Już ponad 22 lata Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych powtarza żądanie zmiany zasad wybierania Sejmu RP. Proponuje, aby odejść od systemu proporcjonalnego, według którego obecnie w wyborach do Sejmu RP oddajemy głosy w okręgach wielomandatowych, na listy przygotowane przez partie polityczne. Postuluje, by przejść do systemu większościowego, realizowanego w okręgach jednomandatowych (OW z JOW), w którym głosy oddamy na konkretnych ludzi, a do wygranej wystarczy uzyskanie zwykłej większości głosów. Tak wybrani posłowie – niezależnie od tego, czy byli kandydatami partyjnymi czy też niezależnymi – po elekcji będą reprezentowali cały okręg wyborczy i wszystkich wyborców.

W obecnej kampanii wyborów prezydenckich fala dążenia do urzeczywistnienia tego żądania wzbiera niesłychanie silnie. Impulsem wzmacniającym tę falę stało się uczynienie z postulatu wprowadzenia większościowego systemu wyborczego, przeprowadzanego w okręgach jednomandatowych, głównym elementem programu wyborczego Pawła Kukiza. Poparcia udzieliło mu blisko 250 tys. Polaków. Fakt, że w krótkim czasie, działając właściwie bez struktur organizacyjnych i znaczących funduszy, a korzystając ze wsparcia wolontariuszy, zdołał uzyskać tak znaczące poparcie, wymownie świadczy o tym, że z postulatem zmiany systemu wyborczego identyfikuje się społeczeństwo polskie i że takie jest też jego życzenie. Niesłychanie cenne jest również to, że wprowadzenie większościowego systemu wyborczego staje się wyraźnym oczekiwaniem młodego pokolenia Polaków, bo właśnie oni lokują się po stronie zarówno tych, którzy zbierali podpisy, jak i tych, którzy podpisywali się na listach poparcia dla P. Kukiza. Odbieram to jako wyraźny symptom budzenia się obywatelskiego ducha u młodych Polaków. Mają w sobie potencjał obywatelskości i ten potencjał trzeba pielęgnować!

Koncept wprowadzenia w wyborach do Sejmu RP systemu większościowego z jednomandatowymi okręgami wyborczymi nie jest mitem czy wierzeniem. To konkretna, racjonalna, od dawna już wyczekiwana i od lat niezmiennie popierana przez społeczeństwo polskie propozycja przeprowadzenia ważnej reformy systemu politycznego w naszym kraju. Od tego projektu reformatorskiego oczekuje się konkretnych efektów. Zwolennicy większościowego systemu wyborczego z JOW od dawna wskazują na możliwe pozytywne następstwa wprowadzenia tego systemu. Ich wizje przyszłych zdarzeń nie mają bynajmniej charakteru proroctwa. Są przewidywaniem. Przewidywaniem opartym na doświadczeniach polskich, doświadczeniach i praktyce innych krajów. Przewidywaniem uprawnionym tak samo, jak uprawnione jest przewidywanie występujące na co dzień w nauce, biznesie czy życiu prywatnym.

Alternacja systemu wyborczego nie jest projektem destrukcyjnym. Wręcz przeciwnie, to propozycja pozytywna, otwierająca przede wszystkim szansę na poprawę efektywności i sprawności działania państwa polskiego. Gdy w życiu społecznym, publicznym i gospodarczym nie występują sytuacje nadzwyczajne, to na ogół nie dostrzegamy inercji struktur państwowych; mamy wrażenie, że organizm państwowy działa należycie. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, by sprawność państwa polskiego oceniać z punktu widzenia jego zdolności reagowania w sytuacjach trudnych, czy nadzwyczajnych. Rzeczywistość życia codziennego dostarcza nam tu aż nazbyt dużo przykładów, widocznych dla każdego, kto w ogóle chce widzieć. Widzimy więc bezradność państwa w zapewnieniu bezpieczeństwa ekonomicznego, w tym finansowego i energetycznego, w kreowaniu godnych warunków życia dla młodych Polaków, w kwestii reformy służby zdrowia, budowy dróg i autostrad, wydawaniu unijnych pieniędzy, w reakcjach na korupcję, zorganizowaną przestępczość, klęski żywiołowe czy nawet katastrofy lotnicze. W sytuacjach takich dostrzegamy bez trudu, że państwo nasze jest nieporadne. Nie może takim pozostać, a jest to dostatecznie jasne także w kontekście dramatu, jaki przeżywa Ukraina.

