/Polska a strategia neutralności klimatycznej Unii Europejskiej

Polska a strategia neutralności klimatycznej Unii Europejskiej

Na tegorocznym grudniowym szczycie przywódców krajów UE w Brukseli za cel strategiczny uznano osiągnięcie do 2050 roku neutralności klimatycznej. Osiągnięcie neutralności klimatycznej to redukcja emisji gazów cieplarnianych, a w istocie dwutlenku węgla CO2, do poziomu netto zerowego równoważnego z ich absorpcją przez użytki gruntowe, rolnictwo i leśnictwo. Polska, jako jedyny kraj UE, nie określiła granicznej daty dla tej neutralności.

Walka z globalnym ociepleniem jako redukcja emisji dwutlenku węgla

Ta decyzja o osiągnięciu neutralności klimatycznej do połowy obecnego wieku, była w istocie tylko realizacją zalecenia Komisji Europejskiej z 28 listopada 2018 roku – „Czysta planeta dla wszystkich. Europejska długoterminowa wizja strategiczna dobrze prosperującej, nowoczesnej, konkurencyjnej i neutralnej dla klimatu gospodarki”. Komisja uznała, iż w związku ze zmianami klimatycznymi istnieje pilna konieczność ochrony planety przed globalnym ociepleniem i jego skutkami. Ta ochrona ma polegać na zredukowaniu emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka, a przede wszystkim dwutlenku węgla do 2050 roku, a pozostałych gazów cieplarnianych po 2050 r. Redukcja ma dotyczyć nade wszystko energetyki przemysłowej odpowiedzialnej za 75% emisji, przy równoczesnym, acz niesprecyzowanym „zreformowaniu systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych”.

Ma to być dokonane poprzez maksymalizację wykorzystania odnawialnych źródeł energii elektrycznej, „w celu całkowitej dekarbonizacji dostaw energii w Europie”, a więc i całkowitej likwidacji przemysłowej energetyki węglowej, choć również i gazowej. Do 2050 roku ponad 80% energii elektrycznej ma pochodzić z odnawialnych źródeł energii i 15% udziałem energii jądrowej.

W dokumencie Komisji Europejskiej brak jest wszakże jakichkolwiek szacunków zarówno energetycznych, jak i finansowych. Jest to ogólnikowy dokument w istocie ideologiczny i propagandowy.

Komisja powołuje się wyłącznie na wydane w październiku 2018 roku specjalne sprawozdanie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) na temat skutków globalnego ocieplenia o 1,5°C ponad poziom sprzed epoki przemysłowej. I bez zasadniczej redukcji emisji gazów cieplarnianych „średni wzrost temperatury na świecie może osiągnąć 2°C tuż po 2060 r., a potem nadal rosnąć”.

Paradoks czy wręcz krańcowa groteska całej strategii neutralności klimatycznej UE tkwi zaś choćby tylko w tym, że człowiek odpowiada zaledwie za emisję 4,7% CO2, zaś kraje UE łącznie za emisję 11% całej emisji człowieka, a więc w istocie chodzi o strategię ograniczenia emisji o pół procenta (0,517%) w skali świata, co nie może mieć jakiegokolwiek wpływu na światową emisję gazów cieplarnianych.

Pseudonaukowa teza IPCC o wpływie człowieka na zmiany klimatu Ziemi

Na kilka dni przed światowym szczytem klimatycznym w Kopenhadze w grudniu 2009 roku anonimowi sprawcy ujawnili w Internecie około 5 tysięcy dokumentów i 1 tysiąc e-maili z serwera Climatic Research Unit (CRU) przy Uniwersytecie Wschodniej Anglii w Norwich. Ten ujawniony materiał dotyczący ocieplenia klimatu, zawierał korespondencję e-mailową od 1996 roku do listopada 2009 roku oraz dokumenty ze zbiorami danych i programami komputerowymi do ich opracowania. CRU to kluczowa placówka naukowa dostarczająca dane i opracowania dla Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) ONZ. Z treści ujawnionych dokumentów i e-maili wynikało, że naukowcy IPCC, ale także inni naukowcy związani z IPCC, mogli manipulować, a nawet fałszować dane mówiące o antropogenicznym ociepleniu klimatu. Jak powiedział Myron Ebell, dyrektor ds. Energii i Globalnego Ocieplenia w Waszyngtońskim Competitive Institute, „część naukowców, którzy propagowali alarmistyczne podejście do kwestii zmian klimatycznych, zawiązała spisek polegający na tuszowaniu danych naukowych i wprowadzaniu do nich poprawek, dzięki którym mogli osiągnąć swoje cele polityczne. Oczerniali swoich przeciwników i odrzucali dowody naukowe, które nie zgadzały się z ich tezą”.

Ujawnione treści były tak szokujące, że po raz pierwszy od dwudziestu lat opinia publiczna na świecie mogła dowiedzieć się, iż w nauce wcale nie ma konsensusu co do antropogenicznej zmiany klimatycznej. Medialna zmowa milczenia na świecie na ten temat została przynajmniej na krótko złamana.

IPCC powstał w 1986 roku jako organ ONZ i od początku uzasadniał hipotezę antropomorficznego ocieplenia klimatu i konieczność kontroli emisji gazów cieplarnianych, szczególnie dwutlenku węgla. Kolejne raporty IPCC coraz mocniej uzasadniały wpływ człowieka na zmianę klimatu i stawały się podstawą działań politycznych w skali globalnej, od przyjętego w 1997 roku Protokołu z Kioto poczynając.

Każdy z kolejno publikowanych raportów IPCC był silnie krytykowany przez naukowców zajmujących się środowiskiem naturalnym. Najbardziej znane jest krótkie oświadczenie przedstawione przez Oregoński Instytut Nauki i Medycyny zwane Petycją Oregońską. Petycję tę podpisało do końca 2007 roku 31 tys. naukowców, w tym 9 tys. z tytułem doktora. Petycja namawia rząd Stanów Zjednoczonych do odrzucenia porozumienia z Kioto i jakichkolwiek podobnych propozycji i stwierdza: „Nie ma przekonywujących dowodów naukowych, że uwalniane przez człowieka dwutlenek węgla, metan czy gazy cieplarniane powodują czy będą, w dającej się przewidzieć przyszłości, przyczyną katastrofalnego ocieplenia ziemskiej atmosfery i zakłócenie klimatu ziemskiego”.

Przyroda a nie aktywność człowieka rządzi klimatem Ziemi

Z zasadniczą argumentacją naukową przeciw tezom kolejnych raportów IPCC wystąpił w 2007 roku Pozarządowy Międzynarodowy Zespół ds. Zmiany Klimatu (NIPCC) z międzynarodowym składem naukowców pod kierunkiem jednego z najbardziej wybitnych naukowców w USA, profesora nauk środowiskowych dr S. Freda Singera, który m.in. był w latach 80. wiceprzewodniczącym Narodowego Komitetu Doradczego ds. Oceanów i Atmosfery USA. Polskę reprezentował w nim zmarły już prof. Zbigniew Jaworowski. W 2008 roku NIPCC opublikował swój raport „Przyroda a nie aktywność człowieka rządzi klimatem”. NIPCC zarzucił IPCC, iż jest zaprogramowane na celowe tworzenie raportów, by wspierać tezę o antropologicznym ociepleniu i kontroli gazów cieplarnianych. Główną zaś tezą raportu NIPCC jest natomiast opozycyjne twierdzenie, że to przyrodnicze przyczyny są najprawdopodobniej dominującą przyczyną współczesnego ocieplenia: „Nie mówimy, że antropogeniczne gazy cieplarniane (…) nie mogą wytwarzać jakiegoś ocieplenia. Nasza konkluzja brzmi, iż dowody wskazują, że nie grają one znaczącej roli”.

Raport NIPCC stwierdza, iż IPCC nie stosuje ogólnie akceptowalnej metodologii dla określenia, która frakcja współczesnego ocieplenia jest naturalna, a która spowodowana jest przez wzrost antropogenicznych gazów cieplarnianych. IPCC stale przy tym bagatelizuje przygniatające dowody, że w skali długookresowej to Słońce i związane z jego aktywnością efekty atmosferycznego zachmurzenia są odpowiedzialne za wiele ostatnich zmian klimatycznych. Raport stwierdza, że najprawdopodobniej Słońce jest również główną przyczyną ocieplenia w XX wieku, a antropogeniczne gazy cieplarniane są tylko czynnikiem mało istotnym.

Raport określił też diagram IPCC tzw. kijka hokejowego ocieplenia jako skompromitowany. Miał on być dowodem, że wiek XX był najcieplejszy w ostatnim tysiącleciu. Tymczasem diagram ten nie pokazywał ani średniowiecznego okresu ciepłego lat 900-1200 n.e., ani małej epoki lodowcowej przełomu XVII i XVIII wieku, obu dobrze znanych z historycznych zapisów. Niezależne zapisy paleotemperatur pokazują zaś, iż średniowieczny okres ciepły był cieplejszy niż współczesne temperatury. Raport stwierdza również, iż korelacja między temperaturą a poziomem dwutlenku węgla jest słaba i nieprzekonywująca, i nie można udowodnić przyczynowości”. Raport pokazuje jednoznacznie, że udział ludzkich gazów cieplarnianych we współczesnym ociepleniu jest nieistotny: „Empiryczne dowody sugerują bardzo silnie, że główna przyczyna ocieplania i oziębiania w skali dziesięcioleci pochodzi z aktywności Słońca za pośrednictwem jego modyfikacji przez promienie kosmiczne, które z kolei wpływają na zachmurzenie atmosferyczne”. I jeśli wystąpiło niewielkie ocieplenie, a nawet takie, które dorównuje wysokim temperaturom podczas średniowiecznego okresu ciepłego około roku 1100 n.e., czy jeszcze wyższym temperaturom odnotowanym podczas holoceńskiego optimum klimatycznego jakieś 6000 lat temu, „skutek nie byłby niszczący, lecz prawdopodobnie byłby w całości korzystny”.

Globalne oszustwo klimatyczne

Teza o antropogenicznym ociepleniu klimatu Ziemi wydaje się być jawnym wręcz oszustwem na skalę globalną. Mimo to, ma ona monopolistyczną pozycję w globalnej i europejskiej debacie publicznej w wyjaśnianiu zjawiska ocieplenia. Dotyczy to również Polski. I tak w lutym 2009 roku polscy naukowcy z Komitetu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk opublikowali oficjalne oświadczenie stwierdzające, iż nie ma dowodów na to, że działalność człowieka wpływa na ocieplenie klimatu. Największe polskie media i elity władzy nie wspomniały o tym, mimo trwania przez cały 2009 rok medialnej debaty klimatycznej w związku ze szczytem klimatycznym w Kopenhadze.

Za globalnym oszustwem klimatycznym stoją bowiem globalne interesy strategiczne światowej oligarchii finansowej i elit władzy najbogatszych krajów świata. To oszustwo stało się początkiem procesu utowarowienia powietrza atmosferycznego. Rozpoczęło się wyznaczanie limitów emisji CO2 do atmosfery i handel wielkościami tych emisji pomiędzy państwami, co uczyniło z powietrz dobro rzadkie i przekształciło go w towar o określonej wartości wymiennej. Stworzy to sztuczny globalny rynek powietrza i globalny handel prawami emisji dwutlenku węgla. Reguły tego rynku będą starały się ustalać najsilniejsze kraje światowego centrum rozwoju.

Światowe licytacje praw emisji dwutlenku węgla skazują kraje światowych peryferii i semiperyferii jak Polska, na zablokowanie możliwości rozwoju cywilizacyjnego, a koncentrują takie możliwości w bogatych krajach światowego centrum. Takie licytacje mogą być wyrokiem śmierci cywilizacyjnej dla tych krajów. Coraz większe ograniczanie praw poszczególnych krajów do emisji dwutlenku węgla, to coraz silniejsze blokowanie wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej dla potrzeb przemysłowej gospodarki w oparciu o spalanie węgla i ropy naftowej.
Redukcja możliwości rozwoju cywilizacyjnego i redukcja ludności świata

Konieczność zakupu dodatkowych praw do emisji dwutlenku węgla, oznaczać będzie coraz droższe wytwarzanie tej najtańszej i technologicznie najbardziej dostępnej formy wytwarzania energii poprzez spalanie węgla, o czym przekonuje się już Polska. Polski ekspert w zakresie elektroenergetyki, prof. Władysław Mielczarski twierdzi wprost, że taki projekt jest „zabójczy dla Polski”, faworyzując gospodarki bogatych krajów UE. Polska ma 85% zasobów węgla Unii Europejskiej i jest to jej największe i wyjątkowe bogactwo naturalne, z którego ma zrezygnować.

Energie odnawialne oparte na energii słońca, wiatru, wody i bioenergii są bardzo drogie i wymagają rozbudowy olbrzymiej infrastruktury. „Są bzdurą z ekonomicznego punku widzenia”, jak to ujął jeden z polskich ekspertów. Jest to ślepa ścieżka rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego.

