Senat RP zaaprobował wniosek Prezydenta RP o przeprowadzenie referendum. W dniu 6 września br. w referendum mamy odpowiedzieć na następujące pytania:

Pytanie pierwsze: „Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?”.

Pytanie drugie: „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?”.

Pytanie trzecie: „Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?”.

Najbardziej interesuje nas pytanie pierwsze. Bez wątpienia jest ono źle sformułowane. Nawet po pozytywnej odpowiedzi Polaków na pytanie czy chcemy jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP, ogólnikowość tego pytania umożliwi dokonanie wielu interpretacji. Nic nie jest jednak ostatecznie przesądzone. Decyzje, jakie zapadną po referendum będą następstwem wytworzonej siły nacisku. Dlatego bezwzględną koniecznością jest uczestniczenie Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w akcji referendalnej. Mamy do osiągnięcia ważne dla nas cele.

Po pierwsze, trzeba przekonać Polaków do pójścia na głosowanie. Referendum będzie wiążące, jeżeli weźmie w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania. Uzyskanie tak wysokiej frekwencji będzie niesłychanie trudne, bo akcja referendalna potoczy się w okresie wakacyjno-urlopowym. Zagrożenie: zbyt mała frekwencja pozwoli przeciwnikom większościowego systemu wyborczego operować argumentem, że Polakom nie zależy na wprowadzeniu JOW; „zablokuje” to możliwość zmiany systemu wyborczego na wiele lat.

Po drugie, trzeba przekonać Polaków, by na pierwsze pytanie, w sprawie wprowadzenia w wyborach sejmowych okręgów jednomandatowych, oddali głos na: TAK. Niezależnie od możliwych dalszych interpretacji i manipulacji, referendum musi wykazać – nawet w warunkach niewystarczającej frekwencji – że Polacy są za wprowadzeniem w wyborach sejmowych większościowego systemu wyborczego z JOW. Zagrożenie: po negatywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie referendalne, sprawa wprowadzenia ordynacji większościowej z jednomandatowymi okręgami wyborczymi właściwie na lata przestanie być aktualna, a dalsza działalność Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW niesłychanie utrudniona.

Po trzecie, trzeba przekonać Polaków, że potrzebne jest takie rozwiązanie, w ramach którego będziemy wybierać w okręgach jednomandatowych wszystkich 460 posłów na Sejm RP. Klasa polityczna z jednej strony już wie, że proporcjonalnego systemu wyborczego obronić się nie da; z drugiej – nie chce jednak systemu większościowego z JOW. Ma natomiast „bezpieczna wyspę” w postaci mieszanego systemu wyborczego i na niej będzie chciała wylądować. Jeżeli poprowadzimy akcję referendalną dobrze, z merytorycznego punktu widzenia, to mamy szansę zatrzymać „manewry” polityków. Także w tej kwestii interpretacja wyniku referendum będzie zależała od wytworzonej siły nacisku.

Skuteczność akcji referendalnej wymaga szybkiego zorganizowania ruchu obywatelskiego. Zarazem jednak należy odłożyć – na czas po referendum – działania związane z jesiennymi wyborami sejmowymi. Zagrożenie: wszelkie „zakulisowe i gabinetowe” budowanie list z kandydatami na posłów może skutecznie godzić w wiarygodność ruchu i będzie wykorzystywane do atakowania ruchu już w momencie jego tworzenia. Przez lata promowaliśmy nową jakość mechanizmu wysuwania kandydatur i tego trzeba się trzymać. Po referendum przygotowanie akcji wyborczej powinno zostać oparte na mechanizmie prawyborów i czytelnych kryteriach wysuwania kandydatów.

Mamy niewiele czasu na zorganizowanie się i skuteczną akcję. Potrzebny jest maksymalny wysiłek. Tego referendum nie możemy przegrać! Zatem: wszystkie ręce na pokład!

Wrocław, 21 maja 2015 r.