Bez większego ryzyka można twierdzić, że przyczyną nikłej sprawności państwa polskiego jest złe działanie jego władzy wykonawczej. Jednym z głównych źródeł, chociaż oczywiście niewyłącznym, słabości tej władzy jest z kolei oparcie systemu wyborczego na formule proporcjonalnej. Nasz system polityczny jest demokracją parlamentarną. Oznacza to, że rząd powstaje i działa na podstawie wytworzonej w parlamencie większości. Proporcjonalny system wyborczy utrudnia powstanie owej większości w sposób naturalny. Do Sejmu RP wchodzi kilka ugrupowań, i jak dotąd w minionym ćwierćwieczu nie doczekaliśmy się sytuacji, by jedno z nich w sposób samodzielny generowało większość i samodzielnie sprawowało władzę wykonawczą. System wyborczy wymusza więc tworzenie koalicyjnej większości rządowej i to właśnie wydaje się być ważną przyczyną słabości władzy wykonawczej. Bo z „koalicyjnością” rządów wiążą się poważne problemy. Jej utworzenie wymaga czasu, a rząd koalicyjny jest rządem słabym. O takiej ocenie decyduje kilka okoliczności. Jest to na ogół rząd wewnętrznych konfliktów i napięć. Działa na podstawie skompilowanego, często więc niespójnego programu politycznego, realizowanego przez – jak bywało – przypadkowych ministrów i innych urzędników dobieranych nie według kryteriów merytorycznych, lecz według klucza partyjnego. Formuła rządów koalicyjnych rozmywa też odpowiedzialność za sprawowanie władzy. Klasa polityczna mocno już przyswoiła sobie nawyk obiecywania w ramach akcji wyborczej przysłowiowych „gruszek na wierzbie”. Wie, że może to robić zupełnie bezkarnie, bo wie, że nie będzie za to odpowiadała. Demokracja parlamentarna, oparta na wyzwoleniu społecznej energii, powinna dać efekt w postaci sprawnie działającego państwa. Tymczasem jego realne działanie pokazuje, że właściwie w całym okresie transformacji ustrojowej w Polsce parlamentaryzm generował – za sprawą proporcjonalnej formuły wyborczej – słabe i nieefektywne rządy koalicyjne. W naszych realiach proporcjonalność wyborów zdaje się być sprzeczna z parlamentarną formą rządów.

Zamiar zmiany systemu wyborczego idzie w kierunku wyeliminowania tej potencjalnej sprzeczności. Wprowadzenie większościowej formuły wyborczej powinno dać ogólny efekt w postaci usprawnienia działania władzy wykonawczej w Polsce. Ten system wyborczy umożliwia bowiem sprawowanie władzy przez jedną siłę polityczną, na co wydają się wskazywać – chociaż oczywiście nie do końca stanowczo – także wybory do Senatu RP z 2011 r. Uwzględniając także doświadczenia np. Wielkiej Brytanii, spodziewać się można więc, że zmiana systemu wyborczego otwiera szansę na istnienie rządu jednopartyjnego, działającego na podstawie programu zweryfikowanego w wyborach, opartego na kadrze dobranej na podstawie kryteriów merytorycznych oraz że będzie to rząd realnie odpowiedzialny za sprawowanie władzy. Na tę ostatnią kwestię należy położyć nacisk szczególny, bez niej trudno w ogóle poszukiwać recepty na uzdrowienie sytuacji Polsce. W większościowym systemie wyborczym nie bardzo można zrzucać odpowiedzialność na innych; wielkim walorem tego systemu jest właśnie to, że pozwala ustalić odpowiedzialność za sprawowanie władzy w sposób jednoznaczny! A z jednoznacznością odpowiedzialności związane jest też zagadnienie kontroli społecznej nad rządzącymi i możliwość dokonywania zmian. Otóż w systemie wyborów proporcjonalnych możliwość odrzucenia przez społeczeństwo polityków nieefektywnych nie jest zbyt duża – nie społeczeństwo bowiem decyduje o tym, czy są oni lokowani na listach wyborczych i na jakim miejscu. W tym systemie klasa polityczna jest ustabilizowana i to właściwie bez względu na efektywność swego działania. W systemie wyborów większościowych, zwłaszcza w okręgach jednomandatowych, możliwość pozbycia się złego polityka jest ogromna. Politycy o tym wiedzą i wydaje się to być głównym źródłem ich niechęci do zmiany systemu wyborczego…

