Zdzisław Ilski i odpowiedź Kornela Morawieckiego

Zamieszczamy opinię dra Zdzisława Ilskiego o projekcie „ordynacji wolnościowej” i polemikę Kornela Morawieckiego, które ukazały się w „Gazecie Obywatelskiej” nr 80/2015 26 stycznia 2015 r.

W grudniowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, powielonym na łamach „Gazety Obywatelskiej” (nr 78 z 26 grudnia 2014 r. – 6 stycznia 2015 r.), Kornel Morawiecki przypomniał swoją propozycję ordynacji wolnościowej do Sejmu RP. Przedstawił ją już przed kilku laty, a w konkretnej postaci ukazała się ona w tekście pt. Ordynacja wolnościowa. Jak się wybierać?, zamieszczonym w „Gazecie Obywatelskiej” (nr 33 z 5 – 18 kwietnia 2013 r.). Ogólnie propozycja ta zakłada, że wybory do Sejmu RP będą przeprowadzane w okręgach jedno lub wielomandatowych.

O mandat poselski – na podstawie względnie niedużej liczby podpisów i niewielkiej kaucji – będą mogli ubiegać się kandydaci indywidualni bądź wysuwani przez wyborców zorganizowanych. Każdy wyborca będzie mógł poprzeć dowolną liczbę zarejestrowanych kandydatów, a do elekcji potrzebne będzie uzyskanie względnej większości głosów.

Z pewnością projekt ten to cenny i interesujący głos w wieloletniej debacie publicznej poszukującej dobrego systemu wyborczego dla Polski. Dodajmy: debaty, której – będącą debatą publiczną, prowadzoną na większą skalę – zabrakło w początkach transformacji ustrojowej i którą na dobrą sprawę zapoczątkował dopiero śp. prof. Jerzy Przystawa, tworząc Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Kontrowersyjne założenia

Pomysł ordynacji wolnościowej oparty został na pewnych założeniach wyjściowych, które w gruncie rzeczy są kontrowersyjne. Poprawna jest teza, że obowiązująca w Polsce ordynacja proporcjonalna jest skrajnie upartyjniona, nadająca władzom partii szczególne uprawnienia w zakresie kreowania reprezentacji parlamentarnej, a pozbawiająca możliwości obecności w Sejmie RP środowisk i kandydatów niezależnych, nawet jeżeli w swoich okręgach mają poparcie większości wyborców. Trafna jest więc diagnoza, że w ten sposób: Demokracja zmienia się w partiokrację. Kontrowersyjne jest już jednak dokonane przez pomysłodawcę wskazanie, że także ordynacja większościowa, realizowana w jednomandatowych okręgach wyborczych, nie pozwala na obecność w parlamencie mniejszych środowisk politycznych czy kandydatur niezależnych. To przecież zależy od realnego poparcia w okręgu jednomandatowym. Nasze własne doświadczenia z czasów przed uzyskaniem niepodległości w 1918 r. pokazują, że – będąc mniejszością – w JOW skutecznie zdobywaliśmy mandaty np. do niemieckiego Reichstagu. Współcześnie to samo zaobserwować można w Szkocji czy Walii – mniejszościowe ugrupowania i kandydaci niezależni są w JOW wybierani do brytyjskiej Izby Gmin.

Głosowanie aprobujące

Twórca „Solidarności Walczącej” traktuje swój pomysł jako przeciwstawny zarówno wobec ordynacji proporcjonalnej, jak i większościowej. To przeciwstawienie nie jest jednak zbyt szczęśliwe. W gruncie rzeczy proponowana przez K. Morawieckiego ordynacja wolnościowa jest wariantem ordynacji większościowej. Przewiduje bowiem, że w okręgach wyborczych – jednomandatowych lub wielomandatowych – wyborcy będą mogli poprzeć dowolną liczbę zarejestrowanych kandydatów, a elekcja zostanie dokonana w jednej turze na podstawie względnej większości głosów.

Ten sposób wybierania w typologii systemów wyborczych nazywany jest głosowaniem aprobującym i traktowany jest właśnie jako odmiana systemu większościowego.

Bardziej reprezentatywny Sejm

Koncept ordynacji wolnościowej ma wiele zalet. Umożliwi korzystanie z biernego prawa wyborczego każdemu indywidualnemu i zbiorowemu podmiotowi i tym samym otwiera możliwość bycia posłem dla środowisk i kandydatów niezależnych. Zrównuje przy tym warunki ubiegania się o mandat, znosi przywileje partyjne i czyni realnym zasadę równości wyborów. W konsekwencji – Sejm mógłby być bardziej reprezentatywny dla społeczeństwa polskiego i podziałów w nim występujących.

