Sami Państwo słyszeli, szef Komisji Europejskiej Jose Barrosso zrugał węgierskiego premiera Viktora Orbána, ponieważ nie spodobały mu się zmiany w węgierskiej konstytucji. Borosso wtórowali liczni politycy europejscy i media. Wszyscy załamali ręce nad upadkiem demokracji w tym pięknym i przyjaznym kraju.

 

O co chodzi? Tego nikt nie powiedział. Nie wiemy, na czym miałyby rzekomo polegać te antydemokratyczne zmiany. Łatwo jednak zauważyć następujące fakty:

 

Fakt pierwszy: szef władzy wykonawczej Unii Europejskiej zrugał szefa władzy wykonawczej eurpejskiego kraju, najwyraźniej wychodząc z przekonania, że prawo jest stanowione przez władzę wykonawczą, którą można, ba nawet należy rugać, kiedy władza ustawodawcza jest niegrzeczna. W jaki sposób doszedł był do tego przekonania? Otóż z własnego doświadczenia. W Unii Europejskiej bowiem, organ władzy wykonawczej jest organem stanowiącym prawo. Tak, tak, proszę Państwa, Komisja Europejska – organ władzy wykonawczej wyłoniony w drodze uzgodnień międzyrządowych wydaje dyrektywy (po polsku rozkazy), które parlamenty krajów podległych mają wprowadzić do swojej legislacji. W ten oto pośredni sposób również nasza krajowa władza wykonawcza stanowi prawo, które ma później być przyklepane jeno przez parlament krajowy.

 

Fakt drugi: nikt nie podważył sposobu, w jaki te antydemokratyczne zmiany, zostały wprowadzone. Najwyraźniej zostały wprowadzone w sposób demokratyczny, w przeciwnym wypadku zostałoby również i to natychmiast wytknięte. Widać przeto jak na dłoni, że węgierscy posłowie uchwalili zmiany w konstytucji węgierskiej, które nie spodobały się innym, ale nie bynajmniej samym Węgrom.

 

Fakt trzeci: starą rzymską zasadę Cui bono (kto korzysta) należy rozszerzyć również o pytanie kto traci. Najwyraźniej zmiany uchwalone przez węgierskich parlamentarzystów zagrażają władzy europejskich samodzierżawców. Ciekawe, co ich tak wystraszyło?


13 kwietnia 2013

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.