List  otwarty do przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność”, p. Piotra Dudy, w sprawie podjęcia przez NSZZ „Solidarność” tematyki JOW w wyborach do Sejmu podpisany przez  prezesa Zarządu Ogólnopolskiego Okręgu Żołnierzy Armii Krajowej Obszaru Lwowskiego im. Orląt Lwowskich, p. Adama Gajdę.

 

 


Pan  Piotr Duda

Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

ul. Wały Piastowskie 24

80-855 Gdańsk

 

 

LIST OTWARTY

 

 

Dotyczy: podjęcia przez NSZZ „Solidarność” działań na rzecz odnowy państwa poprzez wprowadzenie demokratycznych wyborów do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, wg ordynacji większościowej z  jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW).

 

Szanowny Panie Przewodniczący,

 

Serdecznie gratulujemy Panu wyboru na stanowisko Przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, legendarnego Związku Zawodowego ludzi pracy, będącego w momencie swojego powstania ruchem ogólnonarodowym, który zrodził się z buntu Polaków przeciwko łamaniu podstawowych praw obywatelskich w naszym Kraju i jednocześnie przyczynił się do wyrwania się Polski spod jarzma wschodniego mocarstwa. NSZZ „Solidarność” z roku 1980 stał się symbolem Polski niepodległej, suwerennej i sprawiedliwej .

 

Zwracamy się do Pana Przewodniczącego w imieniu Ogólnopolskiego Okręgu Lwowskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, skupiającego byłych żołnierzy Armii Krajowej III Obszaru Lwowskiego oraz ludzi młodszego pokolenia, zasilającego szeregi ŚZŻAK na mocy statutu, zmotywowanych do działania  ostatnim rozkazem Komendanta Armii Krajowej, generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, by o naszą świętą sprawę walczyć do końca. Zwracamy się o to, by rozpoczętą rewolucję solidarnościową lat 80. doprowadzić do końca. Niestety, nadzieja społeczeństwa na godne życie we własnym kraju, związana ze zrywem solidarnościowym, trwała krótko. Przy Okrągłym Stole i w Magdalence dopuszczono się zdrady społeczeństwa, nieświadomego zawartych tam postanowień, poprzez celowe niezastosowanie rozwiązań systemowych, zabezpieczających interesy narodowe. Zabezpieczono interesy byłych rządzących oraz interesy nowych elit kosztem ogółu społeczeństwa. W następstwie tego doszło do zwyrodnienia nowo powstałych elit władzy, które wygenerowały znane patologie w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym, mogące ponownie doprowadzić do utraty suwerenności państwowej.

 

Rozwiązaniem systemowym, stosowanym z powodzeniem od dziesiątek, a nawet  setek lat w państwach o rozwiniętych demokracjach, jest mechanizm kontroli społecznej nad rządzącymi elitami . Mechanizm ten realizowany jest poprzez wolne wybory powszechne do wszystkich ciał przedstawicielskich, w szczególności do najwyższego organu ustawodawczego – Sejmu, do którego powinno się wybierać posłów nie ze sfabrykowanych przez bonzów partyjnych list wyborczych, jak to ma obecnie miejsce w Polsce, lecz w wolnych wyborach, w okręgach jednomandatowych, w których korzystając z konstytucyjnie zagwarantowanego biernego prawa wyborczego może startować każdy obywatel. Posłem zostaje ten, kto zdobędzie  największą ilość głosów. W ten sposób odbywa się pozytywna selekcja kandydatów, wygrywają wcale nie najbogatsi(!), co usiłują kłamliwie wmówić społeczeństwu przeciwnicy tego systemu, pragnący za wszelką cenę utrzymać niekorzystne dla Polski status quo, a zaliczający się właśnie do grupy najzamożniejszych obywateli. Istnieje tu również możliwość odwołania posła przez elektorat, jeszcze w trakcie trwania kadencji, w przypadku, kiedy poseł zawiedzie oczekiwania wyborców.

