawidzą mówią same za siebie.

Ostatnio w mediach w Polsce promowane są wypowiedzi prof. Kieżuna, który bardzo krytycznie wypowiada się o działalności kolejnych rządów, od zmiany systemu z gospodarki planowanej na dziki kapitalizm w 1989 roku. Prof. Kieżun mówi to samo, przed czym ostrzegałem jako kandydat na prezydenta RP w 1990 roku. A mówiłem, że Polska może stać się krajem białych niewolników. Dziwi mnie, że obecnie antypolskie media promują takie krytyczne wypowiedzi. Chyba po to, aby Polacy uznali swoją klęskę, ponieważ majątek narodowy został w większej części zrabowany.

Nie możemy poddać się takiej propagandzie, która jest wredna i fałszywa. Podobne chwyty były już stosowane w czasie wojny przez wrogie nam armie, aby zabić w nas ducha walki i zmusić do poddania się. To od nas zależy, czy przeorganizujemy system polityczny w Polsce na taki, który pozwoli na wybór najlepszych Polaków, którzy będą nam służyć. Tacy ludzie są wśród nas, dajmy im szansę, aby pokazali, co potrafią. Zmiany na lepsze zależą od nas samych a nie od małej grupy niecnych Chazarów, którzy nas nienawidzą i stale chcą nami rządzić. Moi rodzice po wojnie gotowali garnek zupy raz na tydzień, bo nie mieli czasu gotować codziennie, tak bardzo byli zajęci odbudową Polski. Odbudowa kraju będzie wymagała wszystkich rąk do pracy. A szybki powrót do dobrobytu będzie możliwy, kiedy kraj pozbędzie się fałszywych i krwiożerczych, obcych nam elit.

W czasie świąt starałem się spisać listę ludzi w polityce, którzy obecnie najwięcej szkodzą Polakom. Trudno było mi stworzyć listę 100 osób, które nie powinny mieć wpływu na los Polaków. Zatem taka mała grupa nam szkodzi? Tak jest, ponieważ przy ordynacji proporcjonalnej partie polityczne mają niewielu wpływowych wodzów. Reszta to najemnicy, którzy jak chorągiewki na wietrze idą za nimi i głosują na ich rozkazy w zamian za ciepłe stołki, zaszczyty i pieniądze.

To wstyd, że pozwalamy na to, aby tylko 100 ludzi stało na przeszkodzie rozwoju kraju. Być może Nowy Rok 2014 stworzy sytuację, że Polacy nareszcie pozbędą się tego wstydu i zaczną walczyć o prawo do własnej reprezentacji politycznej, w celu stworzenia fundamentu państwa, w imię dobrobytu i rozwoju, przy ordynacji JOW, ze zmianami w Konstytucji, aby zapobiec anarchii. Czego z całego serca Wam życzę!

Acton, Ontario, 26 grudnia 2013

About Stanisław Tymiński

urodzony w Pruszkowie 27 stycznia 1948; obywatel Polski, Kanady i Peru. Wychował się w mieście ogrodzie Komorów pod Warszawą, gdzie przez 10 lat był harcerzem w drużynie im. Artura Zawiszy Czarnego. Ukończył technikum elektroniczne im. Marcina Kasprzaka w Warszawie i był studentem działu elektroniki Politechniki Warszawskiej. Wyjechał z Polski w wieku 21 lat, aby finansowo wspomóc rodzinę.
Inwestor i przedsiębiorca, właściciel firmy Transduction w Kanadzie produkującej przemysłowe komputery 1975-2015.
Lider Partii Libertariańskiej w Kanadzie 1990, Kandydat na Prezydenta RP 1990 i 2005, lider Partii X 1991-1995, Profesor Honorowy Uniwersytetu Amazonii Peruwiańskiej w Iquitos 1990, Kawaler Orderu „Polonia Nostra Mater Est” 2014, opiekun kapituły Orderu Patriota 2014.
Autor książek „Święte Psy” 1990 oraz „Przyczynek do Wolności” 2013; felietonista prasy polonijnej: www.rzeczpospolita.com.
Strzelec, fotograf, ogrodnik i radioamator. Żonaty, pięcioro dorosłych dzieci i dwoje wnuków.
Stanisław Tymiński reprezentuje centryczne poglądy narodowe i broni Polaków przed łamaniem praw obywatelskich oraz wszelką grabieżą.

