I miejsce: Żaneta Bączyk, Celestynów

Ordynacja wyborcza są to przepisy, które ustalają sposób przeprowadzania wyborów. Regulują one zasady tworzenia i działalności komitetów wyborczych, zgłaszania kandydatów, finansowania i rozliczania kampanii wyborczych oraz sposobu przeliczania głosów na mandaty. Dwie najważniejsze ordynacje to: większościowa i proporcjonalna.

W Polsce w wyborach do Sejmu stosowana jest ordynacja proporcjonalna, która polega na oddawaniu głosów na listę wyborczą, a nie na pojedynczego kandydata. Zasady podziału miejsc w parlamencie przy tej ordynacji są trudne do zrozumienia. Wadą jest też to, że często nie znamy reprezentantów naszego regionu, gdyż jest słaba więź między wyborcami a reprezentantami okręgu.

Ordynacja większościowa jest rozpowszechniona w krajach anglosaskich, stosowana również w Polsce w wyborach do Senatu. Polega ona na podzieleniu obszaru wyborczego na okręgi. W przypadku jednomandatowych okręgów wyborczych każdemu okręgowi wyborczemu przypada jeden mandat: wygrywa kandydat z największą ilością głosów. Partie nie mają z tego żadnej korzyści, bo liczy się tylko zwycięzca. W przeciwieństwie do ordynacji proporcjonalnej oddaje się głos na pojedynczego kandydata, a nie na listę.

Ordynacja większościowa ma wiele zalet:

– wiemy kto reprezentuje dany okręg wyborczy i mamy możliwość wyboru tego, do którego mamy większe zaufanie i którego znamy z działalności lokalnej;
– kandydaci są bardziej niezależni od swojej partii;
– kandydat nieustannie musi utrzymywać kontakt z wyborcami i zabiegać o ich poparcie, przez co jest bardziej odpowiedzialny;
– kandydaci są oceniani na podstawie swojej pracy, a nie działalności w partii, a skrajne partie nie mają wpływu na władzę;
– w przeciwieństwie do ordynacji proporcjonalnej zasady podziału miejsc są łatwe do zrozumienia.

Moim zdaniem państwo, które ma ordynację większościową jest silniejsze i lepiej rządzone (np. USA). Rząd jest bardziej odpowiedzialny, gdyż to wyborcy mają największy wpływ na wybory, nie partia. Ordynacja proporcjonalna uniemożliwia pozbycie się niechcianych polityków, co destabilizuje Sejm. Posłowie staraliby się bardziej i wywiązywali z obietnic, gdyby podlegali wyborcom i w przeciwnym wypadku mogliby stracić mandat w kolejnych wyborach, a teraz kandydaci podlegają liderowi partii i to on decyduje, kto wchodzi, a kto nie. Uważam, że jest to niesprawiedliwe i obecna ordynacja do Sejmu łamie nasze prawa wyborcze, gdyż nie są to wybory bezpośrednie. Bezpośredniość polega na bezpośrednim głosowaniu na kandydata i jeżeli ten uzyska odpowiednią ilość głosów wchodzi do sejmu, jeżeli nie, to odpada.
           

Jestem zdecydowanie za zmianą ordynacji z proporcjonalnej na większościową i mam nadzieję, ze JOW zwycięży i Polska stanie się krajem sprawiedliwszym, z ulepszoną polityką i gospodarką. Jeżeli mam w przyszłości brać udział w wyborach, to chcę mieć wpływ na to, na kogo głosuję.    

II miejsce: Katarzyna Kochanowska, Białystok

W Polsce po przemianach ustrojowych w 1989 r. tylko jeden premier sprawował urząd przed całą kadencję (Jerzy Buzek, 1997 – 2001). Częste zmiany partii rządzących, nie potrafiących wytworzyć silnych rządów, częste zmiany koalicjantów i kłótnie są bolączką polskiej sceny politycznej. Czy nie mamy już tego dosyć?
           

 Za każdym razem, gdy odbywają się wybory słyszymy o coraz niższej frekwencji. Ludzie nie wierzą, że coś mogą zmienić. System wyborczy jest niejasny, mimo opisania w Konstytucji jednym zdaniem w art. 96§2: „powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. Najwięcej pytań wywołuje słowo „proporcjonalne”. Oznacza to, że w wyborach najczęściej posłem zostaje osoba, która była na wysokim miejscu listy partyjnej, niekoniecznie posiadająca największą liczbę głosów w danym okręgu.
           

