/Partie polityczne w polskim systemie prawnym

Partie polityczne w polskim systemie prawnym

„Kiedy grabież staje się dla części społeczeństwa sposobem zarabiania, grupa ta ostatecznie stworzy dla siebie cały system prawny, pozwalający na grabież i kodeks moralny, gloryfikujący ją”.

Claude Frédéric Bastiat

Przeciętny Polak rzadko czyta teksty ustaw, chyba że dotyczą go bezpośrednio. Najczęściej jednak nasza wiedza na temat przepisów prawa ogranicza się do informacji powielanych przez media i otrzymywanych w formie rozmaitych pism urzędowych.  Kolejne sejmy i rządy tworzą całe hałdy dokumentów, napisanych specyficznym językiem prawniczym, pełnym odsyłaczy do innych punktów, innych paragrafów, innych przepisów. Próba wyłonienia z istniejących przepisów jakiegoś jednolitego obrazu choćby niewielkiego wycinka rzeczywistości to syzyfowa praca.

W niniejszym opracowaniu zajmę się regulacjami prawnymi dotyczącymi partii politycznych w Polsce.

Zacznę od Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej (z 2 kwietnia 1997r.)

Oczywiste jest, że w państwie demokratycznym wszyscy obywatele są…

równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski…

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio – czytamy w rozdziale pierwszym.

Narzędzia demokracji bezpośredniej to referendum i obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Co mówią na ich temat przepisy?

Referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.

A więc my, obywatele – nie? Taka to demokracja bezpośrednia? Bez inicjatywy społeczeństwa?

Jednak Konstytucja to dokument w pewnych kwestiach szczegółowy, w innych (może uznanych za mniej istotne) ogólnikowy. Konstytucja odsyła nas do ustawy o referendum, a tam z radością czytamy:

Sejm może postanowić o poddaniu określonej sprawy pod referendum z inicjatywy obywateli, którzy dla swojego wniosku uzyskają poparcie co najmniej 500 000 osób mających prawo udziału w referendum.

Zawsze to coś, ale 500 tysięcy podpisów z peselami – ogrom pracy, czasu, pieniędzy. A potem…?

W przypadku gdy Sejm, w drodze uchwały, nie uwzględni wniosku o przeprowadzenie referendum, Marszałek Sejmu informuje o tym wnioskodawcę.

Informuje 500 tysięcy ludzi, że im się referendum nie należy, bo tak zadecydowali ich przedstawiciele 😀

Bardzo to zabawne. Płakać się chce ze śmiechu.

Na wszelki wypadek legislatorzy zabezpieczyli się przed niespodziankami, dodając w ustawie o referendum wpis:

Referendum z inicjatywy obywateli nie może dotyczyć: wydatków i dochodów, w szczególności podatków oraz innych danin publicznych.

„Wydatków i dochodów”, czyli m.in. budżetu i sposobu pozyskiwania i wydatkowania publicznych (naszych) pieniędzy

To tak żebyśmy pamiętali, kto tu trzyma kasę.

No ale jest jeszcze drugie narzędzie demokracji bezpośredniej – obywatelska inicjatywa ustawodawcza.

Inicjatywa ustawodawcza przysługuje […] grupie co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Tryb postępowania w tej sprawie określa ustawa.

No więc znów wędrujemy do ustawy, wczytujemy się uważnie i już wiemy, że w celu zmiany przepisów prawa należy:

  • utworzyć piętnastoosobowy komitet;
  • stworzyć projekt ustawy wraz z prezentacją skutków finansowych jej wprowadzenia;
  • zebrać tysiąc podpisów z peselami i adresami;
  • zawiadomić marszałka sejmu o utworzeniu komitetu i od tego momentu 3 miesiące, żeby…
  • zebrać pozostałe 99 tysięcy podpisów, jednocześnie…
  • prowadząc kampanię informacyjną i…
  • usiłując zebrać fundusze na ową kampanię*, z których…
  • będzie trzeba potem się rozliczyć, a pozostałą z kampanii kwotę…
  • przekazać na rzecz instytucji charytatywnej i…
  • ująć w sprawozdaniu finansowym.

