Czytelnicy poprzednich felietonów często zadawali pytanie: Panie Tymiński, ma Pan rację co do opisanych celów. Ale jak to zrobić? Metody walki dawno temu dobrze opisał chiński strateg Sun Zi (孫子兵法) w swojej książce Sztuka wojny. Służył on jako doradca wojskowy w cesarstwie Wu 2 500 lat temu.


Jego książka jest współcześnie traktowana jak podręcznik prakseologii reinterpretowana w odniesieniu do innych dziedzin, które wymagają stosowania strategii, jak m.in. zarządzanie przedsiębiorstwem.

 

Ponieważ w Sztuce wojny nacisk położony jest na polityczne aspekty działań militarnych, traktat ten został uznany przez Mao Tse-tunga za podręcznik prowadzenia wojny partyzanckiej. To właśnie on pomógł chińskiemu dyktatorowi w zdobyciu władzy podczas wojny domowej w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku. Traktat ten był także wykorzystywany przez Fidela Castro w jego wojnie partyzanckiej w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku na Kubie.

 

Sun Zi twierdził, żeby przede wszystkim poznać samego siebie i przeciwnika. A wtedy dowódca wygra setki bitew, nie ponosząc klęski.

 

Ogólnie najlepszą strategią jest przejęcie państwa w takim stanie w jakim jest. Odbudowa ruin jest kosztowna. Lepiej wziąć przeciwnika do niewoli niż go zabić. Lepiej przejąć całą armię wroga niż ją zniszczyć. Sto zwycięstw w stu potyczkach, nie jest demonstracją dobrej strategii. Zwycięstwo nad przeciwnikiem bez walki, jest oznaką wielkiej inteligencji.

 

Ale to co jest najważniejsze w takiej wojnie, to atak na strategię naszego wroga. Następne niszczenie jego powiązań koalicyjnych przez dyplomację. Najgorszy jest bezpośredni atak na jego pałace władzy obwarowane kordonami wojska i policji. Jeśli niecierpliwy lider wezwie ludzi do takiego ataku, to straci 30% sił bezużytecznie.

 

A więc należy przejąć bez walki wojsko i policję, które służą naszym wrogom. Wtedy możemy zdobyć te pałace władzy bez ataku. I obalić rząd, który nas gnębi bez rozlewu krwi. Taka jest sztuka ofensywnej strategii.

 

Praktyka używania ludzi do walki jest następująca: kiedy masz liczebna przewagę dziesięciu do jednego, to otocz wroga. Jeśli masz przewagę dwóch do jednego, to podziel wroga. Jeśli jest jeden do jednego, trzeba mieć dobry plan walki. Jeśli masz mniej sił niż wróg, bądź gotowy do ucieczki. A jeśli masz za małą liczbę ludzi, to unikaj wroga, bo mała siła jest łatwym łupem dla silniejszych.

 

Uzurpatorska władza w Polsce, która obecnie dyktatorsko rządzi Polską pod pozorami fasadowej demokracji, panicznie boi się naszego narodu. Dowodem tego strachu jest największa w Europie ilość podsłuchów telefonicznych obywateli. Dyktatorska władza boi się dużych narodowych organizacji i zawsze starała się je kupić przez szereg przywilejów.

 

Dlatego, aby się zabezpieczyć nadała ona specjalne przywileje dla silnych organizacji krajowych. I to zarówno dla Kościoła katolickiego, jak i wojska czy policji. Musimy przekonać te organizacje, że one też tracą materialnie i duchowo. Że cierpią z powodu braku rozwoju, spowodowanego przez negatywne dla kraju działania naszych wewnętrznych okupantów.

 

W podobny sposób musimy przekonać inne kraje i mocarstwa powiązane z grupą władzy w Polsce, że będą miały, tak jak my, większe korzyści materialne w sytuacji rozwoju gospodarczego Polski. Bogate kraje zachodu już zdają sobie sprawę, że system gabinetowo-parlamentarny i fasadowa demokracja w Polsce, nie jest dobrym rozwiązaniem. A wieloletnia dyktatura pseudoelit doprowadzi każdy kraj do ruiny. A jak powszechnie wiadomo biedny kraj, nie ma pieniędzy na import z krajów bogatych przede wszystkim.

