Wałęsając się po korytarzach jednej z polskich uczelni usłyszałem taki oto dialog studentów:
– Ile mamy stopni głupoty życiowej?
– Trzy. Odwrotnie z jaką się spotykamy na uczelni: zwyczajna, nadzwyczajna i habilitowana.

Powyższa studencka mądrość przypomina mi się zawsze, ilekroć jakaś osoba będąca znaczącym reprezentantem polskiej inteligencji wypowiada się w temacie polskiej polityki w sposób nieuporządkowany. A takie odczucie miałem po przeczytaniu niedawno opublikowanego artykułu prof. Anny Raźny pt. Anarchia – prezent na Święta i Nowy Rok*).

Otóż Sz. Autorka zabierając głos krytyczny na temat bieżącej polskiej polityki wymaga od posłów rzeczy niemożliwej z samej istoty swej rzeczy: że będą oni wzorowymi przedstawicielami większości. Truizmem jest twierdzenie, że jakość polityki zależy w głównej mierze od jakości głównych aktorów sceny politycznej. Zaś ta jakość jest zdeterminowana przez sposób ich wybierania. Po 1989 roku Polska wybrała proporcjonalny mechanizm wybierania posłów, biegunowo przeciwny od naturalnego, bo większościowego i dlatego opłakane skutki ciągną się do dzisiaj.

Spostrzegawcza krytyczna analiza publicznych działań wybrańców zawarta w artykule stanowi pewną wartość dodaną. Tym bardziej, iż formułowana przez polskiego inteligenta niejako z wyższej półki. A oto wszystkie główne wyartykułowane przez Panią Profesor patologie na polskiej scenie politycznej.

1. W żadnym programie wyborczym nie było mowy o Trybunale Konstytucyjnym. (…) zostaliśmy w cyniczny sposób oszukani przez wszystkie komitety wyborcze i wszystkie partie tworzące obecny parlament.
2. Zaczęły się i zapowiadają się dalsze demonstracje uliczne, które uwydatniły pogłębienie (…) podziału społeczeństwa (…) nie na dwie, lecz na trzy części.
3. Trzecią (część społeczeństwa – przyp. mój) stanowią ci, którzy (…) zostali z góry wykluczeni z dwubiegunowej sceny politycznej.
4. Trzecia część społeczeństwa (…) może odpowiedzieć budową alternatywy dla istniejącego stanu rzeczy.
5. Wielu z milczącej w obecnym kryzysie części społeczeństwa ma świadomość tego, że polska konstytucja nie jest dobra.
6. Wszyscy – nawet „narodowcy” w ruchu Kukiza – są proamerykańscy, pronatowcy, antyrosyjscy. Co najwyżej różnią się stopniem zależności (…) i rywalizują między sobą o pierwszeństwo…
7. Nowa władza udowodniła, że stać ją na takie gesty (dot. propozycji prezydenckiej pożyczki) sprzeczne z polską racją stanu.
8. Nowe władze dopiero teraz , gdy już nie muszą zabiegać o głosy wyborców, pokazały…
9. … Kryzys konstytucyjny i towarzysząca mu anarchia zagrażają Polsce (…) wtrącają społeczeństwo w chaos aksjologiczny i niszczą jego morale.

Wymienione wyżej krytyczne uwagi mają duży ciężar gatunkowy. W związku z powyższym przeciętny wyborca oczekiwałby od bardziej rozgarniętego członka swojej zbiorowości – jakim jest profesor i to niekoniecznie politolog – co najmniej propozycji zaradzenia wyjścia z tej nagannej sytuacji.

Nic bardziej mylnego. Pani Profesor wiąże naiwną nadzieję na samonaprawę wybranych posłów pod warunkiem, że ich szeregi zasili trzecia siła społeczeństwa. Tutaj akurat nie możemy nic zarzucić funkcjonującemu w Polsce prawu: mnogość sił politycznych zależy tylko od inwencji ich twórców. To, że jedne są równe, a drugie równiejsze w dostępie do koryta (czytaj pieniędzy publicznych) to już jest inna bajka. Śladowa frekwencja we wrześniowym referendum 2015 pokazała całkowity desinteressement obywateli w przedmiocie oskubywania kasy państwowej przez uprzywilejowane partie. Nie znany jest również stosunek Pani Profesor w tej sprawie, choć upomina się Ona o bierne prawo wyborcze dla milczącej części polskiego społeczeństwa.

