/Ostatni szaniec „homo sovieticusa”

Ostatni szaniec „homo sovieticusa”

„Homo sovieticus” jest pojęciem stworzonym do opisania człowieka ukształtowanego w wyniku ideologicznej indoktrynacji, która realizowana była w warunkach totalitarnej władzy sowieckiej.

Bolszewicy w Rosji carskiej – jak każde w miarę inteligentne gremium, pragnące porządzić sobie ludzkimi masami – od początku zdobycia władzy położyli mocny nacisk na umacnianie w obywatelach i zagranicy przekonania o prawowitości swoich rządów. Zasadniczym dowodem na tę prawowitość – akceptowanym przez homo sapiens w wolnym świecie – są wybory. Ponieważ komuniści zdobyli w Rosji władzę nie po to, aby się nią z kimkolwiek dzielić, dlatego wybory służyły im do jej umacniania. Skutecznie wcielali w czyn wiekopomną myśl Józefa Stalina o treści: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy” tak, aby wybory były wygrane. Dlatego komunistyczne rządy mogły spokojnie przemielać narody Sowieta na modłę swojej ideologii, przekształcając je w ludzi nowego typu, których jako pierwszy sportretował Aleksander Zinowiew w swojej książce zatytułowanej „Homo sovieticus”.

W owym czasie, w wyniku wielkich aspiracji socjalistów europejskich do przewodzenia swoimi społeczeństwami, zaczął nabierać popularności alternatywny wobec większościowego (a więc demokratycznego) partyjny system wyborczy zwany proporcjonalnym. W 1922 roku przyjęła go odrodzona Polska.

Początki tego procesu na ziemiach polskich tak wspomina ks. Walerian Meysztowicz 1):
„I on (Stanisław Mackiewicz – przyp.) i ja byliśmy przeciwnikami wyborów „proporcjonalnych”. Mnie jeszcze w Petersburgu w 1912 czy 1913 roku, gdy „system de Hondta” był ledwie projektem, realizowanym gdzieś w jakichś republikach amerykańskich, uczył profesor Konrad Iwanowski, że musi ten system doprowadzić do powstania „grup pozaprawnych”, nieprzewidzianych przez konstytucje; przewidział „partie polityczne”. Przewidział też, że te „grupy pozaprawne” będą dążyć do objęcia władzy i będą skłonne do przemieniania się w „spółki o celach przestępczych” („societates ad delinquendum”). Gdyśmy się zmagali z Tuchaczewskim, nie było to jeszcze doświadczalnie sprawdzone, ale rozbijacka działalność partii skłaniała nas już do obrony nieprzytomnie atakowanego ze strony polskiej naszego dowództwa. Agitacja bolszewicka, pokrywająca drogi odwrotu Sowietów zwałami propagandowych świstków, nie była niebezpieczna, ale nadchodzące z Warszawy pisma – jak Niemojewskiego „Myśl Niepodległa” i inne, które nie wahały się oskarżać Naczelnego Wodza wprost o zdradę – istotnie rozkładały wojsko, pozbawiały je siły”.

Po II wojnie światowej władzę w Polsce przejęli komuniści, którzy przed 1939 rokiem stanowili polityczny margines. Ich zamiłowanie do ordynacji proporcjonalnej pozwoliło na skuteczne wykorzystanie jej „zalet”, które tak świetnie ukazał wymieniony powyżej Pamiętnikarz.

Potwierdzeniem powyższego jest następujący wycinek rozmowy Bolesława Bieruta, członka delegacji Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z nowym premierem Zjednoczonego Królestwa Clementem Attlee, jaka odbyła się 30 maja 1945 roku 2), a więc 8 miesięcy wcześniej zanim Komisja do opracowania projektu ordynacji wyborczej do Sejmu rozpoczęła swoją pracę.

„Attlee: Jeszcze jedna sprawa ważna. Jaka jest metoda wyborcza, czy macie jedną listę, czy wybory proporcjonalne?
Bierut: Nie mamy w tej chwili ustalonej ordynacji wyborczej, ale popularne jest hasło wyborów pięcioprzymiotnikowych, to znaczy: powszechnych, równych, tajnych, bezpośrednich i proporcjonalnych„.