Od 1993 r. działa w Polsce ruch na rzecz wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW). Ludzie związani z tą ideą wskazują na wady obecnego systemu wyborczego i prowadzą akcję  na rzecz wprowadzenia systemu większościowego. Główną zaletą JOW-ów jest m.in. częsty kontakt wyborcy z politykiem. W takim systemie wprowadzonym w Polsce okręgi wyborcze byłyby wielkości powiatów i przy obecnej liczbie posłów na jeden okręg przypadałoby około 80-90 tys. mieszkańców.  
             

Wybór w JOW oznacza również większą kontrolę wyborców nad politykiem. Jeśli skuteczność jego działań będzie mała, może nie dostać kolejnego kredytu zaufania od Narodu, a jego kariera skończyłaby się po 4 latach, czyli po pierwszej kadencji. Takie działania rodzą kolejne pozytywne efekty. Najważniejszym z nich jest zmniejszenie korupcji. Politykowi po prostu nie opłacałoby się mieszać w „ciemne” interesy i nadużywać zaufania wyborcy. Kolejnym pozytywnym efektem byłby zanik zjawiska „kupowania miejsc” na listach partyjnych, jak to jest obecnie w systemie proporcjonalnym. Odcięłoby to liderów partyjnych od decydowania o szansach i wyborze danego kandydata do parlamentu. Takie działania prowadzą do wytworzenia społeczeństwa otwartego – pojęcia wprowadzonego przez H. Bergsona, a spopularyzowanego przez K. Poppera. W takim społeczeństwie obywatel posiada duży zakres swobód politycznych oraz dużą swobodę dokonywania wyborów.
           

Ogromną zaletą JOW jest wytworzenie się systemu dwublokowego. Powoduje to grupowanie kilku partii o zbliżonych programach w jeden blok w celu zwiększenia szans w wyborach. Eliminowane są wówczas partie radykalne i populistyczne, a promowani są kandydaci o poglądach umiarkowanych. System ten jest gwarantem stabilnych rządów i konstruktywnej opozycji. Doskonałym przykładem jest ustrój Wielkiej Brytanii. Premierem zostaje szef jednej z dwóch partii, która obsadziła większość miejsc w Izbie Gmin. Posiada on silną pozycję w państwie. Zmiany na stanowisku premiera są rzadkie, a kierowanie rządem trwa zwykle dłużej niż jedną kadencję.
           

Wybory w systemie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych są łatwiejsze do przeprowadzenia. W chwili, gdy to piszę odbywają się największe wybory w najliczniejszej demokracji na świecie, jak określa się Indie. Oczywiście w tym państwie – byłej kolonii brytyjskiej – stosuje się głosowanie większościowe – system całkowicie czytelny dla przeciętnego, a jak to bywa w przypadku Indii często niepiśmiennego wyborcy.
           

Jednak system większościowy ma zarówno wielu swoich zwolenników, jak i przeciwników. Głównym argumentem tych drugich jest to, że nie ma systemu, który sprawiedliwie reprezentowałby wszystkich wyborców. JOW „nagradza” kandydatów z największą liczbą głosów w danym okręgu. Powoduje to powstanie zjawiska „straconych głosów”. Nie każdy wyborca posiada swojego reprezentanta w parlamencie. System proporcjonalny lepiej odzwierciedla nastroje obywateli i promuje małe partie, a co za tym idzie rozdrobnienie polityczne. W tym przypadku powstają „egzotyczne koalicje”, które nie są w stanie przegłosować nowych ustaw i dokonać ważnych reform w kraju. Niestety, ani system proporcjonalny, ani żadna metoda przeliczania głosów nie będzie dokładnie i proporcjonalnie, co do ilości uzyskanych głosów rozdzielać mandatów.   
           

Uważam, że wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych jest w stanie polepszyć polską demokrację, zmniejszyć rozdrobnienie na scenie politycznej oraz wpłynąć pozytywnie na frekwencję w wyborach. Popieram działania ruchu na rzecz wprowadzenia JOW w Polsce. Pragnę również, aby Sejm w końcu podjął decyzję o rozpisaniu referendum, w którym obywatele będą mogli wyrazić swoje poparcie. Ja również wykorzystam możliwość bezpośredniego uczestnictwa w rządzeniu państwem i zagłosuję na TAK, aby urzeczywistniły się moje pragnienia stabilnej demokracji w Polsce.  

