/Współrządzić czy zmienić system polityczny?

Współrządzić czy zmienić system polityczny?

W dzisiejszym „Dzienniku Gazeta Prawna” (22.06.2015), jeden z głównych ideologów szokowej transformacji komunistycznej i „okrągłego stołu”, a przedstawiający się jako filozof będący „historykiem idei”, p. Marcin Król, opublikował felieton pt. „Programu Kukiza nie ma i nie będzie”. Jeśli więc Kukizowi – pisze p. Król – uda się jeszcze raz obudzić emocje, to tylko negatywne. Jak od tego pójść do parlamentu – zupełnie nie wiadomo. Może zdarzą się rzeczy nie do przewidzenia, ale na razie wstrzymałbym się od spekulowania na temat programu ugrupowania Kukiza, bo takiego programu po prostu nie ma i nie będzie.

Filozof i historyk idei Marcin Król nie rozumie przede wszystkim rzeczy elementarnej. Nie rozumie, że postulat wprowadzenie 460 jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, jest postulatem zmiany ustroju politycznego Polski. Zmiany systemu władzy politycznej w III RP. I jest kluczem programu Pawła Kukiza i jego rdzeniem. O takim samym historycznym znaczeniu, jakim w Sierpniu 1980 roku był postulat „wolnych związków zawodowych”, który zmienił bieg historii Polski.

Nasz filozof i historyk idei, podobnie jak i w przeważającej masie polskie elity inteligenckie, po prostu nie strukturyzuje, mówiąc kolokwialnie. Nie strukturyzuje, czyli nie potrafi myśleć i analizować rzeczywistości społecznej w kategoriach związków przyczynowo-skutkowych ujmowanych w dynamiczne struktury. I o ile można to wybaczyć ciężko zabieganym za tym, aby jako tako przeżyć, szarym obywatelom, to brak zdolności do strukturyzacji dyskwalifikuje zawodowo filozofów i historyków idei. Ale to prywatny problem p. Marcin Króla i jego pracodawców.

Ponieważ nie ulega wątpliwości, że nawet pełny sukces referendum w sprawie JOW-ów 6 września br., nie powstrzyma partii politycznych przed próbami przekłamania jego sensu, ruch obywatelski Pawła Kukiza musi wystartować w wyborach do Sejmu i uzyskać jak najlepszy wynik. Wojna polityczna z systemem obecnej partyjnej oligarchii wyborczej i fasadowej demokracji dopiero się zaczęła. Paweł Kukiz prezydenckim wynikiem wyborczym wybił tylko wielką dziurę w murze systemu.

Ale mur, choć dziurawy, trzyma się mocno. I postulat 460 JOW-ów będzie „młynkowany”, a to na spersonifikowany system proporcjonalny w wersji „mieszanej” ordynacji niemieckiej, a to na spersonifikowaną metodę proporcjonalną jednomandatowego głosu przechodniego w wersji australijskiej, a to na jakąkolwiek wersję mieszaną. Byle nie 460 JOW-ów. Byle nie dopuścić do pełnego podporządkowania w sposób bezpośredni posłów ich wyborcom.

W Sejmie następnej kadencji trzeba być, aby dopilnować, by następne wybory parlamentarne w Polsce były po raz pierwszy w pełni demokratyczne i w pełni wolne. To wszakże otwiera pytanie o sposób realizacji tego dopilnowania. Pytanie trudne, gdyż jeszcze nikt do tej pory w naszej współczesnej historii nie był w sytuacji dążenia do zmiany systemu władzy politycznej, z równoczesną koniecznością pozostawania w „oku cyklonu” tej władzy, jakim jest Sejm.

I niezrozumienie zupełnej nowej jakości tej sytuacji, jest powodem dywagacji o „braku programu” w stylu filozofa i historyka idei M. Króla. A przez „program” rozumie się implicite oczywiście zestaw postulatów wyborczych przedstawianych przez kandydujące do Sejmu partie, które po wejściu do parlamentu przestają już o nim mówić. A tak przy okazji można zapytać, jakiż to program wyborczy realizuje obecnie PO? Może „Sami swoi”? A program PSL? Może „Nasze rodziny na swoim?”.

Wchodząc do Sejmu, w prawdopodobnej sytuacji wejścia tam silnego PiS i słabszej PO, ruch obywatelski Pawła Kukiza stanie się języczkiem u wagi, decydując o możliwości rządzenia przez tak jedną, jak i drugą partię. A że samodzielnie JOW-ów nie wprowadzi, musi iść na kompromis z którąś z partii. Polityka jest sztuką kompromisów, tyle że kompromis może zabić politycznie. Polityczny cmentarz ofiar takich kompromisów jest w Polsce rozległy.

