/Polska scena polityczna 2019

Polska scena polityczna 2019

Mimowolną podstawą naszego wnioskowania o przyszłych wynikach wyborów parlamentarnych w Polsce są regularnie ogłaszane wyniki sondaży przedwyborczych. Mimo iż wiemy wszyscy, że to instrument wnioskowania zawodny z najprzeróżniejszych powodów, to jednak podświadomie skłaniamy się do akceptacji ich antycypującej funkcji. Tymczasem logika nakazuje odejście od rozumienia polskiej sceny politycznej w kategoriach oklaskiwanych i wygwizdywanych politycznych aktorów oraz klaszczącej i gwiżdżącej publiki politycznej. Zarówno logika, jak i wiedza społeczna, nakazuje bowiem również analizę niejawnych i ukrywanych wpływów politycznych. Nakazuje odszukanie i identyfikację ukrytych graczy politycznych w naszej polityce.

Oligarchiczne panowanie społeczne

I tu pierwszym pytaniem, które należy sobie samemu zadać, jest pytanie o to, czy w Polsce istnieją grupy społeczne, czy wręcz klasa społeczna, panujące społecznie. Taka jak oligarchia finansowa Wall Street w USA, czy wielki kapitał bankowy i przemysłowy w Niemczech, a o oligarchii autorytarnej biurokracji w Rosji nie wspominając. A zjawisko panowania społecznego jest czymś różnym od politycznego rządzenia krajem, nawet z uwzględnieniem zjawiska tzw. głębokiego państwa, czyli zjawiskiem istnienia niejawnych grup faktycznej władzy politycznej w państwie. Panowanie społeczne bowiem to stała możliwość skutecznego wpływu, i to zwykle ukrytego, na polityczną władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą, acz również na sprawowanie władzy ekonomicznej i medialnej. A jedyną jej zaporą i blokadami są skuteczne procedury demokracji politycznej.

I moja odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. W Polsce istnieją grupy społeczne, które uzyskały możliwość stałego i skutecznego wpływu na sprawowanie władzy politycznej, sądowniczej czy medialnej. Są to grupy oligarchii finansowo-politycznej, które powstały w toku transformacji Polski Ludowej, z kluczowym udziałem komunistycznych i postkomunistycznych służb specjalnych. Są to grupy, które przechwyciły strumienie finansowe i zasoby ekonomiczne polskiego państwa, od tzw. afery FOZZ poczynając, a na nigdy niewyjaśnionej aferze paliwowej kończąc. Te oligarchiczne grupy przechwyciły strumienie i zasoby warte dziesiątek miliardów dolarów. Ich szczególną cechą jest to, że w sposób profesjonalny ukrywały i ukrywają nie tylko zjawisko swego panowania, ale nawet istnienia. Jak to ujął jeden z moich znajomych działających w polskim biznesie, „wszędzie trafiasz tylko na słupy”, czyli osoby li tylko firmujące duże i wielkie kapitały prywatne.

Ukryte panowanie społeczne

Identyfikacja tej oligarchii w Polsce była i jest możliwa tylko z perspektywy służb specjalnych. Przeciętny obywatel nie ma szans jej się nawet domyślić, a nasi analitycy i badacze życia politycznego, przy ich intelektualnej przenikliwości, nie mają szans na jej dostrzeżenie.

Dlatego właśnie jedyny bezpośredni dowód na jej istnienie i skuteczną działalność na polskiej scenie politycznej, to wypowiedź byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z czasów rządów PiS lat 2005–2007 Bogdana Świączkowskiego. „Mogę powiedzieć tak – ujawnił to w oględnych słowach w 2011 roku Świączkowski – w czasach, kiedy byłem szefem służb specjalnych, dochodziły do nas informacje, że pewne grupy ludzi przygotowują się do tego, żeby przejmować strategiczne decyzje o losach Polski. Jeżeli dołożymy do tego informacje ujawnione medialnie, że w zasadzie stare służby wymyśliły Platformę Obywatelską, to można sobie jakoś tę grupę zawęzić. (…) Dla nich Tusk jest tylko kukiełką, a te osoby dbają o to, żeby być w cieniu. To znaczy funkcjonować w życiu publicznym, ale jako właściciele firm, przedsiębiorcy, nie starają się być na świeczniku. Ci główni gracze są zawsze w cieniu. (…) W moim przekonaniu << [to – WB]>> wyselekcjonowana przez Służbę Bezpieczeństwa i służby wojskowe na przełomie lat 80. i 90. tzw. grupa biznesmenów oraz ich oficerowie prowadzący”.