Karkołomne przedsięwzięcie. Setki godzin pracy, nagabywania przechodniów, pisania, czytania dokumentów, publikowania, setki przejechanych kilometrów, góry grosza, a potem w sejmie – znamy to, znamy – do kosza.

  • Komitetowi nie mogą być przekazywane […] środki finansowe pochodzące: 1) z budżetu państwa; 2) od państwowych jednostek organizacyjnych; 3) z budżetu jednostek samorządu terytorialnego, związków komunalnych i innych komunalnych osób prawnych; 4) od przedsiębiorców państwowych, a także przedsiębiorców z udziałem Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego, związków komunalnych oraz innych komunalnych osób prawnych.

I tak wygląda w Polsce demokracja bezpośrednia.

Jest oczywiście referendum z inicjatywy sejmu czy prezydenta,ale ci nie kwapią się z pytaniem społeczeństwa o zdanie, a poza tym jego wynik jest wiążący, gdy frekwencja przekroczy 50%. To raczej mało realne.

No ale mamy inny sposób sprawowania władzy przez naród. W formie demokracji przedstawicielskiej. Konstytucja określa sposób wybierania przedstawicieli:

Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.

„Proporcjonalność” można by jakoś skojarzyć ze sprawiedliwością, gdyby dotyczyła ona cechy wszystkich obywateli, np. reprezentantów płci, mieszkańców obszarów miejskich i wiejskich, czy stopnia zamożności. Słowo „proporcjonalne” określa relacje między ugrupowaniami w sejmie. Nazywanie wyborów proporcjonalnymi sugeruje, że każdy z obywateli ma swojego reprezentanta w jakiejś partii, czy ugrupowaniu, a przecież tak nie jest, nie każdy chce być reprezentowany przez partię, nie każdy chce być w ogóle przez kogoś reprezentowany. Proporcjonalność dotyczy więc tylko tych, którzy mają realną możliwość kandydowania do sejmu z powodzeniem lub czują się reprezentowani przez partie.

Konstytucja sugeruje, że posłem może zostać każdy…

…obywatel polski mający prawo wybierania, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 21 lat.

Kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy.

Ci wyborcy jakby spiesznie na marginesie dodani. Z drugiej strony sformułowanie to sprawia wrażenie, jakby przeciętny wyborca mógł sobie zgłosić kandydata. Bardzo optymistycznie.

Ale w praktyce…

Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyborów określa ustawa.

„No i skończyło się rumakowanie”. Te warunki to konieczność tworzenia list wyborczych, ilość wymaganych podpisów poparcia dla listy, konieczność zarejestrowania list w wystarczającej ilości okręgów, żeby w ogóle mieć możliwość przekroczenia progu wyborczego, wysokość tego progu, finansowanie kampanii wyborczej…

Dalej czytamy:

Finansowanie partii politycznych jest jawne.

Nic nie ma o subwencjach. Jawne. To znaczy, że partie muszą zdać sprawozdanie z finansowania, że ich finansowanie ma pochodzić z legalnych źródeł, że ma być przejrzyste. Ale gdy przejdziemy do ustawy o partiach, zobaczymy, że to cały sprawny system utrzymywania partii przez społeczeństwo.

Jak Konstytucja definiuje partie?

Partie polityczne zrzeszają na zasadach dobrowolności i równości obywateli polskich w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa.

Taka definicja wskazywałby na doradczy głos partii politycznych w kwestiach związanych z zarządzaniem państwem. Pytanie, jakie natychmiast się nasuwa, brzmi: co to są metody demokratyczne? I jakimi metodami demokratycznymi dysponuje mała, lokalna partia? Bo jakimi 99% niezrzeszonych Polaków – wyjaśniłam wyżej.

Ustawa o partiach politycznych (z 27 czerwca 1997r.)

Ustawa o partiach politycznych teoretycznie doprecyzowuje przepisy zawarte w Konstytucji. Teoretycznie… Ustawa rozszerza konstytucyjną definicję roli partii o sprawowanie władzy publicznej. Wszystko oczywiście metodami demokratycznymi. Także tu brak precyzyjnego określenia, czym są owe metody demokratyczne.