Klasa polityczna nie jest w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stoją przed Polską. Po pierwsze dlatego, że jej kondycja intelektualna i moralna nie budzi entuzjazmu. Nie jest to jednak dziełem przypadku. Klasa polityczna rekrutowana jest przez proporcjonalny system wyborczy, a de facto przez różnego rodzaju układy wewnątrzpartyjne. Filtrują one dobór polityków przez kryteria pozamerytoryczne, a za szczególnie cenne uchodzą lojalność wobec przywódcy, zasługi partyjne, pozycja w układach wewnątrzpartyjnych. W efekcie mamy polityków nie tylko niedysponujących wizją państwa i polityki dalej sięgającej, ale też słabo nim administrującymi. Po drugie dlatego, że poza pewnymi przypadkami – nie bardzo jest zainteresowana aktywnym propolskim działaniem i służbą publiczną. Odnajduje się za to dobrze w traktowaniu udziału w życiu publicznym jako postaci działalności ekonomicznej i w zarządzaniu własnymi portfelami i kontami. Zmiana systemu wyborczego otwiera więc szansę na oczyszczenie tego ”środowiska” i na wyłonienie właściwej narodowej elity. Jest to możliwe. Z jednej strony dlatego, że społeczeństwo polskie dysponuje znaczącym potencjałem intelektualnym; dotąd na partyjnych listach wyborczych raczej trudno było go odnaleźć. Z drugiej strony – wprowadzenie OW z JOW jest w stanie uruchomić mechanizm pozytywnej selekcji klasy politycznej: zdolny człowiek sam może się wypromować, wartościowych ludzi dostrzegają i mogą promować społeczności lokalne, będą musiały na nich postawić także partie polityczne – obawa przed utratą mandatów sejmowych wymusi i na nich stawianie na ludzi kompetentnych i mających szacunek społeczności lokalnych. Tak więc zmiana systemu wyborczego to szansa na nową jakość parlamentarzystów, a za tym lepszą jakość prawa i polityki państwa.

I śmiało też między bajki można włożyć twierdzenie, że jak będą okręgi jednomandatowe, to tylko bogaci biznesmeni (na wzór byłego senatora z okolic Piły) będą w Sejmie RP, albo że będzie się on składał wyłącznie z 460 „wolnych elektronów”. O nieprawdziwości tych obaw wydają się świadczyć także dotychczasowe wybory do Senatu RP. Oparte były one przecież na formule większościowej, a ostatnie wybory przeprowadzono nawet w okręgach jednomandatowych. Jak dotąd niezależni senatorowie byli w niej zjawiskiem raczej wyjątkowym, wybory większościowe nie zniwelowały też partyjnego wymiaru izby wyższej. Nie musi więc być i nie będzie też tak, że tylko bogaty przejdzie przez „otwór igielny” w postaci okręgu jednomandatowego. Na ogół biznesmen zajęty jest innymi kwestiami. Ważne będzie tu także i to, że kampania wyborcza nie będzie wymagała wielkich pieniędzy, gdyż wybory w małych okręgach jednomandatowych są tanie. Otwiera to szansę samodzielnego dostępu do parlamentu ludziom wybitnym, mającym ważną ofertę dla społeczeństwa. A i ono ma zdolność rozpoznawania i oceniania kandydatów, co właśnie może oznaczać, że będzie brało pod uwagę nie tylko kryteria biznesowo-majątkowe.

