/Wybory parlamentarne – mieszać ogień z wodą?

Wybory parlamentarne – mieszać ogień z wodą?

Ludzie ze świecznika władzy mają naturalną chęć utrzymania takiej metody wyborów parlamentarnych, która zapewni im zachowanie tej wysokiej pozycji po kolejnych wyborach. Przy głosowaniu na listy partyjne tworzone przez liderów partii (w tzw. ordynacji proporcjonalnej), oznacza to dla nich konieczność podporządkowania się dyrektywom owych liderów. A dla liderów ważniejszy jest perspektywiczny interes partii niż wzmocnienie państwa i dobro wspólne narodu. Gotowi są w tym celu pomijać własne państwo i pertraktować z partiami o podobnej mentalności za granicą. To jest wymierzone w naszą suwerenność którą, choć jest ograniczona przez traktat lizboński, mamy jako Polacy obowiązek wzmacniać, a nie osłabiać.

Skoro ordynacja „proporcjonalna” w wyborach do Sejmu jest deprawacją obywatelską, to dalsze jej trwanie jest trucizną dla narodu. Nawet jeśli przyjąć, że w ostatnich wyborach „proporcjonalnych” szczęśliwie doszli do władzy ludzie przyzwoici, mądrzy, z wyobraźnią, patrioci, to brak kontroli wyborców nad nimi prowadzić będzie do ich nieodpowiedzialności, arogancji, korupcji. To tylko kwestia czasu. Ludzka natura jest ułomna i skora do grzechu.

Jeśli nawet rzeczywiście większość obecnych parlamentarzystów to ludzie większego formatu patriotycznego, niż ci co byli wcześniej, to powinni być świadomi zagrożeń dla państwa wynikających z centralistycznej partiokracji. Powinni sami ze swej strony dążyć do takiego mechanizmu politycznego, który ograniczy ludzką skłonność do przekraczania norm przyzwoitości w wyścigu o władzę. To jest właśnie system Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) w wyborach do Sejmu, bez żadnych jednak koncesji na rzecz interesu jakichkolwiek partii, takich jak ordynacja „mieszana”.

System JOW w czystej westminsterskiej postaci jest tak prosty i przejrzysty, że wprost uniemożliwia manipulacje i fałszerstwa wyborcze. To system, w którym każdy wyborca okręgu może startować do Sejmu, a proces liczenia głosów jest całkowicie w rękach wyborców tego okręgu. Wygrywa ten kandydat, który otrzymał najwięcej głosów poparcia. To system, w którym partie szukają wybitnych obywateli gotowych je reprezentować, a nie wyborca ubiega się o łaskę lidera, by ten wpisał go na listę partyjną.

Jestem przekonany, że poziom patriotyzmu i dobrej woli obecnej grupy rządzącej jest wysoki i na to w Polsce liczymy. Ale – czy możemy mieć do PiS kompletne zaufanie? Szerzej – do jakiejkolwiek partii rządzonej po leninowsku, centralistycznie, z głosowaniem na listy partyjne układane przez szefów partii?

Niekoniecznie. Oto kilka przykładów zachowań absolutnie antypaństwowych.

  1. Połowa posłów PiS za VI kadencji Sejmu głosowała za ratyfikacją traktatu lizbońskiego, nawet go nie czytając. Poparli rezygnację z suwerenności naszego państwa, a przecież ślubowali strzec suwerenności. Czy można im ufać?
  2. Wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa elita rządu i armii poleciała do Rosji jednym samolotem. Ktoś powinien był temu zapobiec. Konsekwencje znamy. Gdzie tu była odpowiedzialność za państwo, gdzie wyobraźnia?
  3. Lider partii opozycyjnej poleciał w tych dniach do Brukseli, by tam bez żenady domagać się od Unii Europejskiej interwencji przeciwko polityce wewnętrznej wybranego legalnie rządu. Jestem przekonany, że gdyby pochodził z wyboru JOW, jego wyborcy nie dopuściliby go do takiego aktu zdrady. Zapytam – czy ktoś odmówił mu po powrocie podania ręki na powitanie?

Mamy jako Polacy obowiązek czujności i kontroli naszych reprezentantów. To jest możliwe w systemie JOW. Natomiast obecny system „proporcjonalny” – głosowanie w ogromnych wielomandatowych okręgach wyborczych na ludzi wybranych przez liderów partyjnych – wręcz prowokuje alienację reprezentantów, systemową korupcję i demoralizację elit władzy.

Komitet Wyborczy Kukiz’15 rozpoczął swój wyścig o sukces wyborczy, eksponując niezbędność „czystego” sytemu JOW, w ujęciu brytyjskim. Ruch Obywatelski na rzecz JOW, założony przez profesora Jerzego Przystawę, opracował w międzyczasie zarówno projekt niezbędnej korekty Kodeksu Wyborczego, jak i mapę podziału Polski na 460 jednomandatowych okręgów wyborczych. Jednocześnie jednak widzimy teraz, że dotychczasowe „twarze” Ruchu, posłowie Paweł Kukiz i Janusz Sanocki, zaczynają dopuszczać w swych wypowiedziach groźną dewiację – dopuszczalność sytemu „mieszanego”, podobnie jak w Niemczech. Argumenty są, tak to nazwijmy, „pragmatyczne” – że przy aktualnym Sejmie nic więcej nie da się uzyskać, że system mieszany też ma swoje zalety, niech będzie na razie system mieszany, a potem tak wybrany Sejm sam się udoskonali…

Wyrażę tu dawno i dobrze udokumentowany pogląd uczestników Ruchu JOW – system mieszany jest w istocie nadal partiokracja. Tak widzi to zresztą wielu Niemców. Więcej liczą się interesy partii i niezmienność elit, niż interesy państwa i narodu. Do tego nie wolno zmierzać nawet przez chwilę, bo prowizorki potrafią długo trwać.

Nie ma tu miejsca na szemrane kompromisy, na pragmatyczny koniunkturalizm dla osiągnięcia psychicznej wygody w środowisku posłów ceniących sobie partyjny centralizm. Poseł ma być emanacją patriotyzmu i rozumu wyborców okręgu, ich mężem zaufania. Do tego niezbędny jest przejrzysty i prosty system jednomandatowych okręgów wyborczych – jeden okręg, jedna tura, jeden poseł. Nacisk na takie rozwiązanie ustrojowe musi trwać. Tylko tyle, i aż tyle.

Wystąpienie prof. Andrzeja Czachora na Sejmiku „Oburzonych” w Warszawie, 19 marca 2016 r.

About Andrzej Czachor

fizyk, prof. dr hab. w NCFJ w Świerku, publicysta; od 1995 roku uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych