Martwe dusze w Platformie Obywatelskiej ("Platforma martwych dusz" "Rz" nr 155, 6.07.2011 r.) są konsekwencją partyjnego systemu wyborczego, tzw. proporcjonalnego.

 

Gdyby nasz system partyjny oparty był na fundamencie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), tak jak to ma miejsce w Wielkiej Brytanii czy USA, zniknąłby zarówno problem martwych dusz, jak i fałszywych podpisów, znany z czasów posłanki Beger, walka o jedynkę na liście wyborczej, parytety oraz wiele innych ułomności naszej polityki.

 

Partie w JOW nie są hierarchią struktur zarządzania działających na podobieństwo dawnego PZPR, lecz wspólnotą idei, pomocnych obywatelom podczas wybierania przedstawicieli do rządzenia. Amerykanie nie rejestrują żadnej przynależności do demokratów lub republikanów, więc skoro nikt nikogo nie przyjmuje to i nikt nikogo z takiej partii nie może wyrzucić. Obywatele podczas wyborów identyfikują się z jednymi lub drugimi, na nich głosują i wspomagają finansowo kampanie poszczególnych kandydatów, ale nie partii. To inny świat demokracji – obywatelskiej, a nie partyjnej. Warto pomyśleć, czy nie zdrowiej żyć właśnie w takiej demokracji?


*Tekst ukazał się w "Rzeczpospolitej" z 13.07.2011 r.

 

Mariusz Wis – Fundacja im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji JOW

 

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.