W czerwcu 1946 roku odbyło się referendum ludowe, które zostało – przy pomocy specjalistów radzieckich – zawodowo sfałszowane. Rozpoczął się okres antydemokratycznej pacyfikacji kraju przez nowych i stosunkowo nielicznych emisariuszy „homo sovieticus”. We wrześniu 1946 roku Krajowa Rada Narodowa uchwaliła ordynację wyborczą. Już za niedługo, bo w styczniu 1947 roku odbyły się pierwsze wybory do Sejmu Ustawodawczego, które w konsekwencji były istotnym wydarzeniem na drodze budowania systemu totalitarnego w Polsce. Nowa/stara ordynacja proporcjonalna świetnie nadawała się do tej antyobywatelskiej operacji.

Podmiotem prawa stała się partia na zasadzie wyłączności a nie obywatel, jak być powinno w kraju demokratycznym. Komuniści na długie lata pozbawili społeczeństwo polskie wpływu na swoją przyszłość. Ten brak wolności w wyborze swoich losów musiał skądinąd doprowadzić u znacznej jego części do syndromu chorobowego, którego objawy opisał ks. Józef Tischner w eseju pt. „Etyka solidarności oraz Homo sovieticus”.

Mamy teraz III RP. I oto znowu obywatelom została zaimplantowana peerelowska partyjna ordynacja wyborcza do Sejmu. W PRL komuniści w swojej argumentacji – oprócz zasady wyborczej ciągłości z II RP jako elementu prawowitości swojej władzy – używali doktrynalnego uzasadnienia dotyczącego walki klas, którą to walkę tylko oni wespół z satelickimi partiami mogli sprawować.

W III RP nie ma żadnych konstytucyjnych klas społecznych, ale za to pozostała nie usunięta ideowa kontynuacja nowej demokratycznej Polski z jej socjalistyczną poprzedniczką na odcinku zarządzania polskimi obywatelami. Tą ideą jest rozwiązanie proporcjonalne w wyborach do Sejmu. Ważną przesłanką za jego niezmienianiem jest wypowiedź jednego z Ojców Założycieli III RP. Otóż pierwszy Premier na pytanie Mariusza Wisa o potrzebie dyskusji na temat ordynacji odpowiedział: „Panie ja się na tym nie znam”. Jeśli Premier, odrodzonej po 1989 roku, Polski nie miał pojęcia o demokratycznych mechanizmach sprawowania władzy – a takie były oczekiwania społeczne większości Polaków – to co tu żądać od zwykłych obywateli, których zniewolony umysł zaczął się dopiero dotleniać wolnością.

W wyżej wymienionym cyklu refleksji ks. Józef Tischner pisze o władzy m.in., że „Gdy jakiś poseł okazuje się złodziejem to walka o zmianę posła nie jest zamachem stanu. Kto nie widzi różnicy, powinien porozmawiać ze swoim psychiatrą” 3). Ksiądz był filozofem i mógł nie rozszyfrować rzeczywistości politycznej, gdzie ordynacja proporcjonalna (wielomandatowa), jaka jest w III RP, wyklucza nie tylko „zmianę posła”, ale i kandydowanie obywatela na posła . W wyniku tego zabiegu utrwalany jest w polskim społeczeństwie w przestrzeni publicznej stan quasi psychiatryczny, który w konsekwencji umacnia tylko syndrom homo sovieticusa, będący ostatnim szańcem poprzedniej epoki.

1) Meysztowicz Walerian „Gawędy o czasach i ludziach”, Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 1993
2) „Kampania wyborcza i wybory do Sejmu Ustawodawczego 19 stycznia 1947”, Wydawnictwo Sejmowe 1999
3) w oryginale – w podrozdziale „Władanie” jest „sołtys” a nie „poseł”

 

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy
252 wyświetlen