Dalej czytamy:

Partia polityczna opiera swoją działalność na pracy społecznej członków; do prowadzenia swych spraw może zatrudniać pracowników

Wygląda na to, że członkowie partii to społecznicy. Brawo!

Po tym radosnym wstępie przechodzimy do spraw finansowych:

Zgłoszenie partii do ewidencji powinno zawierać […]nazwiska i adresy osób wchodzących w skład organów uprawnionych w statucie do reprezentowania partii na zewnątrz oraz do zaciągania zobowiązań majątkowych.

Oznacza to, że partia z założenia może takie zobowiązania zaciągać. Natychmiast pojawia się pytanie, czy osoby uprawnione do zaciągania zobowiązań majątkowych, są odpowiedzialne za ich spłatę/rozliczenie?

No przecież logiczne, że tak, ale… tak nie do końca.

Partia polityczna jest obowiązana zawiadomić Sąd o […] zmianach w składzie organów uprawnionych […]do zaciągania zobowiązań majątkowych […] nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia dokonania tych zmian.

Czyli najpierw zmienia, potem zawiadamia. A co jeżeli już wcześniej zostały podjęte jakieś zobowiązania? Kto za nie odpowiada? Zaciągający, czy nowi? I właściwie, w jaki sposób odpowiada? Personalnie? Zbiorowo?

Konstytucja mówi tylko o jawności finansowania partii. Ustawa do tej jawności dodaje zapis o  finansowaniu ze środków publicznych. Art. 24 podaje:

Majątek partii politycznej powstaje ze składek członkowskich, darowizn, spadków, zapisów, z dochodów z majątku oraz z określonych ustawami dotacji i subwencji.

Majątek partii politycznej może być przeznaczony tylko na cele statutowe lub charytatywne.

Partia polityczna nie może prowadzić działalności gospodarczej.

Partia polityczna może pozyskiwać dochody z majątku pochodzące jedynie:

1) z oprocentowania środków zgromadzonych na rachunkach bankowych i lokatach;

2) z obrotu obligacjami Skarbu Państwa i bonami skarbowymi Skarbu Państwa;

3) ze zbycia należących do niej składników majątkowych…

Partia polityczna może zaciągać kredyty bankowe na cele statutowe.

Wcześniej sugerowane zobowiązania finansowe przybrały tu wyraźną postać kredytów. Na cele statutowe.

Co obejmują cele statutowe? Ustawa tego nie precyzuje.

Teoretycznie każda partia ma swój statut  i musi on przejść przez sito rejestracji sądowej.  W praktyce do worka z celami statutowymi można upchnąć wszystko – to kwestia nazewnictwa. Czy celem statutowym może być impreza na tysiąc osób. Tak. Wyjazd do pięknego pensjonatu na trzydniową konferencję? Owszem. Wizyta u spokrewnionej ideologicznie partii w Portugalii? Jak najbardziej. Nie chodzi więc tylko o znaczki, foldery i herbatę na zebraniach.

Za zaciągnięcie zobowiązań finansowych przez partię odpowiada wyznaczona w tym celu osoba. Jednak bank wymaga poręczenia kredytu.

Poręczycielem kredytu, o którym mowa w art. 24 ust. 7, może być wyłącznie obywatel polski mający miejsce stałego zamieszkania na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, z tym że zobowiązanie poręczyciela nie może być wyższe od wymienionej w art. 25 ust. 4 łącznej sumy wpłat od osoby fizycznej.

  • żeby nie było zbyt łatwo 🙂 – trzeba poszukać

art.25 ust.4  

Łączna suma wpłat od osoby fizycznej na rzecz partii politycznej […] nie może przekraczać w jednym roku 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę….

Czyli jakieś 23000 – 31000 (przepisy nie definiują, czy chodzi o płacę brutto czy netto).

Pojawia się pytanie: czy banki udzielają partiom kredytu tylko do takiej kwoty?

I ile takich kredytów partia może zaciągnąć jednocześnie?

Z pewnością są to interesujące zagadnienia, zwłaszcza w kontekście rozliczeń finansowych partii. Ale przejdźmy do ustawowego źródła ich finansowania – subwencji.