 

Wedle obowiązującej obecnie w Polsce ordynacji wyborczej do Sejmu, niesłusznie zwanej proporcjonalną, bo z proporcjonalnością niewiele mającą wspólnego, następuje negatywna selekcja kandydatów, a szansę na wybór ma tylko wysoko ulokowany na liście kandydat, wskazany przez partyjnego bonzę. Częstokroć o jakości tak wybranych posłów dowiadujemy się  z doniesień medialnych, w związku naruszaniem przez nich prawa. Tak wybrani posłowie nie reprezentuje interesów swoich wyborców, lecz interesy partyjne. Nie ma też możliwości odwołania ich przez wyborców.

 

Panie Przewodniczący, podczas wyborów we Wrocławiu zarysował Pan swój program dla Związku. Chcielibyśmy się do niego odnieść, bo to ważne. Jeśli chodzi o miejsce „Solidarności” na scenie politycznej, to słusznie Pan powiedział, że to „Solidarność” będzie decydowała: „jak” a nie „czy” będzie istniała na scenie politycznej. „Solidarność” bowiem nie jest tylko zwyczajnym związkiem zawodowym, lecz do momentu zakończenia rewolucji solidarnościowej, pozostaje ruchem ogólnonarodowym. Niestety, rewolucja ta nie została do końca doprowadzona, została zdradziecko przerwana. Każdy Polak widzi, że z Polską dzieje się coś niedobrego, że rządzące nią elity nie reprezentują należycie zarówno wewnętrznych jak zewnętrznych interesów Kraju, że nie o taką Polskę „Solidarność” walczyła. Określone siły, chcące wykluczyć „Solidarność” z jej uczestnictwa w życiu politycznym, dążą do jej marginalizacji i do zapewnienia sobie nieuprawnionych przywilejów, często z naruszeniem prawa.

 

Szczególne miejsce znajduje kwestia stosunku „Solidarności” do partii politycznych. Pan Przewodniczący  określił, że chce, aby był to stosunek partnerski. Ponieważ jednak nadmierna rola partii politycznych w Polsce, w szczególności tych rządzących i pozostałych, znajdujących się w parlamencie, wynika z faktu, że zasiadają one w Sejmie w taki sposób, że naruszają konstytucyjne zasady równości, proporcjonalności, bezpośredniości i powszechności wyborów (Artykuł 96 Konstytucji) oraz praktycznie odbierają zwykłym obywatelom bierne prawo wyborcze, nie należy traktować ich po partnersku. Należy najpierw doprowadzić do sytuacji, żeby partie w polskim Sejmie zasiadały w nim w sposób  zgodny z Konstytucją RP. Obecna ordynacja wyborcza do Sejmu, dająca partiom nieuprawnione przywileje w stosunku do reszty społeczeństwa, łamie wymienione zasady konstytucyjne i powinna zostać niezwłocznie zmieniona. Łamanie praw  obywatelskich jest równocześnie łamaniem praw pracowniczych, nad czym „Solidarność” nie może przechodzić do porządku dziennego!

 

Grupa 57 posłów w dn. 12 kwietnia 2001 r. złożyła w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o uznanie dotychczasowej ordynacji wyborczej za łamiące konstytucyjne zasady równości i proporcjonalności. Trybunał Konstytucyjny nie zajął w tej sprawie stanowiska. Nic dziwnego, skoro skład personalny TK pochodzi również z nadania partyjnego. Informacja w powyższej sprawie nie przedostała się do wiadomości publicznej za pośrednictwem mediów państwowych. „Solidarność”, jako ruch narodowy, nie może przechodzić obojętnie nad takimi faktami!

 

Słusznie zarzucał Pan swojemu poprzednikowi na stanowisku Przewodniczącego KK, Januszowi Śniadkowi, upolitycznienie „Solidarności” przez preferowanie jednej tylko opcji politycznej, w tym wypadku PiS-u. Nie taka jest rola Związków Zawodowych, żeby popierać jakąś wybraną partię. Związkowcy mogą mieć różne preferencje polityczne, jak każdy człowiek w demokratycznym państwie i należy to prawo uszanować.

