/O roli partyj

O roli partyj

czyli jak zapewnić i utrzymać kierowniczą, a jak wymusić służebną rolę partyj politycznych.

Wielka skala i zasięg negatywnych zjawisk oraz decyzje rządzących, sprzeczne z interesem społecznym, odbierane są jako skutek upartyjnienia państwa. Zatem jego usunięcie jest dążeniem uzasadnionym. W poszukiwaniu przyczyny tego upartyjnienia, rozważmy najpierw, niezbyt w czasie odległą i aktualną analogię, pomiędzy różnymi praktykami prawno-ustrojowymi.

Gdy zwolennikom inżynierii społecznej spodobała się koncepcja komunizmu, na użytek jego wdrożenia, Lenin wymyślił Kierowniczą rolę partii. Uniwersalną zasadę-hasło, która miała być wytyczną we wszelkim działaniu władzy i stała się filarem komunistycznej dyktatury. Prawne umocowanie tej zasady w życiu państwowym, wymagało pełnego podporządkowania woli partii, tworzącej prawo Rady Najwyższej. Wprowadzono więc kontrolę procesu wyborczego, łącznie z publikowaniem wyników głosowania. Dla sterowania procesem wyborczym, w wyborach do tej Rady (oraz rad pozostałych szczebli) – pozorując ludowładztwo – wprowadzono zgłaszanie kandydatów. Jednak pod warunkiem ich akceptacji przez partię, jako kierowniczą siłę narodu. Przedstawicieli Narodu – Deputowanych do tej Rady, „wybierano” więc spośród tak zgłaszanych kandydatów. Ponieważ rodzaj sposobu zgłaszania kandydatów przesądza o tym, komu służą wybory, to odpowiednie zadekretowanie tego sposobu w wyborach do organów władzy, było kluczowym rozwiązaniem prawnym dla sprawowania przez partię kierowniczej roli w społeczeństwie. De facto rządził wódz. Partia nowego typu – jak mówił Lenin – była wszechwładna, a upartyjnienie, tak rządzonym państwem było ekstremalne.

Pomimo tego część krytyków komunizmu lekceważy znaczenie wskazanej regulacji prawnej, źródła charakteru leninowskiej partii i jej pozycji. Historyczne doświadczenie wszystkich krajów wschodnioeuropejskich, zachęciło do prawnego uprzywilejowania partyj politycznych. I to sposobem analogicznym do zastosowanego w komunizmie. W wyborach do organów władzy nie tylko krajów Europy Wschodniej, występuje ono w różnych, ale zawsze służących partiom wariantach. Bo dla partyj, a zwłaszcza dla ich przywódców, uprzywilejowanie zwłaszcza przy zgłaszaniu kandydatów w wyborach, zawsze jest atrakcyjne.

W polskich wyborach sejmowych jest to konieczność zgłoszenia pełnych list kandydatów, w co najmniej 21 okręgach wyborczych (spośród 42). Każda lista musi być poparta przez minimum 5 000 podpisów, łącznie 105 000 podpisów. Do wyborów dopuszczani są tylko kandydaci zatwierdzeni i uszeregowani przez wodzów partyj, według ich osobistej oceny. Indywidualne kandydowanie jest wykluczone. Wielkie rozmiary okręgów wyborczych redukują poznawanie kandydatów. Zatem wyborcy głosując, zatwierdzają tylko większość wcześniejszych partyjnych decyzji. System wyborczy tego rodzaju, pozorujący demokrację, uzależnia posłów od układających listy wyborcze. Odziera to posłów z indywidualnej odpowiedzialności przed wyborcami. Ponadto w okręgach wielomandatowych brak możliwości odwoływania posłów, gdyż indywidualne rozliczanie przez wyborców jest nierealne. Tak więc partie, wygrywające kolejne wyborcze plebiscyty, pozyskują rolę kierowniczą dzięki przywilejowi układania list wyborczych, który jest jądrem wielomandatowego systemu wyborczego. Do sprawowania kierowniczej roli rządzącej partii wystarczają bierni, mierni, byleby tylko w głosowaniach byli wierni. Ale obnażanie tego mechanizmu jest niezgodne z kanonem wolności słowa w partiokracji, więc wspólny front mediów wszystkich opcji politycznych przemilcza istnienie tego przywileju. I dlatego jego istnienie jest nieobecne w świadomości wielu obywateli. Jednocześnie sposób zniesienia tego przywileju tj. postulat JOW, jest tak konsekwentnie i hałaśliwie deprecjonowany, że w świadomości niektórych staje się zagrożeniem. Tym bardziej, że jego zasady wyborcze są ciągle za mało znane.

