Na temat niezwykłych wydarzeń w Rumunii polskie media, od lewa do prawa i na odwrót, milczą jak zaklęte i na próżno w nich poszukiwać jakiejkolwiek rzeczowej informacji. Tę zmowę milczenia skłonny byłem przypisywać przede wszystkim zdumiewającemu faktowi, że moi rodacy Rumunią i Rumunami nie zwykli się interesować, że jest to przejaw zarozumiałości Polaków, którzy – przynajmniej w porównaniu z Rumunią – czują się jakąś wyższą rasą, a to co się dzieje wśród tych cyganów przyjmować zwykli, co najwyżej, z niesmakiem.


 

Jest to zjawisko bardzo przykre, jeśli się zważy, że to Rumuni, a nie kto inny, udzielili uchodźcom z Polski schronienia w 1939 roku, pomimo nacisków i żądań niemieckich. Wydawałoby się, że ta historyczna zasługa raz na zawsze zdecyduje o przyjaznym i życzliwym stosunku Polaków do Rumunów! Niestety, stało się inaczej i jest to sprawa bardzo przykra, obciążająca nasze sumienie narodowe.

 

 

Za tym szczelnym parawanem zamilczania spraw rumuńskich, w ostatnim numerze "Najwyższego Czasu" pojawił się artykuł Marka A. Koprowskiego, zatytułowany Prezydent zostaje!, który triumfalnie stwierdza, że trzęsienie ziemi w Rumunii na razie zakończyło się niczym. Jak na tygodnik, który od początku zachwala swój nonkonformizm, antyunijność i niepoprawność polityczną, tekst zadziwia swoją jednostronnością, wybiórczym opisem wydarzeń i jest pisany tak poprawnie politycznie, jakby jego autor pisał go nie z Warszawy, ale wprost z głównej siedziby UE w Brukseli. Pan Koprowski przedstawia wydarzenia w Rumunii, jako konflikt między nienawidzącymi się najwyższymi urzędnikami – lewackim premierem Victorem Pontą i prawicowym, konserwatywnym prezydentem Traianem Basescu, którego niedobry Ponta chce wysadzić z urzędu. Po co? Najwyraźniej po to, żeby lewacy mogli nadal spokojnie kraść, w czym prawicowy prezydent usiłuje przeszkodzić. To jest samo w sobie bardzo zabawne, że 35 letni Ponta jest wszędzie etykietowany jako postkomunista, chociaż 22 lata temu chodził dopiero do szkoły, a 61 letni Basescu, były oficer Securitate i komunistyczny aparatczyk jest sprzedawany jako herold wolności, prawicowości i konserwatyzmu!

 

 

Koprowski zasadniczo mija się z prawdą, kiedy w podrozdziale Początek afer pisze: afera zaczęła się 27 czerwca br. kiedy to Sąd Konstytucyjny rozstrzygając spór kompetencyjny między rządem i prezydentem, orzekł, że… to prezydent ma prawo reprezentowania kraju podczas posiedzeń Rady Europejskiej.

 

 

Nie wiem skąd p. Koprowski to wziął, podejrzewam, że z jakiejś propagandowej instrukcji Ośrodka Studiów Wschodnich, ale z prawdą nie ma to nic wspólnego. Autor nie zauważył, że w Bukareszcie, od stycznia 2012, dzień w dzień, bez przerwy, odbywają się demonstracje uliczne przeciwko konserwatywnemu prezydentowi i polityce formowanych przez niego rządów. W wyniku tych masowych protestów 6 lutego 2012 upadł rząd Emila Boca, a na jego miejsce Basescu, który ma w ręku służby specjalne, powołał szefa kontrwywiadu Mihaia Ungureanu. Manifestacje trwały jednak nadal i zmusiły Ungureanu do rezygnacji. 10 maja 2012 powołany został na premiera Victor Ponta, który, o dziwo, błyskawicznie uzyskał poparcie większości parlamentarnej.

 

 

Konflikt zaczął się nie 27 czerwca, ale 22 maja, kiedy po 10 dniach urzędowania Ponta dokonał rzeczy niesłychanej i oburzającej w swojej bezczelności: doprowadził do uchwalenia nowej ordynacji wyborczej, takiej jaka w nowoczesnej Europie jest zabroniona: jednomandatowych okręgów wyborczych w jednej turze, a więc ordynacji całkowicie wzorującej się na brytyjskim systemie wyborczym First-Past-The-Post!