Ta oligarchiczna grupa zidentyfikowana przez ABW przecież nie przestała istnieć. A jest to grupa skrajnie kompradorska i występująca w roli agenturalnego pośrednika obcych centrów kapitałowych i politycznych w stosunku do własnego kraju, o czym dosadnie przekonuje tzw. prywatyzacja majątku państwowego . Tę wypowiedź warto zapamiętać i wyciągać z niej stale wnioski, gdyż ukazuje ona, iż polska oligarchia finansowo-polityczna, jako grupa panująca społecznie, ma ambicje bezpośredniego sterowania polskim państwem, a samych polityków traktuje jak swoje marionetki, czy wręcz „kukiełki”, jak w wypadku Donalda Tuska i jego ówczesnej PO.

Ukryte, a faktycznie profesjonalnie ukrywane panowanie społeczne, nakazuje więc tylko pośrednią obserwację działalności polskiej oligarchii finansowej. Ma ona bowiem postać „czarnej dziury” kosmicznej, gdyż o jej istnieniu i funkcjonowaniu można się dowiadywać tylko na podstawie zachowań innych podmiotów naszego życia politycznego, na które ma wpływ. A ponieważ rządy PiS zablokowały istotnie jej wpływ na polskie służby specjalne, za pośrednictwem których działała najbardziej skutecznie, musiała sięgnąć po środki bardziej czytelne i widoczne. Takie właśnie jak wszelkie agenturalne wobec niej ruchy polityczne typu KOD czy Obywatele RP. A będzie ich pewnie więcej.

I to ta postkomunistyczna oligarchia finansowo-polityczna będzie jednym z głównych rozgrywających polskich wyborów parlamentarnych, a wcześniej również wyborów do europarlamentu.

„Proporcjonalna” słabość PiS-u

Dla postkomunistycznej oligarchii finansowej samodzielne rządy PiS, były odsunięciem od władzy dwóch całkowicie zależnych od niej, wręcz marionetkowo podległych partii, PO i PSL. To istotnie ograniczyło jej panowanie społeczne. I dlatego też PiS został zidentyfikowany jako najważniejsze zagrożenie polityczne jej panowania społecznego w państwie. I stąd autentyczna emocjonalna wściekłość antyrządowych ataków przedstawicielstw i agentur postkomunistycznej oligarchii.

Problem w tym, że PiS jest partią strukturalnie słabą i relatywnie łatwą do wyborczego pokonania. Jest partią słabą politycznie, gdyż nie zbudował i nie zbuduje szerokiego zaplecza politycznego dla swej działalności, a w konsekwencji również zaplecza środowiskowo-organizacyjnego. To zasadniczo ogranicza jego bazę społecznego poparcia politycznego. Jest i będzie partią słabą merytorycznie, ale i ideowo. Tam nie ma potencjału merytorycznie przygotowanych kadr i ideowych grup uczestnictwa. Nawet swojego premiera PiS musiał szukać poza swoimi szeregami. No, ale programu politycznego i idei współczesnej polskiej państwowości tak już znaleźć nie można. I tę słabość widać gołym okiem po wycofaniu się z rozliczenia wielkich przestępstw, od zdrady dyplomatycznej Tuska poczynając. To widać gołym okiem po rejteradzie na polu polityki zagranicznej, od Unii Europejskiej poczynając itd., itp.

Dodam, że słabość PiS jest nawet widoczna w błędnym merytorycznie przygotowywaniu przyszłych wyborów parlamentarnych, w ramach których marginalizuje on medialnie i politycznie wszystko co jest od niego „na prawo”, od nacjonalistycznej prawicy poczynając. Jest to zgodne z dość głupią strategią polityczną Jarosława Kaczyńskiego, iż na prawo od PiS ma być tylko ściana. Natomiast pompuje on medialnie i politycznie wszytko co „na lewo” od PO, od partii Biedronia poczynając. Ogranicza więc swoje przyszłe możliwości koalicyjne w parlamencie, a zwiększa możliwości koalicyjne „anty-PiS-u”.

Ta słabość PiS-u ma charakter obiektywnie strukturalny. Ona wynika z konsekwencji faktu, iż PiS, podobnie jak i pozostałe partie, powstał i funkcjonuje w ramach proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu. To proporcjonalna ordynacja wyborcza określa bowiem w sposób strukturalny charakter tej partii, a więc i jej funkcjonowanie. A kluczem jest sposób selekcji i wyboru posłów do Sejmu, za pośrednictwem ich wpisania na partyjną listę wyborczą, wraz z określeniem na niej miejsca, a więc i szans wyborczych.