Wprowadzenie większościowego systemu wyborczego ma kapitalne znaczenie dla urzeczywistniania demokracji w Polsce; demokracji rozumianej etymologicznie, jako postać władzy ogółu obywateli, ich obecność w procesach decyzyjnych. Praktyka transformacji ustrojowej pod tym względem rozczarowuje. W aksjologii utrwalonej w obrębie naszej cywilizacji, demokracja jest wartością pierwotną, centralną. Świat wartości jest jednak złożony. Dana wartość może być wartością realizowaną bądź tylko deklarowaną. Wiele przemawia za twierdzeniem, że w naszych realiach demokracja jest w Polsce wartością bardziej deklarowaną niż realizowaną. W naszej rzeczywistości ludzie nie są podmiotem polityki, bardziej są przedmiotem socjotechnicznych zabiegów i oddziaływań polityków i mediów. Sytuacji tej towarzyszy przekonanie, że społeczeństwo nie dojrzało do udziału w procedurach podejmowania decyzji politycznych, a więc nie dorosło do demokracji. W ślad za tym wielu uczestników życia publicznego, zwłaszcza polityków – formalnie deklamując swe przywiązanie do demokracji – jest zarazem głęboko przeświadczonych, że w sprawowaniu władzy społeczeństwo musi być zastępowane przez pośrednika, głównie w postaci partii politycznych, prowadzonych przez polityków zawodowych. Właśnie efektem tego typu rozumowania jest uczynienie z demokracji polskiej systemu w gruncie rzeczy partiokratycznego, wzbogaconego silnym wpływem jeszcze innego pośrednika w postaci środków masowej informacji. Sytuacja ta wywiera niedobry wpływ na ogólną konstrukcję społeczeństwa. Odradza się bowiem w naszym kraju znany z realnego socjalizmu podział my – oni. W rezultacie możemy też obserwować postępujące odwracanie się Polaków od własnego państwa, od udziału w życiu publicznym.

Przejście na większościowy system wyborczy otwiera szansę na to, by w dłuższym przedziale czasowym zmienić jakość demokracji politycznej w Polsce. W grę wchodzi tu kilka elementów, zwiększających podmiotowy, obywatelski udział Polaków w wyborach. Po pierwsze, system większościowy umożliwi Polakom korzystanie z biernego prawa wyborczego. W chwili obecnej możliwość skorzystania z tego konstytucyjnego uprawnienia jest wręcz iluzoryczna. Z tego punktu widzenia demokracja w Polsce jest wykluczającą. Natomiast doświadczenie brytyjskie wskazuje, że w jednomandatowym okręgu wyborczym o mandat poselski ubiegać może się każdy obywatel mający wolę działania i związaną z tym ofertę dla wyborców. Uczestniczenie w wyborach wymaga tam poparcia tylko 10 wyborców oraz kilkuset funtów kaucji, a akcja wyborcza kandydata do parlamentu nie wymaga dużych nakładów finansowych, bo prowadzona jest w małym okręgu wyborczym. Właśnie tego typu rozwiązania przydają demokracji brytyjskiej cechę otwartości, brakującej a niezwykle potrzebnej także i w naszej demokracji.

Po drugie – większościowy system wyborczy to inna, lepsza możliwość podmiotowego spożytkowania także czynnego prawa wyborczego. Obecnie jest ono zredukowane do akceptacji takiej czy innej listy partyjnej, z lekką możliwością korygowania ustalonego przez liderów partyjnych rankingu na listach. W gruncie rzeczy decyzje o tym, kto będzie posłem zapadają długo przed wyborami, a więc w momencie układania list partyjnych. Społeczeństwo nie ma większego wpływu na ten proceder, wszystko rozstrzyga się w kierowniczych gremiach partii politycznych, różnych „spółdzielni” w nich istniejących. Polskie partie polityczne zrezygnowały nawet z możliwości przeprowadzania prawyborów w obrębie swych własnych struktur. Ten system wypacza konstytucyjną zasadę bezpośredniości wyborów. Realnie opiera mechanizm wyborczy na zasadzie odwróconej dwustopniowości, w efekcie której społeczeństwo polskie głosuje, ale nie wybiera, bo to dokonuje się długo przed wyborami – właśnie w momencie ustalania partyjnych list kandydatów na posłów. Takie upartyjnienie wyborów ma również znamienne następstwa dla treści systemu przedstawicielskiego. Czyni z Sejmu RP organ reprezentatywny dla układu partyjnego, wątpliwe jednak jest to, czy jest on także reprezentatywny dla samego społeczeństwa. Żadnego automatyzmu w tym wypadku nie ma. Wbrew wezwaniom do udziału w wyborach, problemu właściwej, zgodnej z wolą społeczeństwa reprezentatywności nie rozstrzygnie także frekwencja wyborcza.