About Zdzisław Ilski

doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauk o polityce, nauczyciel akademicki, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1999 r.

Dyskusja - 18 Komentarzy
  1. Jan Sadowski

    01. Cze 2015,  godz. 23:46

    Warto tez zauwazyc ze patrzac na JOW brytyjski z perspektywy przewidywania probabilistycznego, opiera sie ta metoda na zalozeniu ze ‚pierwszy na mecie’ ma najwieksze szanse na dominacje w preferencji ogolnej populacji danego okregu, ma najwyzsza przewidywana kompetencje. Wyniki danych historycznych z Francji pokazuja ze ‚pierwszy na mecie’ w pierwszej tuze zazwyczaj wygrywa druga tura z progiem 50%).

    Odpowiedz

  2. Zdzisław Ilski

    01. Cze 2015,  godz. 22:44

    Panie Janie. Pogląd na JOW może, ale zdecydowanie nie powinien zależeć od prognozy, czy ten system wyborczy będzie służył PO, PiS czy innej partii. Trzeba szukać zmiany myślenia w tej sprawie. W warunkach demokracji większościowy system wyborczy z JOW powinien być instrumentem w rękach narodu. Nie może jednak zastępować woli narodu w dokonywaniu wyboru. Myślę, że jeżeli Polacy zadecydują, że oddają głos na taką czy inną formację, to trzeba to uszanować.

    Odpowiedz

  3. Jan

    31. maja 2015,  godz. 23:16

    Niech pytanie będzie o JOWy w modelu australijskim. W takim i tylko w takim wypadku mogę zagłosować na TAK. A jak oceniać JOWy brytyjskie?
    Jak dla mnie cała ta dyskusja o JOWy rozbija się o prognozy.
    Wszyscy chcielibyśmy rozbicia tego betonu – wprowadzenia prawdziwej demokracji.
    Ale nie wiadomo, jak brytyjskie JOWy zadziałają, bo nie wiadomo, jak głosowaliby ludzie.
    -czy głosowaliby faktycznie na sprawnego lokalnego działacza bezpartyjnego,
    -czy na nazwisko kojarzone z PO/PISem.
    -czy głosowali by na posła z PIS lub PO jako mniejsze zło, bo jeśli w danym okręgu startuje np poseł z PO, z PIS i dwóch działaczy światopoglądowo prawicowych, to zimna kalkulacja mówi: głosuj na PISiora, bo inaczej wygra ten z PO.
    I od tej prognozy zależy pogląd na JOWy.
    Ja jestem sceptykiem.
    Może gdyby nasz Sejm miał 4600 posłów, a nie 460, to faktycznie byłby 1 kandydat na 8tys ludzi i głosowaliby na fajniejszego sąsiada i do sejmu trafiałby i lokalny działacz zamiast kandydata z PO.
    Albo gdyby nasze społeczeństwo było bardziej świadome politycznie, to nawet przy tych 460 posłach czyli okręgach po 83tys obywateli ludzie faktycznie wiedzieliby, jak się poszczególni kandydaci sprawdzali lokalnie i czy powinni ich reprezentować.
    Ale W naszym społeczeństwie, gdzie zainteresowanie polityką jest na prawdę znikome*. NP Mój rodzinny dom jest na wsi pod miastem – okręg jednomandatowy objąłby zapewne z 12 wsi, albo 5 wsi i kawałek miasteczka.
    Prawdopodobnie żadne nazwisko z listy JOW nic by mi nie powiedziało. Teraz, gdy mój okręg obejmuje sąsiednie miasto, w którym moja rodzina pracuje i ma znajomych, to część działaczy znamy z nazwiska, ale polityką lokalną z całej rodziny zajmuje się tylko dziadek – były radny.
    *wyszukaj na youtube sondę uliczną jakąś, w której ankieter pyta ludzi, na kogo zagłosują na prezydenta i dlaczego. Zdecydowana mniejszość potrafi powiedzieć cokolwiek o człowieku, na którego głosują. Liczy się przede wszystkim prezencja.
    Moja prognoza jest więc taka:
    -ludzie zagłosują na posłów PO/PIS z tego powodu, że nie interesują się polityką, a przede wszystkim z zimnej kalkulacji.
    W efekcie PO i PIS tylko się wzmocnią.
    A dlaczego nie wykluczyć elementu zimnej kalkulacji? Dlaczego nie oprzeć ordynacji o JOWY australijskie, albo nie zrobić systemu typu „pojedynczy głos przechodni”?