III miejsce: Katarzyna Chuchała, Wąbrzeźno

Mam dopiero osiemnaście lat, nigdy nie interesowałam się polityką, nie zastanawiałam się nad ordynacją wyborczą. Nie zdawałam sobie sprawy, że jest to tak bardzo ważne.
           

W moim domu sprawy polityczne nie są zbyt często poruszane, może dlatego też tak mało wiem na ten temat.
           

Po przeczytaniu ksiązki Janusza Sanockiego pt. „WoJOWnicy” dowiedziałam się, że ważny nie tylko jest udział w wyborach i oddany głos na kandydata z listy wyborczej, ale również sposób, w jaki się wybiera potencjalnego posła czy senatora. Obywatel idzie na wybory i nie zdaje sobie sprawy, co tak naprawdę robi wstawiając krzyżyk obok nazwiska, którego się tak naprawdę nie zna. W taki też sposób do Sejmu czy Senatu trafiają osoby mało kompetentne, które nie nadają się do wykonywania powierzonych im zadań. Co gorsza, taka osoba nie odpowiada za swoje błędy, za złe decyzje, które mają negatywny skutek w dalszym życiu politycznym.
           

Na listy wyborcze w ogóle nie udaje się wejść nikomu, kto nie startuje z listy wyborczej jakiejś znanej partii lub przez kilka lat nie był bohaterem telewizyjnym. Możliwość wyboru kandydata mającego sensowny program, ale mało znanego przez społeczeństwo jest bardzo niewielka. Zorganizowanie kampanii reklamowej, która jest bardzo kosztowna nie zawsze wystarcza. Trzeba też zaznaczyć, że kampania senacka cieszy się mniejszym zainteresowaniem społeczeństwa w Polsce. Media w okresie kampanii wyborczej skupiają się w zasadzie na prezentowaniu kandydatów i programów w wyborach do Sejmu. Senat pozostaje w cieniu, w tej sytuacji wyborcy kierują się przy głosowaniu na senatorów dokonanym wcześniej wyborem do Sejmu.
           

Analizując tą książkę zauważam, że obecny system wyborczy, który funkcjonuje w Polsce jest „chory” i potrzebuje naprawy – „lekarstwa”. Leku, który zapobiegnie szerzeniu się korupcji, niesprawiedliwości, który pozwoli kandydatom z dobrymi pomysłami i ciekawym programem wyborczym trafić na listy wyborcze.
           

Czytając książkę, która jest napisana łatwym dla mnie do zrozumienia językiem, widzę, ze w Polsce potrzebna jest zmiana ordynacji wyborczej. Obecna sytuacja polityczna w Polsce sprzyja korupcji, hamuje rozwój gospodarczy i nie daje poczucia bezpieczeństwa. Polska potrzebuje naprawy, zmian, które należałoby zacząć od samej „góry”. Należałoby zlikwidować tzw. ordynację proporcjonalną w wyborach do Sejmu, zastępując ją Jednomandatowymi Okręgami Wyborczymi. W taki sposób wybierają swoich posłów Anglicy, Amerykanie i Kanadyjczycy. Mamy w Polsce ludzi, którzy dążą do poprawy i ulepszenia wad ustrojowych RP. Niestety nie mają prostej drogi do osiągnięcia założonego celu. Ruch JOW jest ruchem otwartym, wolnym, nie posiadającym prezesów czy komitetów centralnych. Przedstawiciele Ruchu JOW dążą do zmiany systemu wyborczego, do zbudowania stabilnego fundamentu pod budowę dobrze zorganizowanego państwa polskiego.
           

Popieram Ruch JOW, który bezinteresownie dąży do ulepszenia i poprawienia sytuacji politycznej naszego kraju. Jestem za tym, żeby posłowie byli wybierani w Jednomandatowych okręgach Wyborczych. Gdybym miała możliwość w głosowaniu w referendum zagłosowałabym za zmianą ordynacji, gdyż jestem przekonana, że Polska zaczęłaby po tym prawidłowo funkcjonować.

Wyróżnienie: Krzysztof Kowalczyk, Bogucin (dwie prace)

Wybory jak w Wielkiej Brytanii

Większość wyborców wrzucając głos do urny w ogóle nie zastanawia się jak wybiera się posłów w innych krajach. Coraz więcej jednak obywateli i organizacji społecznych domaga się zmiany ordynacji na jednomandatową. 

