18 lat temu, 18 lipca 1991, roku zmarł na zawał serca odkrywca mechanizmu działania afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego starszy inspektor Najwyższej Izby Kontroli Michał Tadeusz Falzmann. Zmarł w wieku 38 lat w pełni formy fizycznej, a zawału serca dostał w dzień po telefonie do swego przyjaciela, iż w archiwach Narodowego Banku Polskiego odnalazł ważne materiały dotyczące FOZZ. Jego rodzina i przyjaciele byli i są przekonani, iż został zamordowany w typowy dla komunistycznych służb specjalnych sposób. W trakcie kontroli FOZZ jako inspektor NIK był obiektem nieustannych pogróżek, nacisków i szantaży aż po anonimowe groźby śmierci. Jeszcze w kwietniu 1991 roku w jego dzienniku pod datą 21 kwiecień znalazł się zapis: "Dalsza praca to osobiste śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych".

W niecałe trzy miesiące później, 7 października 1991 roku, na trasie szybkiego ruchu Warszawa-Katowice w tragicznym wypadku samochodowym zginął urzędujący prezes NIK prof. Walerian Pańko. Według oficjalnej wersji wypadek był winą kierowcy, oficera Biura Ochrony Rządu, którego samochód miał zaczepić tylnym kołem o krawężnik. Tymczasem w blisko rok po tragicznym wypadku ukazał się wywiad w jednym z tygodników z jedynym świadkiem, który przeżył wypadek, żoną prezesa NIK Urszulą Pańko. "Nie jechaliśmy z oszałamiającą  prędkością – mówi w nim U. Pańko – ponieważ kierowca zamierzał dopiero co wyprzedzić ciężarówkę. W tym momencie zarzuciło nasz samochód, z jednoczesnym nieprawdopodobnym hukiem". Dodajmy, iż śmierć prezesa NIK nastąpiła na dwa dni przed planowanym wygłoszeniem przez niego w Sejmie RP wystąpienia na temat kontroli FOZZ przeprowadzonej przez nieżyjącego od trzech miesięcy M. T. Falzmanna.

M. T. Falzmann odkrył gigantyczną, systematyczną i zorganizowaną grabież finansów kraju dzięki operacjom na polskich długach sięgającą czasów PRL-u, a kontynuowaną w sposób wzmożony po 1989 roku głownie w oparciu o to, co prof. Jerzy Przystawa nazwał "złamaniem parytetu stóp procentowych", a co ja nazywam "oscylatorem Balcerowicza". Ów "oscylator Balcerowicza" polegał na wykorzystaniu różnicy pomiędzy bardzo wysokim oprocentowaniem kont złotówkowych w warunkach inflacji sięgającym w 1990 roku 260 procent i polityki aprecjacji złotówki, a relatywnie bardzo niskim, bo kilkuprocentowym oprocentowaniem kont walut obcych. Umożliwiało to, zwłaszcza z początkiem lat 90. w sytuacji wprowadzenia w ramach tzw. planu Balcerowicza sztywnego kursu dolara w stosunku do złotówki, olbrzymią spekulację. Polegała ona na zamianie walut obcych na złotówki i lokowaniu ich na bardzo wysoko oprocentowanych kontach złotówkowych, a następnie na zamianie na waluty obce z olbrzymim zyskiem. M. Falzmann nazwał to "rabunkiem finansów państwa", który szacował na co najmniej kilkanaście miliardów dolarów. Na podstawie zgromadzonych przez niego informacji i materiałów powstała jedyna na ten temat w Polsce książka Jerzego Przystawy i Mirosława Dakowskiego Via Bank i FOZZ wydana w 1992 roku.

Sama zaś działalność Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, który miał służyć ukrytemu wykupywaniu długów polskiego państwa, była tylko fragmentem szerszej całości operacji spekulacyjnych z użyciem polskiego zadłużenia zagranicznego. Sednem zaś samej afery FOZZ było nigdy nie ujawnione przed szeroką opinią publiczną jej "drugie dno" w postaci wykorzystywania blisko 2 mld dolarów FOZZ do walutowych operacji spekulacyjnych umożliwiających wyprowadzanie głównie poprzez system bankowy pieniędzy i drenowanie gospodarki kraju. W ten sam zresztą sposób nigdy nieujawniony przed opinią publiczną p. Bagsik z p. Gąsiorowskim wyprowadzili w ramach tzw. afery Art. B w ciągu zaledwie roku z polskiego systemu bankowego 480 mln dolarów. Samą zaś opinie publiczną wprowadzano w błąd, iż chodziło o wielokrotne oprocentowanie oscylacyjne tych samych wkładów w różnych polskich bankach.
           