Propozycja ta – chociaż raczej tylko teoretyczna – silnie wzmacnia też podmiotowość wyborców w zakresie korzystania z czynnego prawa wyborczego: każdy głosujący może wskazać (wybrać) dowolną liczbę kandydatów. Wyborcy nie będą musieli dokonywać dramatycznych rozstrzygnięć, ich głosy nie będą też marnowane, nawet przy pomyłkach. Wybory będą mogły mieć personalny charakter, a przy tym bez uszczerbku dla partii politycznych.

Projekt nieczytelny

Projekt ma jednak również słabe strony. Nie reguluje ważnych kwestii technicznych. Tytułem przykładu: nie odpowiada na pytanie, kto zostanie wybrany posłem, gdy w 5. okręgu mandatowym 15 kandydatów otrzyma tę samą i zarazem największą liczbę głosów popierających. Wada główna tego projektu lokuje się w najistotniejszej jego części, a mianowicie w uprawnieniach wyborcy, przewidujących możliwość oddania głosu na dowolną ilość zarejestrowanych kandydatów. Wbrew temu, co pisze autor projektu, w tym elemencie ordynacja w ogóle nie będzie prosta i zrozumiała dla każdego. Dokładnie odwrotnie – wyborcy pogubią się w tym systemie wybierania, będzie on dla nich zupełnie nieczytelny. Tylko część z nich będzie wiedziała, że mogą oddać dużą liczbę głosów. Takie są bowiem nasze dotychczasowe doświadczenia np. z wyborów senackich. Przed 2011 r. wybieraliśmy senatorów w tzw. głosowaniu blokowym, tzn. wyborca mógł oddać głos na 2 – 4 kandydatów, ale wielu Polaków w ogóle tego nie rozumiało i nie wiedząc jak głosować – oddawało głos na jednego kandydata.

Niebezpieczny podział

Projekt ordynacji wolnościowej idzie realnie w kierunku podzielenia Polaków na dwie kategorie: potrafiących i niepotrafiących korzystać z dobrodziejstwa wolnościowego wybierania. Z pewnością będzie to podział niebezpieczny, bo dzielący Polaków na obywateli lepszych i gorszych. Zwłaszcza, że w świetle tego projektu w oczywisty sposób zróżnicowana zostanie waga głosów oddawanych – głos wyborcy niedoświadczonego będzie głosem pojedynczym, de facto mało znaczącym. Natomiast głos wyborcy świadomego możliwości oddania wielu głosów będzie głosem uprzywilejowanym, a można nawet ryzykować twierdzenie, że głosem specyficznie wielokrotnym.

Wbrew intencjom projektu, to uprzywilejowanie zachowa również partyjny charakter. Łatwo można sobie wyobrazić to, że przed wyborami zwolennicy partii otrzymają instrukcję o tym, jak głosować. Utrwali to partyjne oblicze wyborów.

Ordynacja dla elit

W tych kontekstach propozycja ordynacji wolnościowej może jakoś godzić w fundament demokracji. Jeżeli Polska ma być demokratyczna, to system wyborczy musi być egalitarny. Projekt ordynacji wolnościowej zmierza tymczasem do uprzywilejowania wyborców z bardziej rozwiniętą świadomością polityczną oraz wyborców kierujących się instrukcją partyjną. Idzie więc realnie w kierunku urzeczywistniania elitarnej postaci demokracji.

W tej perspektywie wręcz olbrzymią przewagę ma wybieranie w okręgach jednomandatowych: każdy wyborca – niezależnie od kondycji intelektualnej czy społecznej – bez trudu zapamięta, że może oddać tylko jeden głos oraz że w okręgu głos ten jednakowo znaczy. To właśnie jest ten prosty i zrozumiały dla każdego system wyłaniania Sejmu RP, na który trzeba postawić, aby wybory były demokratyczne.

Zdzisław Ilski

——————————————————————————————————————

Odpowiedź

Prawdopodobnie najlepsza na świecie
– Kornel Morawiecki

Moja wdzięczność dla autora nie zna granic. To pierwszy tekst zauważający projekt ordynacji (nie tylko do Sejmu RP), który 4 lata temu ośmieliłem się nazwać: prawdopodobnie najlepsza ordynacją wyborcza na świecie.

