Zrozumieć politykę – część siódma

 

Czy lider Ruchu "Zmieleni.pl" Paweł Kukiz, jak również szef związku zawodowego "Solidarność" Piotr Duda uprawiają politykę? Co to jest, ta polityka? Czy to działalność pożyteczna czy wręcz jakaś zaraza?

 

Słowo – polityka jest pojęciem powszechnie stosowanym. Jego rozumienie rozciąga się w obszarze wszystkich dziedzin życia, począwszy od momentu, gdy dwoje ludzi stosuje wobec siebie politykę (np. ojciec i syn), poprzez mniejsze i większe grupy społeczne w skali lokalnej, krajowej, międzynarodowej (Unia Europejska) po globalne (polityka działań antyterrorystycznych, czy przeciwdziałaniu ocieplenia klimatu). 


Andrew Heywood (2009) zauważa, że definiowanie tego pojęcia jest nieodłącznie związane z autorytetami, które chcą się na ten temat wypowiadać, wobec czego na rynku politologii mamy do czynienia z mnogością definicji polityki. Mają one pewne cechy wspólne. Należą do nich stwierdzenia, że jest to działalność społeczna, powstająca z różnorodności opinii, pragnień, potrzeb czy interesów, powiązanych z konfliktem. Nie ma polityki tam, gdzie panuje spontaniczna zgoda i naturalna harmoniai. A więc, działania Kukiza i Dudy sprzeciwiających się obecnej partyjnej technice wyłaniania Sejmu na rzecz obywatelskiej w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), organizowanie zjazdu oburzonych organizacji pozarządowych (NGO), mieszczą się w tej definicji polityki.


Ale, w naszym, polskim powszechnym odczuciu, polityka utożsamiana jest, najogólniej mówiąc z rządzeniem, państwem, a przede wszystkim systemem partyjnym. Bywa, że pojęcie polityka traktowane jest wręcz jako synonim słowa partyjność. Jeżeli działania są związane z tymi właśnie sprawami, określamy je mianem politycznych. Skoro tak rozumiemy w naszym kraju politykę, a tak jest w rzeczywistości, to na pytanie: czy ci dwaj panowie zajmują się polityką, odpowiedź brzmi oczywiście nie. Ani nie rządzą, ani nie piastują funkcji państwowych, nie działają w sejmowych partiach, ani nawet nie ubiegają się, wraz ze swoimi zwolennikami o funkcjonowanie w tych gremiach. Co innego, gdyby stanęli do wyborów lub objęli przywódcze stanowiska państwowe lub partyjne. Wtedy tak, zajmowaliby się polityką. A jak świat objaśnia pojęcie polityka?


U  podłoża istoty badań nad polityką leżą zależności międzyludzkie sprawiające, że jedne osoby, lub grupy osób wywierają wpływ na działania lub tendencje do działania innej osoby lub grupy osób. W tym duchu, powstała najbardziej lapidarna definicja polityki, której jestem zwolennikiem, a mianowicie stwierdzenie, że  polityka jest po prostu wywieraniem wpływu. To definicja R.A. Dahla i B. Stinebricknera (2007). Ci giganci politologii światowej, wyróżniają 7 podstawowych form wpływu: zachętę i władzę, siłę i przymus, perswazję i manipulację oraz autorytet.


Zachęta, jako prosta forma wpływu jest obserwowana w Polsce, aczkolwiek nie należy jej przypisywać zbyt dużego znaczenia, mimo iż padają propozycje czegoś za coś. Ujawnia się najczęściej przy konstruowaniu rządu, choć nie tylko, w postaci korupcji politycznej, zwanej eufemistycznie umową koalicyjną. Tak naprawdę lud nigdy nie dowiaduje się jej szczegółów. Jest poufna jak traktat Ribbentrop – Mołotow.


Z władzą mamy do czynienia wtedy, gdy podporządkowanie jest osiągnięte przez stworzenie perspektywy surowych sankcji za brak podporządkowania. Obserwując polską scenę polityczną możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że władza sytuowana jest w gronie najistotniejszych form wywierania wpływu, czyli polityki. Dla polskiego polityka największą sankcją jest pozbawienie go możliwości reelekcji, a następnie jej brak. Móc wywierać wpływ w tej sprawie, to wartość urastająca w polskiej polityce do najistotniejszej. Ten kto ma władzę wywiera największy wpływ.