 

 

I tu dopiero rozpętało się unijne piekło potępienia lewackiego i postkomunistycznego premiera (który wprowadza brytyjskie rozwiązanie ustrojowe!). Oczywiście, Boże broń!, nikt nie mówi, że to z powodu ordynacji, ale natychmiast Sąd Konstytucyjny ją zanegował z najróżniejszych ciekawych powodów. Konstytucyjne rozwiązanie brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie uznane zostało za niekonstytucyjne dla Rumunii, a tę opinię w ostrych notach potwierdzili ambasadorowie USA, Wielkiej Brytanii, kanclerz Niemiec i wszyscy święci.

 

 

Tak się składa, że większość sędziów Sądu Konstytucyjnego to nominaci Basescu i rząd, występując z wnioskiem o impeachment prezydenta, właśnie wywieranie bezprawnego, naruszającego konstytucję, wpływu na SK, aby zakwestionował decyzję większości parlamentarnej, wysunął jako jeden z podstawowych zarzutów.

 

 

Od tej pory w Rumunii trwa gorąca wojna, której strony specjalnie nie przebierają w środkach. Działania Ponty określone zostały jako blitz i pucz. Prezydent został zawieszony, na 29 lipca wyznaczono datę referendum powszechnego, które miało to usunięcie zatwierdzić. Wszystko odbywa się pod czujnym okiem Komisji Europejskiej i USA, które za nic nie chcą dopuścić, żeby brytyjski system wyborczy został wprowadzony w Rumunii! Oni wiedzą: dzisiaj w Rumunii, jutro w Polsce i UE może zacząć się rozwiązywać! Brutalne interwencje Baroso, Merkel, Hage’a i innych nie pozwalają mieć co do tego wątpliwości. Rząd rumuński pisze do Komisji Weneckiej: czy w Europie obowiązuje proporcjonalny system wyborczy? Czy w Europie obowiązuje jakieś quorum dla ważności referendów? Dlaczego w UK nie obowiązuje, a w Rumunii musi?

 

 

Trwają nieustanne, wielotysięczne manifestacje uliczne. 29 lipca 8 459 836 obywateli poszło głosować. 7 403 836 z nich, a więc 88,7% zażądało ustąpienia Basescu. Tylko 843 375 było przeciw. Nawet gdyby poszło o 5 milionów więcej i te 5 milionów byłoby za pozostawieniem Basescu na urzędzie, prezydent zostałby odwołany! Ale quorum! Najważniejsze jest quorum! Nie wola obywateli, nie manifestacje od ponad pół roku, nie większość parlamentarna, ale QUORUM!

 

 

Stały się rzeczy niesłychane, które specjalnie polecam prawicowcom i konserwatystom: prezydent państwa wezwał do bojkotu referendum w jego osobistej sprawie! Nie wiem czy prawicowcy i konserwatyści znają podobne przypadki? Przyjechał do Rumunii prawicowy i konserwatywny premier Węgier Wiktor Orban i wezwał swoich rodaków do bojkotu! Wezwał skutecznie: w regionach zamieszkałych przez Węgrów frekwencja spadła do ok. 6%!

 

 

Ale rząd Ponty zakwestionował listy wyborcze sporządzane za poprzednich rządów: ilu jest Rumunów uprawnionych do głosowania? Według różnych ocen liczba podana przez Centralną Komisję Wyborczą mogła być zawyżona nawet o 2 miliony!

 

 

Co robi Sąd Konstytucyjny pod naciskiem tych faktów? Zawiesza swoją decyzję i ogłasza, że daje rządowi czas do 12 września na sporządzenie właściwych danych. Jak słyszymy, po kilku dniach zmienia swoją decyzję i przesuwa termin na 31 sierpnia. Rząd chce przeprowadzić szybki spis powszechny. SK nie zgadza się, oświadcza, że jego nie interesuje ilu jest dzisiaj Rumunów! On chce wiedzieć ilu ich było w lipcu.

 

 

Na drugi dzień po głosowaniu Victor Ponta oświadczył: Prawdopodobnie Basescu nadal będzie mieszkał w Pałacu Cotroceni, zachowa swoje samochody, wille i związanych z nim klakierów, którzy będą mu doradzać i wychwalać. Ale wczoraj definitywnie przestał być przywódcą narodu rumuńskiego.

 

 

Trzęsienie ziemi w Rumunii nie zakończyło się wcale. Niezwykły wysiłek młodego premiera urwania się ze sznurka, a przynajmniej poluzowania unijnej linewki, na razie nie zakończył się sukcesem. Nie wiem czy polscy prawicowcy i konserwatyści, szczególnie spod znaku "Najwyższego Czasu" mają się z czego cieszyć.