 

Zwykła jednak przyzwoitość wymaga, że przed atakiem stawiamy wrogowi ultimatum. Stawiamy ultimatum dlatego, ponieważ daje to możliwość negocjacji i osiągnięcia wielu celów bez walki. W strategii walki z wrogiem, rekomendacją Sun Zi jest dążenie do tego, aby wojny wcale nie było. Dlatego w sytuacji, gdzie rząd pseudoelity stale niszczy nasz naród, zanim ludzie wyjdą na ulicę i zacznie się rewolucja, taki rząd powinien dostać ultimatum. Da to możliwość negocjacji. I jeśli nie o wszystkie cele, to choćby o zmiany zasadnicze. Takie jak większościowa ordynacja wyborcza typu JOW czy też zmiana Konstytucji, z ustroju gabinetowej demokracji parlamentarnej na ustrój prezydenckiej demokracji narodowej.

 

Oczywiście, jeśli rząd wykaże się arogancją, wtedy można zastosować szereg innych reguł sztuki wojennej dokładnie opisanych przez Sun Tzu. I wtedy walczyć aż do pełnego zwycięstwa. I rozliczenia członków rządu za straty życia i mienia z powodu wojny domowej.

 

Myślę, że członkowie despotycznej elity władzy, która pod pozorami fasadowej demokracji niezmiennie rządzi Polską od 1944 roku, też czytali książkę Sun Zi i wiedzą, że wojna i kolejne rozliczenie ich działalności byłaby najgorszym dla nich wydarzeniem. Biada władzy, która przez brak chęci do ustępstw rozpęta wściekły ogień rewolucji.

 

Sun Tzu opisuje wiele innych strategii walki, które musi dogłębnie poznać każdy lider narodu. Nie jest moim celem cytowanie wszystkich metod walki o zwycięstwo. Ludzie, a przynajmniej liderzy, powinni poznać te książkę jako lekturę obowiązkową. I zacząć poznane w niej metody praktykować. Bo tylko praktyka prowadzi do perfekcji.

 

Z tego co wyżej wynika, że do zwycięstwa konieczna jest znacząca liczebna przewaga nad wrogiem. Aby go móc otoczyć i wziąć do niewoli. Tylko wiarygodna i zorganizowana grupa narodowa może przekonać Polaków do masowego poparcia i wzięcia udziału w takiej pokojowej, ale i siłowej inicjatywie.

 

Do tej pory nie widziałem żadnej grupy, która jest zdolna do zmiany sposobu rządzenia krajem. Nie chodzi mi tu o liczebność danej grupy politycznej, ale o jej jakość. Ponieważ nikt do tej pory nie przedstawił nawet 40 wiarygodnych polskich fachowych patriotów zdolnych do objęcia stanowisk ministerialnych, aby zastąpili oni ludzi z obecnego układu. Bez jednego wystrzału zdobędziemy pałace władzy i co?

 

Każdy naród ma swoją mądrość i jest ostrożny, a szczególnie obawia się kolejnej prowokacji. Prowokacji i politycznych oszustw mieliśmy aż nadto. "Solidarność" przemieniła się na okrutnych neoliberałów, a niedobitki z PZPR udają opiekuńczych patriotów  troszczących się o naród. Same hasła to za mało, aby Polacy milionami wyszli na ulicę i zaryzykowali swoje bezpieczeństwo oraz niestabilność kraju.

 

Ale jestem pewien, że jeśli stworzymy grupę narodowych patriotów, która będzie zdolna do rządzenia krajem w celu dobrobytu i rozwoju, to miliony Polaków potrafią to docenić. Niekoniecznie trzeba wtedy będzie wyjść na ulicę pod pałace władzy w celu walki. Wystarczy, że będzie mobilizacja, gotowość walki i możliwość użycia siły. Wtedy można będzie postawić ultimatum dla obecnej władzy. Jak to mówią w Ameryce chodź lekko, ale z dużą pałką w ręku.