Przede wszystkim kompromis nie może dotyczyć głównego postulatu czyli wprowadzenia 460 JOW-ów. Bo to jest śmierć polityczna od zaraz. W zależności od układu sił w parlamencie trzeba wynegocjować tylko czas i sposób wprowadzenia JOW-ów. I skrócenie kadencji przyszłego Sejmu. A o ile, to trzeba negocjować.

Sądzę, że śmiercią polityczną, choć już w odcinkach, będzie powyższy kompromis w formule współrządzenia z którąkolwiek partii. Wejście do rządu to wzięcie współodpowiedzialności za system polityczny władzy, przeciwko któremu się występuje i który jest głęboko szkodliwy dla Polski. Takie wejście uruchomi natychmiast mechanizmy destrukcji i samodestrukcji dla klubu sejmowego Pawła Kukiza i jego ruchu obywatelskiego w kraju. I trzeba powiedzieć wszystkim tym niespełnionym politykom, którzy zaczną się kręcić wokół P. Kukiza, widząc się w roli przyszłych ministrów czy wiceministrów – Panowie, konfitur nie będzie.

Uważam, że należy pójść na formę kompromisu nie w formie współwładzy wykonawczej, czyli współrządzenia, ale w formie współwładzy ustawodawczej, czyli współstanowienia prawa w Sejmie, ale też z kontrolą jego przepisów wykonawczych w ministerstwach i urzędach centralnych.

Taka formuła kompromisu daje ruchowi obywatelskiemu z jednej strony pełny dystans w stosunku do Sejmowego koalicjanta rządzącego i uniemożliwia, a przynajmniej zasadniczo utrudnia, procesy destrukcji i samodestrukcji politycznej w Sejmie i w kraju. Z drugiej strony otwiera przed ruchem obywatelskim wielkie możliwości głębokich zmian systemowych dla poszerzania obszarów wolności działania obywateli i przeciwdziałania i likwidacji grabieżczych i pasożytniczych praktyk grup i instytucji wobec obywateli.

Taka formuła sprawowania władzy ustawodawczej, acz i kontrolnej, zmusza wszakże do zupełnie innej koncepcji strategii programowej. Trzeba przygotować mapę zmian systemowych w kluczowych dziedzinach funkcjonowania państwa, gospodarki i życia publicznego. Muszą one odpowiadać na pytania, w których kierunkach mają te zmiany pójść i jakie mają być. Od mediów publicznych, sądownictwa i prokuratury poczynając.

I tu nie chodzi o pisanie gotowych ustaw czy przepisów. Od tego są prawnicy. Jak się wie, co ma być w ustawie i jakie mają być jej szczegółowe rozstrzygnięcia, to projekt ustawy powstaje w tydzień.

Nie należy też się specjalnie spieszyć i nie należy dać się poganiać przez filozofów i historyków idei. Zbyt wczesne upublicznienie oficjalnego stanowiska spowoduje bezkarność naszych przeciwników w atakach medialnych. Oni mają wszystkie media, a my tylko internet. Nie będzie można im odpowiadać. Dlatego należy zastosować taktykę wybraną ongiś przez prezydenta Francji Mitterranda. Nie upubliczniał bardzo długo swojego programu wyborczego, ściągając na siebie medialną nagonkę przeciwników o brak programu. Po czym w weekend wyborczy ogłosił we wszystkich wielkonakładowych gazetach i czasopismach swój dość szczegółowo rozpisany program wyborczy. Zatem i ruch obywatelski Pawła Kukiza powinien poczekać z ogłoszeniem przynajmniej do początku oficjalnej kampanii wyborczej, aby już wtedy móc się bronić również w upartyjnionych mediach publicznych.

Jako Ruch Obywatelski na rzecz JOW powinniśmy przedstawić do dyskusji swoją wersję takiego programu. Ponieważ z pewnością w pełni poprzemy Pawła Kukiza i jego ruch w wyborach parlamentarnych, powinniśmy też przedstawić nasze programowe oczekiwania. Ewentualne ataki medialne będą puste politycznie, bo to nie będzie oficjalny program wyborczy. Dyskusja nad nim pozwoli jednak rozpocząć publiczną debatę nad kształtem ustrojowym przyszłej Polski. I myślę, że do połowy września taka strategia programowa sprawowania współwładzy ustawodawczej i kontrolnej mogłaby być publicznie już ogłoszona pod dalszą debatę programowa.

Ze swej strony zgłaszam się do roli koordynatora strategii programowej Ruchu JOW i zapraszam wszystkich chętnych do debaty programowej na stronach jow.pl. Do dzieła!

22 czerwca 2015

1 028 wyświetlen