Nie miałem żadnego publicznego odzewu prócz sarkastycznych e–maili od mojego przyjaciela śp. Jerzego Przystawy, że przed wojną był znany polityk, który też kombinował przy ordynacji, ale chyba coś mu się pomieszało i strzelił sobie w łeb. Tym reformatorem był Walerian Sławek.

Upartyjniona i statyczna

Nie przekonała mnie ta przestroga. Ciągle uważam ordynację wolnościową za lepszą tak od proporcjonalnej, jak i od większościowej. Ta ostatnia w wersji jednomandatowej z jedną turą wyborczą (JOW) jest praktycznie tak upartyjniona, że liczą się tylko kandydaci dwóch głównych partii (torysi i laburzyści w Wlk. Brytanii, demokraci i republikanie w USA itp.)

Przytoczone przez autora przykłady ugrupowań w Walii, czy Szkocji, to etniczne wyjątki potwierdzające polityczną regułę. W ordynacji JOW bardzo trudno przebić się do Parlamentu kandydatom niemieszczącym się w głównym nurcie dwóch rywalizujących ugrupowań, które z biegiem lat upodabniają się programowo do siebie. Ordynacja większościowa jest może niezła w warunkach społecznej powtarzalności, słabo jednak pasuje do tempa współczesnych przeobrażeń.

Nie elitarna lecz egalitarna

Główny zarzut autora do ordynacji wolnościowej to jej rzekoma elitarność. Kompletnie nie rozumiem i nie przyjmuję tego zarzutu.

Czy stwierdzenie, że możesz głosować na tylu kandydatów ilu chcesz, należących czy nienależących (kandydaci niezależni) do dowolnych list, czy to stwierdzenie jest trudniejsze do zrozumienia i następnie realizacji od nakazu głosowania na jednego kandydata na jednej liście wyborczej? Nakazu, który całkowicie unieważnia twój głos jeśli przez pomyłkę lub roztargnienie zakreślisz dwa krzyżyki. Która propozycja wymaga od wyborcy większej uwagi? Która naraża go na większy stres w przypadku, gdy chciałby poprzeć nie jednego, ale dwóch lub więcej kandydatów – po osobistej czy partyjnej sympatii?

W ordynacji wolnościowej głos każdego dowolnie głosującego jest tak samo ważny, niezależnie od tego czy postawi krzyżyk przy jednym, czy kilku lub kilkunastu kandydatach.

Gdy zakreślisz jednego kandydata, to absolutnie jemu i tylko jemu dajesz swe całkowite poparcie. Gdy kreślisz wielu kandydatów z wielu ugrupowań to też każdemu z nich dajesz swoje poparcie, lecz nie wyłącznie. Przejdą ci, którzy od wszystkich głosujących uzyskają w sumie najwięcej krzyżyków. Będzie ich tylu ile miejsc mandatowych w okręgu.

Równa ilość głosów

Kwestia postawiona przez autora, kto zostanie posłem gdy w okręgu 5-mandatowym 15 kandydatów otrzyma tę samą i zarazem największą liczbę głosów jest zupełnie bezprzedmiotowe. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest znacznie mniejsze od tego, że tysiąc razy rzucając kostką za każdym razem wyrzucimy 6.

Teoretycznie może się zdarzyć, że dwaj kandydaci konkurujący o ostatnie miejsce mandatowe otrzymają tyle samo głosów. To również, przy kilkudziesięciu tysiącach głosujących jest bardzo mało prawdopodobne. Ale gdyby tak się zdarzyło można się umówić, że posłem zostanie kandydat, którego rejestrację na liście poparło więcej osób.

Instrukcja do głosowania

Zastrzeżenie autora, że zwolennicy partii mogą dostać instrukcję jak głosować nie jest w żadnym wypadku godzeniem w fundament demokracji. Przecież każdemu wolno nawoływać do głosowania według swego życzenia. Jaki to ma związek z taką czy inną ordynacją? Dlaczego taka instrukcja w ordynacji wolnościowej ma być groźniejsza dla demokracji, niż wskazanie przez partię własnego kandydata w jednomandatowej ordynacji większościowej?

Ordynacja wolnościowa nie tylko nie godzi w demokrację, ale jest naprawdę pod każdym względem lepsza, bardziej demokratyczna od obecnych ordynacji: proporcjonalnej (Sejm RP) i JOW (Senat RP).

Jej jedyną słabością jest to, że jest nowa i zdaje się nigdzie na świecie nie jest stosowana (w wersji bardziej zawiłej podobną ordynację ma Irlandia).

