/Drôle de guerre o JOW-y

Drôle de guerre o JOW-y

Znany polski dowcip, ośmieszający zachowanie armii francuskiej we wrześniu 1939 r., mówi, że czołg francuski ma cztery biegi: jedynkę i trzy wsteczne. Po głośnej mobilizacji i wypowiedzeniu Niemcom wojny w odpowiedzi na atak na Polskę, na froncie zachodnim nastąpiła cisza, „drôle de guerre”, czyli śmieszna wojna, jak żartowali wtedy sami Francuzi.
Podobne skojarzenia przychodzą na myśl, kiedy obserwuje się zachowanie niektórych posłów aktualnej, VIII kadencji Sejmu.

Niemal dokładnie rok temu, Paweł Kukiz w kampanii prezydenckiej powiedział: „Moja kandydatura nie jest zabawą, to nie jest pomysł rockandrollowca. Ta decyzja jest zwieńczeniem mojej ponad 10-letniej walki o przywrócenie państwa obywatelom, o zmianę ustroju Polski, o wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, o wprowadzenie systemu, którego boją się partyjne klany, żyjące z łupienia obywateli i tworzące układ zamknięty”.

Niesiony przez Kukiza postulat JOW obudził nadzieje wielu Polaków. Po dobrym wyniku Kukiza w wyborach prezydenckich, dziesiątki tysięcy ludzi wzięły udział w wielkiej mobilizacji i wykonały tytaniczną pracę, poświęcając swój czas i środki, aby zebrać podpisy, przeprowadzić kampanię i wprowadzić Pawła Kukiza do Sejmu. Jednak kiedy Paweł Kukiz już tam się znalazł, na froncie walki o JOW-y nastąpiła wielomiesięczna cisza. Wprawdzie w niedawnej debacie miesięcznika „Polityka Polska” Kukiz wrócił do tematu JOW-ów, ale mówił co innego niż rok temu. Powiedział, że może „będzie możliwy kompromis” i że „gdyby doszło do ordynacji mieszanej 2/3 JOW-y i 1/3 listy partyjne, to taka zmiana nie wymagałaby zmiany Konstytucji”. Dodał, że można by „w referendum ws. uchodźców dopisać w ramach oszczędności kilka pytań o ordynację mieszaną”.

Problem w tym, że ordynacja mieszana to nie jest żaden kompromis. To po prostu mydlenie oczu. W istocie ordynacja mieszana, szczególnie taka, która „nie wymagałaby zmiany Konstytucji”, to nadal ordynacja proporcjonalna, gdzie o składzie Sejmu decydują liderzy partyjni. Tylko nazwa jest inna. Ordynacja mieszana nie tworzy żadnej zmiany. Wyborcy nie uzyskują w niej nic. W szczególności nie uzyskują najważniejszej cechy prawdziwych JOW-ów, jaką jest możliwość usunięcia każdego posła bez możliwości wywarcia na ten proces wpływu przez liderów partyjnych.

Mówienie o ordynacji mieszanej, to walka o JOW-y na biegu wstecznym. Uświadamiajmy wybranym przez nas posłom, że prawdziwie wolne wybory, to wybory, w których każdy może swobodnie kandydować, w których wszyscy kandydaci zgłaszają swoje kandydatury indywidualnie i są przez wyborców indywidualnie rozliczani. Nie ma tam żadnych list wyborczych, nie ma tysięcy podpisów i nie ma żadnej rady politycznej, która mianuje kandydatów i nadaje im numery na listach. W prawdziwie wolnych wyborach wszyscy mają równe szanse zarówno w zgłaszaniu kandydatury, jak i później, w procesie walki o mandaty.

Żadnego z powyższych warunków nie spełnia ordynacja mieszana. Przypominajmy posłom na każdym kroku, że my chcemy pełnej wolności i nie damy się nabrać na pozorne zmiany. Piętnujmy tych posłów, którzy zapominają o tym, co nam obiecali i zwodzą nas. Wspierajmy za to tych, którzy walczą o prawdziwe 460 JOW i domagajmy się dla nich czasu w ogólnopolskich mediach.

About Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie; współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com