Viktor Orban nie jeździł na Majdan popierać Ukraińców. Węgry pod jego rządami zajęły prorosyjskie stanowisko w ukraińskim konflikcie. Premier Węgier interesował się losem mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu, nigdy też nie wzywał do stosowania sankcji wobec Rosji po zajęciu Krymu.

Jarosław Kaczyński jest nastawiony antyrosyjsko, w Kijowie stawał na barykadzie ramię w ramię z post-banderowskim przywódcą Tiahnybokiem i wznosił antyrządowe okrzyki. Wszystko po to, by zaszkodzić Rosji.

W antyrosyjskiej retoryce polska opozycja jest ostrzejsza niż rząd. Jarosław Kaczyński wręcz wzywa do międzynarodowych sankcji przeciwko Rosji.

Węgrzy mają do Związku Radzieckiego swoje historyczne pretensje. W listopadzie 1956 r. Sowiecka Armia stłumiła ich narodowe powstanie, zniszczyła centrum Budapesztu, w regularnych walkach zginęło wielu węgierskich patriotów. Pomimo tego premier Węgier Viktor Orban prowadzi z Rosją Putina ożywioną wymianę gospodarczą. Ostatnio, w trakcie największego napięcia na Ukrainie zawarł z Rosją umowę, wziął 10 mld dolarów kredytu na modernizację elektrowni atomowej.

W relacjach wewnętrznych premier Orban jest zwolennikiem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Nie przeszkadza mu, że w JOW-ach to wyborcy decydują o tym, kto będzie posłem, a nie szef partii. Jego partia zresztą to szeroka koalicja różnych ugrupowań. Viktor Orban zmienił w 2011 roku Konstytucję i zwiększył udział JOW w węgierskim systemie wyborczym. Poprzednio parlament liczył 386 posłów, a w JOW wybierano 179 czyli 46%. Orban zmniejszył liczebność węgierskiego parlamentu do 199 posłów, z czego 106 jest wybieranych w JOW (53%). Przy okazji zlikwidował także drugą turę wyborów.

Jarosław Kaczyński jest wrogiem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. JOW oznacza bowiem inną, bardziej otwartą strukturę partii, w której prezes też musi zabiegać o swoją pozycję w równej konkurencji z innymi przywódcami. Orban się takiej konkurencji i otwartości nie boi, na czym korzysta jego partia. Jarosław Kaczyński otwartość wyklucza, jest prezesem dożywotnim, a komu się w PiS to nie podoba, ten musi odejść. Stąd z partii Kaczyńskiego w ciągu ostatnich lat odeszło wielu wartościowych polityków.

Interesujące są różnice w podejściu do politycznych partnerów na partyjnej scenie. W 2005 partia Jarosława Kaczyńskiego tworzyła koalicję z prawicowo-nacjonalistyczną Ligą Polskich Rodzin i populistyczną Samoobroną. Jarosław Kaczyński postanowił przejąć elektorat tych partii i poprzez wiele intryg i konfliktów (m. in. zorganizowanie policyjnej prowokacji wobec lidera Samoobrony) zerwał koalicję i praktycznie w kolejnych wyborach obie partie znalazły się na marginesie.

Elektorat w dużej mierze przepłynął do PiS, ale nie na tyle, by zapewnić bezwzględne zwycięstwo. W polskiej ordynacji wyborczej jest ono bowiem (prawie) niemożliwe. Było to z góry do przewidzenia i w interesie PiS-u leżało podtrzymywanie i Ligi Polskich Rodzin, i Samoobrony. Dlaczego Kaczyński tego nie rozumiał?

Viktor Orban też ma na węgierskiej scenie politycznej prawicowego odpowiednika Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Jest to skrajna partia Jobbik. Orban na nią chucha i dmucha, bowiem na tle zajadłych nacjonalistów jego Fidesz wygląda na „gołębia”. To tak ograny chwyt w polityce, że aż dziw, że nie rozumie go lider polskiej partii opozycyjnej PiS, który rzekomo chce rządzić krajem.

W niedzielnych wyborach Jobbik zdobył 26 miejsc w parlamencie przy 18% poparcia. Orban i jego partia, dzięki mądrej polityce, będą znów cieszyć się „osłoną” z prawej strony.