To jak wyglądał polski system finansowy okresu końca PRL-u i początków transformacji potwierdzał też kolejny raport NIK z 1992 roku dla ówczesnego ministra finansów Jerzego Osiatyńskiego (HZ-41002-1/92):

"Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła w okresie od lutego do czerwca br.  kontrolę realizacji ustawowych zadań Ministra Finansów w latach 1989 – 1991 w zakresie: zobowiązań i należności zagranicznych Skarbu Państwa, bilansu płatniczego państwa, zobowiązań krajowych Skarbu Państwa, nadzoru i kontroli Ministra Finansów oraz działalnością FOZZ oraz polityki kursu złotego (…).

1.1. (…) W 1990 r. zagraniczny dług państwowy wzrósł w porównaniu z rokiem poprzednim o 7.854 mln USD. (…) Na koniec 1990 r. zadłużenie zagraniczne Polski wyniosło 48.475 mln USD (…)

1.2. (…) Księga zadłużenia zagranicznego założona dopiero 20 maja 1991 r. (a przed tą datą zarówno Ministerstwo Finansów, jak i FOZZ nie prowadziły takiej księgi), nie spełnia roli ewidencji długu państwowego, gdyż dane z niej zawarte są zbyt ogólnikowe. Zapisy dokonane w tej księdze nie mają bezpośredniego odniesienia do dokumentów źródłowych pozwalających ustalić poszczególnych kredytodawców, dat i kwot zaciągniętych kredytów oraz ich rzeczywistego przeznaczenia. Nie wskazuje się też finalnego kredytobiorcy.

Z zapisów księgi nie można ustalić opóźnień w spłacie rat kapitałowych i odsetek. Preliminarze płatności zadłużenia zagranicznego sporządza jedynie Bank Handlowy. Zmusza to Ministerstwo Finansów do czerpania informacji tylko z Banku Handlowego przy obsłudze bilansu płatniczego państwa i sporządzania różnych analiz.

1.3. Umowy dwustronne Polski z państwami Klubu Paryskiego nie podpisywał Rząd RP lub z jego upoważnienia Minister Finansów lub inny członek Rządu, a różni nieupoważnieni urzędnicy Ministerstwa Finansów, a także inne osoby spoza Ministerstwa. Sprawa podpisywania umów międzypaństwowych ze skutkiem dla budżetu państwa zastrzeżona jest konstytucyjnie dla generalnych kompetencji Rządu RP, a fakt podpisania ich przez nieupoważnione do tego osoby powoduje z mocy prawa ich nieważność (…).

1.4. Z uwagi na brak dokumentów źródłowych Ministerstwo Finansów (Dep. Zagraniczny) nie sporządziło – na żądanie kontroli NIK zestawienia obejmującego pozycje składające się na zadłużenie zagraniczne państwa oraz przebieg realizacji spłat kapitału i odsetek wobec poszczególnych wierzycieli.

Ministerstwo nie posiadało także zestawienia przebiegu obsługi zadłużenia zagranicznego w latach 1989 – 1991 w układzie bardziej ogólnym, tj. wg poszczególnych grup wierzycieli oraz nie podano kontrolującemu przyczyn niepełnej obsługi zadłużenia zagranicznego państwa w ostatnich latach i wynikających z tego ujemnych skutków (wzrostu zadłużenia) dla budżetu państwa w przyszłości (…).

6.2. Ustawą z 15 lutego 1989 r. o FOZZ zlikwidowany został fundusz celowy o tej samej nazwie, działający na podstawie ustawy z 1985 r. o FOZZ. (…) Ministerstwo Finansów (Dep. Zagraniczny) w toku kontroli NIK nie było w stanie określić wysokości salda tzw. starego FOZZ przejętego przez tzw. nowy FOZZ.