Wyobraźmy sobie zasadę, że jest tyle okręgów wyborczych, ile wynosi liczba posłów w parlamencie. Na posła można kandydować tylko z jednego okręgu – nie trzeba być związanym z żadną partią, aby mieć szanse na mandat i nie ma żadnych progów procentowych w skali kraju. Posłem zostaje po prostu ten, kto uzyskał najwięcej głosów w okręgu, a wyborca oddaje jeden głos na wybranego kandydata w swoim okręgu wyborczym. Dodajmy do tego kilkanaście podpisów, wystarczających do rejestracji kandydata (w Wielkiej Brytanii wystarczy 10), niedużą kaucję wpłacaną przez partię lub kandydata, która jest zwracana po uzyskaniu minimum np. 3% głosów w okręgu, możliwość odwołania posła przez elektorat przed upływem kadencji (pomysł kanadyjski) oraz wyśrubowany górny limit wydatków na kampanię wyborczą (praktyka brytyjska), a otrzymamy z grubsza przepis na to, co w Polsce rozumie się pod postulatem JOW (jednomandatowych okręgów wyborczych).

Poparcie samorządowców

Taki sposób wyboru nasuwa skojarzenie z bezpośrednimi wyborami prezydentów, wójtów i burmistrzów. Rzeczywiście – już dwukrotnie, w latach 2002 i 2006, gospodarzy gmin wybraliśmy jednomandatowo (wcześniej wybierały ich rady), aczkolwiek tutaj wciąż istnieją większe ograniczenia, jeśli chodzi o zgłaszanie kandydatów (np. kandydat na wójta musi jeszcze zebrać swoich kandydatów na radnych). Poza tym większość krajów wybierających posłów w JOW, ogranicza się do jednej tury (Francja jest tutaj wyjątkiem). Tymczasem przed wyborami prezydenta, wójta czy burmistrza gmina zabezpiecza środki finansowe na dwie tury, chociaż jak wynika z danych Państwowej Komisji Wyborczej, w blisko 90% przypadków wybór rozstrzyga się w jednej turze, a jeśli już dochodzi do drugiej, to zazwyczaj frekwencja jest niższa. Jest to poważnym argumentem, aby również w przypadku zmiany ordynacji do Sejmu na JOW preferować wariant brytyjski, w którym wyboru dokonuje się w jednej turze; drugi zasadniczy argument to taki, że głosowanie w dwóch turach bardziej sprzyja podziałom na scenie politycznej.

Przyzwyczailiśmy się myśleć o polityce w kategoriach Sejmu i rządu, gdy tymczasem mało kto dostrzega, że już ponad 10% prezydentów, wójtów i burmistrzów wyraziło na piśmie poparcie dla zmiany ordynacji do Sejmu. Nie ma w tym nic dziwnego – skoro prezydentów, burmistrzów i wójtów wybieramy bezpośrednio, to wielu z nich docenia zalety tej ordynacji         i popiera także JOW w wyborach do Sejmu. Na stronie www.jow.pl jest lista blisko 300 samorządowców, którzy na piśmie opowiedzieli się za tą ideą. Z Lubelszczyzny są to prezydenci: Zamościa (Marcin Zamoyski), Puław (Janusz Grobel), Białej Podlaski (Andrzej Czapski) oraz trzech burmistrzów (Biłgoraja, Józefowa, Lubartowa) i dziewięciu wójtów (wójtowie Końskowoli, Międzyrzeca Podlaskiego, Niemiec, Serekomli, Stanina, Sułowa, Terespola, Ulan-Majorat i Włodawy).

Ostatnio do zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych dołączył również Związek Miast Polskich. Obradujące w dniach 19-20 marca 2009 r. Zgromadzenie Ogólne Związku Miast Polskich przyjęło uchwałę popierającą postulat zmiany ordynacji do Sejmu na jednomandatową, domagając się otwartej debaty publicznej na ten temat i referendum ogólnokrajowego.

Do Związku Miast Polskich należy ponad 300 miast. Wniosek w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych przegłosowano większością głosów ok. 95 proc. (ponad 180 delegatów było za, dwóch przeciw, kilka głosów wstrzymujących się) – podaje prof. Jerzy Przystawa z Ruchu Obywatelskiego na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Ruchowi na Rzecz JOW patronuje ok. 300 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. 55 z nich należy do Związku Miast Polskich. Wniosek ws. ordynacji przygotowało 16 delegatów, spośród których Patronami Honorowymi Ruchu na Rzecz JOW było jedynie 3 (burmistrzowie Serocka, Łochowa i Grodziska Mazowieckiego).