Fundamentalną zasadą postulatu JOW jest równa dla wszystkich pełna swoboda indywidualnego kandydowania w wyborach do Sejmu RP. Zrównuje ona kandydatów w prawach wyborczych, a przez to pozbawia partie ich uprzywilejowanej pozycji. Tworzy sytuację otwartego konkursu. Dla uzyskania optymalnych efektów konkursu, wybory przeprowadza się w okręgach jednomandatowych, o wielkości [1] pozwalającej na bezpośrednie docieranie kandydatów do wyborców. Równość prawa do kandydowania obejmuje też finansowanie kampanii wyborczej, narzucające limitowanie i ścisłą kontrolę wydatków, ponoszonych przez kandydatów. Taki konkurs w każdym okręgu, zmusza każdą partię, do wystawienia kandydata posiadającego szanse zdobycia największej liczby głosów. A to wymaga od niego wiarygodności, w ocenie wyborców. Reprezentujący partię poseł, wybrany w jakimś okręgu, dla ponownego wybrania, jest zmuszony do partnerstwa z wyborcami [2]. To wymusza jego przed nimi odpowiedzialność. Zwłaszcza, że w okręgu jednomandatowym łatwo posła na bieżąco rozliczać, a skompromitowanego odwołać. Poparcie przez wyborców, zależy od służebności wobec społecznych oczekiwań. Ponadto, przy zasadach wyborczych JOW, konkurencja pomiędzy partiami umacnia ten służebny, ergo obywatelski charakter wszystkich partyj politycznego rynku. Zależność poparcia, od służebności wobec społecznych oczekiwań, dotyczy i osobiście każdego posła, i jego partyjnej drużyny. Wybory są dniem sądu przede wszystkim nad posłami tej partii, która rządzi. Sądu także nad ewentualnymi jej ciągotami do bezpośredniego ingerowania w życie instytucji państwa. A to redukuje jego upartyjnienie.

Wodzowie partyj przekonują, że ich zdolność do zapewnienia pomyślności ojczyzny i obywateli, uzasadnia przywilej układania list wyborczych. Przeczą temu skutki, a opisane zależności wykazują, że źródłem upartyjnienia państwa jest wyborcze uprzywilejowanie partyj, a nie samo tych partyj istnienie. Gdyż partie, jako takie, były, są i będą, dopóki można się zrzeszać i przeprowadzać wolne wybory [3]. Zatem dla odpartyjnienia państwa należy tylko, i aż, zmienić rolę partyj wobec społeczeństwa. Z roli kierowniczej, którą kotwiczy ordynacja, zwodniczo nazwana proporcjonalną, na rolę służebną, którą wymuszają zasady wyborcze JOW [4].

Bo to dotychczasowa ordynacja wyborcza jest przyczyną choroby upartyjnienia państwa i je utrwala, gdyż nadaje partiom przywilej układania list wyborczych. Dlatego bez jej usunięcia, nie można usunąć przyczyny choroby. Można tylko likwidować same tej choroby skutki.

Zatem godzi się podsumować, iż samo gloryfikowanie bezpartyjności, jako cnoty w patriotycznym, obywatelskim zaangażowaniu, pozostaje jałowe, gdy jest oderwane od wskazania przyczyny upartyjnienia. I zamazuje znaczenie wprowadzenia zasad wyborczych JOW w wyborach do Sejmu RP, co jest najważniejszym postulatem ustrojowym. Warunkiem, nie tylko odpartyjnienia państwa, ale niepodległości wewnętrznej [5] i odblokowania możliwości rozwoju narodu.

[1] Okręgi jednomandatowe postulowane w Polsce w liczbie 460, zgodnej z Konstytucją, obejmują średnio ca. 67 tys. wyborców, tj. ca. 11 razy mniej, niż w 42 okręgach wielomandatowych.
[2] Zobacz: Jerzy Gieysztor Wolność pod władzą, czy partnerstwo z władzą? oraz Partnerstwo z władzą
[3] Zobacz: Jerzy Gieysztor Wolne wybory, to JOW
[4] Zobacz: Reguła wyborcza JOW
[5] Zobacz: Wojciech Błasiak Niepodległość wewnętrzna

About Jerzy Gieysztor

mgr. inż. miernictwa elektronowego; jak wspomina Jerzy Gieysztor: "Ze wszystkiego się śmieje, ale jest uparty i nie ujawnia swoich poglądów" – użalał się przedstawiciel czerwonych, kiedy w roku 1977 przeciwstawiłem się władzy Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie pracowałem przez kilka dziesięcioleci; uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW od 1998 r.