Subwencję otrzymuje:

partia polityczna, która:w wyborach do Sejmu samodzielnie tworząc komitet wyborczy otrzymała w skali kraju co najmniej 3% ważnie oddanych głosów na jej okręgowe listy kandydatów na posłów (lub 6% w przypadku koalicji).

Wysokość rocznej subwencji, o której mowa w art. 28, dla danej partii politycznej albo koalicji wyborczej ustalana jest na zasadzie stopniowej degresji proporcjonalnie do łącznej liczby głosów ważnych oddanych na listy okręgowe kandydatów na posłów tej partii albo koalicji wyborczej, w rozbiciu na liczby głosów odpowiadające poszczególnym przedziałom określonym w procentach, według następującego wzoru:

S = W1 x M1 + W2 x M2 + W3 x M3 + W4 x M4 + W5 x M5

gdzie poszczególne symbole oznaczają:

S – kwota rocznej subwencji,

W1-5 – liczby głosów kolejno obliczane dla każdego wiersza poniższej tabeli, podane odrębnie w wyniku rozbicia łącznej liczby głosów ważnych oddanych w skali kraju łącznie na listy okręgowe kandydatów na posłów danej partii politycznej albo koalicji wyborczej, odpowiednio do wyznaczonego w procentach przedziału,

M1-5 – wysokość kwoty w złotych dla kolejnych wierszy poniższej tabeli:

 

Wiersz Głosy ważne oddane w całym kraju łącznie na listy okręgowe
kandydatów na posłów danej partii politycznej albo koalicji
wyborczej w rozbiciu odpowiednio dla każdego przedziału
Wysokość kwoty
za jeden głos (M)
procent liczba głosów (W)
1 do 5% 5 złotych 77 groszy
2 powyżej 5% do 10% 4 złote 61 groszy
3 powyżej 10% do 20% 4 złote 4 grosze
4 powyżej 20% do 30% 2 złote 31 groszy
5 powyżej 30% 87 groszy

 

Celowo przytoczyłam ten zapis w całości. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jego zawiłość zarówno w warstwie stylistycznej, jak i …hm… matematycznej.

Gdy już się rozszyfruje sens słów i tabelki, zdumienie może budzić fakt, że można było to tak bardzo skomplikować. Sprawa jest raczej prosta.

Partie, które przekroczyły próg 3%, otrzymują dość podobne kwoty. Jeden głos oddany na PiS  wart jest 6 razy mniej niż głos oddany na Razem. Subwencja zaciera różnice między partiami pod względem finansowym.

Subwencja obejmuje partie i koalicje. Nie dotyczy innych komitetów, organizacji, stowarzyszeń.

Jakie to są kwoty?

Od kilku do kilkunastu milionów złotych na partię.

Subwencja jest przeznaczona wyłącznie na realizację celów statutowych

Jak duże muszą być te cele, żeby mając taką subwencję, zaciągać kredyt?  😀

Wydatki związane z subwencją pokrywane są z budżetu państwa…

czyli z kieszeni podatnika.

Każda partia otrzymująca subwencję co roku składa informację o jej wykorzystaniu…

 …wraz z załączonym sprawozdaniem biegłego rewidenta, którego wybiera Państwowa Komisja Wyborcza. Koszty sporządzenia sprawozdania przez biegłego rewidenta pokrywane są przez Krajowe Biuro Wyborcze.

Państwowa Komisja Wyborcza, badając informację, może zlecać sporządzanie ekspertyz lub opinii

Ustawa określa źródło finansowania subwencji i jej rozliczania raz jako Skarb Państwa, raz jako Budżet, to znów jako Krajowe Biuro Wyborcze – niezależnie od nazewnictwa, źródłem są kieszenie podatników.

Pieniądze przeznaczone na kampanię wyborczą gromadzone są przez partie na specjalnym funduszu wyborczym. Mogą one pochodzić z wpłat własnych, darowizn, spadków i zapisów.

Każda partia składa też co roku sprawozdanie o źródłach pozyskania i wydatkowania środków finansowych.

Do sprawozdania tego załącza się sprawozdanie biegłego rewidenta w zakresie wpływów na Fundusz Wyborczy partii politycznej. Biegłego rewidenta wybiera Państwowa Komisja Wyborcza, a koszty sporządzenia sprawozdania przez biegłego rewidenta pokrywane są przez Krajowe Biuro Wyborcze.