Tymczasem stanowisko poparło kilkakrotnie więcej delegatów niż jest Patronów Honorowych w Związku Miast Polskich! Co to oznacza? Myślę, że oznacza to, iż postulat JOW jest poza dyskusją w gronie wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a de facto w całej społeczności samorządowej. Albowiem do Związku Miast Polskich nie należą tylko burmistrzowie i prezydenci, ale całe gminy – komentuje prof. Jerzy Przystawa.

Wcześniej za zmianą ordynacji opowiedziały się m.in. Zarządy Krajowe Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Przedstawiciele obu organizacji brali czynnie udział w Marszach na Warszawę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.

Studenci za JOW

W kwietniu 2007 r. na odbywającej się na KUL-u konferencji „Jakiej ordynacji wyborczej potrzebuje Rzeczpospolita?” Zarząd Krajowy Niezależnego Zrzeszenia Studentów ogłosił oświadczenie, w którym czytamy m.in.:

 „Zmiana ordynacji wyborczej jest zasadnicza dla dobrego funkcjonowania systemu politycznego oraz zdrowych relacji pomiędzy obywatelami a reprezentantami społeczeństwa. Wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych spowoduje zwiększenie odpowiedzialności polityków przed wyborcami, personalny a nie partyjny sposób wyboru reprezentantów, skrystalizowanie i uproszczenie procedury wyborczej. Uważamy, iż takie rozwiązanie zapewni każdemu Polakowi możliwość kandydowania i realnej szansy bycia wybranym, znacznie zmniejszy również koszt kampanii wyborczych. Likwidacja list partyjnych i zmiana obecnych struktur wszystkich partii politycznych uzdrowi naszą demokrację, czyniąc ją bardziej przychylną każdemu obywatelowi oraz przyspieszy tworzenie społeczeństwa obywatelskiego”.

W oparciu o to stanowisko, popierające wysuwaną od 1993 r. przez Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych ideę wprowadzenia 460 JOW w wyborach do Sejmu, najpierw we Wrocławiu, a potem w innych ośrodkach akademickich została zainicjowana akcja „Jednomandatowe.pl – poseł odpowiedzialny przed wyborcami”. W jej ramach zbierane są podpisy poparcia na stronie www.jednomandatowe.pl, prowadzona akcja informacyjna, organizowane happeningi i szkolenia, pisane apele do rządzących. Chcemy przypomnieć politykom o zebranych już kilka lat temu ponad 750 000 podpisów obywateli, wystarczających do rozpisania referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych (podpisy te nie podlegają zasadzie dyskontynuacji, a więc mogą być wykorzystane nawet po wygaśnięciu kilku kadencji Sejmu). Uważamy, że taka akcja jest potrzebna, aby takie wnioski obywatelskie nie były ignorowane, obywatele polscy posiadali prawo do samodzielnego kandydowania, a zarazem, aby zwiększyła się odpowiedzialność polityków przed wyborcami. W efekcie zamierzamy doprowadzić do ogólnonarodowego referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych – niech obywatele sami zdecydują. Aby jednak miało ono moc wiążącą, frekwencja musi przekroczyć 50%. Jest to o tyle istotne, że np. w listopadzie 2007 r. odbyło się w Rumunii referendum ws. jednomandatowych okręgów wyborczych i 89% głosujących poparło taką ordynację, ale referendum nie było ważne, gdyż frekwencja nie przekroczyła 50%.

Aby więc choć trochę bardziej upowszechnić wiedzę na ten temat, jako NZS UMCS wydaliśmy w nakładzie 5000 egzemplarzy biuletyn „Ordynacja”, w którym na przykładzie Wielkiej Brytanii przybliżaliśmy typ ordynacji stosowany w około 60 krajach świata (m.in. w USA, Kanadzie, Australii). Zorganizowaliśmy 3 happeningi, debatę, akcję wlepkową, wyjazd na IV i V Marsz na Warszawę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Założyliśmy blog  www.jednomandatowe.salon24.pl, współpracujemy z lokalnymi mediami, publikujemy w serwisach informacyjnych, np. Wiadomości24.

Patronat honorowy nad akcją NZS objęli m.in.: Rzecznik Praw Obywatelskich dr Janusz Kochanowski, Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich prof. Tomasz Luty, red. Rafał Ziemkiewicz, prof. Jadwiga Staniszkis, prof. Witold Kieżun. Z patronatów lokalnych wymienić należy prezydenta Zamościa Marcina Zamoyskiego i prof. Grzegorza Górskiego z KUL-u. 

Dlaczego JOW?