    Odpowiedz

    • bisnetus

      01. Cze 2015,  godz. 00:49

      Dlaczego Pan Jan uważa, że Polacy są zbyt głupi i niedojrzali na JOW-y w modelu brytyjskim a są wystarczająco mądrzy i dojrzali na bardziej skomplikowany i kombinatorski JOW w modelu australijskim?

      Odpowiedz

  4. Zdzisław Ilski

    31. maja 2015,  godz. 21:28

    Tak. Pytanie drugie też jest celowo tak sformułowane, aby umożliwiało różną interpretację. Pozytywna odpowiedź na to pytanie wcale nie musi prowadzić do likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Mimo wszystko, to raczej też trzeba na to pytanie odpowiedzieć na: Tak. No, bo jakie mamy wyjście…

    Odpowiedz

  5. Michal

    31. maja 2015,  godz. 13:49

    Pytanie: „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” jest też ciekawie sformułowane. Odpowiedź przeczącą można zinterpretować: ‚Jestem za innym sposobem finansowania partii z budżetu państwa”.

    Odpowiedz

  6. Pysiu

    31. maja 2015,  godz. 13:38

    Trzeba zacząć od tego, że referendum to jest wyrzuceniem ok. 100 mln zł w błoto, bo tyle ok. ma kosztować!

    A dlaczego w błoto?
    Bo pytania nr 2 i 3 są oczywistością i można je rozstrzygnąć w drodze zwykłej ustawy.
    Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że chce by spory podatkowe były rozstrzyganie nie na korzyść jego, a na korzyść urzędu skarbowego (pyt. nr2).

    I nikt nie chce by politycy przeżerali jego pieniądze (pyt. nr 3). Z resztą, to pytanie jest tak sformułowane („Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?”.), że można by nawet zwiększyć to finansowanie. (Co za dureń to sformułował/wymyślił?!)

    I sprawa JOW-ów… Jeśli ktoś kieruje się rozumem, a nie emocjami i chwilową euforią wie, że JOW-y to zabójstwo dla i tak marnej i fasadowej demokracji, jaką mamy w Polsce. Zostanie partia liberalna dla bogatej i partycypującej w układzie władzy społeczności – PO i PiS – partia dla większości katolickiej i przeciwstawnej zmianom światopoglądowym. Jednym słowem dwie partie socjalistyczne, które będą nas doić do końca świata.
    Może jest laternatywa dla JOW-ów jako takich, nazywa się to: pojedynczy głos przechodni – w skrócie STV.
    Objaśnienie tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=l8XOZJkozfI
    Pozdrawiam 😉

    Odpowiedz

    • Pysiu

      31. maja 2015,  godz. 13:45

      Oczywiście pomyliłem numerację pytanie 2 i 3, sorrki. Najważniejsze zostają jednak przytoczone uzasadnienia. Pozdrawiam.

      Odpowiedz

  7. Grzegorz Osowski

    24. maja 2015,  godz. 18:50

    @wszyscy

    Mamy mieć 6 IX referendum( !) z pytaniami zupełnie niejasnymi, wręcz prowokującymi do dowolnej interpretacji wyników przyszłego głosowania.

    W pierwszym pytaniu , jego autor, pyta o WPROWADZENIE JOW.