6.3. Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego nie prowadził księgi zobowiązań i należności Państwa z tyt. Zagranicznych kredytów i gwarancji państwowych – mimo że na mocy art. 12 ustawy o FOZZ był do tego zobowiązany (…).

6.4. (…) do tej pory nie została rozszyfrowana kwota 1 624,3 mld zł dot. operacji własnych FOZZ ujęta w zestawieniu pt. "Rozdysponowanie dotacji budżetowej w 1990 r. dla FOZZ" (…).

6.5. Ministerstwo Finansów (a także FOZZ) nie prowadziło ewidencji efektów wykupu przez FOZZ polskich długów (…).

7.2. Ministerstwo Finansów nie sporządzało ani nie uczestniczyło w opracowywaniu rachunków symulacyjnych skutków zmiany kursu złotego do koszyka walut, jak również nie egzekwowało takich analiz z NBP. Z przeglądu materiałów dotyczących zmiany kursu złotego do koszyka walut w latach 1989 – 1991 wynika, że udział Ministra Finansów ograniczał się do podpisywania decyzji o zmianie kursu złotego zaproponowanych przez Prezesa NBP. Minister Finansów nie występował też z inicjatywa zmiany kursu ani nie wyrażał swego stanowiska przed podpisaniem ww. decyzji."

Przez 18 lat istnienia "demokratycznego państwa prawa" i 18 lat istnienia "wolnych mediów" na czele z Gazetą Wyborczą, Polacy o FOZZ dowiedzieli się tylko, że gdzieś się zapodziało około 100 mln dolarów, których z owych 2 mld nie oddano do FOZZ z powrotem. O "oscylatorze Balcerowicza" i gigantycznych stratach z tego tytułu do dziś nic się nie prześliźnie w polskich mass-mediach (wyjątkiem są media redemptorysty ks. Tadeusza Rydzyka, gdzie kilkakrotnie na ten temat ukazywały się rzetelne informacje). A o ujawnieniu okoliczności śmierci M. T. Falzmanna i W. Pańki wskazujących na fachowe morderstwa, pewnie nikt nawet nie śmie pomyśleć.

Powstaje więc pytanie o to, jak można kontrolować wszystkie władze niepodległego państwa, od ustawodawczej, przez wykonawczą, sadownicza, aż po medialną i to przez blisko 18 lat! Innymi słowy nawiązując do mojego poprzedniego opisu i analizy funkcjonowania polskiego systemu medialnego, jest to pytanie, kto jest ośrodkiem prowadzącym dla medialnej agentury wpływu i medialnych "pudeł rezonansowych" tworzących rdzeń polskiego systemu medialnego i zapewniających pełne panowanie informacyjne.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, iż FOZZ-em bezpośrednio i pośrednio kierowały wojskowe służby specjalne PRL-u, a dyrektorem FOZZ był wysoki oficer tychże służb. O tym, kto i gdzie przechwycił miliardy dolarów dzięki nielegalnym operacjom na polskim zadłużeniu zagranicznym i "pożyczek" na spekulacyjne cele z FOZZ, decydowali ludzie PRL-owskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, a więc ludzie "człowieka honoru" A. Michnika, czyli gen. Czesława Kiszczaka. Ślady udziału tego środowiska w operacjach finansowych, w tym prywatyzacyjnych okresu transformacji pojawiają się aż do dziś. Dodajmy przy okazji, że ostentacyjna bezkarność Cz. Kiszczaka, który już nawet nie usprawiedliwia swoich nieobecności w sądzie na procesach o stan wojenny, a sąd nie śmie kiwnąć palcem, jest dużo mówiąca. Kolejną poszlaką wskazującą na kluczowość tego środowiska w mechanizmach panowania jest to, że Platforma Obywatelska odbierając w tym roku przywileje emerytalne funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa PRL-u, nie ośmieliła się ruszyć służb wojskowych, a po dojściu do władzy natychmiast zaczęła dyskredytować likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych. Oczywiście przy okazji wszelakich afer w okresie transformacji pojawiają się bardzo częste ślady znaczącej roli politycznej i gospodarczej również byłych służb cywilnych PRL-u. Ale wyraźnie to środowisko jest na drugim miejscu co do roli i znaczenia w zakulisowym życiu III RP i przebiegu samej transformacji ustrojowej.
           