 

Wielkim nieszczęściem dla Polski była parodia okrągłego stołu, gdzie przy wódce powstał obopólnie korzystny, a wrogi nam układ władzy politycznej, zamiast negocjacji siłowych. Wódka zbratała wtedy przedstawicieli "Solidarności" i PZPR. A odór tego układu do dzisiaj wisi nad Polską jak ciemne chmury. Widziałem zdjęcia ze spotkania w ośrodku SB w Magdalence pijanych jak świnie reprezentantów narodu leżących na podłodze jeden na drugim. Były to zdjęcia fotografa, który tam był. Bezcenny dokument genezy dzisiejszej Polski.

 

A więc nowego okrągłego stołu nigdy nie będzie w przyszłości. Liczą sie tylko konkrety wynegocjowane w oparciu na sile. I siła polityczna zdolna do takich właśnie negocjacji musi się wyłonić. Siła, która zbierze grupę Polaków zdolnych do przejęcia władzy w Polsce. Siła, która potrafi zły ustrój zmienić. Wiarygodna siła, za którą staną miliony Polaków w walce o swoją przyszłość. Po to, aby zrzucić kajdany wyzysku i z pełnym poszanowaniem praw obywatelskich i bez dalszej grabieży, uczciwą pracą doprowadzić do rozwoju kraju.

 

Obecnie każdy dzień prowadzi do zubożenia Polaków. W tym sensie czas ma wielkie znaczenie. Mamy już podstawowe elementy sukcesu – zdefiniowanie suwerenności, określenie warunków i strategii gospodarczego rozwoju, nową Konstytucję z systemem prezydenckim, metody walki o swoją przyszłość. Brakuje tylko ogólnopolskiej organizacji narodowej, która ma tych 40 ludzi do nowego rządu. I jest na tyle silna, że może postawić obecnej władzy konkretne ultimatum, aby ją zmusić do pokojowego wprowadzenia reform i zmian dla dobra obywateli.

 

Mobilizacja narodu nastąpi dopiero wtedy, kiedy Polacy docenią jakość nowych reprezentantów władzy. I aktywnie poprą ich z zaufaniem, że ci ludzie będą im pomocni w walce o lepsze życie. Że przede wszystkim będą traktować Polaków bez nienawiści i pogardy, bez egoizmu i pychy, skromnie i z należnym obywatelowi szacunkiem.

 

Dopiero wtedy, gdy Polacy jako jeden naród staną murem za nową reprezentacją swojej władzy, zmiana będzie możliwa. Wtedy wszyscy poczują na swoich plecach silny wiatr pchający ich do zmian o lepsze życie. Tak jak szybka łódź z silnym wiatrem w żaglach, nasz kraj będzie się szybko rozwijał, szczęśliwy, że wyszedł z niewoli. Ja sam czułem ten wiatr jako kandydat na prezydenta w wyborach w 1990 roku. Nie tylko ja go czułem. Czuli go moi wyborcy. Na spotkaniach z wyborcami często rozmawialiśmy na temat tego dziwnego wiatru, tej energii, która dawała nam nieznaną przedtem siłę i pchała nas naprzód.

 

Ten wiatr historii to wiatr zmiany na lepsze naszego życia. Każda partia polityczna, czy też ruch społeczny lub niepodległościowy, której uda się złapać taki wiatr w swoje żagle, z pewnością wygra jakiekolwiek wybory. Aby tak się stało konieczna jest postawa patriotyczna. Konieczna jest moralna odpowiedzialność za swoje słowa i czyny. I przede wszystkim konieczna jest prawda i troska o ludzi. Nie można złapać tego wiatru, jeśli bazuje się na manipulacji wyborców i oszustwach.

 

Od małego frapowała mnie sprawa diabła. Kiedyś byłem ministrantem w kościele i często wspominał o nim ksiądz proboszcz, a ja pod jego wpływem trochę się go bałem. Myślałem wtedy, ze diabeł jest w ciemnych miejscach, takich jak piwnice bez światła czy też w lesie w nocy. W moim dorosłym życiu byłem w wielu ciemnych miejscach na świecie i nigdy żadnego diabła nie widziałem. Często natomiast widziałem diabła w ludziach. Widziałem diabła w okrutnym wyzysku ludzi. Widziałem diabła w ich dyskryminacji rasowej. Widziałem diabła w postaci aroganckiej pychy człowieka. Widziałem diabła w ludzkiej zazdrości i nienawiści. Najgorszą chyba charakterystyką diabła jest jego stałe dążenie do usidlenia, zdominowania i zniewolenia innych ludzi. To pod wpływem diabła ludzie w ciemności knują, aby nam odebrać wolność działania, wyssać energię naszej żywotności i nawet nas zabić.

