Prof. Witold Kieżun – patron honorowy akcji Jednomandatowe.pl – był jednym z tych, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim. W związku z rocznicą wybuchu powstania pozwolę sobie tutaj przytoczyć list, jaki otrzymaliśmy od niego 19 grudnia 2008 r., w którym pisze m.in. o Powstaniu Warszawskim i zapewnia o poparciu dla naszej akcji:

Moi drodzy, kochani, dzielni Wojownicy JOW, dziękuję Wam za piękny biuletyn i przesyłam Wam wszystkim bardzo serdeczne życzenia Wesołych Świąt i pełnego sukcesów Nowego Roku. Z wielkim wzruszeniem obserwuję Waszą działalność przypominając okres swojej młodości i walki o wolność w szeregach naszej Podziemnej Armii Krajowej. Byliśmy ożywieni pasją, entuzjazmem typowym dla wieku młodzieńczego, realizując w ten sposób przesłanie starej mądrości ludowej, że kto w młodym wieku nie chce usprawniać świata, nie walczy o ideały to w późniejszym wieku staje się "świnią." Cieszy mnie Wasz entuzjazm, bo bez niego nic wielkiego nie da się zrobić w życiu. Nonsensowna ordynacja proporcjonalna zdegenerowała nasz świat polityczny pełen prymitywnych, egoistycznie nastawionych ludzi walczących stale o "stołki" i o swoje apanaże. Smutno mi, gdy czytam gazety, czy obserwuję w TV obrady Sejmu widząc tych prymitywnych ludzi zajadłych w swojej małostkowości bez poczucia wagi interesu kraju, nie umiejących dojść do kompromisu w sprawach decydujących dla rozwoju kraju. Ci ludzie doprowadzili do rozkradzenia, sprzedawanego po fikcyjnej, "rynkowej" cenie naszego dorobku przemysłowego i teraz nie potrafią rozwiązać podstawowych problemów naszej pozycji w Unii Europejskiej i stworzyć sprawny system zarządzania publicznego. Jest więc o co walczyć, nie zbrojnie jak moje pokolenie, ale wiedzą, rozumem przy użyciu wszystkich, naukowo zdefiniowanych metod kształtowania postaw i opinii. Macie we mnie oddanego zwolennika i człowieka, który Was ceni, podziwia i darzy uczuciem głębokiej sympatii. Tak trzymać chłopcy, jak mawialiśmy żeglując niegdyś po Bałtyku i Morzu Północnym.


Witold Kieżun

Jakże duża skromność i patriotyzm przebija ze słów tego człowieka, który był gotów poświęcić życie w obronie swej ojczyzny. Jakkolwiek ofiara pokolenia walczącego w Powstaniu Warszawskim była niewspółmierna do ofiary koniecznej dzisiaj, to jednak Profesor jak widać ma powody, by doceniać rolę i naszego poświęcenia, a nawet skromnie porównywać ją do swoich ideałów młodości. Słowa prof. Kieżuna o prymitywnych, egoistycznie nastawionych ludziach walczących stale o "stołki" i o swoje apanaże pozostają szczególnie aktualne teraz w kontekście tego, co dzieje się wokół tzw. mediów publicznych.
PO-LPR, PiS-SLD – gdy chodzi o "stołki", tworzą się najdziwniejsze koalicje, a cierpią na tym media publiczne. Tak jak PO dogadała się z Farfałem, tak ostatnio PiS podzielił się miejscami w radach nadzorczych TVP i Polskiego Radia z SLD i ludźmi Roberta Kwiatkowskiego: http://www.nasz-parlament.pl/blog_wpis?id=422

Wydawać by się mogło, że III RP powinna cenić takich wybitnych i odważnych ludzi, jak prof. Witold Kieżun, który doradzając różnym krajom świata w sprawach zarządzania i administracyjnych, chciał wpływać także na losy swego kraju. Klasa polityczna słuchała go jednak niechętnie. Jeszcze w wywiadzie udzielonym w ubiegłym roku narzekał:

Wszystkie koalicje się rozpadają. Cały system zarządzania powinno się zmienić. Powinien być albo system prezydencki, albo kanclerski, system głosowania nie partyjny, a większościowy, na konkretnych ludzi […]. Wiele lat proponowałem i nic z tego nie wyszło. Byłem doradcą J. Buzka, z Dornem miałem przeprowadzić reformę administracyjną. Ale niestety bez skutku.

Źródło: http://www.komk.ovh.org/obywatel_22.html#01

Prof. Kieżun nie należy do usłużnych potakiwaczy – tak było też wtedy, gdy doradzał Buzkowi. Jak pisze Janusz Sanocki w książce "WoJOWnicy" (Wydawnictwo NTSK, Nysa 2005):

Prof. Kieżun właśnie skrytykował wprowadzoną przez rząd Buzka reformę powiatową i zarzucił, że wbrew oficjalnym deklaracjom premiera ilość urzędników nie tylko nie spadła, ale wraz z powiatami wzrosła o prawie 50 tys. W 2000 r. doszło do publicznej różnicy zdań na ten temat między profesorem a jednym z ministrów Buzka. Po czym w styczniu 2001 r., na ulicy w Warszawie, w biały dzień prof. Kieżun został uprowadzony przez dwóch uzbrojonych mężczyzn, wywieziony do lasu. Jak opowiada – zwracali się do niego per "Panie profesorze", czyli wiedzieli kogo uprowadzili. Porozmawiali przez telefon komórkowy i pozostawili – ponad 75 letniego profesora – w środku lasu, 30 km od drogi. Witold Kieżun – człowiek, który z Powstania Warszawskiego wyszedł odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem "Virtuti Militari", a potem przeżył sowiecki obóz śmierci nad Morzem Azowskim, jakoś dowlókł się, pogubiwszy w bagnach buty, do przygodnego domostwa, zadzwonił na policję i wyszedł z przygody z życiem. Jego samochód został przez porywaczy odstawiony pod dom, a prokuratura sprawę umorzyła, nie znalazłszy sprawców.

Z pewnością prof. Kieżun to barwna i ciekawa postać. Warto obejrzeć kilkuczęściowy film, na którym opowiada o swoich doświadczeniach – nie tylko w Powstaniu Warszawskim: http://video.google.com/videoplay?docid=-4680649259809682999&hl=sv

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.