JOW-y zyskują zwolenników, nie brak jednak obrońców starego systemu, którzy z jednaj strony opowiadają, że dzięki niemu większa liczba wyborców ma w parlamencie „swoją” reprezentację, a z drugiej strony zarzucają zwolennikom JOW-ów brak zrozumienia dla „katastrofalnych” skutków jakie te ze sobą niosą.

Rozumowanie to opiera się na dwóch, z gruntu rzeczy fałszywych, przesłankach.

Pierwsza z nich to taka, że wyborcy to „ciemna masa”, której można bez problemu wmówić każdą głupotę. Wyniki ostatnich wyborów, poparcie dla Pawła Kukiza i idei JOW, pokazały jasno, że nie jest to prawda.

Druga z kolei polega na założeniu, że obecny system jest dobry. To również nieprawda. Wystarczy proste porównanie. W jednomandatowych okręgach wyborczych wygrywałby ten kandydat, który dostałby najwięcej głosów w swoim okręgu – zasada jest prosta i klarowna. Taki system powodowałby, że wybrany poseł byłby ściśle związany ze swoimi wyborcami, odpowiadał przed nimi i to oni weryfikowaliby jego działania.

Obecny system proporcjonalny na pierwszym miejscu stawia partię. To władze partii tworzą listy, a wyborcy z tak podanego „menu” mogą wskazać tego, czy innego kandydata. Człowiek, nawet gdy w swoim środowisku cieszy się sporym poparciem i autorytetem, nigdy nie zostanie parlamentarzystą, jeśli nie znajdzie się na partyjnej liście. To jednak jeszcze nic, głosy oddane na daną listę są sumowane i dopiero na tej podstawie wychodzi czy z tej konkretnej listy ktoś wejdzie to Sejmu i ile będzie to osób. Wchodzą te osoby, które dostaną najwięcej głosów z listy.

Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że z kilkunastoosobowej listy jedna osoba ma dużo głosów np. 100 tys, a inne znacząco mniej np. po 2-3 tys. Z tej przykładowej listy do Sejmu dostaje się kilka osób. I realnie mamy wielu takich posłów, których wynik wyborczy oscyluje gdzieś około 2 tys. głosów. Jak Państwo myślą, przed kim ci posłowie czują respekt i przed kim odpowiadają? Przed tymi dwoma czy trzeba tysiącami ludzi, którzy na nich głosowali? Nie bądźmy naiwni. Ci posłowie czują się odpowiedzialni przede wszystkich przed swoimi szefami, szefami partii. To im chcą się przypodobać (bo inaczej nie trafią na listy i odejdą w polityczny niebyt).

W obecnym systemie partia stała się zatem instytucją, która oddziela społeczeństwo od tych, którzy mają być jego przedstawicielami. Nic więc dziwnego, że władza odrywa się od codziennej rzeczywistości Polaków. Partie w obecnym układzie tworzą własne, często zamknięte środowiska, działające niekoniecznie na korzyść Polski, a bardziej ku własnej korzyści. Tworzą się klany, koterie, stronnictwa różnorakich „załatwiaczy”, społeczeństwo jest na drugim planie. Patrząc z tej perspektywy nie dziwi już wynik wyborów. Większość Polaków powiedziała temu systemowi twarde „NIE”.

Kolejną okazją, aby to zrobić będzie wrześniowe referendum. Oczywiście i w JOW-ach będą partie, ale będą one pełniły zupełnie inną rolę, bardziej usługową. Na pierwszym miejscu dla tak wybranego posła nie będzie bowiem prezes czy inny przewodniczący, ale wyborcy którzy go wybrali. To gwarantuje odpowiedzialność w polityce i jej wysoką jakość.

Źródło: Marcin Wroński – „Przed kim mają odpowiadać politycy”, Życie Siemianowic 8.06.2015

About Marcin Wroński

socjolog, radny (wybrany z JOW), wydawca i redaktor prasy lokalnej

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.