Tymczasem warto zwrócić uwagę na te cechy systemu brytyjskiego, które wydają się szczególnie istotne z punktu widzenia  polskich perspektyw rozwoju. Żyjemy bowiem w kraju, w którym licząc od 1989 r. mamy już 14 premiera, 17 ministra edukacji, 21 ministra zdrowia, 24 ministra rolnictwa… Częste zmiany personalne i niestabilność rządów sprawiają, że deklarowane przed wyborami zobowiązania rozmijają się ze stanem faktycznym po wyborach. Jak podaje dziennik „Rzeczpospolita z 6 XII 2007 r. „polskie rządy wywiązywały się dotąd średnio z jednej na cztery obietnice legislacyjne”. Zapowiadana z rozmachem IV Rzeczypospolita okazała się utopią wobec niemożności wyłonienia stabilnej większości i konieczności przedterminowych wyborów. Po czym znów okazało się, że zamiast obiecywanych szuflad pełnych ustaw przed wyborami mieliśmy tylko szumne zapowiedzi, a premier Tusk ogłosił wręcz na 100 dni rządu, że teraz odwrotnie – priorytetem rządu będzie to, aby było jak najmniej ustaw! Z pewnością to, z czym mamy teraz do czynienia w Polsce nie ma nic wspólnego z tworzeniem się dojrzałego systemu dwupartyjnego.

Stabilne rządy i większą słowność polityków można uzyskać zmieniając wyborcze reguły gry na takie, które będą temu sprzyjać. W Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje system jednomandatowych okręgów wyborczych, regułą jest, że nazwisko premiera jest znane na drugi dzień po wyborach, a ministrów w ciągu następnej doby. Ministrem nie zostaje się na rok czy parę miesięcy; silniejsza jest też pozycja premiera. Partia, która wygrywa wybory ma stabilną większość – nie jest to jednak większość za darmo. Począwszy od szeregowego posła w Izbie Gmin, a skończywszy na premierze i ministrach, każdy poseł wybrany w jednomandatowym okręgu wyborczym ma świadomość, że za swe działania odpowiada personalnie przed elektoratem, a wyborcy i opozycja w małym okręgu jednomandatowym mogą łatwo rozliczyć go ze składanych przedwyborczych obietnic, dokonań i zaniedbań. 

Koalicja przedwyborcza w wyborach większościowych jest bardziej czytelna i skuteczna niż koalicje zawierane po wyborach. W JOW regułą jest, że koalicje zawiera się przed wyborami, a nie po wyborach. Partia Pracy i Partia Konserwatywna same w sobie będąc takimi koalicjami wyborczymi nie są tworami jednolitymi. Przy czym w brytyjskiej Izbie Gmin są obecni przedstawiciele kilkunastu partii – te mniejsze nie odgrywają jednak większej roli, zdobywają z reguły pojedyncze mandaty i są głównie partiami regionalnymi.

Ponieważ w każdym okręgu jest tylko jeden mandat do zdobycia, a wybory odbywają się w jednej turze, najbardziej predysponowane są te stronnictwa i grupy, które potrafią już przed wyborami zawrzeć szerokie koalicje programowe, których trwałość potwierdzą wystawieniem naprawdę poważnego, wspólnego kandydata w większości okręgów. Oczywiście tu nie ma żadnego przymusu, ale taka taktyka znacząco zwiększa szanse. Mechanizm JOW działa więc integrująco na scenę polityczną i w przeciwieństwie do aktualnie obowiązującej w Polsce ordynacji nie sprzyja kłótniom i waśniom podobnych sobie środowisk politycznych. Tak przed wyborami, jak i po wyborach. 

Pozostaje jeszcze pytanie, jak partia – w istocie będąca koalicją wyborczą – ma bezkonfliktowo wyłonić tego najlepszego kandydata w okręgu? W Partii Konserwatywnej czy Partii Pracy za mianowanie kandydatów odpowiedzialne są lokalne stowarzyszenia i komisje w każdym okręgu, które muszą albo szeroko konsultować elektorat i lokalnych członków partii, albo – co się dzieje najczęściej – przeprowadzać prawybory. Niezależnie od krajowych porozumień przedwyborczych, wyznaczanie kandydatów odbywa się więc na szczeblu lokalnym, a nie centralnym, jak w Polsce (swoją drogą, co jakiś lider w Warszawie może wiedzieć o predyspozycjach na posła ponad tysiąca kandydatów w skali kraju?). Co najważniejsze jednak, zgłaszanie kandydatów przebiega znacznie bliżej wyborców i ze znacznie większym ich udziałem niż przy wszystkich ordynacjach obowiązujących dotychczas w naszym kraju. W równym stopniu jest na rękę wyborcom, co i partiom politycznym, zainteresowanym, aby ich kandydat był „pierwszy na mecie”.