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Sławomir Babraj

    02. Sty 2014,  godz. 20:56

    Z uwagi na to, że artykuł „Ordynacja JOW to anarchia?” został napisany nie przez byle kogo, tylko przez p. Stanisława Tymińskiego, kandydata dwukrotnie ubiegającego się w wyborach powszechnych o najwyższy urząd w Polsce, należy potraktować go niemalże jak orędzie do Narodu. Tym bardziej, że sam autor utrzymuje, że to on wygrał wybory prezydenckie w 1990 r., a tylko w wyniku oszustw wyborczych zwycięstwo przyznano Lechowi Wałęsie.
    Niestety, nie przekonał mnie p. Stanisław Tymiński do swoich racji przedłożonych w powyższym tekście. Muszę też stanowczo zaprotestować przeciwko głównej tezie autora, że wprowadzeniu JOW do Sejmu musi towarzyszyć wprowadzenie systemu prezydenckiego (obecnie mamy parlamentarno – gabinetowy), gdyż w przeciwnym razie nowa ordynacja wyborcza przekształci się w anarchię, która zniszczy państwo. Z pewnością jest to pogląd niesłuszny. Przecież ordynacja JOW sama w swej naturze daje obywatelom możliwość kontroli posłów (oby tylko z tej możliwości chcieli korzystać) i w razie zaistnienia niepokojących przejawów destrukcji wymianę posłów w najbliższych wyborach na innych. W tym miejscu trzeba jednak skonstatować, że, niestety, w przypadku Senatu, po raz pierwszy wybranego w JOW, rodacy nie bardzo kwapią się w egzekwowaniu od senatorów ich powinności, nie dość często składają im wizyty z konkretnymi propozycjami zmian w prawodawstwie, co w efekcie powoduje, że senatorowie czują się bezkarni, działają po staremu, będąc zakładnikami partii politycznych, udzielających im poparcia wyborczego. Ten stan trzeba zmienić, ale jest to temat do odrębnego omówienia.
    Ordynacja JOW sama w sobie jest dostatecznym buforem, żeby do anarchii nie doszło. Dlatego też pierwszym krokiem do naprawy państwa, który trzeba teraz zrobić, jest wprowadzenie tej ordynacji celem wyłonienie właściwych kadr, zdolnych do wprowadzenia koniecznych zmian systemowych, w tym również konstytucyjnych, jak np. wprowadzenie systemu prezydenckiego lub innego, jeśli do takiego wniosku dojdą mądre głowy w państwie. Bez wyselekcjonowania kadr, a to możliwe jest tylko w JOW, niemożliwe jest wprowadzenie dalszych zmian systemowych, i od tego należy rozpocząć reformy. Warunki do realnej naprawy państwa zaistnieją dopiero po wprowadzeniu JOW. Równoczesne wprowadzenie JOW i zmian konstytucyjnych nie jest możliwe. Tak więc na wprowadzeniu JOW trzeba obecnie skupić, a nie na wymyślaniu teorii, jak zgubną rzeczą może być samo wprowadzenie JOW. Są jeszcze pewne szanse, żeby wprowadzić JOW przed wyborami 2015 r. Wymaga to jednak pełnej mobilizacji uczestników Ruchu, a nie rozpraszania się na inną działalność. Stowarzyszenie JOW prowadzi takie działania wdrożeniowe. Poważną bolączką jest brak odpowiednich środków finansowych, ale to da się jeszcze pokonać. Głównym determinantem jest jednak wola działania.
    Z przyczyn pragmatycznych niemożliwe jest obecnie wprowadzenie ani np. systemu prezydenckiego, ani żadnej innej zmiany konstytucyjnej na drodze referendum obywatelskiego, gdyż do przeprowadzenia zmian konstytucyjnych oraz ewentualnego referendum konstytucyjnego upoważnieni są wyłącznie parlamentarzyści i prezydent. Zwykłym obywatelom takie prawo nie przysługuje. Natomiast Ruch JOW ma wypracowane stanowisko, że ordynacja JOW, choć jest większościowa, zawiera również elementy proporcjonalności: obszar Polski podzielony jest n a 460 w przybliżeniu równych pod względem liczby mieszkańców okręgów