 

Żaden z przywódców partyjnych, a dotyczy to absolutnie wszystkich partii  politycznych, nie chce słyszeć o zmianie ordynacji wyborczej na JOW, ponieważ im samym, jak również ich otoczeniu odebrane zostałyby nieuprawnione przywileje wyborcze, które obecnie posiadają. To oni chcą nadal tworzyć partyjne listy wyborcze,  to oni chcą wpływać na to, kto ma zostać posłem, to oni chcą uzależniać od siebie ludzi, którzy po wejściu do Sejmu mają odwdzięczać się im swoją lojalnością. W takim systemie nie ma miejsca na przeprowadzenie prawdziwie wolnych wyborów, cechujących społeczeństwa obywatelskie! Nie ma też miejsca dla posłów, chcących traktować odpowiedzialnie swoją misję w Sejmie jako służbę państwową. Wybory stają się farsą, gdyż w wyniku selekcji negatywnej posłami zostają osoby namaszczone „jedynkami” i „dwójkami” na listach partyjnych przez partyjnych pryncypałów, a nie niezależne, charyzmatyczne osobowości, silnie związane z elektoratem. Rzeczywisty sens wyborów, mający na celu wyłonienie najlepszych obywateli do rządzenia państwem zostaje karykaturalnie zdeformowany, a w skutkach opłakany. „Solidarność” nie może tego tolerować, ponieważ konsekwencją takich pseudowyborów są występujące patologie: podporządkowywanie interesów Polski interesom innych państw, rabunkowa wyprzedaż majątku narodowego z sektorem bankowym włącznie, oligarchizacja państwa przy jednocześnie powiększającym się obszarze biedy, korupcja, niewydolność wymiaru sprawiedliwości, ogromne bezrobocie, masowa emigracja zarobkowa młodzieży, rosnące niebezpiecznie zadłużenie państwa, nierozwiązane problemy służby zdrowia, systemu emerytalnego, obronności kraju, pozostawanie środków masowego przekazu w rękach różnych grup interesu, tylko nie obywateli; ponadto: zagrożenie masowej wyprzedaży ziemi, lasów oraz złóż surowców naturalnych.

 

Wprowadzenie ordynacji JOW spowoduje odebranie nieuprawnionego przywileju tworzenia tzw. partyjnych list wyborczych na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, gdzie kandydować może każdy, na równych prawach.

 

Bezpośrednie uzależnienie posła od jego elektoratu przyczyni się m.in. do rozbicia układu korupcyjnego, istniejącego w Polsce. O to obecnie powinna walczyć „Solidarność”, jako kontynuatorka Armii Krajowej w walce o Polskę demokratyczną i sprawiedliwą.  

 

Niechęć wszystkich przywódców partyjnych do zmiany ordynacji partyjnej na JOW jest zrozumiała. Łączy ich wszystkich wspólna niepisana solidarność w utrzymaniu wyborczego status quo. Posługując się hasłami szeroko pojętego interesu narodowego, oszukują społeczeństwo. Tak naprawdę zabezpieczają egoistycznie własne interesy. Dla nich Polska może się walić, może być dotykana przez największe tragedie narodowe, ale oni z przywilejów dobrowolnie nie ustąpią, ponieważ nawet w walącej się Polsce mają się dobrze. A to już jest prywata! Natomiast prywata w wykonaniu posłów równa jest zdradzie narodowej! Skutki prywaty polskich elit w naszej historii zawsze odbijały się tragicznie na losach państwa. „Solidarność” powinna przerwać ten niekorzystny trend, bo jeśli tego nie uczyni, to i  sama będzie oskarżana o to, że przykłada do tego rękę.

 

Postulat JOW wykorzystuje instrumentalnie i obłudnie dla swoich celów politycznych  Platforma Obywatelska. Będąc jej gorącym przeciwnikiem, oszukała społeczeństwo, dopuszczając do zniszczenia w Sejmie 750 tys. podpisów obywateli ws. referendum m.in. o JOW do Sejmu oraz o likwidację Senatu, zebranych na użytek własnej kampanii wyborczej. Jak widzimy, obecnie Platforma Obywatelska wprowadziła JOW do Senatu, który niedawno jeszcze chciała zlikwidować! Nie wyraziła natomiast PO zgody na JOW w wyborach do Sejmu (najważniejszych!), ani w sejmikach wojewódzkich, ani w gminach powyżej 40 tys. mieszkańców (a więc w miastach). Absurdem w absurdzie stał się populistyczny zapis w znowelizowanej ustawie o ordynacji wyborczej o zachowaniu parytetu wyborczego kobiet. W ordynacji wyborczej JOW nie ma żadnych ograniczeń ilościowych co do płci kandydatów. Płeć posła nie jest ważna, ważne jest to , co ma w głowie. Startować w wyborach może każdy obywatel, który spełnia wymogi formalne i każdy na liście wyborczej jest „jedynką”.