Odrzucenie sprawozdania następuje […] w przypadku poręczenia kredytu z naruszeniem przepisów art. 25a (poręczycielem kredytu ma być Polak zamieszkały w Polsce), a także dokonania czynności skutkującej zmniejszeniem wartości zobowiązań partii politycznej przez inną osobę aniżeli wymieniona w art. 25 ust. 1 (Polak zamieszkały w Polsce) i art. 25a ust. 1 lub dokonanej z naruszeniem limitu wpłat, o którym mowa w art. 25 ust. 4 (czyli tych dwudziestu paru tysięcy) – zwróćmy uwagę, jak bardzo skomplikowany jest ten prawniczy bełkot z odsyłaczami.

Wszystkie te kontrole, sprawozdania, orzeczenia mają teoretycznie zabezpieczyć partie przed korupcją i przed wpływami zewnętrznymi. Czy zabezpieczają?

W pewnych warunkach określonych w ustawie może nastąpić likwidacja partii politycznej.

Koszt likwidacji pokrywa się z majątku likwidowanej partii politycznej. Jeżeli majątek partii wystarcza jedynie na pokrycie części kosztów jej likwidacji, pozostałą część tych kosztów pokrywa Skarb Państwa – czyli podatnicy. A jeśli majątek partii ma wartość ujemną? Jeśli trzeba spłacić zaciągnięte długi? Co za naiwne pytania.

Kodeks wyborczy

Kodeks wyborczy określa sposób organizacji wyborów. Jest to ta część przepisów, która zdaje się większości społeczeństwa w żaden sposób nie dotyczyć, podczas gdy wpływa na wszystkie dziedziny życia. Na początek sprawy ekonomiczne.

Odpowiedzialność za zobowiązania majątkowe komitetu wyborczego ponosi pełnomocnik finansowy.

W przypadku gdy z majątku pełnomocnika finansowego nie można pokryć roszczeń wobec komitetu wyborczego, odpowiedzialność za zobowiązania majątkowe:

  • komitetu wyborczego partii politycznej albo organizacji ponosi partia polityczna albo organizacja, która utworzyła komitet wyborczy;

– co się dzieje z długiem partii – o tym była mowa wyżej;

  • koalicyjnego komitetu wyborczego ponoszą solidarnie partie polityczne wchodzące w skład koalicji wyborczej;

– jak wyżej;

  • komitetu wyborczego wyborców ponoszą solidarnie osoby wchodzące w skład komitetu.

– interesujące, bo w tym jednym punkcie mamy odpowiedzialne osoby fizyczne, a w pozostałych osoby prawne.

Środki finansowe komitetu wyborczego kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej mogą pochodzić wyłącznie z wpłat obywateli polskich mających miejsce stałego zamieszkania na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, z funduszy wyborczych partii politycznych oraz z kredytów bankowych zaciąganych na cele związane z wyborami.

Pamiętamy, w jaki sposób te kredyty są potem rozliczane.

Komitet wyborczy partii politycznej oraz koalicyjny komitet wyborczy, mogą nieodpłatnie korzystać w czasie kampanii wyborczej z lokali partii politycznej, jak również z jej sprzętu biurowego (to jest sprzęt, lokal należący do partii, a więc jako majątek partii pochodzi w dużej mierze z subwencji, czyli z pieniędzy podatników).

Komitet wyborczy wyborców może nieodpłatnie korzystać w czasie kampanii wyborczej z lokalu osoby wchodzącej w skład komitetu wyborczego, jak również z jej sprzętu biurowego (to jest majątek prywatny, prywatne mieszkania i wartości).

Łaskawcy !!! Pozwalają korzystać z własnego mieszkania i sprzętu 😀

Dalej ustawa uprawomocnia bezczelny kant:

W przypadku uzyskania nadwyżki pozyskanych środków na cele kampanii wyborczej nad poniesionymi wydatkami komitet wyborczy partii politycznej przekazuje ją na fundusz wyborczy tej partii.