    Okazało się ostatnio że prezydentowi Komorowskiemu , jako wieloletniemu ,,zwolennikowi JOW” najbardziej odpowiada system mieszany. W związku z tym nasuwa się pytanie; Czy ustanowienie ordynacji mieszanej w wyborach do Sejmu było by wystarczającą zmianą ustroju państwa pozwalającą na to aby ,,nasza władza” mogła twierdzić że JOW został ,,wprowadzony”? Oczywiście , na tak postawione pytanie, odpowiedź może być jedynie pozytywna. Myślę że mogę nawet zaryzykować twierdzenie żę jakakolwiek zmiana kodeksu wyborczego może zostać nazwana wprowadzeniem JOW.

    Jak chodzi o drugie pytanie to żadna odpowiedź , zarówno TAK jak i NIE , nie wyklucza finansowania partii z budżetu państwa. Autor pytania pyta po prostu czy zmienić, w dowolny sposób, metodę finansowania partii z budżetu państwa. Pytanie dające rzeczywistą możliwość dokonania wyboru powinno mieć postać ;Czy jest Pani/Pan za likwidacją finansowania partii politycznych z budżetu państwa?

    Pytanie trzecie , jak powszechnie wiadomo jest pytaniem ,,retorycznym”, dotyczy kwestii już rozstrzygniętej ustawą. Zatem , ma wyłącznie funkcję propagandową.

    Myślę że niestety obywatele dostali (myśmy dostali) pseudoreferendum czyli sondaż opinii publicznej najdroższy na świecie.

    Odpowiedz

  8. bisnetus

    22. maja 2015,  godz. 23:13

    @Zdzisław Ilski
    Uważam, że jest to błędne podejście. A okno terminów jest konkretne i nienaruszalne. A więc terminy już można przyjąć jako dane. Jeden tydzień w tą czy tamtą nie ma większego znaczenia. Z ogromną dozą prawdopodobieństwa będzie to 11, 18 już mniej 25 październik. 1 listopada z wiadomych względów odpada a 8 listopada jest mało prawdopodobny.

    Konwencje to jest dobry sposób i w zasadzie chyba jedyny dostępny sposób. Ale konwencje należy dobrze przygotować. To nie jest trywialne i wymaga czasu.

    Odpowiedz

  9. Zdzisław Ilski

    22. maja 2015,  godz. 21:55

    „Bisnetus”: jeżeli pojawi się konkretny „kalendarz wyborczy” to oczywiście trzeba się będzie do niego dostosować. Dopóki go nie ma, a referendum jeszcze jest „w grze”, to cała energia powinna iść na wygranie referendum, i ewentualnie ustalenie zasad wysuwania kandydatów. Jeżeli odsłonią się konkretne terminy wyborów, trzeba będzie o tych listach rozstrzygnąć. Ze względu na „krótki czas” to myślę, że najbardziej przystępną formą przyjęcia list byłoby zorganizowanie prawyborów w postaci zgromadzeń (konwencji), w których uczestniczyliby rozpoznawalni lub zarejestrowani uczestnicy ruchu obywatelskiego. Takie zgromadzenia (konwencje) powinny zostać zorganizowane w każdym okręgu wyborczym.

    „Zwolennikjow”: dziękuję za informację. Potrzebne kolejne, bo pozwalają monitorować sytuację.

    Odpowiedz

  10. bisnetus

    21. maja 2015,  godz. 22:55

    @Zdzisław Ilski
    Coś mi się wydaje, że nie. Spojrzałem krótko w kalendarz. Najwcześniejszy termin wyborów parlamentarnych to jest 11 października 2015 a najpóźniejszy to 7 listopada 2015.

    Prezydent ogłasza wybory 90 dni przed dniem wyborów. To znaczy najwcześniej 13 lipca, najpóźniej 9 sierpnia
    Listy kandydatów z podpisami poparcia należy zgłosić 45 dni przed wyborami czyli najwcześniej 27 sierpnia, najpóźniej 23 września.

