Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 29 stycznia 2015 po długiej i ciężkiej chorobie zmarła Barbara Sarapuk.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w sobotę 7 lutego o godz. 12.30 mszą św. w kaplicy Cmentarza Osobowickiego we Wrocławiu, po czym nastąpi odprowadzenie na miejsce ostatniego spoczynku.

Barbara Sarapuk była jedną z pierwszych, ofiarnych uczestniczek naszego Ruchu i prawą ręką śp. Jerzego Przystawy w sprawach organizacyjnych, wydawniczych i finansowych. Przez kilka lat prowadziła Biuro Ruchu JOW we Wrocławiu. Dla Barbary Sarapuk, trudne do przecenienia, zaangażowanie w Ruchu JOW było naturalną kontynuacją wyzwalania Rodaków ze stanu umysłowego zniewolenia.

Modlimy się w intencji zbawienia cichej patriotki, o wielkim sercu i zasługach i czcimy Jej Pamięć.


Fragment artykułu prof. Jerzego Przystawy o Barbarze Sarapuk z kwietnia 2003 roku:

Parę lat temu opisałem historię p. Stanisława Rutkowskiego, ofiarnego, dzielnego i zasłużonego podziemnego drukarza i kolportera stanu wojennego, więźnia politycznego PRL, który mimo ogromnych zasług nie stał się beneficjentem transformacji ustrojowej, tylko zajął się pracą na roli we wsi Kaszyce Wielkie pod Wrocławiem. Rutkowski, w listopadzie 1996 roku, pracując na polu w towarzystwie dwójki swoich nieletnich dzieci, został napadnięty przez trzech drabów z sąsiedztwa i dotkliwie pobity. Co więcej, napastnicy złożyli doniesienie na policji, że to właśnie Rutkowski ich pobił, a nie oni jego. Dla każdego, kto cokolwiek wiedział o Stanisławie Rutkowskim, rzecz była czystym nonsensem, ale wymiar kafkowski uzyskała, gdy do sprawy włączył się Sąd Rejonowy w Trzebnicy, kierując Stanisława Rutkowskiego, ojca sześciorga dzieci, na przymusowy pobyt w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym i to akurat wtedy, kiedy najwięcej pracy w polu i w gospodarstwie. Dzięki wielkiemu wysiłkowi i obrońców, i interwencjom społecznym, sprawa, po perypetiach zakończyła się szczęśliwie i Stanisław Rutkowski do szpitala psychiatrycznego nie trafił, a oskarżenie zostało oddalone. Rutkowskim udało się jakoś uchylić przed ciosami, jakie jest w stanie niewinnemu człowiekowi zadać Trzecia Władza.

Pani Barbara Sarapuk, emerytowana nauczycielka akademicka Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, ma przeszłość poniekąd podobną do Stanisława Rutkowskiego. Poznałem ją w październiku 1981 roku, kiedy to, na polecenie Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność przy Akademii Ekonomicznej, pojechała na słynny strajk w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Radomiu. Codziennie, późną nocą, biegła na dworzec kolejowy, aby przekazać, poprzez obsługę pociągów odjeżdżających do Wrocławia, najświeższe wiadomości ze strajku. Kiedy ogłoszono stan wojenny, Barbara Sarapuk natychmiast przystąpiła do podziemnej roboty, oddając wrocławskiemu podziemiu usługi najzupełniej unikalne i chyba nieporównywalne z nikim innym. Opanowała technikę drukarską i niestrudzenie, z najwyższą ofiarnością, drukowała niezliczone pisma podziemne Wrocławia: „Z dnia na dzień”, „Solidarność Walczącą”, „Jutrzenkę”, „Replikę”, „Biuletyn Dolnośląski”, „Wiadomości bieżące”, „Świt” – ona sama już nie pamięta, co jeszcze. Drukowała, rozwoziła, kolportowała, ukrywała, karmiła. Nikt, kto to widział, nigdy nie zapomni rąk Barbary, czarnych od farby drukarskiej, niepoddających się żadnym manikiurom. Podobny wygląd przedstawiało jej mieszkanie, na wysokim piętrze wrocławskiego wieżowca.

W grudniu 1982 roku Barbarę aresztowano, po wielkiej wsypie „Solidarności Walczącej”. Prokurator zażądał 4 lat, tyle orzekła Trzecia Władza owego czasu, ale wyrok skróciła amnestia. Jednak po wyjściu z więzienia Barbara Sarapuk nie zaprzestała swego niecnego procederu, spotykały ją więc szykany władzy, kolegia i konfiskaty mienia. Skonfiskowano jej samochód, który pozostawiony na policyjnym parkingu przez rok, prawie zapadł się w ziemię. Kiedy powiały nowe wiatry i władza złagodniała, ten nienadający się już do żadnego użytku, rozgrabiony złom samochodowy, oddano jej, nakazując zapłatę za… całoroczny parking!