W efekcie Orban umocnił nie tylko swoją osobistą pozycję, ale także pozycję swojej partii. W niedzielnych wyborach FIDESZ zdobył 134 ze 199 mandatów w parlamencie (67%), lewica 39, a Jobbik 26.

Tymczasem ostatnie notowania PiS – spadły i to aż o 5%.

Jarosław Kaczyński zapowiadał 4 lata temu, „Budapeszt nad Wisłą”, tj. skopiowanie sukcesu Orbana. Kaczyński jednak niczego się od Orbana nie nauczył, postępuje odwrotnie niż przywódca węgierskiej centroprawicy. Dlatego Jarosław Kaczyński po raz kolejny prowadzi swoją partię do porażki. A jednocześnie uniemożliwia pojawienie się prawdziwej alternatywy dla rządu Tuska.

Źródło: prawica.net

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Jerzy Gieysztor

    15. Kwi 2014,  godz. 17:43

    Popularność Wiktora Orbana i przede wszystkim zalety niezbyt wielkich okręgów jednomandatowych oraz to, że wg tamtejszej ordynacji posłowie wybierani w JOW-ach stanowią większość w parlamencie, te trzy czynniki dały partii FIDESZ taką większość, która pozwala na rządy samodzielne ( i zmusza do ponoszenia pełnej odpowiedzialności za ich efekty). Takiego rezultatu wyborów pożądanego ze względu na skuteczność rządzenia nie zdołała zepsuć partyjna część wyborów węgierskich, która jest elementem tamtejszej mieszanej ordynacji wyborczej. Nie zdołała, gdyż węgierskie okręgi jednomandatowe są niezbyt duże, a to pozwala na bezpośrednią relacje kandydatów z wyborcami. Godzi się bowiem zauważyć, że w węgierskim modelu ordynacji wyborczej istnieje 106 jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). A to przy liczbie mieszkańców tego kraju na poziomie 9,9 mln, daje średnio ok. 93 tyś mieszkańców w jednym okręgu. Ta wielkość normy przedstawicielskiej jest zbliżona do brytyjskiej, a także zbliżona jest do wynikającej z postulowanego w Polsce podziału na 460 JOW. Dlatego w wyborach węgierskich mniejsze znaczenie miała ich część partyjna. Tymczasem istotnie inna jest sytuacja przy mieszanej ordynacji w Niemczech. Tu bowiem okręgi jednomandatowe liczą średnio ok. 300 tyś. mieszkańców. Oraz co ważne wybierani w nich posłowie stanowią mniejszość Bundestagu. Dlatego pomimo wielkiej popularności Angeli Merkel jej partia nie zdobywa większości pozwalającej na samodzielność rządzenia i w wielu ważnych sprawach decyduje koalicjant. W debacie na temat najkorzystniejszego dla Polski rodzaju ordynacji wyborczej warto odnosić się do obu podanych przykładów, gdyż zastosowanie ordynacji mieszanej w Polsce, owocowałoby JOW-ami o liczbie mieszkańców ok 170 tyś. (co redukuje odpowiedzialność posłów przed wyborcami) i uniemożliwiałoby zdobycie większości potrzebnej do samodzielnego rządzenia.
    ———————————————————–
    „Jaka jest ordynacja na Węgrzech? W niemieckich mediach jest ona atakowana, bez podania o co chodzi.” – Napisał do mnie znajomy Polak z Monachium. I nie ma się czemu dziwić. Wszak kurs polityczny Orbana, zgodny z węgierskim interesem narodowym, nie wpisuje się w interes hegemona UE. Jednocześnie to, że ordynacja wyborcza pomogła węgierskiemu przywódcy w osiągnięciu wyborczego sukcesu, trudno było zignorować. Ale dla niezadowolonych niemieckich mediów, wskazać JOW-owską część węgierskiej ordynacji, jako przyczynę tego sukcesu jest, albo za trudne, albo niewygodne, ze względu na chęć utrzymywania odbiorców w nieświadomości. To ostatnie jest ważną przyczyną podobnych zachowań na naszym „medialnym rynku”, jak dotychczas, z Telewizją Republika włącznie.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.