    Referendum ma być 6 września.

    Zatem w dniu referendum w przypadku najwcześniejszym listy kandydatów mają być już od około 2 tygodni złożone, w przypadku najpóźniejszym około 2 tygodnie po referendum. A więc w pierwszym przypadku jest to fizycznie niemożliwe a w drugim przypadku jest to praktycznie niemożliwe, aby po referendum startować akcje wyborcze.

    Właśnie dlatego trzeba natychmiast tworzyć szerokie platformy organizacyjne, choćby po to, by ustalać tak elementarne sprawy jak terminy. tutaj nie ma czasu na żadne sekwencje. Bez multitaskingu i multithreadingu nie ma co nawet startować. Jesteśmy krótko przed wakacjami a referendum i wybory są zaraz po wakacjach.

    To miałem też na myśli, że sam termin tego referendum jest perfidny i jest obliczony na „udupienie” zarówno Kukiza jak i JOW-ów. Dla władzy jest to warte nawet 100 milionów dodatkowych wydatków. Ale to w końcu nie ich lecz nasze pieniądze. W normalnym kraju połączono by wybory i referendum oszczędzając przy tym około 90 milionów.

    Odpowiedz

  11. Zdzisław Ilski

    21. maja 2015,  godz. 18:29

    Do „bisnetusa”: Akcja wyborcza będzie logicznym ciągiem dalszym akcji referendalnej. W trakcie przygotowań do referendum trzeba jedynie przygotować – opracować zasady (mechanizm) prawyborów. Trzeba to zrobić wzorcowo – tak, żeby Polacy uwierzyli, że ludziom promującym nowy system wyborczy z JOW rzeczywiście rozchodzi się o nową jakość procedur wyborczych.
    Nie wolno łączyć akcji referendalnej z budowaniem list, bo zamiast solidarnego działania, podzielimy się i pogubimy. Czy „bisnetus” zdaje sobie sprawę z tego ile jest ludzi „głodnych poselskiego mandatu” ? Proszę popatrzeć na przedostatni komentarz. Po referendum będzie sporo czasu na zorganizowanie wzorcowych prawyborów.

    Do „Zbigniewa”: Decyzja Senatu już zapadła. Wszelkie próby „wycofania się” z niej będą kompromitacją dla inicjatorów takiego kroku. Tak samo być może z wszelkimi próbami niewłaściwego interpretowania wyników referendum.
    Trzeba iść naprzód !

    Odpowiedz

  12. bisnetus

    21. maja 2015,  godz. 15:56

    Niemal pełna zgoda. Otwiera się szansa, którą należy mobilizacyjnie wykorzystać. Gra jest niemal o wszystko.

    Nie zgadzam się jednak z poglądem, że akcję wyborczą należy pozostawić na po referendum, bo to oznacza w praktyce wycofanie się z wyborów. Nie ma mowy, żeby dać radę przegotować się do wyborów w miesiąc, albo i krócej tym bardziej jeśli myśli się o prawyborach.

    Zresztą, to jest właśnie perfidne w planie referendum, właśnie ten termin. Z jednej strony na kalendarz wyborczy, z drugiej właśnie na frekwencję. W każdym normalnym kraju choćby ze względu na koszty połączono by referendum z wyborami parlamentarnymi. Dużo łatwiej byłoby też walczyć o progi frekwencyjne.

