"Za, a nawet przeciw" to schizofreniczna nazwa zapożyczona przez  Program III Polskiego Radia od słynnego polskiego  językoznawcy – Lecha Wałęsy i prawie każdego dnia, w samo południe, popularny redaktor Kuba Strzyczkowski zadaje radiosłuchaczom jakieś ważne pytanie, udostępnia mikrofon i, pod koniec godzinnej audycji, informuje o wynikach radiowej sondy. W poniedziałek, 18 maja 2009, jako temat Redaktor wybrał "Czy jesteś ZA czy PRZECIW jednomandatowym okręgom wyborczym w wyborach do Sejmu?". Audycję rozpoczął "z grubej rury"; zacytował mianowicie fragment artykułu "Cud na urną", jaki tego samego ranka ukazał się w tygodniku "Wprost". Opisany jest tam przypadek p. Mariusza Wisa, radnego Miasta Warszawy, który został umieszczony na pierwszym miejscu na liście wyborczej PO, w okręgu, w którym ani nie mieszka, ani nikt go nie zna, w którym nie przeprowadził żadnej kampanii wyborczej, nie wydał ani jednej ulotki, nie odbył żadnego spotkania wyborczego, a mimo to uzyskał największą ilość głosów poparcia i wszedł do Rady.

Powiedzmy otwarcie: red. Strzyczkowki nie zaprosił do studia ani jednej osoby, spośród tych, które od lat zabiegają w prowadzenie JOW w Ruchu Obywatelskim na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, ale wyłącznie oficjalnych przedstawicieli klasy politycznej w osobach wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej posła Waldy’ego Dzikowskiego oraz Rzecznika Praw Obywatelskich dra Janusza Kochanowskiego. Głównymi jego rozmówcami byli też  inni udziałowcy klasy politycznej, jak posłanka Joanna Senyszyn (SLD), wieczny poseł Stanisław Żelichowski (PSL), był też poseł z Prawa i Sprawiedliwości, którego nazwiska nie pomnę. Wszyscy oni, naturalnie, byli PRZECIW, a ich sprzeciw poparty był dodatkowymi głosami niektórych radiosłuchaczy. Przy "otwartym mikrofonie" wypowiedzieli się jednak także zdecydowani zwolennicy reformy systemu wyborczego. Natomiast wynik radiowej sondy zapewne jednak zaskoczył biorących w niej udział oficjeli, bo Redaktor poinformował nas, że wyniósł on 92% głosów internatów ZA wprowadzeniem JOW, a tylko 8% głosów PRZECIW.

Przy takim obrocie sprawy, poseł Dzikowski poczuł się w obowiązku zapewniania, że Platforma Obywatelska jest zdeterminowana wprowadzić JOW i że jest ona jedyną partią polityczna, która ten postulat systematycznie zgłasza i promuje. Niestety, "chciałaby dusza do raju", ale nie pozwalają jej na wprowadzenie tej reformy koalicjanci, którzy są stanowczo przeciwni takiej propozycji. A zważywszy, że i nie-koalicjanci tez nie życzą sobie zmiany, bidna Platforma nie ma wyjścia. Trzeba zmieniać konstytucję, potrzebna jest konstytucyjna większość itd., itp. – wszyscy tę linię argumentacji doskonale znamy. Zdenerwowała ona nawet dra Kochanowskiego, który zwrócił uwagę, że badania opinii publicznej od dawna pokazują, że większość Polaków takiej zmiany sobie życzy, że zebrano prawie 800 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie, a wynik radiowej sondy mówi sam za siebie!

Na obłudę i fałsz w wypowiedzi posła Waldy’ego zwracało uwagę kilku radiosłuchaczy, a on sam, istotnie, swoje "poparcie" dla JOW przedstawiał w sposób pokrętny i nieprzekonywający. Naturalnie, wszyscy rozumiemy, że do uchwalenia zmiany konieczna jest większość parlamentarna, ale też wszyscy wiemy o tym, co mówi ludowe porzekadło, że "niechciej gorszy od niemoca", a to, że Platforma tylko mówi, że popiera JOW, ale nic w tym kierunku nie robi jest sprawą oczywistą.

Bardzo też ciekawie wypowiadał się Rzecznik Praw Obywatelskich. Najpierw bowiem uważał za stosowne powiedzieć, że "ordynacja proporcjonalna sprawdza się na początkowym etapie budowania demokracji", co jest poglądem nieomal oryginalnym i współgrającym z wypowiedziami takich polityków jak Aleksander Kwaśniewski, który – jeszcze jako prezydent państwa – powiedział nam, że Polacy nie dojrzeli jeszcze do JOW. Ale było to ładnych kilka lat temu, więc może już, w międzyczasie, trochę dojrzeliśmy i – tak przynajmniej można sądzić z wypowiedzi RPO – można by spróbować! Poza tym dr Kochanowski wypowiedział się raczej jako zwolennik "ordynacji mieszanej", czyli trochę JOW i trochę nie JOW, jak rozumiemy, z ostrożności, bo a nuż by się okazał, że 20 lat budowania demokracji to ździebko za mało?

Ciesząc się z tego warunkowego poparcia ze strony RPO mamy jednak prawo zapytać: czy Rzecznik Praw Obywatelskich nie poczuwa się do obowiązku interwencji, kiedy jawnie naruszane są nasze prawa obywatelskie? Chociażby takie prawo, jak prawo do referendum? Jak to jest możliwe, że zebrano prawie 800 tysięcy podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum w sprawie JOW i podpisy te wyrzucono do kosza, a Rzecznik Praw Obywatelskich nie zabrał w tej sprawie – oficjalnie, ma się rozumieć – głosu? Czyja w końcu jest ta Rzeczpospolita, skoro od wielu lat WIĘKSZOŚĆ obywateli wypowiada się za reformą systemu wyborczego i jest to fakt dzisiaj nie podważalny, a partia rządząca zasłania się jakimś "koalicjantem", jakąś niemocą konstytucyjną itd., itp.?

Na antenie pojawił się głos studenta KUL, Marka Kobylarskiego, który przypomniał o uchwale NZS w tej sprawie i konferencji, jaka dwa lata temu odbyła się na KUL w Lublinie, ale przede wszystkim poinformował o Marszu na Warszawę o JOW, który odbędzie się w sobotę 23 maja i wyruszy o godzinie 11.00 spod Kolumny Zygmunta. Tygodnik "Wprost", z jakiegoś powodu, pomylił daty i red. Strzyczkowski oponował, że Marsz odbędzie się 24. maja, ale p. Marek K. precyzyjnie rzecz wyjaśnił. Rozpiera nas więc ciekawość: czy w sobotę 23 maja, zobaczymy na Placu Zamkowym posła Dzikowskiego i jego partyjnych kolegów, którzy jakoby "z całą determinacją" popierają postulat JOW? Nie będzie to pierwsza okazja, jaką Ruch Obywatelski na rzecz JOW stwarza Platformie Obywatelskiej i pewnie nie ostatnia, ale niewątpliwie obecność Pana Premiera – który nas już dawno zapewnił, że "nie spocznie, dopóki nie wprowadzi JOW", p. posła Dzikowskiego i innych towarzyszy partyjnych znacznie by nasze zaufanie do deklaracji Platformy wzmocniło!

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.