/Władimir Bukowski 1942-2019

Władimir Bukowski 1942-2019

W niedzielę 27 października w Cambridge zmarł na zawał serca rosyjski pisarz i legendarny dysydent Władimir Bukowski.

Urodził się w Belebeju w Rosji w 1942 roku. W 1960 roku, jako student I roku Wydziału Biologii Uniwersytetu Moskiewskiego, włączył się w działalność opozycji demokratycznej w ZSRR. Początkowo ta działalność sprowadzała się do publicznego czytania wierszy przed Pomnikiem Majakowskiego, następnie zaangażowanie w samizdat, w obronę pisarzy Andrieja Siniawskiego i Julija Daniela. Bukowski spędził 12 lat w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych. Po podpisaniu układu Pinochet-Breżniew został wydalony ze Związku Sowieckiego i wymieniony na sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile, Luisa Corvalana. Ukończył studia biologiczne w Cambridge, w Wielkiej Brytanii i uzyskał stopień doktora w dziedzinie neurofizjologii w Stanford University w USA. W 1992 roku, na zaproszenie Borysa Jelcyna, uzyskał dostęp do archiwów Politbiura i Komitetu Centralnego KPZS. Nielegalnie skopiował i ujawnił (zamieścił w Internecie) ok. 7000 stron tajnych dokumentów Kremla. Wyniki swoich dochodzeń przedstawił w książce „Moskiewski proces”. Jest autorem 7 innych książek, m.in. dobrze znanych w Polsce: „I powraca wiatr”, „Pacyfiści kontra pokój”, „Listy rosyjskiego podróżnika”.

Władimir Bukowski był naszym sojusznikiem w walce o zmianę systemu wyborczego i wprowadzenie JOW. Dwukrotnie przyjeżdżał w tej sprawie do Polski: pierwszy raz, pomiędzy 28 kwietnia a 1 maja 2002 roku, odbył wiele spotkań m.in. w Kłodzku, w Nysie, we Wrocławiu, a potem jeszcze w marcu 2003 roku był gościem XVI Ogólnopolskiej Konferencji Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW w Bielsku-Białej.

Władimir Bukowski tak mówił red. Rafałowi Siekierce z Radia Rodzina w Krajowym Biurze Ruchu JOW w 2002 roku:

„Od dawna znam działalność prof. Przystawy w Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Zgadzam się z celami tego ruchu i mocno je popieram. Mieszkam w Wielkiej Brytanii, w kraju, w którym taki system wyborczy obowiązuje. Sporo jeżdżę po świecie i obserwuję funkcjonowanie różnych systemów. Widzę, jak kraje, które wybierają swoją reprezentację w systemie proporcjonalnym, tracą na tym – przegrywają.

Często bywam we Włoszech, gdzie od dawna przyjaźnie się z Silvio Berlusconim, jeszcze od czasów, kiedy wcale nie zamierzał zajmować się polityką, a pracował w budownictwie. Włosi już od lat na temat ordynacji wyborczej dyskutowali, ponieważ proporcjonalny system uczynił Włochy krajem niesterowalnym, nierządnym przez prawie 50 lat. W ciągu 57 lat od II wojny światowej we Włoszech rządy zmieniały się co najmniej 60 razy. Ten sposób funkcjonowania czyni kraj słabym, nierządnym, ludzie rozczarowują się do demokracji, ponieważ demokracja nie działa w takim systemie wyborczym. We Włoszech kończyło się tak, że kraj żył swoim życiem, a rząd swoim.

Często też jeżdżę do Izraela, gdzie spotykam się z kolegami, z którymi siedziałem w łagrach, więzieniach. Rozmawiam z wieloma politykami izraelskimi, którzy rozumieją i tłumaczą, że system proporcjonalny absolutnie nie pasuje do Izraela, nie nadaje się do sytuacji ich kraju. Dla Izraela kwestia systemu wyborczego jest dużo ważniejsza niż dla Włoch, gdyż życie i funkcjonowanie kraju znajdującego się w stanie lub na krawędzi wojny, w systemie proporcjonalnym, w systemie rządów koalicyjnych jest po prostu szaleństwem.

Kiedy w 1991 roku zmieniały się rządy w Rosji i upadał Związek Sowiecki, toczyły się dysputy na temat wyboru systemu wyborczego. Wtedy często występowałem w telewizji i w radiu i mówiłem, że system proporcjonalny nie nadaje się do zastosowania w Rosji. System proporcjonalny sprawdza się w krajach, które nie potrzebują rządu, w których system jest na tyle stabilny i rozwinięty, że kraj sam się steruje. Jeśli, na przykład, zapytacie przeciętnego Holendra, kto jest teraz premierem, nie będzie wiedział – to nie ma znaczenia. Ale dla kraju znajdującego się w kryzysie, którego rząd powinien podejmować ważne życiowe decyzje, system proporcjonalny kompletnie się nie nadaje. To tak, jakby ktoś skakał do wody ze związanymi rękami i nogami.