Rąbka tajemnicy przed szeroką opinią publiczną odsłoniły też w tej sprawie prace przynajmniej dwóch specjalnych sejmowych komisji śledczych. W 2003 roku w trakcie prac sejmowej komisji nadzwyczajnej w sprawie tzw. afery Rywina wyszło na jaw, że faktyczne decyzje polityczne dotyczące treści ustaw są elementem nieformalnych uzgodnień i korupcyjnych przetargów. Afera ta polegała na tym, że w lipcu 2002 roku związany ze środowiskiem rządzącego wówczas postkomunistycznego Sojuszu Lewicy Demokratycznej znany producent filmowy Lew Rywin złożył propozycję korupcyjną szefom koncernu medialnego Agora, jej prezesowi Wandzie Rapaczyńskiej i redaktorowi Gazety Wyborczej Adamowi Michnikowi. Była to oferta złożona w odpowiedzi na przekazane przez W. Rapaczyńską nieoficjalne "oczekiwania" koncernu Agora wobec rządu Leszka Millera co do zapisu treści nowej ustawy medialnej. Propozycja Rywina sprowadzała się do oferty łapówki w wysokości 17,5 mln dolarów od Agory dla "grupy trzymającej władzę", w zamian za zapis ustawy umożliwiającej koncernowi zakup stacji telewizyjnej "Polsat". Prace zaś komisji sejmowej do spraw tzw. afery Orlenu z 2004 roku ujawniły kulisy kluczowych decyzji prywatyzacyjnych podejmowanych przez nielegalne i nieformalne ośrodki władzy. Sama afera dotyczyła okoliczności zatrzymania w 2002 roku przez polskie służby specjalne szefa największego polskiego koncernu paliwowego Orlenu za czasów rządów SLD, co miało zablokować podpisanie przez niego kontraktu na dostawy ropy naftowej wartości 14 mld dolarów. Chodziło prawdopodobnie o przejęcie "prowizji" z tego tytułu. W trakcie prac wyszło na jaw, że polski oligarcha finansowy Jan Kulczyk, powołując się na polskiego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, miał negocjować w Wiedniu w 2003 roku z rosyjskim oficerem wywiadu Władimirem Ałganowem ustalenie korzystnych dla Rosji warunków prywatyzacji kluczowej polskiej rafinerii ropy – Rafinerii Gdańskiej. Związany zaś z środowiskiem prezydenta A. Kwaśniewskiego lobbysta negocjował z SLD-owskim ministrem skarbu korzystne warunki sprzedaży Rosji polskich firm energetycznych.
           

Kolejną wskazówką jest okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, która to partia głosem swego lidera Jarosława Kaczyńskiego zadeklarowała "walkę z układem". Ten "układ" określony został jako "czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych". Jest to ważne określenie, gdyż tylko liderzy polityczni w Polsce tak naprawdę orientują się w rzeczywistym układzie i składzie sił panujących. Tyle, że reszta z nich milczy i udaje, że nic takiego nie istnieje. Jeśli więc po dwóch latach rządu PiS-u mającego walczyć z oligarchicznym "układem", nagle we wrześniu 2007 roku okazało się, i to dzięki wyjątkowemu zbiegowi przypadkowych okoliczności, że ich minister spraw wewnętrznych, ich komendant główny policji państwowej, ich szef Centralnego Biura Śledczego i prezes największej państwowej instytucji finansowej, są ludźmi bezpośrednio podporządkowanymi oligarsze finansowemu Ryszardowi Krauze, to powstaje pytanie co się dzieje na szczeblu dyrektorów departamentów ministerstw, urzędów skarbowych, sądów, mediów itp.