Zasadnicza wartość zmiany systemu wyborczego będzie więc polegała na tym, że zwiększy ona podmiotowy udział społeczeństwa polskiego w powoływaniu posłów. W okręgu jednomandatowym nominacja partyjna sama w sobie nie rozstrzygnie o elekcji posła. Prawdopodobnie wybory zachowają partyjny charakter i partie w ogóle obronią się. Zarazem jednak społeczeństwo wyniesie korzyść z nowego systemu wyborczego. Obawa przed utratą mandatu będzie na tyle silna, że partie polityczne będą musiały zaproponować nową strategię wyborczą, a zwłaszcza wysunąć ludzi staranniej dobranych, kompetentnych, powiązanych z lokalnymi społecznościami, co korzystnie zmieni mało atrakcyjny dotąd skład osobowy Sejmu RP i jego prawodawstwo. Potwierdzenie tego odnaleźć można w brytyjskiej praktyce politycznej. Partie w Wielkiej Brytanii nie tylko organizują prawybory w obrębie swych struktur, lecz ostatnio zdarza się i to, że wysyłają listowne zapytania do wyborców z prośbą o zaopiniowanie takiego czy innego kandydata. W okręgu jednomandatowym o elekcji zadecydują sami wyborcy. Będą głosowali na konkretnego człowieka, jego przynależność partyjna pozostanie kwestią ważną, ale niekoniecznie decydującą. Ich wybór nie będzie tak silnie jak dotychczas uzależniony od oddziaływania socjotechniki, marketingu politycznego czy wpływu mediów. Wyborca otrzyma szansę samodzielnego zdecydowania kogo obdarzyć zaufaniem. Sytuacja ta powinna mieć ważne następstwa dla logiki funkcjonowania porządku demokratycznego. Wyborca podejmie decyzję na podstawie oceny różnych cech i zdolności kandydata na posła. Po wyborze poseł ten nie stanie się – jak dotychczas – anonimowy. Wyborca bez trudu będzie mógł go rozpoznawać, obserwować, oceniać postawę i stanowisko polityczne, co też powinno wzmocnić jego zainteresowanie życiem publicznym. Zwrotnie też, poseł na Sejm RP, wiedząc kto przede wszystkim rozstrzygnął o jego elekcji, powinien dbać – jak czynią to parlamentarzyści brytyjscy czy amerykańscy – o dobry kontakt, dobre relacje z własnym elektoratem. W sumie zmiana systemu wyborczego otwiera szansę ustanowienia rzeczywistej i naturalnej więzi pomiędzy klasą polityczną a społeczeństwem, otwiera perspektywę przezwyciężenia zgubnej dychotomii: my – oni. Demokracja polityczna w Polsce może uzyskać nieobecną dotąd a ważną cechę – może stać się demokracją organiczną.

Ważnym następstwem zmiany systemu wyborczego będzie uproszczenie procedury wyborczej, co umożliwi wszystkim Polakom świadomy w niej udział. Żyjemy w kraju, który ma kilkusetletnią tradycję demokratyczną. Na przestrzeni dziejów demokracja w Polsce była jednak przerywana niekorzystnymi dla nas wypadkami, wychodzimy właśnie z wieloletniego niedemokratycznego porządku realnego socjalizmu. Mimo długiej tradycji musimy więc niejako od nowa stać się społeczeństwem demokratycznym. Proporcjonalny system wyborczy nie daje niestety na to szansy. Nie tylko dlatego, że zamienia demokrację w partiokrację. Także dlatego, że i sama procedura wyborcza jest niezrozumiała dla wielu wyborców. Wymowne są pod tym względem wyniki wyborcze z ostatnich wyborów samorządowych. Oddano w nich znacząca ilość głosów nieważnych, a to dowodnie wskazuje, że Polacy mają problem z percepcją systemu wyborczego, że nie radzą sobie z „płachtami” i „książeczkami”, zawierającymi partyjne listy kandydatów, zupełnie poza ich zasięgiem są skomplikowane systemy przeliczania głosów na mandaty. Rozwój demokracji w Polsce wymaga jej uproszczenia, szczególnie w zakresie systemu wyborczego. Właściwie to w każdym elemencie powinien być zrozumiały dla każdego wyborcy. Dlatego też mało przydatne w naszych realiach wydają się popularyzowane u nas systemy STV i AV, system mieszany czy głosowania aprobującego. Walor przeprowadzania elekcji w okręgach jednomandatowych i na podstawie względnej większości głosów polega właśnie na tym, że wyborca ma elementarną szansę „ogarnięcia” całości procedury wyborczej: na niedużej liście, ubiegających się o mandat, bez trudu zlokalizuje „swojego kandydata”, a do ustalenia wyników wyborów nie będzie mu potrzebna inna wiedza matematyczna niż ta, jaką operuje robiąc codzienne zakupy. W sumie więc, poprzez realne upodmiotowienie społeczeństwa i uproszczenie reguł wyborczych, wręcz strategicznym efektem zmiany systemu wyborczego powinno być pogłębienie demokracji w Polsce.

