Agnieszka Kublik bije na alarm. W nadchodzących wyborach samorządowych ma zostać wybranych zdecydowanie mniej kobiet, niż mężczyzn. Wszystko przez obowiązującą ordynację większościową opartą na jednomandatowych okręgach wyborczych.

Dla przypomnienia należy dodać, że taki system będzie obowiązywał we wszystkich miastach, które nie są miastami na prawach powiatu. Aleksandra Niżyńska z Instytutu Spraw Publicznych myląc Francję z Anglią wprowadza w błąd: – np. w Anglii dobiera się okręgi w pary, i w jednym kandyduje kobieta, a w drugim – mężczyzna. Warto zauważyć, że we Francji takie propozycje zostały już skrytykowane przez mniejszość homoseksualną. Bo dlaczego parę mają stanowić akurat kobieta i mężczyzna?

Seksistowskie podejście do ordynacji wyborczej jest uwłaczające dla kobiet. Sugerowanie, że równe prawo do kandydowania (bo do tego dążą JOW-y) dyskryminuje kobiety każe przypuszczać, że powinny się one cieszyć specjalnymi względami i prawami, gdyż same sobie nie są w stanie poradzić. Zupełnie ignoruje fakt, że kobiety z natury są mniej zainteresowane działalnością polityczną niż mężczyźni, a te panie, które faktycznie chcą z taką działalnością związać swoją przyszłość, nie potrzebują handicapów i udogodnień – bo w niczym nie ustępują swoim męskim konkurentom.

„Jaki jest mechanizm wypychania kobiet z polityki przy ordynacji większościowej? Do końca nie wiadomo, ale potwierdzają go liczne przykłady” – twierdzi Agnieszka Kublik.

Aż dziw bierze, że tak światłej i nowoczesnej dziennikarce nie przyszło do głowy rozwiązanie tej łamigłówki. Średnio rozgarnięty gimnazjalista jest bowiem w stanie dać odpowiedź na to pytanie. Na 100 mężczyzn przypada w Polsce 107 kobiet. Zatem rozwiązania mogą być tylko 2: albo kobiety idąc do urn nie sugerują się płcią kandydatki i głosują także na mężczyzn, albo gremialnie bojkotują wybory. O ile wiemy, że frekwencja obu płci jest dość zbliżona, to już to, co dzieje się za kotarą w lokalu wyborczym, pozostaje tajemnicą dla każdego głosującego i każdej głosującej. Co z tej tajemnicy wynika? Okazuje się to bardzo szybko –  już w dzień ogłoszenia wyników wyborów.  A one są jakie są – kobiety nie przejmując się lamentami najzwyczajniej w świecie głosują na mężczyzn. Bo patrząc na jakość naszej sceny politycznej drugorzędne staje się to, czy mandat zdobyła kobieta czy mężczyzna. Ważniejsze jest to, czy reprezentować nas będzie osoba kompetentna, uczciwa i skuteczna. Te cechy nie są przyporządkowane na szczęście ani tylko kobietom, ani wyłącznie mężczyznom.

Obowiązująca dotychczas ordynacja proporcjonalna jest za to jest świetnym narzędziem, by rzeczywisty wybór obywateli uzupełnić osobami, które bez wsparcia aparatów partyjnych nie cieszą się aż takim zaufaniem wyborców, by samodzielnie wygrać wybory. Nie sprzyja to co prawda w żaden sposób obywatelom, czym gwiazda GW nie zaprząta sobie głowy, służy za to partiom. Nie ma bowiem lepszego sposobu, aby zyskać wiernych i oddanych żołnierzy gotowych poprzeć każdą polityczną inicjatywę partyjnego wodza. To przecież od niego otrzymali mandat, on im dał „biorące” miejsce na liście, więc i on może bardzo szybko i skutecznie taki mandat odebrać – np. poprzez nieumieszczenie danego polityka na liście w następnych wyborach. W JOW-ach to już nie takie proste.

Motywowanie zasadności takiego mechanizmu walką o prawa kobiet jest zwyczajną bzdurą. A sugerowanie, że głosując powinniśmy się kierować głównie płcią to zwykły seksizm. Nie przystoi w XXI wieku.


Cały artykuł na wyborcza.pl
: Agnieszka Kublik – „Nowa ordynacja wyborcza może sprawić, że kobiet radnych będzie jeszcze mniej”

About Artur Heliak

wrocławianin, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego; jeden z liderów akcji zmieleni.pl, Koordynator ds. PR i Mediów Ruchu JOW; trzy lata spędził w Londynie, gdzie z bliska zapoznał się z tematyką polskiej emigracji i funkcjonowaniem państwa opartego o jednomandatowe okręgi wyborcze; publikował m.in. w tygodniku „Uważam Rze” oraz w „Rzeczpospolitej”

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.