31 sierpnia w Fundacji Batorego odbyło się śniadanie prasowe inaugurujące kampanię "Kobiety na wybory". Ma ona zachęcić kobiety do udziału w głosowaniu, bo do udziału w starcie o mandat parlamentarny jest już po herbacie (termin zgłoszeń minął 30 sierpnia).


Zebrani dowiedzieli się, dzięki badaniom dr Mikołaja Cześnika z ISP PAN, że kobiety od 1997 r. w ostatnich 4 wyborach uczestniczą, średnio o 4,5% słabiej niż mężczyźni (!). Największa różnica 6,3% była w 2007 r., ale np. w 2001 r. wynosiła tylko 0,9%. Czternaście organizacji pozarządowych, uznały to za gigantyczny problem i zorganizowały kampanię, która ma zachęcić kobiety, aby tę 4,5% przepaść zasypać. Zakrawa to na farsę, gdyby nie to, że za nią stoi wydawanie publicznych pieniędzy, a to już nie jest zabawa, tylko korupcja. Niżej podpisany z sarkazmem w głosie, pogratulował organizatorom inicjatywy, wyrażając nadzieję, że doprowadzi ona do tego, iż po tych wyborach to mężczyźni okażą się grupą wykluczonych w 5%, a wówczas trzeba będzie organizować akcję "Mężczyźni na wybory".

 

Nie dajmy się zwariować. W wyborach biorą udział obywatele. Obywatel nie ma orientacji seksualnej, narodowości, wieku, wyznania ani płci. Nie ma nawet wzrostu i tuszy. Ale powinien mieć obywatelskie prawa. Czy kobiety są grupą wykluczonych w wyborach? Nic z tych rzeczy, ale na pewno wykluczani są obywatele, gdy zabiera im się realne bierne prawo wyborcze i scedowuje je na komitety i pełnomocników. Nikt nie może sam, bez tych pośredników stanąć do wyborów. I to jest autentyczny dylemat naszej demokracji, a nie fikcyjnie stworzony problem, niby braku uczestnictwa kobiet w głosowaniu.

 

A tak przy okazji, jak mało obchodzą dziennikarzy te wybory, niech świadczy to, że nikt z ok. 50 osób zebranych na tym śniadaniu, poza mną, nie miał żadnych pytań w sprawie wyborów. Może to jest też istotny problem jakości naszej demokracji?

 

 

Mariusz Wis – prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji

 

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Krzysztof Kowalczyk

    10. Paź 2011,  godz. 11:41

    „Kardynał Nycz pytany o niezbyt duże zainteresowanie społeczeństwa udziałem w głosowaniu powiedział, że być może jednym z powodów jest niezadowolenie z tego, co reprezentuje sobą świat polityki, albo zbyt mała wiara w to, że nasz głos naprawdę ma znaczenie. Dodał, że to przeświadczenie mogłyby zmienić okręgi jednomandatowe, które od tego roku obowiązują w ordynacji wyborczej do senatu, gdzie głosuje się na konkretnego kandydata, z danego środowiska.”
    http://wybory.wp.pl/title,Kard-Dziwisz-zaliczyl-wyborcza-wpadke,wid,13876632,wiadomosc.html

    Temat JOW-ów wypłynął również w debacie przedwyborczej w redakcji „Kuriera lubelskiego”. Kandydat z listy Nowej Prawicy Marian Kowalski otrzymał pytanie: „Czy w sprawach wpływających na przyszłość Lubelszczyzny będzie Pan/Pani w stanie „wyłamać” się z partyjnej dyscypliny jeśli ta będzie nakazywać głosowanie za rozwiązaniami niekorzystnymi dla regionu?”. Odpowiedział: „Po pierwsze, nie mamy możliwości startu na równych zasadach w wyborach, bo wiadomo co zrobiła PKW. Po drugie – postulujemy wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, dzięki którym poseł będzie reprezentantem swoich wyborców, a nie wyłącznie marionetką w rękach partyjnych liderów. Naszym zdaniem partie nie powinny być też finansowane z pieniędzy publicznych.”
    http://www.kurierlubelski.pl/serwisy/wybory2011/453438,debata-wyborcza-kuriera-przepytujemy-kandydatow-na-poslow,id,t.html

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.