Od kilku miesięcy tematem numer jeden w Brytanii jest Brexit. Historia tego referendum jest znana. Rok temu, w kampanii przed wyborami parlamentarnymi, Konserwatyści próbując odebrać wyborców partii UKiP, wstawili do swego programu wyborczego obietnicę przeprowadzenia referendum o wyjściu z Unii Europejskiej. Konserwatyści wybory wygrali, a UKiP poniósł klęskę, wprowadzając do Parlamentu tylko jednego posła. Zgodnie z logiką JOW-ów, liderzy przegranych partii złożyli rezygnacje, umożliwiając swym członkom nowe wybory i wymianę przywódców. Zrezygnował więc przywódca Labourzystów Ed Miliband, zrezygnował lider Liberalnych Demokratów Nick Clegg, zrezygnował też Nigel Farage, tym bardziej, że sam przegrał wybory w swym własnym okręgu Thanet w hrabstwie Kent. Farage’a jego własna partia zmusiła do pozostania na stanowisku aż do czasu referendum, co też Farage uczynił.

Mieliśmy więc obiecane referendum, bo obietnice wyborcze polityków wybranych w jednomandatowych okręgach muszą być wykonywane. Nie było jeszcze w tym systemie mocarza, który zlekceważyłby swych wyborców i który nie zostałby w konsekwencji wyrzucony szybko i skutecznie na śmietnik historii.

Premier David Cameron był przeciw wyjściu z Unii, a więc zwołał referendum szybko i pośpiesznie, nie dając czasu na rzetelną debatę, bez konkretnych negocjacji z Komisją Europejską. Lutowe rozmowy Camerona z Prezydentem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem miały na celu osiągnięcie ustępstw ze strony Unii i uniknięcie niekorzystnego dla Camerona wyniku referendum. Cameron był w tych negocjacjach na pozycji z góry przegranej. Były to rozmowy pomiędzy wybranym liderem, który łatwo może być usunięty przez swoich wyborców, a nieodpowiedzialnym przed nikim biurokratą, który ewentualnie może ustąpić, ale wtedy, gdy widzi za oknem swego luksusowego biura stutysięczny, gniewny tłum z taczkami.

Ważną rolę w brytyjskiej kampanii referendalnej odegrał inny nieusuwalny w wyborach biurokrata, Prezydent Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Juncker miał kilka wystąpień, które nie wzbudziły w Brytanii zachwytu. Kiedy w maju br. zagroził na forum Europarlamentu, że brytyjscy „uciekinierzy” będą „musieli liczyć się z konsekwencjami” i nie będą „przyjęci z otwartymi ramionami”, wielu Brytyjczyków było oburzonych. Liderzy demokratyczni tak nie przemawiają. Gisela Stuart, posłanka opozycyjnej partii Labourzystów skomentowała występ Junckera krótko: „kolejny dzień, kolejna groźba ze strony tych, którzy chcą Brytyjczyków zastraszyć”.

Brytyjczyków nie dało się oczywiście zastraszyć i zagłosowali za wyjściem z Unii. Jean-Claude Juncker bynajmniej nie nabrał pokory i – co było do przewidzenia – nie ustąpił ze stanowiska. Zmienił tylko ton z gróźb na patetyczne narzekanie, zarzucając Borisowi Johnsonowi i Nigelowi Farage’owi rezygnację w chwili, kiedy powstała „trudna sytuacja”, nazywając ich „smutnymi bohaterami” i rzucając w ich stronę epitet „retro-nacjonaliści”. Nie zrozumiał, że to Komisja Europejska ma teraz trudną sytuację, a nie Brytania. I to z własnej winy. Zapomniał, że Johnson nie zrezygnował z żadnej funkcji, a Farage po prostu zrealizował swoją rezygnację zapowiedzianą rok temu.

Zrezygnował natomiast David Cameron, który przegrał referendum. Widać w tym po raz kolejny zbawienne działanie JOW-ów, bo jeśli Konserwatyści chcą wygrać wybory za 4 lata, muszą się teraz przegrupować przed negocjacjami z Unią, aby wypracować nowy, korzystny dla Brytanii układ. Torysi już przeprowadzili wstępną fazę wyborów następnego lidera partii. W dogrywce zmierzą się z sobą Theresa May i Andrea Leadsom, obie bardzo doświadczone, mające za sobą długą listę weryfikowalnych osiągnięć w biznesie i pozytywnym działaniu na rzecz wspólnot. Obie są przedstawicielkami klasy średniej, która odegrała największą rolę w kampanii referendalnej. Pomijając inne skutki Brexitu, szykująca się zmiana przywództwa Partii Konserwatywnej jest od dawna oczekiwaną, pozytywną zmianą.

*Grafika prof. Ingrid Detter de Frankopan, szwedzkiej prawniczki, profesor prawa międzynarodowego, publicystki, doradczyni papieża św. Jana Pawła II

8 lipca 2016

About Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.