Wandzie Nowickiej na 100 wyborców 99 odmówiło poparcia. Dzisiaj sprawuje jedną z najbardziej zaszczytnych funkcji w państwie, a na jej temat debatuje się tygodniami. Czy istnieje demokracja bez ludu?

 

Niechciani

 

W naszym kraju poparcie polityka wśród wyborców jest drugorzędne. Ważniejsze jest zaufanie, jakimi obdarza kandydata partia. Demokracja, czyli władza ludu… Co zatem, jeśli na 460 zasiadających w Sejmie posłów 65 proc. nie uzyskało poparcia nawet 2 proc. wyborców w swych okręgach wyborczych? Nie poparł ich nawet 1 na 50 spośród tych, którzy mogli. Co gdy 85 z nich, a więc prawie 20 proc. całej Izby, nie przekroczyło poparcia 1 proc., a więc 1 na 100 wyborców? Mogło poprzeć ich 100, ale poparł 1… Co to za wicemarszałkowie obu izb, gdy jeden z nich, Eugeniusz Grzeszczak, zdobył 9648 głosów, czyli zaufało mu 1,3 proc. wyborców, a Wanda Nowicka otrzymała tylko 7065 głosów, co stanowi znacznie mniej niż 1 proc. wyborców? Czy w ich przypadku można mówić o jakiejkolwiek relacji z wyborcami? Po co mieliby ją budować? Przecież po wynikach widać, że ludzie ich po prostu, najzwyczajniej w świecie, nie chcą w Sejmie. Takim wybrańcom znacznie bardziej zależy, aby obywatele nie wchodzili im w paradę. Najlepiej gdyby nie zwracali na nich uwagi.


Chcą ich za to partie. Komu zatem tak wybrani będą chcieli się odwdzięczyć, spłacić dług wdzięczności, udowodnić swą lojalność i skuteczność? Obywatelom czy partyjnemu aparatowi? Jeśli władzy w Polsce nie sprawują obywatele, to kto?


 

Nieśmiertelni


Jak atrakcyjnym narzędziem jest dla partyjnych przywódców obowiązująca ordynacja proporcjonalna widać każdego dnia. Od tzw. upadku komunizmu minęło prawie ćwierć wieku. Tymczasem na politycznych salonach bryluje wciąż ta sama ekipa. Niedawny powrót do polityki Aleksandra Kwaśniewskiego i kolejny rozdział szorstkiej przyjaźni z Leszkiem Millerem (2,4 % głosów w okręgu podczas ostatnich wyborów), pierwszoplanowe role Komorowskiego, Tuska, Kaczyńskiego i Pawlaka (3,2 % głosów). Minęło prawie 25 lat i okazuje się, że przez ten czas Polacy nie znaleźli nikogo, kto mógłby być dla nich realną alternatywą. Nawet najnowsze zjawisko – Ruch Palikota, pomimo że robi wszystko, by być bardziej europejski od Europy,  jak tylko może manifestuje i podkreśla swoje przywiązanie do generała Jaruzelskiego! Skąd pochodzi fenomenalna polityczna długowieczność tych ludzi?


Ta niesłabnąca pozycja nie wynika przecież z jakości pracy jaką wykonali dla kraju i obywateli, nie opiera się na pozytywnej ocenie ich osiągnięć. Przecież według najnowszych badań co trzeci pracujący myśli o wyjeździe z kraju! Nie pochodzi od wyborców, którzy widząc efekty ich rządów nie wyobrażają sobie życia w Polsce rządzonej przez kogoś innego. Czy to nie sytuacja kryzysowa polskiego parlamentaryzmu? To nie kryzys, to rezultat – zwykł mawiać nieoceniony Stefan Kisielewski. To zwykła konsekwencja sposobu, metody wyłaniania posłów, która gwarantuje utrzymanie status quo i jest korzystna dla wszystkich partii polskiego Sejmu.