Wolna i Niepodległa Rzeczpospolita nie wynagrodziła w żaden sposób Basi Sarapuk jej trudu. Ona sam też nie ubiegała się o jakiekolwiek odszkodowania, nie kandydowała do żadnych władz, nie uczestniczyła w triumfalnym pochodzie nowej „Solidarności”. Jest osobą samotną, bezdzietną, niestety jej zdrowie przedstawia wiele do życzenia. Ze swojej siedemsetzłotowej emerytury przygarnia innych nieudaczników, takich jak ona: jakiegoś wyrzuconego psa, jakieś bezpańskie koty. Kiedy wraca do domu po dyżurze w Biurze Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, schodzi na dół i karmi piwniczne koty, choćby dlatego, że bardziej podobają jej się koty niż szczury. 14 lutego 2002 do Sądu Grodzkiego dla Wrocławia Śródmieście z Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto wpłynął wniosek o ukaranie Barbary Sarapuk. Obwiniono ją o to, że 15 lipca 2001, o godzinie 20.00, dokonała uszkodzenia szyby w oknie piwnicznym. Szkodę wyceniono na 11 złotych i 17 groszy (słownie: jedenaście złotych i siedemnaście groszy). Dokumentacja tego niesłychanego wykroczenia (nota bene, Barbara Sarapuk zaprzecza, żeby uszkodziła jakąś szybę, ale pomińmy to na razie) jest obszerna: akta sprawy liczą już około 50 stron, policyjne notatki służbowe, raporty, wywiad środowiskowy, przesłuchania świadków, urzędowe kosztorysy budowlane. W informacji urzędowej z Krajowego Rejestru Karanych Ministerstwa Sprawiedliwości jest napisane, że Barbara Sarapuk nie figuruje w Kartotece Karnej. Wynika z tego, że jej przestępstwa podziemne zostały już wspaniałomyślnie wybaczone i zatarte.

O swoim wykroczeniu i długotrwałym dochodzeniu policyjnym, o stratach, jakie w wyniku jej przestępczego działania poniosła spółdzielnia mieszkaniowa, Barbara Sarapuk, dowiedziała się dopiero w sądzie. Chociaż do winy się nie poczuwa, pomimo tego, że do bogaczy nie należy, gotowa była wyrównać tę stratę spółdzielni i zapłacić 11 złotych 17 groszy, bo same przejazdy do sądu, tam i z powrotem, więcej ją kosztują. Jednak machiny sprawiedliwości, uruchomionej przez Trzecią Władzę, tak łatwo zatrzymać się nie da! Na ostatniej rozprawie, w dniu 18 marca br., zapracowany Sąd III Rzeczypospolitej doszedł do wniosku, że musi koniecznie poddać Barbarę Sarapuk… obserwacji psychiatrycznej.

I ja to nawet rozumiem. Kiedy Staszek Rutkowski i Basia Sarapuk drukowali w piwnicach gazetki i ganiali z nimi po Polsce, wówczas ludzie normalni i rozsądni pukali się w głowę i uważali ich za wariatów. Unikała jednak takiego osądu sprawy tamta władza, zamykała nas do wiezienia, by potem wypuszczać, ogłaszając kolejne amnestie, ale nie wysyłała do psychuszek i nie kierowała na psychiatryczną obserwację. Dzisiaj, kiedy ktoś z przeszłością Stanisława Rutkowskiego czy Barbary Sarapuk w niewyobrażalnym trudzie i biedzie usiłuje utrzymać, wychować i wykształcić sześcioro dzieci lub choćby tylko przeżyć z siedmiuset złotych emerytury, musi być psychicznym dewiantem. Naprawdę, Panie Pierwszy Prezesie Sądu Najwyższego, jesteście Trzecią Władzą, niezależną, nikomu nie podległą i przez nikogo nierozliczaną. Możecie wielokrotnego mordercę puścić wolno, a uczciwego, porządnego człowieka wsadzić do więzienia albo zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Profesor Zybertowicz nie ma racji. Niech jak najprędzej zapomni o tym głupim pomyśle z abolicją. Niech się zatrzyma na postulacie JOW. Może wprowadzenie do naszego życia publicznego zasady indywidualnej, osobistej odpowiedzialności spowoduje, że postanowienie art. 4 ust. 1 Konstytucji, stwierdzające, że w Rzeczypospolitej Polskiej władza zwierzchnia należy do Narodu, przestanie być martwą literą, a Polska stanie się krajem przyjaznym ludziom uczciwym i ofiarnym, a nie tylko „towarzystwu” aferzystów, spekulantów i złodziei.

Scan1
Barbara Sarapuk z Antonim Hedą „Szarym” na Ogólnopolskiej Konferencji Samorządowej „Poseł z każdego powiatu” w Tarnowie w 2001 roku

 

Biografia Barbary Sarapuk: http://gazetaobywatelska.info/news/show/2506

Andrzej Kołodziej: Barbara Sarapuk – królowa podziemnego druku

Skomentuj