wyborczych, gdzie współczynnik proporcjonalności w przybliżeniu wynosi 1, oraz idealną proporcjonalność w rozdziale mandatów: 1 mandat na 1 okręg wyborczy. To upoważnia nas do zorganizowania referendum obywatelskiego bez potrzeby zmiany Konstytucji, i takiego stanowiska będziemy bronić wobec naszych adwersarzy. W tym miejscu wypada też przypomnieć, że obecna ordynacja, w której obowiązują progi wyborcze, a przy podziale mandatów stosowana jest metoda d Hondta, nic wspólnego z proporcjonalnością nie ma. Konstytucja zaś nie precyzuje, co właściwie oznacza proporcjonalność wyborów. Mamy w pełni uzasadnione prawo do naszej interpretacji proporcjonalności.
    Zastanawiające jest jednak, skąd teraz nagle pojawił się postulat o konieczności łącznego wprowadzania JOW i systemu prezydenckiego. W przeszłości w Ruchu JOW nigdy na serio takiego wariantu nie rozważano. Owszem, p. Janusz Sanocki rozpoczął nawet przed kilkoma laty akcję referendalną, z kilkoma pytaniami. Oprócz powyższych dwóch zagadnień podnosił sprawę reformy sądownictwa: likwidację Krajowej Rady Sądownictwa i wprowadzenie wybieralności sędziów i prokuratorów, co również wymagało wcześniejszej zmiany Konstytucji i z tego powodu było niemożliwe do przeprowadzenia. Sprawa upadła.
    Jesteśmy w okresie przedwyborczym, no półmetku kadencji Sejmu i zaczynają się już tworzyć rozmaite ugrupowania polityczne, mające chrapkę na wystartowanie w wyborach, celem objęcia intratnych synekur. W przeszłości też takie ugrupowania powstawały, przykładowo: partie „X”, „Y”, „Z” itd., epatujące bardzo obiecującymi programami, po czym w przypadku niepowodzenia wyborczego znikały i mało kto już dzisiaj o nich pamięta. Tak i obecnie może pojawić się ugrupowanie polityczne, nazwijmy je umownie „F”, które zechce epatować wyborców populistycznymi hasłami, niemającymi żadnych szans na realizację z powodu wspomnianych ograniczeń w ustawodawstwie, byle tylko zaskarbić sobie przychylność wyborców, a w rzeczywistości oszukując ich. Czy przypadkiem wnioskodawca pomysłu łącznego wprowadzania JOW i systemu prezydenckiego, wykorzystując swój niewątpliwy autorytet, nie lobbuje na rzecz tego ugrupowania? Byłoby wysoce nieetyczne, gdyby były kandydat na prezydenta udzielał poparcia jakiemuś wybranemu ugrupowaniu kosztem interesu ogółu społeczeństwa. Relatywizacja postulatu JOW, straszenie, że może on przyczynić się do upadku państwa, deprecjonowanie jego wartości i wywoływanie negatywnych reakcji społecznych, są wysoce naganne. Dezinformują one nieświadomą część opinii publicznej w przedmiocie JOW w sytuacji, kiedy Ruch stara się o dokładne wyjaśnienie społeczeństwu tego zagadnienia.
    Oprócz załatwiania czysto technicznych spraw, związanych z przygotowaniem referendum, jak np. zebrania podpisów pod prawidłowo sformułowanym pytaniem referendalnym, należy dołożyć wszelkich starań w celu jak najszybszego, skutecznego wyedukowania społeczeństwa, nadrabiając wieloletnie zaniedbania. Działania p. Stanisława Tymińskiego idą w odwrotnym kierunku. Niech Pan ich zaniecha. Jeśli szczerze zależy Panu na dobru Polski, proszę włączyć się w przygotowania akcji referendalnej w porozumieniu ze Stowarzyszeniem JOW. Obecnie w celu ratowania Polski potrzebna jest jedność w działaniu wielu organizacji społecznych, a nie podziały społeczeństwa na grupy interesu.
    Wszystkim uczestnikom Ruchu JOW życzę w Nowym 2014 Roku wszystkiego najlepszego w życiu osobistym i zawodowym, a na polu wdrażania JOW znaczących postępów.
    Sławomir Babraj

    Odpowiedz

Skomentuj