W przypadku uzyskania nadwyżki pozyskanych środków na cele kampanii wyborczej nad poniesionymi wydatkami koalicyjny komitet wyborczy przekazuje ją na fundusze wyborcze partii wchodzących w skład koalicji …

W przypadku uzyskania nadwyżki pozyskanych środków na cele kampanii wyborczej nad poniesionymi wydatkami przez komitety wyborcze […], komitety te przekazują ją na rzecz organizacji pożytku publicznego.

Czyli partie zostawiają niezużyte pieniądze na swoim koncie wyborczym na następne wybory, a komitet wyborców przekazuje nadwyżkę na rzecz organizacji pożytku publicznego. Za karę, że nie został partią?

Partii politycznej, której komitet wyborczy uczestniczył w wyborach, partii politycznej wchodzącej w skład koalicji wyborczej, a także komitetowi wyborczemu wyborców uczestniczących w wyborach do Sejmu i do Senatu przysługuje prawo do dotacji z budżetu państwa, zwanej dalej „dotacją podmiotową”, za każdy uzyskany mandat posła i senatora. Wydatki związane z dotacją podmiotową pokrywane są z budżetu państwa w części Budżet, finanse publiczne i instytucje finansowe.

To nie jest subwencja. To zwrot kosztów poniesionych w wyborach, za tych, którzy weszli do parlamentu.

No i znowu trochę matematyki:

Wysokość dotacji podmiotowej oblicza się według wzoru: Dp = W 560 × M, gdzie poszczególne symbole oznaczają: Dp – wysokość przysługującej dotacji podmiotowej, W – sumę wydatków na kampanię wyborczą komitetów wyborczych (do wysokości przysługujących komitetom wyborczym limitów wydatków przewidzianych w wyborach do Sejmu i do Senatu), które uzyskały co najmniej 1 mandat, M – liczbę mandatów posłów i senatorów uzyskanych przez dany komitet wyborczy.

Dotacja podmiotowa przysługuje wyłącznie do wysokości wydatków uwidocznionej w sprawozdaniu finansowym.

Piękny tekst. Każdy normalny człowiek zwymiotuje już przy „dotacji podmiotowej”.

My jesteśmy bardziej dociekliwi i mamy zdrowy żołądek, więc możemy się pozastanawiać: jaka jest ta przysługująca wysokość limitów wydatków? Czy jest nią suma uwidoczniona w sprawozdaniu? Co oznacza liczba 560? Czy chodzi tu o iloczyn tajemniczej 560 i kwoty wydatków?

No, ale mamy jakieś wyjaśnienie:

W wyborach do Sejmu komitety wyborcze mogą wydatkować na agitację wyborczą wyłącznie kwoty ograniczone limitami, ustalonymi w następujący sposób:

  • wysokość limitu wyznaczona jest kwotą 82 groszy przypadającą na każdego wyborcę w kraju ujętego w rejestrze wyborców;
  • limit wydatków dla danego komitetu oblicza się według wzoru: L = (w × k × m)/460, gdzie poszczególne symbole oznaczają: L – limit wydatków, w – liczbę wyborców w kraju ujętych w rejestrach wyborców, k – kwotę przypadającą na każdego wyborcę w kraju ujętego w rejestrze wyborców, o której mowa w pkt 1, m – łączną liczbę posłów wybieranych we wszystkich okręgach wyborczych, w których komitet zarejestrował listy kandydatów.

Proste. Wystarczy policzyć.

Dalej nie wiadomo – co prawda – skąd te 560, ale tu pojawiają się inne liczby: dość sensowne 460 (460 posłów zasiada w ławach sejmowych) oraz 82. Dlaczego 82? A nie 75? Albo 91? No ale nie ekscytujmy się szczegółami. Ktoś to w jakiś sposób i z jakiegoś powodu policzył. To są wszak grosze. O co się spierać?

Prawo zgłaszania kandydatów na posłów przysługuje: 1) komitetowi wyborczemu partii politycznej; 2) koalicyjnemu komitetowi wyborczemu; 3) komitetowi wyborczemu wyborców.

To teoria.

A praktyka?

Lista kandydatów powinna być poparta podpisami co najmniej 5000 wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu wyborczym.