 

Wskutek opanowania mediów publicznych przez wpływy partyjne i braku rzetelnej informacji społeczeństwo odnosi mylne wrażenie, że PO jest za JOW, podczas gdy w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie!

 

Słusznie zwrócił Pan Przewodniczący uwagę na konieczność poprawy relacji z mediami. Tylko żeby te relacje uległy poprawie, to same media muszą ulec odpartyjnieniu. Ponieważ w naszym upartyjnionym państwie pozostają one ustawicznie pod kontrolą to jednej, to drugiej opcji partyjnej, społeczeństwo nie ma obecnie żadnej możliwości, ażeby posiąść wiedzę w najistotniejszej dla siebie sprawie, tj. wiedzę o prawdziwie demokratycznych wyborach, które mają fundamentalne znaczenie w funkcjonowaniu państwa.

 

ŚZŻAK jest właśnie w trakcie usilnych starań o dostęp do telewizji publicznej , celem przekazania społeczeństwu wiedzy nt. JOW i przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum obywatelskiego, którego istota, na podstawie doświadczeń państw o rozwiniętych demokracjach, zawierałaby się w pytaniu: „ Czy jesteś za wybieraniem 460 posłów do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w okręgach jednomandatowych, w jednej turze?”. SZŻAK jako organizacji pożytku publicznego przysługuje ustawowe prawo do nieodpłatnego prezentowania w telewizji publicznej własnych programów. Władze telewizji, łamiąc zapisy ustawy o działalności pożytku publicznego oraz ustawy o radiofonii i telewizji odmawiają nam dostępu do okienka telewizyjnego. Takie sytuacje w państwie prawa nie powinny mieć miejsca. „Solidarność’, która sama ma problemy z mediami, nie powinna tego tolerować. Media powinny służyć ogółowi społeczeństwa, a nie partykularnym interesom wąskich grup partyjnych.

 

Referendum ogólnokrajowe ws. ordynacji wyborczej JOW do Sejmu powinno się odbyć, a jego wynik dla państwa powinien być wiążący, ponieważ w państwie prawa największym suwerenem jest Naród, a nie grupa stawiających się poza prawem urzędników.

 

Pragnęlibyśmy, by związkowcy z NSZZ „Solidarność” wspólnie z uczestnikami SZŻAK oraz innych organizacji społecznych, którym los Polski nie pozostaje obojętny, wspólnie upomnieli się u władz państwowych o wolne media i o wolne wybory , których  Polsce tak bardzo brakuje. Pragniemy przypomnieć, że walka NSZZ „Solidarność” z roku 1980 była kontynuacją walki Armii Krajowej  o Polskę niepodległą, demokratyczną i sprawiedliwą w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej. Ta walka, niestety, nie została jeszcze zakończona. Wielu ostatnich żyjących jeszcze żołnierzy AK, to jednocześnie uczestnicy zrywu  „Solidarności” z lat 80. Niech NSZZ „Solidarność” roku 2011 dochowa wierności ideałom tamtej „Solidarności”.

 

Wiele wskazuje, że bez zmiany systemu wyborczego do Sejmu na JOW, nie da się odpartyjnić telewizji publicznej, a społeczeństwo bez przerwy poddawane będzie indoktrynacji oraz ogłupianiu przez media publiczne.