About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 4 Komentarzy
  1. Tadeusz Browarek

    15. Sie 2012,  godz. 18:24

    @Jerzy Przystawa. Bardzo dobry artykul. Umozliwia w prosty sposob (wysylajac hyperlinka) wytlumacznie znajomym, o co chodzi w Rumunii. Dziekuje.

     

    @Andrzej Czachor
    Zaden czas nie minal. Nastepna przeprawa w Rumunii we wrzesniu.

    Odpowiedz

  2. Andrzej Czachor

    13. Sie 2012,  godz. 14:11

    Gdzie nam do Rumunów, z naszą polityczną ślepotą, z obywatelską ospałością. Oni w sprawie odwołania p. Basescu w jeden weekend zebrali 7.4 ml głosów ZA. My w sprawie oczywistej – obrona wolności słowa, multipleks ks. Rydzyka – przez 3 miesiące z trudem docieramy do 2.3 ml. podpisów. Oni produkują masowo dobre samochody osobowe, statki morskie, a my w Polsce– wstyd powiedzieć.
    To Rumuni mogą teraz patrzeć na nas z politowaniem – stracić tak wiele, w tak krótkim czasie. I to wszystko w atmosferze zadowolenia – że wzrost PKB, że zielona wyspa, że p. Błaszczykowski strzelił gola.

    Prezesie, woJOWnicy, czas na pikietę „uninominale subito” minął. Ale warto niedługo, może już w październiku, na konferencję pod tym hasłem. Międzynarodową, z udziałem Rumunów, Kukiza, p. Stankiewicz? Dlaczego nie.

    Odpowiedz

  3. Jerzy Gieysztor

    12. Sie 2012,  godz. 16:39

    Pan Wiesław Liźniewicz pisze: „W Polsce, pomimo 20 lat istnieniu Ruchu, elity nie zaprzątają sobie tym głowy i dobrze się mają.”.
    Są fakty świadczące o tym, że właśnie istnienie i działania Ruchu JOW zmuszają elity do kontrakcji. Z najbardziej znanych jest ogłoszenie przez PO akcji „4 X tak”, co storpedowało zapowiedzianą wcześniej akcję referendalną naszego Ruchu. Innym stosunkowo świeżym faktem jest wprowadzenie takiej ordynacji JOW do Senatu, którego jednym z celów było wyrządzenie szkody popularności naszego postulatu.
    Z jeszcze innych reakcji to, np. temat JOW w czasie „śniadania z premierem”. A permanentne nawiązywanie do tematu JOW w prześmiewczym lub lekceważącym tonie, przez polityków i ich medialne tuby, świadczy o tym, że to właśnie nasze działania nie pozwalają spać elitom. I, że postulat JOW stał się nieznanym.
    Przy czym, gdy zakłócanie snu elit jest trudnym do uniknięcia efektem ubocznym, to głównym celem naszych działań pozostaje edukowanie w zakresie znajomości istoty naszego postulatu i nie gaszenie ducha.
    Co godzi się dedykować każdemu, kto wylewa swoje zniechęcenie.

    Odpowiedz

  4. Wiesław Liźniewicz

    11. Sie 2012,  godz. 21:39

    W Polsce też „konserwatyści” wywodzą się od komunistów. Nic więc dziwnego, że nie są zwolennikami ordynacji większościowej. Na chwilę obecną wydaje się, że żadne partie w Polsce nie są jej przychylne. Pozostaje jednak pytanie, którym mogłoby być bliżej. Co do PO nie ma wątpliwości, to już zostało sprawdzone. PIS też nie jest i to bez sprawdzania. Pozostaje SLD i PSL. Dziś pewnie nie, ale w przyszłości, kto wie?

    Jak pokazuje przykład rumuński, nie ma w tej chwili na świecie sił skłonnych popierać ordynację większościową w małych, podległych państwach. Same protesty, nawet wielotysięczne w Rumunii, nie robią na nikim wrażenia. Wiemy więc już, że i w Polsce efekt będzie ten sam.

    Przykład Rumunii pokazuje jeszcze coś innego, a mianowicie to, że sprawa ordynacji i tak zależy od elit. Żaden zwykły Rumun nie ruszył palcem, a pomimo tego sprawa ordynacji jest przedmiotem sporu elit. W Polsce, pomimo 20 lat istnieniu Ruchu, elity nie zaprzątają sobie tym głowy i dobrze się mają.

    Odpowiedz

Skomentuj