    Ale jest jak jest i trzeba przyjąć takie warunki gry. Moim zdaniem trzeba umiejętnie połączyć wysiłki organizacyjne budowy ruchu, z bezprzykładną obywatelską akcją promocyjną (według najlepszych praktyk proaktywnego marketingu politycznego, niedawno tutaj wspominałem o „lotniskowcu promocyjnym”) oraz selekcją najlepszych z najlepszych na kandydatów do prawyborów. To prawybory powinny się odbyć w okolicach terminu referendum, by po referendum już z ustalonym składem i bazą społeczną przystąpić do ostatecznej batalii wyborczej. Kandydatami w prawyborach powinni być ci, którzy w swoich powiatach i regionach zebrali najwięcej środków, zabrali najwięcej zadeklarowanych elektorów, czy nawet wciągnęli do ruchu najwięcej, członków, sympatyków i wolontariuszy. Kampanie prawyborcza, rekrutacyjne i referendalne powinny być połączone a rezultatem powinny być:
    a) przynajmniej 250.000 otwarty i luźny obywatelski ruch mający struktury terenowe w każdym zakątku kraju
    b) radykalny wzrost świadomości społecznej na temat demokracji, systemu wyborczego JOW oparty na usystematyzowanej bazy wiedzy i dojrzałych praktykach marketingowych
    c) 41 list kandydatów z 460 do 920 sprawdzonych w boju kandydatów
    d) stabilne struktury terenowe połączone w ogólnokrajowej sieci zdolne do mobilizacji, zbierania funduszy i organizacji akcji lokalnych i akcji w skali całego kraju (działające według standardów otwartych)

    Tak ja to sobie wyobrażam. Zacząłbym od tworzenia platformy „lotniskowca promocyjnego”, który zacznie pracować nad spójną koncepcją promocyjną i zbierać arsenał argumentacyjny wraz z odpowiednią amunicją ofensywną i kontrofensywną wszelkiego kalibru. Za nim powinny wypłynąć krążowniki organizacyjne i desantowce powiatowo-gminne. Niezbędne są również sztaby programowe, które opracują rzeczowo i prawnie 1-2-3 centralne postulaty, które będą obowiązywały i spajały cały ruch. Cała reszta powinna mieć charakter oddolny i autonomiczny, to znaczy lokalny. Jeżeli chcemy państwa w którym to lokalni obywatele są przez swoich reprezentantów reprezentowani, to musimy podobną zasadę zastosować wewnątrz ruchu. Kardynalne zasady i cele muszą obowiązywać wszystkich, ale cała reszta musi iść od dołu do góry włącznie z ustalaniem list kandydatów. Jedynym ograniczeniem są wspólne kardynalne zasady i cele ruchu.

    Tak to sobie z grubsza wyobrażam.

    Odpowiedz

  13. Zbigniew

    21. maja 2015,  godz. 15:04

    1. Czy jednak „oni” nie mogą tego referendum, używając jakiegoś „prawnego myku”, choćby w ostatniej chwili wycofać?

    2. Proszę zwrócić uwagę, co JUŻ TERAZ, „na wszelki wypadek”, deklarują PiSiaki: „Senator Michał Seweryński (PiS) stwierdził w trakcie debaty, że jeśli uzna się pozytywny wynik referendum jako wiążący, to powstanie wtedy ‚pułapka prawna’. – Bo jest pytanie, dla kogo jest to wynik wiążący – powiedział Seweryński, dodając, iż nawet po ewentualnym pozytywnym wyniku referendum ws. jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu, posłowie nie mają obowiązku przyjąć proponowanej przez prezydenta zmiany konstytucji w tej sprawie.

    Wygląda na to, że jeszcze nic nie jest przesądzone, niestety.

    Odpowiedz

  14. Radosław Grzesiak

    21. maja 2015,  godz. 14:11

    No i super przyszedł czas by zwiększyć chęci i energię dla Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Trzeba ten czas dobrze wykorzystać by pokazać Polakom, że to jest moment, w którym jesteśmy w stanie coś w naszym kraju zmienić. W zupełności zgadzam się, że nie stać nas na to, by taką szansę przegapić. Ja zacząłem już od jakiegoś czasu wspierać i propagować JOW, a teraz liczę na wsparcie mieszkańców naszej gminy, naszego miasta Knurów.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.