Energia jądrowa wytwarzana w nowoczesnych elektrowniach atomowych III generacji ma duże perspektywy rozwojowe, acz droższa od węglowej, a inwestycje wysoce kapitałochłonne oraz wymagające zaplecza naukowego. Do tego dochodzi problem monopolu naukowo-technicznego krajów centrum, a przede wszystkim Francji, USA, Niemiec i Japonii.

Blokowanie i ograniczanie możliwości rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego krajom peryferyjnym i subperyferyjnym, jest kluczowym celem „walki z ociepleniem klimatycznym”. W konsekwencji zaś musi to prowadzić do zerowego lub ujemnego wzrostu demograficznego w tych krajach. I globalne redukcja ludności świata, szczególnie peryferyjnego Południa, to kluczowy cel strategiczny tej „walki z ociepleniem”. Dążenie do ograniczania przyrostu naturalnego na świecie, aż do drastycznego zmniejszania ludności świata, jest widoczne wśród elit władzy finansowej i politycznej krajów centrum rozwoju już od wielu dekad.

Ostatecznie moja hipoteza sformułowana jeszcze w 2013 roku, a której kolejnym potwierdzeniem jest „neutralność klimatyczna UE”, brzmi następująco: teza o antropogenicznej zmianie klimatu Ziemi ma uzasadniać cel strategiczny części oligarchii finansowej i politycznej krajów centrum, by redukować ludność świata, a w szczególności krajów światowego Południa poprzez blokowanie i redukowanie możliwości rozwoju przemysłowego dzięki narzucaniu limitów emisji dwutlenku węgla oraz globalny handel kwotami tej emisji.

Bezradność III Rzeczpospolitej

Polska, z jej olbrzymimi zasobami węgla kamiennego i elektroenergetyce opartej na węglu, znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, która zagraża jej cywilizacyjnemu rozwojowi. Wywalczenie przez premiera Mateusza Morawickiego na grudniowym szczycie brukselskim zwolnienia Polski z określenia daty osiągnięcia neutralności klimatycznej jako roku 2050, było posunięciem ze wszech miar dobrym. Ale tylko taktycznie. A taktyka nie oparta na długofalowej strategii prędzej czy później ponosi klęskę. Polska zaś nie ma strategii energetycznej i jest w istocie bezradna, cofając się pod unijną presją.

Ta bezradność wynika z jej wewnętrznej słabości. Z jednej bowiem strony nie ma komu tej strategii sformułować, a potem konsekwentnie realizować. I to jeszcze wielowariantowo, gdyż wiele opcji, łącznie z rozpadem Unii Europejskiej w jej dotychczasowym kształcie, trzeba brać pod uwagę. Państwo III Rzeczpospolitej nie posiada żadnego ośrodka strategicznych analiz i decyzji. Jest swoistym „kolosem o glinianej głowie”, jak ongiś nazwałem swoje byłe województwo śląskie. Jest kolosem o glinianej głowie, gdyż nie posiada elit przywódczych, a więc politycznych oczu, uszu, a nade wszystko mózgu. A nie posiada tych elit dzięki negatywnej selekcji partyjnych grup władzy przez ostatnie 30 lat i stworzenia ustroju partyjnej oligarchii wyborczej, skutecznie eliminującej możliwość demokratycznego wyłaniania patriotycznych i kreatywnych osobowości przywódczych i całych środowisk politycznych.

Z drugiej zaś strony ta bezradność wynika z wewnętrznego sparaliżowania publicznego dyskursu narodowego przez zalew politycznej miernoty i hołoty, dla której polskie interesy, aspiracje i ambicje narodowe nie istnieją. Skandaliczny poziom etyczny i merytoryczny debaty publicznej uniemożliwia wręcz formułowanie racjonalnych propozycji. Jawna agenturalność polityczna i cynizm oraz wulgarne kłamstwa mieszają się tu z jaskrawą głupotą, a wręcz tępotą polityczną. A jest to wynik również negatywnej selekcji polskich polityków dzięki proporcjonalnej ordynacji wyborczej, dzięki której nie można z polskiej sceny politycznej „usuwać kiepskich”.

Przełamywanie bezradności państwa III Rzeczpospolitej dla stworzenia i realizacji skutecznej strategii przeciwdziałania redukcji możliwości rozwoju cywilizacyjnego poprzez „walkę z ociepleniem klimatycznym”, można rozpocząć wyłącznie dzięki rozpoczęciu pozytywnej selekcji elit politycznych w oparciu o wyborczą ordynację większościową do Sejmu, opartą o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.

22 grudnia 2019

 

388 wyświetlen