Nie da się zrozumieć dlaczego Sz. Autorka nie dostrzega sytuacji, że żaden polski wyborca – w tym i sama Pani Profesor – nie ma w rzeczywistości tego biernego prawa.

Z artykułu bije profesorskie zatroskanie o sprawy naszej ojczyzny i to całkiem inne niż te podawane w oficjalnych przekaźnikach medialnych. Cóż z tego, gdy wyciągane mylne wnioski nie mogą czynić Panią Profesor drogowskazem na drodze do naprawy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Sądzę, iż nic jednak nie jest stracone. Wystarczy pozbyć się niezrozumiałych uprzedzeń, podobnych do tych, jakie ma większość polskiej inteligencji wobec najstarszej nowożytnej demokracji europejskiej, nadal dobrze funkcjonującej na Wyspach Brytyjskich. Ponadto należy wyplenić z siebie proporcjonalnego bakcyla, który to przymiotnik jest kluczem rozpoznawczym minionej formacji ustrojowej zwanej demokracją socjalistyczną. Już w 1945 roku towarzysz Bolesław Bierut informował świeżo upieczonego premiera Wielkiej Brytanii Clementa R. Attlee: Nie mamy w tej chwili ustalonej ordynacji wyborczej, ale popularne jest hasło wyborów pięcioprzymiotnikowych, to znaczy: powszechnych, równych, tajnych, bezpośrednich i proporcjonalnych**). Mija 70 lat, a wytyczne znanego działacza socjalistycznego pozostają niewzruszone.

Żal mi tylko, że Pani Profesor nie rozpoznaje wady ustrojowej, która wypacza funkcjonowanie polskiej demokracji, a którą wcześniej zdiagnozował i z którą walczył, jako społecznik, śp. profesor Jerzy Przystawa, niestrudzony popularyzator jednomandatowych okręgów wyborczych w Polsce. Pisał On tuż przed śmiercią w 2012 roku, że wolnej, suwerennej Polski nikt w świecie, poza nami, do niczego nie potrzebuje***).

*) http://www.konserwatyzm.pl/artykul/13392/anarchia—prezent-na-swieta-i-nowy-rok
**) Kampania wyborcza i wybory do Sejmu Ustawodawczego 19 stycznia 1947, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1999
***) http://jow.pl/jerzy-przystawa/

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy

Dyskusja - 2 Komentarzy
  1. Freeman

    18. Sty 2016,  godz. 19:36

    „wolnej, suwerennej Polski nikt w świecie, poza nami, do niczego nie potrzebuje””
    tak jest.

    Odpowiedz

  2. bisnetus

    08. Sty 2016,  godz. 19:10

    Według wartości i dziedzictwa kultury zachodniej wybory demokratyczne muszą być 5-przymiotnikowe przy czym te przymiotniki to.

    powszechność,
    równość,
    tajność,
    bezpośredniość i
    wolność (a nie proporcjonalność)

    Warunki te muszą być spełnione zarówno przez systemy większościowe jak i proporcjonalne, aby mogły być uważane za demokratyczne.

    Przypomnę, że powszechność wyborów oznacza swobodę udziału każdego obywatela w wyborach jako kandydata i wyborcy czyli realną wolność korzystania ze swoich biernych i czynnych praw wyborczych. Natomiast równość nakazuje m.in. równość traktowania i szans wyborczych dla każdego podmiotu, to znaczy zakaz preferowania i dyskryminowania jakichkolwiek podmiotów w procedurach wyborczych.

    Fikcja wyborcza w Polsce polega w pierwszej linii na totalnym pogwałceniu tych dwóch zasad demokratycznych wyborów, które nota bene są wyraźnie zapisane w polskiej Konstytucji.

    Pisałem o tym więcej na swoim blogu w Zasada powszechności wyborów

    PS.
    Twierdzenie, że tylko systemy większościowe mogą być demokratyczne jest rzeczowym i logicznym błędem niestety notorycznie powtarzanym przez zwolenników JOW-ów. Wybory demokratyczne, to takie, które są powszechne, wolne, równe, tajne, bezpośrednie natomiast system JOW – o ile jest wprowadzony rzetelnie z poszanowaniem tychże zasad – jest jedną z najlepszych i najefektywniejszych metod implementacji tych zasad.

    Podobno na Białorusi są JOW-y a Białoruś nie jest z pewnością krajem demokratycznym ponieważ zasada równości, wolności i powszechności wyborów jest tam deptana równie bezczelnie i bezpardonowo jak w Rosji i w Polsce.

    Odpowiedz

Skomentuj