Prace samych komisji sejmowych ujawniły, że za fasadą demokracji ukrywała się (i jak jestem przekonany nadal ukrywa się) faktyczna władza o panującym charakterze oligarchicznej sieci – polskiej oligarchii finansowo-politycznej. Ta sieć panowania o nieformalnym charakterze sprawowana jest za pośrednictwem podporządkowanych elit politycznych, administracyjnych, menadżerskich i sądowniczych w samym państwie, a także poszczególnych jego segmentów, jak choćby służby specjalne. Jest to wyraźnie struktura sieciowa, a więc nie posiadająca hierarchii, choć jej węzły z pewnością mają różną wagę finansową i polityczną. Prawdopodobnie znacząca część węzłów pochodzi ze środowiska byłych służb specjalnych PRL-u, szczególnie wojskowych, co z pewnością ułatwiło sieciowanie. Być może w stosunku do tej części sieci prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu wyrwało się gdzieś rok temu zdanie o istnieniu w Polsce swoistego "alternatywnego antypaństwa", czego już nigdy nie powtórzył, nie mówiąc o rozwinięciu, zaś znacząco skundlone polskie środowisko dziennikarskie nie odważyło się drążyć tego tematu. Z innymi węzłami sieci typu koncern Agora, Z. Solorz, J. Kulczyk czy R. Krauze, łączy je przynajmniej chęć utrzymania ustrojowego status quo i zabezpieczenia swych pozycji współpanowania. A z zasady oligarchiczności wynika niemożność podejmowania walki konkurencyjnej i próby zdominowania innych węzłów, bo inne węzły mają porównywalna siłę, więc grozi to samounicestwieniem siebie lub całych fragmentów sieci.

Węzły tej oligarchicznej sieci polityczno-finansowej są nieco analogiczne do kosmicznych "czarnych dziur", gdyż są bezpośrednio i w sposób przez niezamierzony, a przy tym profesjonalnie zrealizowany, dzięki znaczącemu udziałowi środowiska byłych służb specjalnych, nieidentyfikowalne. Są nieidentyfikowalne dzięki "wciąganiu" z olbrzymią siłą i szybkością wszelkich informacji (i ludzi) umożliwiających jej rozpoznanie. Są realizacją chińskiej zasady zacytowanej przez byłego oficera radzieckiego wywiadu Władimira Wołkowa w omawianej już przeze mnie jego książce Montaż – "Przede wszystkim powinno się unikać przybrania kształtu, który mógłby zostać precyzyjnie opisany. Jeśli się to wam powiedzie, uodpornicie się na spojrzenia najprzeróżniejszych szpiegów i nawet najlepsze umysły nie będą w stanie przygotować zwróconych przeciwko wam planów".

Wyjątkami w nieidentyfikowalności społecznej są poszczególne osoby i instytucje o trudnych do ustalenia pozycjach w sieci i zmienne ośrodki koncentracji węzłów sieci, typu ośrodek towarzyski poprzedniego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego czy pojedyncze działania oligarchów finansowych i politycznych oraz instytucji typu koncern Agora. Ale choć "czarne węzły" oligarchicznej sieci są zasadniczo niewidzialne i choć bywają tylko fragmentarycznie na krótko odsłaniane, to sposób funkcjonowania i ruchy podporządkowanego czy tylko zależnego otoczenia, od parlamentu i klubów parlamentarnych, przez poszczególne segmenty aparatu państwa, mass-mediów oraz wymiaru sprawiedliwości, potwierdza precyzyjnie nie tylko jego istnienie, ale i chwilowe punkty położenia. Sądzę, że sieć oligarchiczna aktualnie rozpoczęła testowanie alternatywnych wobec PO i SLD rozwiązań partyjnych na przyszłe wybory, a nade wszystko alternatywnego wobec Donalda Tuska kandydata na prezydenta, w postaci reaktywacji Stronnictwa Demokratycznego i reaktywacji "swojego" polityka Andrzeja Olechowskiego. Robić to będzie oczywiście za pomocą medialnej agentury wpływu i jego "pudeł rezonansowych".

Ta funkcjonująca poza wszelką kontrolą publiczną i wiedzą szerokiej opinii publicznej, poza wszelką odpowiedzialnością oligarchiczna sieć o charakterze klasy społecznej, zawłaszczyła w sposób istotny w procesie transformacji polskie państwo i stale oraz na nowo go zawłaszcza. Ta sieć oligarchicznej władzy, wokół której krążyła i dużym stopniu nadal krążą polskie elity polityczne, jest autorem i reproduktorem cech i charakteru państwa III RP.

Dąbrowa Górnicza, 22 lipca 2009 r.

*Tekst dla: "Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier"

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.