 

Nieproporcjonalni


Niedawno mieliśmy okazję obserwować jak działa w praktyce dobry polityk z okręgów jednomandatowych. Podczas negocjacji budżetu Unii Europejskiej David Cameron grał pierwsze skrzypce. Bycie wybranym w ordynacji większościowej to zawsze dodatkowy argument podczas negocjacji z politykami wybranymi proporcjonalnie. W przypadku polityka, o którym wiemy, że tak czy inaczej dzięki liście krajowej do parlamentu wejdzie, można podczas rozmów wymagać więcej ustępstw… Zmieleni.pl wraz z Ruchem na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych proponują  stworzyć nową polską ordynację wyborczą właśnie na wzór brytyjski. To kraj o najdłuższej historii parlamentu w Europie, jak się nie uczyć od nich – to od kogo? Tradycje demokratyczne mamy także piękne, niestety zbytnio poszarpane dziejową zawieruchą.


Jak wygląda rasowy polityk  jednoosobowych okręgów wyborczych? Pokazały to niedawne negocjacje budżetowe. David Cameron podczas zjazdu bardziej przypominał wierzącego w swoje siły wyczynowego sportowca niż dyplomatę. Gdy przyjechał na negocjacje od razu wystrzelił w kierunku dziennikarzy, by zaprezentować się jak najszerszej widowni, swoim wyborcom. A jechał tam przecież z gombrowiczowską gębą pierwszego hamulcowego, wręcz nieodpowiedzialnego rozrabiaki. Nie dał po sobie tego poznać, wręcz przeciwnie. Przy stole ekipa brytyjska od razu pozbyła się marynarek, aby świecąc bielą swoich koszul jeszcze mocniej podkreślić, a wręcz zademonstrować swą gotowość na mocne starcie i długie godziny rozmów. Zadbali o utrzymanie swojego rabatu – to było i jest dla nich najważniejsze, cel osiągnęli. Traktowano ich serio od samego początku pamiętając, że poprzednik Camerona, Tony Blair, przeciągnął poprzednie rozmowy budżetowe zgłaszając weto. A wszystko to działo się w momencie, gdy zarówno torysi, jak i laburzyści prowadzą przymiarki do referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Bo obywatele tak chcą i obie partie na to od razu reagują. A my? Staraliśmy się, aby nas nie zauważono. Miękka strategia – tak to się teraz nazywa.

 

 

* Artykuł pod tytułem Bierzmy przykład z Brytyjczyków ukazał się w "Uważam Rze" z 22 kwietnia 2013

 

 

About Artur Heliak

wrocławianin, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego; jeden z liderów akcji zmieleni.pl, Koordynator ds. PR i Mediów Ruchu JOW; trzy lata spędził w Londynie, gdzie z bliska zapoznał się z tematyką polskiej emigracji i funkcjonowaniem państwa opartego o jednomandatowe okręgi wyborcze; publikował m.in. w tygodniku „Uważam Rze” oraz w „Rzeczpospolitej”