 

Dlatego jeszcze jako młodzieniec wybrałem drogę światła i prawdy. To dlatego w dziedzinie polityki, szczególnie w Polsce, zawsze reprezentowałem ludzi skrzywdzonych przez diabła. Zawsze reprezentowałem ludzi, którzy chcieli się od jego wpływów, czyli złych ludzi uwolnić. Dlatego brutalnie odrzuciłem wszystkie oferty, które co prawda dawały wielkie możliwości kasy i chwały, ale ich ceną było przejście na stronę ciemności. Na stronę diabła.

 

Nie żałuję swoich decyzji, choć czasem moja droga była bolesna i ciernista. Teraz kiedy jestem bliżej końca mego życia wiem, że odejdę z tego świata z czystym sumieniem. Z czystym sumieniem,  że nikogo nie skrzywdziłem, a wręcz przeciwnie, starałem się tylko pomóc. Dzięki temu mam wysokie poczucie własnej wartości i to mi daje satysfakcję.

 

Swoje wyborcze sukcesy jako kandydat na prezydenta w 1990 roku w dużej części zaliczam na poczet uduchowienia i spirytualnej religijności mego narodu. Ludzie, którzy na mnie wtedy głosowali, instynktownie odczuli mnie jako uczciwego człowieka dobrej woli. Ci ludzie odczuli we mnie człowieka, który dla nich walczył o wolność z diabłem. Z diabłem, jaki siedział w możnych tego świata i ich agentach. 

 

Podobnie dzisiaj tylko grupa ludzi, która ma w sobie wyżej opisane wartości, ma szansę zdobyć zaufanie Polaków i zmobilizować cały kraj, aby obudzić naszych legendarnych śpiących rycerzy.

 

Kiedyś na konferencji prasowej dziennikarz wrogiej mi publikacji prasowej zapytał czy ja wierzę w cuda, żeby wygrać wybory. Odpowiedziałem mu, że my Polacy wierzymy w cuda, bo taka jest nasza kultura. Tak jak chcę wierzyć w Boga, chcę wierzyć, że Polacy wyzwolą się od diabelskich mocy i moja ojczyzna stanie się krajem szczęśliwych ludzi, wolnych od wszelkiej opresji i grabieży.




About Stanisław Tymiński

urodzony w Pruszkowie 27 stycznia 1948; obywatel Polski, Kanady i Peru. Wychował się w mieście ogrodzie Komorów pod Warszawą, gdzie przez 10 lat był harcerzem w drużynie im. Artura Zawiszy Czarnego. Ukończył technikum elektroniczne im. Marcina Kasprzaka w Warszawie i był studentem działu elektroniki Politechniki Warszawskiej. Wyjechał z Polski w wieku 21 lat, aby finansowo wspomóc rodzinę.
Inwestor i przedsiębiorca, właściciel firmy Transduction w Kanadzie produkującej przemysłowe komputery 1975-2015.
Lider Partii Libertariańskiej w Kanadzie 1990, Kandydat na Prezydenta RP 1990 i 2005, lider Partii X 1991-1995, Profesor Honorowy Uniwersytetu Amazonii Peruwiańskiej w Iquitos 1990, Kawaler Orderu „Polonia Nostra Mater Est” 2014, opiekun kapituły Orderu Patriota 2014.
Autor książek „Święte Psy” 1990 oraz „Przyczynek do Wolności” 2013; felietonista prasy polonijnej: www.rzeczpospolita.com.
Strzelec, fotograf, ogrodnik i radioamator. Żonaty, pięcioro dorosłych dzieci i dwoje wnuków.
Stanisław Tymiński reprezentuje centryczne poglądy narodowe i broni Polaków przed łamaniem praw obywatelskich oraz wszelką grabieżą.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.