Współczesna demokracja ma charakter wyborczy. Idea władzy ludu jest w niej ściśle powiązana z procedurami elekcyjnymi. Podstawową funkcją wyborów jest nie tylko kreowanie reprezentacji parlamentarnej adekwatnej do przekonań wyborców, ale też zdolnej do skutecznego działania politycznego.

W pierwszym rzędzie dotyczy to powoływania, funkcjonowania i rozliczania władzy wykonawczej. Oczywiście kwestia powiązań pomiędzy wyborami a rządem inaczej wygląda w systemie prezydenckim, półprezydenckim czy parlamentarno-gabinetowym. My zafundowaliśmy sobie ten ostatni wariant demokracji. Relacja zachodząca pomiędzy ludowładztwem a wyborami w przypadku Polski dotyczy więc porządku parlamentarno-gabinetowego, w którym rząd jest powoływany przez Sejm RP i przed nim odpowiada. Wszystko, co się z tym wiąże, jest więc ściśle uzależnione od rozstrzygnięć dokonywanych przez proporcjonalny system wyborczy, bo właśnie od niego realnie zależy tworzenie sejmowej większości, która jest podstawą tworzenia gabinetu. Warto więc zastanowić się, jak na tle dotychczasowych doświadczeń może wyglądać kwestia tworzenia, działania i odpowiedzialności rządu w warunkach większościowego systemu wyborczego.

Konfrontację można rozpocząć od pytania: jakie wybory pozwalają identyfikować przyszły rząd? Wybory proporcjonalne częściej na to nie pozwalają. Ich efektem jest wejście do parlamentu wielu formacji politycznych i trudno jest z góry wskazać, która z nich będzie rządzić. Dla przykładu w 2005 r. wyborcom polskim wydawało się, że logiczną alternatywą słabych rządów SLD będą rządy koalicji PO-PiS. Tak identyfikowali przyszły rząd. A powstał zupełnie inny: PiS, LPR i Samoobrony. W odniesieniu do przyszłości: na podstawie sondaży można przypuszczać, że zwycięzcą najbliższych wyborów do Sejmu RP będzie PiS. Ci wyborcy, którzy zagłosują na tę partię, będą przeświadczeni, że identyfikują przyszłą formację rządzącą. Wcale nie jest to jednak pewne, bo zwycięzca może okazać się przegranym – na rzecz możliwej, chociaż trudnej do precyzyjnego opisania koalicji centrolewicowej. W proporcjonalnym systemie wyborczym możliwość identyfikacji rządu jest silnie ograniczona. Inaczej w ordynacji większościowej. System jednomandatowych okręgów wyborczych sprzyja wytworzeniu dwubiegunowego układu partyjnego, w ramach którego jedna z dwóch kluczowych formacji politycznych może tworzyć rząd samodzielnie. Wyborca, niezależnie od tego, na którą z nich oddaje głos, będzie wiedział, na jaki rząd głosuje. Tak rzecz wygląda na przykład u Brytyjczyków. W większości wyborów po II wojnie światowej efektywnie identyfikowali przyszły rząd, a także nazwisko przyszłego premiera, bo z reguły zostaje nim lider formacji zwycięskiej.

Wybory są też w systemie większościowym główną i decydującą fazą tworzenia rządu. O wyborach w systemie proporcjonalnym raczej tego powiedzieć nie można. W całym pokomunistycznym okresie w Polsce nie zdarzyło się, by większość mandatów uzyskała jedna partia. Procedura tworzenia rządu ruszała właściwie dopiero po wyborach, gdy przystępowano do negocjacji w sprawie tworzenia koalicji. Tym samym nie wybory, a powyborcze negocjacje i przetargi międzypartyjne wytyczały główną fazę tworzenia rządu. Praktyka ta w oczywisty sposób obniża rangę samych wyborów, jako kluczowego instrumentu ludowładztwa, bo cały proceder kreowania władzy wykonawczej oddany zostaje w ręce bonzów partyjnych. W tym kontekście wybory większościowe przywróciłyby Polakom podmiotowość, gdyż właśnie w nich uzyskaliby szansę samodzielnego wyłaniania rządu.

Kwestią ważną samodzielnie jest też czas tworzenia rządu. W systemie większościowym ma on szansę powstać tuż po wyborach. Proporcjonalność dotąd na to nie pozwalała. Rządy były u nas na ogół koalicyjne, a tworzenie koalicji było czasochłonne i trudne pod względem politycznym. Tworzenie takiego rządu utrudnia też życie naszym sąsiadom. Pouczający pod tym względem jest aktualny przypadek Niemiec. Kanclerz A. Merkel przez wiele tygodni prowadziła żmudne rozmowy o utworzeniu koalicji. A wszystko z powodu braku kilku mandatów, potrzebnych do posiadania większości parlamentarnej koniecznej także w reżimie kanclerskim. W warunkach systemu większościowego CDU/CSU miałyby prawdopodobnie większość mandatów w Bundestagu i chadecy rządziliby samodzielnie. Podobnie u naszych południowych sąsiadów. W ostatnich, przedterminowych wyborach, w ramach skomplikowanego systemu proporcjonalnego weszło do parlamentu Czech siedem ugrupowań, a żadne z nich nie ma elementarnej szansy na samodzielne rządy. Żmudne negocjacje w sprawie rządu koalicyjnego wcale nie muszą przynieść powodzenia i w Czechach możliwe są kolejne przedterminowe wybory. Nic więc dziwnego w tym, że i Czesi już zaczynają poszukiwać możliwości wprowadzenia większościowego systemu wyborczego, realizowanego w okręgach jednomandatowych.

Rząd koalicyjny zmuszony jest do opracowania nowego, czasem nieznanego wyborcom programu działania. Realizuje go na podstawie przypadkowego doboru kadr. Jest to również rząd niestabilny i nietrwały, o czym na przykład przekonały losy koalicji AWS-UW utworzonej w 1997 r., koalicji SLD-UP-PSL z 2001 r., koalicji PiS-LPR-Samoobrony w latach 2005 – 2007. Natomiast rząd tworzony w większościowym systemie wyborczym może usunąć tego typu karykaturę władzy wykonawczej. Ma szansę działania w dłuższym przedziale czasowym, na podstawie programu spójnego, przemyślanego i akceptowanego przez wyborców oraz w ramach merytorycznej polityki kadrowej. Co więcej, realizuje program autorski, pod względem psychologicznym motywujący do działania. Większościowy system wyborczy otwiera więc możliwość uczynienia z rządu polskiego realnego ośrodka długofalowej polityki państwowej, czego od lat wyraźnie nam brakuje.

A ponieważ będzie to raczej rząd realizowany przez jedną formację polityczną, to również będzie ona odpowiadać za sprawowanie władzy w sposób jednoznaczny. Ta jednoznaczność odpowiedzialności jest fundamentalnie ważną dla sprawnie działającego państwa demokratycznego. Mętne wody rządów koalicyjnych znakomicie natomiast ułatwiają rozproszenie odpowiedzialności, zrzucenie jej na koalicjanta czy opozycję. Z tego względu są zresztą cenione przez klasę polityczną, bo utrudniają jej rozliczanie, a tym samym ułatwiają politykom trwanie. Większościowy system wyborczy to realny mechanizm wzmocnienia podmiotowości Polaków, dający im instrument oceniania i rozliczania polityków, a za tym wspierania ludzi wartościowych i usuwania słabeuszy z życia publicznego.

About Zdzisław Ilski

doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauk o polityce, nauczyciel akademicki, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1999 r.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.