Znając prof. Przystawę i jego działalność, spotykając się z nim w wielu miejscach na świecie, uznałem, że ruch na rzecz zmiany systemu wyborczego jest na tyle ważny, aby przyjechać i wspomóc tę działalność. Oto przyczyna mojego przyjazdu do Wrocławia”.

———————————————————————–
Na koniec przytaczamy dwa fragmenty z książki Władimira Bukowskiego „I powraca wiatr”:

„Trudno dziś spamiętać to wszystko, co wówczas robiliśmy. Rodziła się ta zadziwiająca wspólnota, nazwana później „ruchem”, w której nie było przywódców ani podwładnych, nie rozdzielano ról, nikogo nie werbowano i nie agitowano. Ale przy całkowitym braku form organizacyjnych działalność tej wspólnoty była zdumiewająco zgrana. Z zewnątrz nie sposób pojąć, jak to się działo. KGB nadal jak za dawnych czasów poszukiwało przywódców, sprzysiężeń, skrytek i lokali konspiracyjnych, po czym zamykając kolejnego „lidera” stwierdzało za każdym razem ze zdziwieniem, że ruch nie tracił w wyniku ich operacji na sile, a czasem nawet się wzmacniał.

Również neurolodzy przez długi czas trwali w przekonaniu, że mózg ma specjalne centra dyspozycyjne i hierarchiczną strukturę sterowania, ale usuwając kolejne „centrum” konstatowali za każdym razem ze zdumieniem, że całkiem inne „centrum” raptem przejmuje funkcje usuniętego i w zasadzie nic się nie zmienia. Patrzącemu z boku wydaje się, że komórki mózgu zajęte są zupełnie jałową, bezsensowną pracą, bo dublują się wzajemnie w realizacji tej samej funkcji. Znacznie racjonalniejsza wydaje się specjalizacja, podporządkowanie, rozkazy i dyrektywy. Na pozór więcej ładu. Otóż nie, dla żywego organizmu taka zasada jest nie do przyjęcia. A każdy z nas na wzór komórki nerwowej uczestniczył w tej dziwnej orkiestrze bez dyrygenta, zmuszany do działania jedynie poczuciem własnej godności i osobistej odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy.

Nie bawiliśmy się w politykę, nie układaliśmy programów „wyzwolenia narodu”, nie tworzyliśmy związków „miecza i lemiesza”. Naszą jedyna bronią była jawność. Nie propaganda, lecz jawność działań, by nikt nie mógł później powiedzieć – „ja nie wiedziałem”. Reszta jest sprawą sumienia każdego z osobna. Nie oczekiwaliśmy zwycięstwa – nie istniała najmniejsza na nie szansa. Każdy jednak pragnął mieć prawo do powiedzenia swoim potomkom: „Zrobiłem co w mojej mocy. Byłem obywatelem, walczyłem o praworządność i nigdy nie byłem w konflikcie ze swoim sumieniem”. To nie była walka polityczna, to była walka żywego z martwym, naturalnego ze sztucznym”. /s.197
———————————————————————

„Wiele w tym czasie mówiło się o demokracji wewnątrzpartyjnej, lecz dla nas brzmiało to nieprzekonywująco. Dlaczego demokracja ma być wyłącznie wewnątrzpartyjna? A wszyscy pozostali to nie ludzie, czy co? Przecież my nie wybieramy partii, oni sami się wybierają. Wynika zatem, że właśnie ci sami ludzie, którzy zrodzili i popierali Stalina, znów biorą się do zaprowadzania wyższej sprawiedliwości na drodze demokracji we własnym kręgu. Znów będą przemawiać w imieniu narodu, który ich do tego nie upoważnił. Ci sami łajdacy, którzy przez trzydzieści lat kłamali nam o Stalinie, będą nadal kłamać o partyjnej demokracji. Któż w nią uwierzy? Przecież nic, absolutnie nic się nie zmieniło – jeśli chwilowo nie morduje się milionów ludzi, to gdzie jest gwarancja, że nie nastąpi to jutro? System ten sam, ludzie też ci sami. Nikt nawet nie został ukarany, nikogo nie sądzono.

A kogo sądzić? Winni są wszyscy – ci, co własnoręcznie mordowali i ci, którzy wydawali rozkazy, i ci którzy aprobowali, i nawet ci, co milczeli. W tym fasadowym państwie każdy grał rolę, która została mu przydzielona i za którą płacono – wielki, krwawy spektakl”. /s.73

* Władimir Bukowski i Jerzy Przystawa, Politechnika Wrocławska 2002
* Władimir Bukowski, Krajowe Biuro Ruchu JOW 2002

296 wyświetlen