Dyskusja - 2 Komentarzy
  1. Baccalus Baccalus

    20. Cze 2013,  godz. 00:39

    Szanowny Panie AH
    Twierdzi Pan, że 65% posłów uzyskało w swoim okręgu poparcie mniejsze niż 2% uprawnionych głosów.
    Zestawienie tych liczb dobrze brzmi jako argument na niekorzyść obecnego kształtu ordynacji wielomandatowych okręgów wyborczych przyznawanych metodą d’Hondt’a. Nie jest on jednak argumentem na korzyść jednomandatowych okręgów wyborczych przyznawanych metodą większości względnej, o które walczy ruch JOW.
    Wielomandatowość proporcjonalna nie jest problemem obecnej ordynacji. Przeciwnie. Jest jej największą zaletą. Wyjaśniam to w artykule:
    http://www.jow.pl/blog/makossj/wady-jow-nadreprezentacja.html
    To nie ilość mandatów większa niż 1 powoduje, że 65% posłów nie uzyskało poparcia 2% uprawnionych.
    .
    Największym problemem obecnej ordynacji jest to, że kandydaci otrzymujący różne, nawet kilkukrotnie poparcie otrzymują taki sam 1 mandat.
    Rozwiązaniem tego problemu nie jest zmniejszanie okręgów do jednomandatowych.
    Rozwiązać ten problem można poprzez umożliwienie otrzymania więcej niż jednego mandatu kandydatowi, który na niego zasłużył.
    Przykładowo 5 mandatowy okręg:
    Kandydat A – 40 % – 2 mandaty
    Kandydat B – 30 % – 2 mandaty
    Kandydat C – 20% – 1 mandat
    Kandydat D – 5%
    Kandydat E – 5%
    Wydaje mi się, że propozycja jest jasna. W razie pytań, odpowiem.
    .
    Twierdzi Pan, że przyczyną obecności tych samych ludzi w Parlamencie jest ordynacja wyborcza.
    Uważam, że jest wiele o wiele bardziej wpływowych czynników powodujących, że ponownie kompromitujący się ludzie, stronnictwa, trwają u steru kraju.
    *Najważniejszym czynnikiem wpływającym na efekt wyborów jest kampania wyborcza, a nawet przedwyborcza. Koncerny medialne oraz państwowe media przejęte przez polityków bez przerwy ukazują określone ugrupowania w określony sposób. Jedne lepiej, inne umiarkowanie, jeszcze inne źle a ostatnich wcale nie pokazują lub, jeżeli muszą, to ukazując jako margines.
    *Kolejnym czynnikiem jest zwykły brak czasu i umiejętności większości obywateli na zainteresowanie się polityką. Ludzie się po prostu nie znają. Gdy ktoś się na czymś nie zna ale zależy mu na przyjęciu jakiegoś stanowiska, to zwraca się do eksperta by ten wskazał właściwy kierunek. Do kogo ludzie najczęściej zwracają się po poradę? Do mediów właśnie a te, od lat, wskazują te same twarze, kolory, hasła.
    *Trzecim istotnym czynnikiem jest brak zainteresowania polityką, który widać wyraźnie we frekwencji. Ponad połowę obywateli wybory nie interesują. Są dwie główne grupy spośród nich. Jedna to ci, których po prostu nic nie interesuje. Druga to osoby, które w bojkocie wyborów chcą dać wyraz niezadowolenia oraz potępienia władzy a nawet państwowości jako takiej.
    .
    Przy powyższych ordynacja wyborcza to znikomy problem. Dlatego uważam, że nie można uzasadniać nią obecności tych samych ludzi w Parlamencie od wielu lat.
    Zgadzam się, że pewni ludzie, mimo kompromitacji, nadal dostają się do władzy. Chciałbym jednak zauważyć, że ta zasada dotyczy tylko pewnej grupy ludzi. Czy widzimy w sejmie Solidarność, LPR, Samoobronę, Prawicę? Nie. Jakoś tym stronnictwom ordynacja nie sprzyja.
    .
    Twierdzi Pan, że bycie wybranym w okręgu jednomandatowym zwiększa niezależność posła. Jest dokładnie przeciwnie. W okręgach jednomandatowych kandydat musi analizować nastroje wyborców i wpasować się w te najpopularniejsze, które zagwarantowałyby mu większość względną. W razie zmiennych opinii społecznych, opłaca się kandydatowi zmienić głoszone zamiary. W okręgach wielomandatowych sytuacja jest zupełnie inna. W obecnej ordynacji opłaca się być stałym w poglądach. Przyczyna jest prosta. Jeżeli grupa wyborców czegoś chce, to jeżeli kandydat zmieni swoje poglądy, dostosowując je do popularnych, ta grupa zagłosuje na kogoś, kto stale reprezentował poglądy tożsame z nią.

    Odpowiedz

  2. Andrzej Czachor

    16. maja 2013,  godz. 09:09

    ‚Ta niesłabnąca pozycja nie wynika przecież z jakości pracy jaką wykonali dla kraju i obywateli, nie opiera się na pozytywnej ocenie ich osiągnięć. Przecież według najnowszych badań co trzeci pracujący myśli o wyjeździe z kraju! Nie pochodzi od wyborców, którzy widząc efekty ich rządów nie wyobrażają sobie życia w Polsce rządzonej przez kogoś innego.’
    To trzecie, sarkastyczne zdanie jest szczególnie niepokojące. Oznacza zanik instynktu samozachowawczego w naszym społeczeństwie. Mamy do czynienia nie tylko ze źle wybraną reprezentacją sejmową, ale też z ludźmi ogarniętymi amokiem niefrasobliwości, niechęcią do widzenia rzeczywistości. Tylko system JOW może ponownie związać naszych obywateli z ich własnością – państwem. Nasz nacisk musi się pogłębiać i rozszerzać.
    Nie ma na co czekać. „Pękajcie aorty, ja idę na korty”, pisała A.Osiecka. Uruchamiajmy szare komórki, znajdujmy szczeliny w betonie systemu i próbujmy „nowych nieodkrytych dróg”.
    A.C.

    Odpowiedz

Skomentuj