Okręgi pokrywają się mniej więcej z dawnymi województwami. W ich skład wchodzi kilka większych miast i to w nich przede wszystkim zbiera się podpisy – 5 tys. podpisów z peselami (w wyborach do europarlamentu – 10 tys.). Podpisze może co piąta osoba. Trzeba więc 25 tys. razy nagabywać obcych ludzi o podanie swoich danych. W jednym okręgu.

Komitet wyborczy, który […]zgłosił listy kandydatów co najmniej w połowie okręgów wyborczych, uprawniony jest do zgłoszenia dalszych list bez poparcia zgłoszenia podpisami wyborców.

Czyli w 21 okręgach (21 x 5 tys. = 105 tys. podpisów)

Nawet partie o zorganizowanych strukturach mają z tym problemy, cóż dopiero komitety obywatelskie.

Wygląda więc na to, że przepisy tak zostały ukształtowane, żeby zniechęcić obywateli do sięgania po władzę. Albo żeby zmusić inicjatywy oddolne obywateli do tworzenia struktur partyjnych.

I znów coś dla matematyków, tym razem jednak to wyższa szkoła jazdy – metoda d’Hondta:

…okręgowa komisja wyborcza dokonuje podziału mandatów pomiędzy uprawnione listy kandydatów w sposób następujący:

  • liczbę głosów ważnych oddanych na każdą z list w okręgu wyborczym dzieli się kolejno przez: 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ile wynosi liczba mandatów do rozdzielenia między te listy w okręgu;
  • każdej liście przyznaje się tyle mandatów, ile spośród ustalonego w powyższy sposób szeregu ilorazów przypada jej liczb kolejno największych.

Proste? Hehe. Co z tego rozumie przeciętny wyborca? Niewiele. I chyba o to chodzi 😀

W praktyce metoda ta jest sposobem na eliminację małych ugrupowań – nawet tych, które przekroczyły próg wyborczy.

I jeszcze jeden niuansik, niby mało istotny, ale… kandydatów na członków Państwowej Komisji Wyborczej wskazują kluby parlamentarne lub poselskie, z tym że liczba tych członków musi odzwierciedlać proporcjonalnie reprezentację w Sejmie klubów parlamentarnych lub poselskich.

Oznacza to, że to obecni parlamentarzyści wybiorą członków PKW, sprawującej kontrolę i liczącej głosy przez następne 9 lat. A wybrańcy z pewnością będą im za to wdzięczni. Oczywiście prezes PKW nie może należeć do partii. 😛

Ustawy dotyczące struktur polskiego życia politycznego wyraźnie faworyzują partie w procesie sięgania po władzę. Przejawia się to w sposobie ich finansowania, w braku doprecyzowania i ograniczenia tzw. działalności statutowej i w braku odpowiedzialności osobistej – finansowej oraz prawnej. Precyzja niektórych sformułowań może wskazywać na to, że legislatorzy pomyśleli o wszystkich aspektach, wszystkich niuansach, wszystkich lukach, które mogłyby w jakiś sposób naruszyć partyjne status quo. Jak twierdzi w swoim referacie prof. Mirosław Matyja, konstytucjonalista: Mogłoby się wydawać, że autorzy ustawy o partiach politycznych z 1997 r. nie mieli „zielonego pojęcia” o polityce. Przyglądając się bliżej treści tej ustawy, należy jednak stwierdzić, że działali w sposób co najmniej wyrachowany. Ten zmanipulowany zapis daje rządzącej partii wręcz nieograniczone kompetencje władcze.*

Bezprawie to stan, w którym przepisy prawa nikogo nie chronią. Jak można nazwać stan, w którym prawo służy wspieraniu przestępczości zorganizowanej?

*M.Matyja, „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”: http://jow.pl/aby-polska-rosla-w-sile-a-ludzie-zyli-dostatniej/ [dostęp: 12.01.2019] – tekst wygłoszony na konferencji JOW we Wrocławiu w listopadzie 2018 r.

About Małgorzata Pawlak

matka, nauczyciel, bibliotekarz, domorosły pedagog, psycholog i socjolog, wielbicielka kotów i książek. Bez pasji gasnę. Obecnie to polityka.
1 033 wyświetlen