Ciągle ufam, ze otwarta, szeroka dyskusja doprowadzi nas, Polaków do wprowadzenia takiej ordynacji wyborczej do ciał przedstawicielskich. Z wielkim pożytkiem dla poprawy naszej społeczno–politycznej kondycji.

Kornel Morawiecki

Źródło: „Gazeta Obywatelska” nr 80/2015

Dyskusja - 6 Komentarzy
  1. Grzegorz Osowski

    03. Lut 2015,  godz. 20:24

    W odpowiedzi na wpis Zdzisława Ilskiego. Generalnie zgadzam się z panem. Muszę przyznać że osobiście nie widzę potrzeby posiadania przez społeczeństwo takiego zgromadzenia reprezentantów ( sejmu ) w którym reprezentowane byłyby wszystkie ,,mniejszości’’. Myślę że dla społeczeństwa jako całości , to czy wszystkie mniejszości będą miały reprezentantów w sejmie, nie ma istotnego znaczenia. Oczywiście zupełnie inaczej wygląda to z punktu widzenia ,,mniejszości’’.
    Trzeba jednak zauważyć że tworząc projekt ordynacji, (bez nieterytorialnych okręgów) który w pewnym sensie ogranicza możliwość zyskania reprezentantów przez niektóre mniejszości, narażamy się na racjonalną krytykę w mediach na którą nie jesteśmy w stanie znaleźć silnych kontrargumentów. Warto przy tym pamiętać że zdecydowana większość mediów jest we władaniu MNIEJSZOŚCI wrogo nastawionej do ordynacji większościowej JOW.

    Odpowiedz

  2. Zdzisław Ilski

    03. Lut 2015,  godz. 17:40

    Grzegorzowi Osowskiemu. Proponowane przez Pana tworzenie nieterytorialnych okręgów wyborczych to rozwiązanie, które jest czasem potrzebne, by chronić mniejszości narodowe. Komplikuje ono jednak proces wyborczy i dlatego stosowane jest stosunkowo rzadko. System wyborczy powinien być jednak tworzony tak, by generował ład i stabilizował życie polityczne. Pomysł tworzenia okręgów nieterytorialnych, o nieznanej ilości, prowadzi do zamieszania i chaosu. Może jednak lepiej zrezygnować z niego.

    Odpowiedz

  3. W.b'S.

    02. Lut 2015,  godz. 08:47

    Jestem w trakcie lektury Feliksa Konecznego o cywilizacjach. Cytuję jego zdania, które jak ulał pasują do wymyślania najlepszej ordynacji na świecie, w sytuacji gdy ma się prawie nie do ruszenia odmianę dziadowską:
    „Są rzeczy trudne do wykonania, wymagające oddania, poświęcenia i zaangażowania. Dokonują ich ludzie wielcy. Są też rzeczy, nawet dla tych wielkich, niemożliwe do wykonania z samej swej natury. Na te porywają się ignoranci i głupcy.”

    Odpowiedz

  4. Grzegorz Osowski

    01. Lut 2015,  godz. 16:09

    Szanowny Panie Kornelu, proponowana przez pana ,,ordynacja wolnościowa’’ choć obiecuje bardzo dużo wolności to jednocześnie nie daje szansy na osiągnięcie stanu odpowiedzialności posłów przed wyborcami.
    Moim zdaniem proponowane przez pana, okręgi wielomandatowe nie są dobrym rozwiązaniem dlatego że uniemożliwiają powstanie prostej i jednoznacznej relacji ; lokalna społeczność – poseł ją reprezentujący.
    Poseł (reprezentant) to powinien być człowiek posłany przez konkretną zbiorowość równych sobie obywateli, reprezentujący tę społeczność, przez tę społeczność rozliczany, w pełni REPREZENTATYWNY* dla tej społeczności. Ponadto uważam że odwołanie posła przez tych którzy go posłali, powinno być w pełni realne i możliwe.

    Troska o to aby wszystkie poglądy były reprezentowane wydaje się , na pierwszy rzut oka, rzeczą słuszną . W takim myśleniu ukrywa się niestety poważny błąd logiczny który wyraża się w pytaniu; Czy poglądy mogą mieć swoich reprezentantów (posłów)?
    To jest truizm ale trzeba to napisać; Poglądy to nie są osoby a pojęcia abstrakcyjne i jako takie reprezentantów (posłów) mieć (posiadać) nie mogą.