Siła  i przymus posiadają bliski związek, gdyż siła to pozbawienie wyboru w procesie podporządkowania, a przymus jest groźbą użycia siły. Te formy wywierania wpływu pojawiają się sporadycznie, jako zdarzenia punktowe, mające charakter przeważnie porządkowy, aczkolwiek mogące mieć w perspektywie istotne znaczenie dla podejmowania decyzji.


Perswazja, to przekazywanie racjonalnych i prawdziwych informacji oddziaływujących na późniejsze rozstrzygnięcia pod warunkiem, że nie będą one obarczone manipulacją, czyli świadomym zafałszowaniem i zniekształceniem. Niestety to manipulacja jest postrzegana przez polską opinię publiczną jako częściej stosowana przez polskich polityków forma wpływu niż perswazja. Egzotycznie przedstawia się na tle polskiej polityki od 1989 r. stwierdzenie autora (Richard Neustadt) najbardziej znanej pracy na temat prezydentury amerykańskiej, że najważniejszą formą wpływu, jakiej używa prezydent, jest perswazja. Właśnie perswazji Dahl i Stinebrickner przypisują wyjątkową pozycję moralną, uważając ją za formę oświecenia, przyczyniającą się do dobra innych, która w swej istocie jest neutralna i stanowi ukryty ideał wielu koncepcji demokratycznych.


Natomiast autorytet wydaje się być najbardziej pożądaną formą wpływu, gdyż nosi on w sobie automatyzm uznania i akceptacji, prowadzącej do podporządkowania. Posiadając autorytet w polityce nie musimy wyjaśniać (perswazja), kłamać (manipulacja), grozić (przymus), stosować surowe sankcje (władza), oferować nagrody (zachęta) ani stawiać odbiorców wpływu bez wyboru (siła). To niewątpliwie najtańsza forma wywierania wpływu, czyli polityki. Autorytet jest prawdopodobnie najważniejszą formą wpływu w systemach politycznych większości państw, a z pewnością w demokratycznych. Przypatrując się polskiej scenie politycznej trudno doszukać się perswazji i autorytetu jako form wywierania wpływu, o których można by powiedzieć, że są dominującymi. Władza wydaje się jak na razie stanowić synonim polityki. To smutne, ale prawdziwe. Daleko nam jeszcze do polityki autorytetów.


Czy w ujęciu Dahla i Stinebricknera, Kukiz i Duda zajmują się polityką? Oczywiście tak. Którą z wymienionych siedmiu form wykorzystują? Zachęcać nie mają czym, władzy nie posiadają,  o sile i przymusie nawet nie myślą, a manipulacją zajmują się ich przeciwnicy, podając wyssane z palca, niby naukowe stwierdzenia mające dezawuować ideę JOW. Pozostaje zarówno im, jak i ich zwolennikom, przede wszystkim perswazja i autorytet. Niestety, niekwestionowany autorytet zmiany ordynacji wyborczej z zastosowaniem JOW, prof. Jerzy Przystawa nie żyje, ale żyje jego myśl polityczna. Niestety nie jest obiektem zainteresowania polskich uczelni politologicznych, które omijają temat badań nad JOW. To kuriozum w politologii polskiej. Aby uzyskać miarodajną wiedzę  na temat JOW, zamiast znajdować ją w placówkach naukowych, trzeba samemu podejmować badania, jak robi to choćby Fundacja im. J. Madisona.


Pozostaje jeszcze odpowiedzieć, czy Kukiz i Duda, zajmujący się polityką to politycy? Podoba mi się definicji polityka, którą wygłosił prof. Jerzy Przystawa w 2012 r. na kilka miesięcy przed śmiercią. Stwierdził, że polityk to ten, który dzieli publiczne pieniądze. Ponieważ ani Paweł Kukiz ani Piotr Duda tego nie robią, więc politykami nie są. Dopóki nie zasiądą w Sejmie lub radzie samorządowej nie można ich nazywać politykami. Trybunami ludowymi proszę bardzo, działaczami obywatelskimi jak najbardziej, nawet działaczami związkowymi, jak w przypadku Piotra Dudy oczywiście, ale nie politykami.


Warszawa, kwiecień 2013

 

Cykl Zrozumieć politykę ukazuje się w tygodniku "Wyszkowiak"

 


Dyskusja - 1 komentarz
  1. Grzegorz Osowski

    21. Kwi 2013,  godz. 14:08

    Kto kim manipuluje ; politycy mediami czy też media politykami , polityką i państwem ???
    Która z tych oligarchicznych grup ma większą władzę ?

    Odpowiedz

Skomentuj