Dzięki temu pełnia władzy nad posłami leży w rękach szefa partii i jego najbliższego otoczenia partyjnego. To prowadzi do powstania zjawiska „wodza” i oligarchicznego „dworu” czy też „biura politycznego”. Dlatego PiS jest partią wodzowską i zoligarchizowaną. A ponieważ szuka się wiernych i lojalnych posłów, ale i członków, to w konsekwencji tworzy się kolekcję „miernych, biernych, ale wiernych” w Sejmie, ale i w kraju. W kraju, gdyż w ten sam sposób działają niższe szczeble władz partyjnych PiS. I dlatego tam nigdy nie trafią ideowi i kompetentni merytorycznie ludzie. Co najwyżej przez przypadek.

Na dłuższą metę rządzenia ta partia jest również skazana na skorumpowanie oraz butę i arogancję. Tu bowiem działa, i to już obecnie, co daje się zaobserwować, prawo socjopolityczne Forsytha. Ponieważ politycy PiS w tej ordynacji nie są bezpośrednio zależni od swoich wyborców, gdyż o ich losie decyduje prezes i wąskie władze partii i klubu, które ustalają listy wyborcze, tworzy to poczucie wyższości wobec swoich wyborców, a w konsekwencji poczucie bezkarności swoich poczynań. A to rodzi korupcję i arogancję.

Alternatywa polityczna dla Polski

Stworzenie alternatywy politycznej dla Polski, to stworzenie na polskiej scenie politycznej AD 2019 koalicji sił zdolnych do rozpoczęcia zmian strukturalnych ustroju politycznego. Kluczem tych zmian jest zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenie ordynacji, opartej wzorem Wielkiej Brytanii, na regule jednomandatowych okręgów wyborczych. Zlikwiduje to patologiczne konsekwencje dla życia politycznego Polski proporcjonalnej ordynacji wyborczej, tworząc wreszcie mechanizm pozytywnej selekcji elit politycznych polskiego państwa. Nade wszystko ordynacja JOW wyrwie polskich posłów i polskich polityków spod kontroli postkomunistycznej oligarchii finansowo-politycznej, podporządkowując ich bezpośrednio samym wyborcom. Ich polityczny los będzie bowiem wyłącznie zależny od woli większości wyborców w ich okręgu wyborczym.

Postkomunistyczna oligarchia doskonale o tym wie i dlatego od 30 lat panuje powszechna medialna zmowa milczenia na temat roli i znaczenia ordynacji wyborczej w ogóle, a roli JOW w szczególności. To dlatego polskie państwo zbojkotowało całkowicie, i to poczynając od Państwowej Komisji Wyborczej, referendum na temat wprowadzenia JOW w 2015 roku. I tu nie ma przypadku. Tu chodzi o władzę. Zwłaszcza, iż jest to również śmiertelne zagrożenie dla wszystkich obecnych partii politycznych, gdyż ich bossowie straciliby władzę, a około 85 proc. posłów i senatorów wyleciałoby bezpowrotnie na śmietnik polskiej historii. I dotyczy to oczywiście również PiS-u. Dlatego też ani w rządowych, ani w oligarchicznie podporządkowanych mediach, na ten temat ani słowa. Tu panuje pełna zgodność nieuzgadnianych poglądów.

Dramat polega tu na tym, że to co jest oczywiste dla postkomunistycznej oligarchii oraz naszych partii politycznych, jest w dużym stopniu niezauważane przez tych polityków i te środowiska, które próbują zbudować alternatywę polityczną dla Polski. Trzeba się nam otrząsnąć z tego narzucenia nam sposobu widzenia polskiej sceny politycznej i strukturyzacji przyczyn jej marności i nędzy ideowej, merytorycznej i osobowościowej. Trzeba jasno deklarować wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu, jako pierwszoplanowy postulat programowy i szukać sojuszników politycznych dla jego realizacji.

PS o tym, że wtajemniczeni dobrze wiedzą, jak JOW jest dla nich groźny, przekonuje mnie również mój przypadek. Dość niedawno przekazano mi informację, iż w 2002 roku, w okresie rządów premiera Leszka Millera, moje nazwisko zostało wpisane przez polskie służby specjalne na listę osób zagrażających bezpieczeństwu polskiego państwa. Z założeniem mi podsłuchu w domu i w samochodzie włącznie. A innych dolegliwości z tego tytułu mogę się po latach tylko domyślać. I jedynym powodem był fakt, że w tym okresie byłem jednym z czterech Krajowych Koordynatorów Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW. I była to moja jedyna aktywność publiczna.

10 lutego 2019

610 wyświetlen