    Powinniśmy za to troszczyć się o to aby praktycznie wszyscy obywatele, wyznający najróżniejsze poglądy oraz identyfikujący się ze swą grupą według wszelkich innych możliwych kryteriów, mogli być reprezentowani w sejmie.
    Zupełnie dobrym rozwiązaniem tego problemu jest ordynacja JOW ale rzeczywiście niektórzy stosunkowo nieliczni obywatele mający poglądy (ewentualnie interesy) będące w mniejszości mogą czuć się w niej niereprezentowani. W związku z tym chcę przedstawić propozycję drobnej modyfikacji ordynacji JOW , która , moim zdaniem , rozwiązałaby ten problem.

    Standardowo w ordynacji JOW okręgi wyborcze wydzielane są poprzez przydzielenie do danego okręgu wyborczego obywateli zamieszkujących na jakimś zwartym obszarze państwa. Jakakolwiek ,,mniejszość’’ której członkowie rozrzuceni są po kraju może być w tej ordynacji pozbawiona reprezentantów w sejmie.

    Aby temu zaradzić wystarczy zezwolić , w prawie wyborczym, na tworzenie nowych okręgów wyborczych do których mogliby się zapisywać wszyscy chętni obywatele a więc ci którzy uważają że nie są dobrze reprezentowani przez posła z powiatu (okręgu wyborczego) w którym mieszkają. Przy takim założeniu, liczba posłów do sejmu mogłaby się, z wyborów na wybory, wahać w niewielkich granicach. Oczywiście zasada proporcjonalności wyborów, czyli stałej proporcji wybieranego posła do liczby wyborców, powinna być koniecznie zachowana. Niewątpliwie obywatele którzy zapisaliby się do nowego, nie związanego z konkretnym obszarem, okręgu wyborczego musieliby być wykreśleni ze spisu wyborców swojego starego okręgu wyborczego. Takie rozwiązanie dałoby pewność że wszystkie ,,mniejszości’’ do których zechce zaliczyć się co najmniej 60 tyś. obywateli swojego reprezentanta w sejmie będą posiadały!

    Na końcu pragnę dodać że jedyną , niezawodną gwarancją stałego pozostawania władzy nad państwem w rękach większości może być jedynie instytucja REFERENDUM OBYWATELSKIEGO organizowanego na żądanie obywateli. Uważam że stosunkowo łatwo dostępne referendum obywatelskie jest nam równie niezbędne jak ordynacja JOW.
    *reprezentatywny «mający cechy charakterystyczne dla jakiejś zbiorowości»(znaczenie wg. słownika języka polskiego)

    Odpowiedz

  5. W.b'S.

    01. Lut 2015,  godz. 08:23

    „O jeden most za daleko” – chciało by się powiedzieć tytułem znanego dramatu wojennego. Propozycja mechanizmu wyborczego p. Kornela Morawieckiego jest prawdopodobnie doskonała. Autor, podobnie jak gen Browning, nie bierze jednak pod uwagę oczywistego faktu, iż jest jeszcze armia przeciwnika. Dzisiaj ta armia, która okupuje nasze umysły ma do dyspozycji siłę najnowocześniejszą w swym rażeniu. Są nimi media. Kto lekceważy tę siłę nie nadaje nawet na kaprala. Na doradcę ds politycznych może tak, ale na tyłach i to najlepiej w kantynie. Śp Profesor miał rację, aby zająć się mostem do zdobycia. Ten most jest na mapie: jeżdżą pojazdy i chodzą po nim ludzie. Nazywa się „Most wolności – JOW”. Szkoda sił i środków na dywagacje o mostach wirtualnych, nawet gdyby były idealne, a nadto ze złota, kadzidła i mirry.

    Odpowiedz

  6. mirad

    28. Sty 2015,  godz. 10:40

    Ciekawa dyskusja, tyle że niewiele wnosząca. Ruch JOW ma już ponad 20 lat. Ma swoje ugruntowane koncepcje i wiele pracy nad sprawami około nich np. podziału kraju na 460 okręgów. Jak to PL od zawsze jest, pojawiają się od czasu do czasu komety z przesłaniem „a ja mam lepszy pomysł”. Zamiast popierać jeden pomysł, nawet jak nie odpowiada w 100% przekonaniom, wnosi się swoje „najmojsze” pomysły. Byle zaistnieć. Nie ma znaczenia, że model proponowany przez ruch JOW jest wzorowany na ordynacji brytyjskiej, gdzie rząd JKM Elzbiety II ostatnio stworzył ok 800 tys. miejsc pracy dla Polaków. Co tam Cameron, Thatcher czy jakiś tam kiedyś Churchill, my tu nad Wisłą mamy lepsze pomysły. I to mnie skrajnie wkurza w Polakach.

    Odpowiedz

Skomentuj