Wielką i sporną kwestią jest to, kiedy zmiana systemu wyborczego przeobrazi funkcjonowanie państwa i demokracji w Polsce. Trudno wręcz przypuszczać, że nastąpi to automatycznie, już po pierwszych większościowych wyborach, przeprowadzonych w okręgach jednomandatowych. Korzystne zmiany w naszym życiu publicznym wystąpią prawdopodobnie w dłuższym przedziale czasowym, tak jak dokonywało się to w innych państwach, a z pewnością pożądana będzie w tym wypadku konsekwencja stosowania większościowego systemu wyborczego. Kwestia czasu ma zresztą znaczenie także w innym sensie. Propozycja zmiany systemu wyborczego idzie w kierunku wprowadzenia rozwiązania nie na pojedyncze wybory parlamentarne; tu chodzi o system kalkulowany co najmniej na dziesięciolecia, by właśnie mógł w pełni odsłonić swe walory. Także i pod tym względem wzorem mogą być dla nas demokracje zachodnie. Brytyjczycy, Francuzi czy Amerykanie od dziesiątków lat wyłaniają swe parlamenty w taki sam sposób. Ich systemy, a w ślad za tym zachowania wyborcze, stały się składnikiem kultury politycznej, ważnym dla kolejnych pokoleń.

Wprowadzenie większościowego systemu wyborczego, realizowanego w jednomandatowych okręgach wyborczych, to szansa na usprawnienie funkcjonowania państwa i demokracji parlamentarnej w Polsce. Ale to też nadzieja dla Polaków, że staną się podmiotem we własnym państwie i odzyskają obywatelski wpływ na jego działanie. Wykorzystajmy to!

Wrocław, 31 marca 2015 r.

About Zdzisław Ilski

doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauk o polityce, nauczyciel akademicki, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1999 r.

Dyskusja - 2 Komentarzy
  1. W.b'S.

    19. Kwi 2015,  godz. 00:04

    Do on: Jeżeli „Wszystko się zgadza. System większościowy należy wprowadzić” to wiadomo, iż każde NOWE niesie jakieś ryzyko. Ryzyko wobec obecnego mechanizmu proporcjonalnego jest zbliżone do zera. Ponadto system większościowy JOW-FPTP (silny parlament) wyklucza system prezydencki. Albo albo. Nie jest prawdą, że s. prezydencki jest dobrym etapem przejściowym do JOW – tutaj dałbym głos, aby się wypowiedział w tej sprawie podmiot – suweren prawa wyborczego czyli OBYWATELE RP.

    Odpowiedz

  2. on

    13. Kwi 2015,  godz. 05:34

    Wszystko się zgadza. System większościowy należy wprowadzić. Jednak pierwsze wybory tego typu nic by nie zmieniły na lepsze. Do Sejmu weszliby Ci sami mierni, ale wierni posłowie z PIS i z PO co obecnie, gdyż ich partie wystawiłyby w najbliższych wyborach i dodatkowo trochę ludzi niezależnych. Pozytywny efekt wprowadzenie tych zmian nastąpiłby dopiero po kilku kolejnych wyborach. Władza wykonawcza byłaby więc nadal taka słaba, jak obecnie. Należałoby więc wprowadzić równolegle system prezydencki, gdzie prezydent wybierany w wyborach powszechnych sam powołuje ministrów i stoi na czele Rządu. Bez tego czekanie na pozytywne skutki wprowadzenia JOW trwałoby lat kilkanaście, a Polska na to czasu nie ma.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.