O JOW-ach, Konstytucji i prawach obywatelskich

Chciałbym przedstawić kilka zasadniczych konkluzji odnośnie jednomandatowych okręgów wyborczych w kontekście rozumienia odpowiedzialności poselskiej oraz biernego i czynnego prawa wyborczego w obecnym systemie politycznym RP.

Powszechna jest opinia prawników, że zasadę bezpośredniości należy rozumieć przez akt oddania głosu na kandydata lub listę partyjną bez pośrednictwa elektorów. Dlaczego jednak nie przyjąć interpretacji, że za wybór bezpośredni należy uważać tylko taki, w którym głos oddany na danego kandydata nie może przejść na drugiego? Właśnie na tej zasadzie wybory prezydentów, wójtów i burmistrzów zaczęto nazywać bezpośrednimi, podczas gdy wyborów marszałków województw z list partyjnych już nie. Jeśli zatem wyborów marszałków województw nie nazywa się bezpośrednimi, to dlaczego mielibyśmy uważać za bezpośrednie wybory posłów z list partyjnych?  

Najlepszym uzasadnieniem dla przyjęcia takiej interpretacji jest negatywne zjawisko tzw. „lokomotywy wyborczej”, gdzie kandydaci posiadający znikome poparcie, np. paru tysięcy głosów, są wciągani do Sejmu przez innych kandydatów posiadających większe poparcie. 2/3 posłów poprzedniej kadencji Sejmu nie zdobyło nawet 1% poparcia uprawnionych do głosowania w swoich okręgach wyborczych. Nie dostają się zaś do Sejmu ci, którzy zdobywszy dziesięciokrotnie czy stukrotnie większą liczbę głosów kandydowali z ramienia partii, jakie nie przekroczyły w skali kraju progu 5% czy 8% progu przewidzianego dla koalicji wyborczych.

Konstytucyjna zasada równości i powszechności wyborów sprowadzona jest więc do fikcji i często wygląda to tak: nie zdobędziesz mandatu, jeśli nie stać cię na założenie partii, która w skali kraju mogłaby tak poprowadzić kampanię, aby zdobyć te 5% głosów (a w dużych wielomandatowych okręgach kampania jest droga) i to nawet gdybyś zdobył wszystkie głosy w swoim okręgu! Tylko duże partie finansowane z budżetu mają szansę zaistnieć, a z budżetu finansowane są tylko te, które już są w Sejmie. I tak tworzy się polityczny, ponadpartyjny kartel. 

Takie wybory sprowadzają się do farsy, w której to od nielicznych wodzów zależy, kto może z powodzeniem korzystać z biernego prawa wyborczego. W praktyce głosujemy więc na ludzi już wybranych przez liderów partyjnych bez gwarancji, że gdyby tak nie było, tym samym kandydatom przyznalibyśmy mandat. Zupełnym przeciwieństwem takiej sytuacji są odbywające się od 2002 r. bezpośrednie wybory prezydentów, wójtów i burmistrzów (wcześniej wybierały ich rady), które spowodowały objęcie tych funkcji samorządowych w ponad 3/4 przez kandydatów bezpartyjnych! Sytuacja powtórzyła się w wyborach 2006 r., gdzie było to już około 80%, z czego ponad 90% bezpartyjnych wybranych w pierwszej turze!

Stało się tak pomimo znacznego finansowego uprzywilejowania partii politycznych, których kampanie finansowane są z budżetu państwa. To pokazuje jak bardzo scentralizowane i słabo zakorzenione w społecznościach lokalnych są polskie partie polityczne. I tak jak wyniki wyborów do sejmików województw, rad powiatów i rad miast powyżej 20 000 mieszkańców są diametralnie różne od wyników wyborów prezydentów, wójtów i burmistrzów, tak wyniki wyborów do Sejmu w 460 okręgach jednomandatowych – około 10-krotnie mniejszych od okręgów senackich – byłyby diametralnie różne. Co tłumaczy opór klasy politycznej względem takiej ordynacji.     

