Ordynacja mieszana

Nazwa ordynacji mieszanej sugeruje połączenie cech ordynacji tzw. proporcjonalnej i postulowanej większościowej JOW. Nic bardziej mylnego. Ponieważ znamy zalety JOW, kusi się nas ich częściowym wprowadzeniem. Ponieważ znamy wady funkcjonującej ordynacji, mami się ich wyeliminowaniem za pomocą kompromisu. Z czego wynika nagła gotowość partii do rozmów o ordynacji? Skąd nagle zgoda na „kompromis”. Otóż ordynacja mieszana to żaden kompromis.

Podstawową wadą ordynacji tzw. proporcjonalnej jest to, że władza pochodzi z rąk wodzów partyjnych, a nie naszych – obywateli, co determinuje liczne patologie widoczne w życiu politycznym zarówno kraju, jak i regionu. I w ordynacji mieszanej tak pozostanie. To szefowie partii będą wybierać kandydatów na listy, a także wspierać – również partyjnych – kandydatów w JOW. Projekt ordynacji przygotowany przez PiS w 2003r. zakłada, że kandydat musiałby zebrać ok. 500 podpisów w małym okręgu wyborczym (obecnie na całą listę zbiera się 5 tys. w dużo większym okręgu).

Według zwolenników obecnej ordynacji wadą jednomandatowych okręgów wyborczych miałoby być „zabetonowanie sceny politycznej” oraz dysproporcje między przedstawicielami partii w sejmie. Te argumenty służą za parawan dla prawdziwych przyczyn niechęci polityków do JOW: strachu przed osłabieniem roli partii oraz przed ciężką pracą i dyspozycyjnością w regionach. Czyli przed tym, czego my wyborcy od nich oczekujemy. Poza tym zastrzeżenia te wynikają z bzdurnego przekonania, że dobro partii jest dobrem wyborców. A przecież w JOW-ach rotacja posłów i radnych jest znacznie większa niż obecnie, a przy osłabieniu roli partii – szyld przestaje mieć znaczenie dla wyborcy. Ważna jest praca i odpowiedzialność posła.

Iluż wyborców obecnie zdaje sobie sprawę, że głosy przelicza się na mandaty metodą d’Hondta? Ilu ma świadomość, jak nikły mają wpływ na wybór konkretnej osoby (a biorąc pod uwagę psychologię tłumu – żaden) i że wybierają tylko listę wyborczą? Czy nie porusza ich, że głosy liczy się za zamkniętymi drzwiami? Otóż, większości to nie interesuje, ponieważ jest zbyt skomplikowane. I o to chyba chodzi.

Stopień skomplikowania ordynacji mieszanej (dwie listy: partyjna i JOW, próg procentowy, ilość podpisów, sposób obliczania) bije na głowę to, co mamy obecnie. A wytłumaczenie przeciętnemu wyborcy, jak działa ordynacja i co z tego wynika, zamiast posługiwania się nośnymi sloganami, staje się niemal nieosiągalne. I o to chodzi.

Dochodzi do tego aspekt psychologiczny. Jeśli – wbrew głosom rozsądku – ordynacja mieszana zostanie wprowadzona, to w kodeksie wyborczym pojawi się hasło: jednomandatowe okręgi wyborcze. Tylko że posłowie w tych JOW-ach wybrani, będą działać i głosować zgodnie z linią partii. Bo nadal będą dostawać pieniądze za wierność jej.

A w razie niepowodzeń, korupcji, skandali usłyszymy: „Chcieliście JOW-ów? No to macie!”

Ruch JOW postuluje czyste JOW-y. Jedynie ordynacja większościowa 460 JOW oznacza zmianę. Partyjny system wyborczy to gangrena. Zwolennicy ordynacji mieszanej proponują jej pudrowanie zamiast chirurgicznego cięcia.

Autor grafiki: Marek Wolan

About Małgorzata Pawlak

matka, nauczyciel, bibliotekarz, domorosły pedagog, psycholog i socjolog, wielbicielka kotów i książek. Bez pasji gasnę. Obecnie to polityka.

Dyskusja - 5 Komentarzy
  1. [ja!]

    04. maja 2016,  godz. 19:41

    ▌▌ Dlatego od samego początku piszę, czym tak naprawdę „pachnie” proponowana ostatnio tzw. „ordynacja mieszana” z faktycznym odebraniem już nawet prawa głosu na poszczególnych kandydatów na listach i zastąpienie tego głosowaniem na partyjne obrazki — w sposób typowy dla krajów III świata, gdzie zamiast podpisu głosuje się przez umoczenie palca w farbie!

    To tak, jakby postulat przejścia na angielski ruch lewostronny wprowadzać w sposób „mieszany” — na początek lewą stroną puścić tylko ciężarówki i autobusy…

    Dlatego również — nie rozumiem dlaczego jako jedyny — proponuję najbardziej realistyczną (bo niewymagającą nawet zmiany Konstytucji RP) ordynację mieszaną: wprowadzić wyłączność JOW w połowie okręgów, w których w referendum poparcie dla idei JOW było najwyższe: ponad 80% wyborców!

    .

    Niektórym trudno jest sobie wyobrazić konkurencję ustrojów politycznych w ramach jednego, zdrowego państwa, tymczasem wcale nieprzypadkowo taki model rozwoju sprawdza się np. w Szwajcarii. Dlatego warto by było na podstawie wyników referendum w połowie kraju wprowadzić 100% JOW, a w drugiej zostawić 100% obecnej ordynacji — po kilku elekcjach ludzie sami mieliby lepsze pojęcie, co jest dla nich lepsze, co sprawdza się w praktyce — to właśnie konkurencja między krajami była jednym z napędów rozwoju i gospodarczej hegemonii Europy, a następnie nadmierne procesy unifikacyjne rozpoczęły proces jej upadku.

    ▌▌XXX9i9NAwp.plXXX ▌▌

    Odpowiedz

  2. wb

    03. maja 2016,  godz. 19:59

    Tuska trzeba było dać albo pięciu liderów. Straszenie Jarkiem już niemodne i zwolenników PiS tylko tym zrazicie. A bez nich żadne JOWy nie przejdą przez następne 10 lat.

    Odpowiedz

    • bisnetus

      04. maja 2016,  godz. 13:35

      Z nimi (PiS-em) JOW-y nie przejdą 200 lat. To najbardziej postkomunistyczna mafia ze wszystkich partyjnych mafii.

      Odpowiedz

      • greg

        13. maja 2016,  godz. 23:35

        PiS to partia realizująca wolę ludu, a nie żaden postkomunizm. Co to w ogóle za slogany?

        Odpowiedz

        • bisnetus

          18. maja 2016,  godz. 13:26

          PiS ma więcej komuchów w szeregach niż SLD. Ostatnio na czele z tym prokuratorkiem Stanu Wojennego Piptrowiczem czy Piotrowskim.

          A „realizacja woli ludu” to slogan będący znakiem rozpoznawczym komuny. Przecież PZPR nie czyniła niczego innego. Od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, przez 40 lat.

          Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.