Na szczęście zasadę proporcjonalności można interpretować jako warunek zbliżonej liczby wyborców w okręgach jednomandatowych, a nie głosowanie na listy partyjne. W Stanach Zjednoczonych obywatel może kandydować z ramienia Partii Republikańskiej lub Demokratycznej nie pytając o zgodę kierownictwa partyjnego, a jego kampania w prawyborach parlamentarnych finansowana będzie z pieniędzy federalnych. Jeśli wygra prawybory, staje się automatycznie kandydatem partii we właściwych wyborach. Jednomandatowe okręgi wyborcze są zarówno w wyborach na reprezentanta (posła), jak i na senatora. Wybory reprezentantów są proporcjonalne, bo z poszczególnych stanów wybierana jest proporcjonalna do liczby wyborców w danym stanie liczba reprezentantów. Wybory do Senatu nie są proporcjonalne, bo w każdym stanie wybiera się po 2 senatorów, mimo że liczba wyborców w dużych stanach jest wielokrotnie większa niż w stanach małych. Taka interpretacja proporcjonalności nie jest wyrwana z księżyca i została podana w pierwszych dekadach XX wieku przez wybitnego konstytucjonalistę greckiego Nicolaosa Saripolosa. Skoro przyjmują ją najbardziej doświadczone demokracje świata, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć ją i u nas, tym bardziej, że nasza Konstytucja nie definiuje, jak należy rozumieć zasadę proporcjonalności.

Na pewno zaś proporcjonalności i reprezentatywności nie należy rozumieć jako zasady, że posłów nie wiążą instrukcje wyborców, która nawet znalazła wyraz w prawodawstwie III RP w konstytucyjnym zapisie. W Konstytucji z 2 IV 1997 r. starą zasadę komunistów o władzy „należącej” do ludu i roli przewodniej partii zastąpił art. 104 ust. 1: Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborcze. Jak jednak w demokracji można być reprezentantem Narodu, nie będąc reprezentantem wyborców? Stoi to w jawnej sprzeczności z zasadą suwerenności Narodu, legitymizującego mające go reprezentować władze w demokratycznych wyborach (bo niby w czym?). Oczywiście poseł może i powinien zajmować się sprawami, na których pozytywnym rozwiązaniu zależy nie tylko jego wyborcom, w praktyce jednak art. 104 ust. 1 oznacza jawne przyzwolenie na niedotrzymywanie obietnic wyborczych. Jest jeszcze inny aspekt tego zagadnienia związany z ordynacją wyborczą. Jeśli posłów nie wiążą instrukcje wyborcze, to dlaczego mają być decydujące instrukcje baronów partyjnych, dotyczące tego czy można w ogóle kandydować?

W tym kontekście obowiązująca ordynacja wyborcza jawi się jako kontynuacja zasady o roli przewodniej partii w łagodniejszej spluralizowanej formie. Nie byłoby o co kruszyć kopii, gdyby bierne prawo wyborcze nie było naruszone, a zamiast zapisu sankcjonującego w praktyce brak odpowiedzialności za zobowiązania przed elektoratem pojawił się zapis bardziej precyzyjny. Ktoś powie, że warto by wprowadzić zmianę do Konstytucji, że posłowie jako przedstawiciele Narodu ponoszą personalną odpowiedzialność za złożone obietnice wyborcze i nie mogą ulegać naciskom lobbystów przynoszącym straty z punktu widzenia państwa. Gdybyśmy jednak wprowadzili 460 jednomandatowych okręgów wyborczych z możliwością odwołania posła przed upływem kadencji w zwykłym referendum lokalnym (na wzór kanadyjski), to problem braku poczucia odpowiedzialności poselskiej mógłby zostać zażegnany nawet bez takiej – skądinąd pożytecznej – zmiany w ustawie zasadniczej. Zmiana ordynacji jest jednak konieczna, aby taką odpowiedzialność w ogóle wymusić. Jak już wspomniałem, istnieje ścieżka prawna pozwalająca na wprowadzenie ordynacji jednomandatowej bez potrzeby uzyskiwania poparcia 2/3 Sejmu, koniecznych do zmiany Konstytucji.

*** Artykuł powstał na podstawie dłuższego tekstu autora, opublikowanego na blogu akcji obywatelskiej Niezależnego Zrzeszenia Studentów „Jednomandatowe.pl – poseł odpowiedzialny przed wyborcami”: http://jednomandatowe.salon24.pl/83882,przelamac-paradygmat-ustrojowy-apel-o-jednomandatowe-okregi-wy. Akcję można poprzeć, wpisując się na stronie www.jednomandatowe.pl.

Skomentuj