 

Ostatnio, dla skompromitowania idei jednomandatowych okręgów wyborczych, zwraca uwagę fakt wykorzystywania przez tzw. żulię dziennikarską, pozostającą na usługach określonych sił politycznych, dobrze opłacaną, casusu  senatora, wybranego w wyborach uzupełniających, na którym ciążą oskarżenia korupcyjno – gospodarcze. Senator ów przy bardzo niskiej frekwencji wyborczej, wynoszącej 6,31% głosów, gdzie wynik wyborczy jest raczej przypadkowy, uzyskał 15319 głosów, co stanowi raptem ok. 2,5% poparcia uprawnionych do głosowania w okręgu wyborczym! Kogóż więc taki senator reprezentuje w Senacie? W normalnych warunkach senatorowie uzyskują zwykle od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy głosów. W czasie wyborów do Senatu w 2005 r., gdy do opinii publicznej przedostały się informacje o zarzutach łamania prawa przez tegoż senatora, mandatu senatorskiego ponownie  nie uzyskał.    Przypadek senatora nie jest więc argumentem przeciwko JOW, o czym usiłują przekonać społeczeństwo niektórzy sprzedajni, opiniotwórczy dziennikarze!

 

Sprawa senatora ujawniła też mankamenty polskiego wymiaru sprawiedliwości: procesy sądowe ciągnące się latami, uzależnione od oczekiwań aktualnie rządzącej opcji politycznej, możliwość opuszczenia aresztu za kilkumilionową kaucją, stwarzającą okoliczności do robienia matactw przez oskarżonego. To wszystko świadczy o niewydolności polskiego sądownictwa oraz o nierównym traktowaniu obywateli wobec prawa.

 

NSZZ „Solidarność” jako ruch społeczny nie może obojętnie patrzyć na nieprawidłowości w tak ważnej dziedzinie życia państwowego, jaką jest wymiar sprawiedliwości. Natomiast metodą, żeby położyć kres tym nieprawidłowościom, jest właśnie wprowadzenie JOW, najpilniej w wyborach do Sejmu.

 

Słusznie Pan Przewodniczący zwrócił uwagę, że w działaniach obecnej „Solidarności” powinna istnieć równowaga pomiędzy „historią”, a sprawami bieżącymi, ponieważ na etosie „Solidarności” żerują często zwykli karierowicze, niewiele dobrego robiąc dla obywateli, a  podszywając się pod patriotów, załatwiają swoje własne interesy.

 

Cieszy nas, że widząc mankamenty wewnętrzne występujące w samym NSZZ „Solidarność”, zamierza Pan Przewodniczący wprowadzić kadencyjność we władzach Związku i przeprowadzać wybory do Komisji Krajowej. Jest to przejaw demokratyzacji Związku, co oczywiście nie wszystkim będzie się podobać.

 

Panie Przewodniczący, jest Pan czwartym z kolei przewodniczącym legendarnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Nie oznacza to wcale, że nie może być Pan najlepszym przewodniczącym. Wszyscy Pana poprzednicy w ostatecznym rozrachunku zawiedli, ponieważ nie doprowadzili do końca rewolucji solidarnościowej, zapoczątkowanej przez społeczeństwo w 1980 r. Lech Wałęsa odszedł na urząd Prezydenta RP, gdzie zawiódł oczekiwania Polaków w przeprowadzaniu koniecznych reform. Marian Krzaklewski nie wniósł niczego pozytywnego w okresie transformacji. Za jego kadencji rozpoczęła się patologiczna wyprzedaż majątku narodowego, a sam przewodniczący najbardziej zajęty był przygotowaniami do objęcia najwyższego urzędu w państwie. Roztrwonił możliwość powszechnego uwłaszczenia Polaków, choć były ku temu realne szanse. Janusz Śniadek doprowadził do stagnacji i upolitycznienia „Solidarności”. Nie umiał przeciwstawić się dalszej rabunkowej prywatyzacji przemysłu i sektora bankowego.

 

Wierzymy, że jako człowiek rozumny, uczciwy i odważny wyciągnie Pan Przewodniczący właściwe wnioski z przeszłości i ukierunkuje działalność „Solidarności” na właściwe tory, upomni się o prawa obywatelskie i pracownicze Polaków, o wolne wybory w JOW, które są kluczem do naprawy państwa; panaceum jednak nie są .

 

Wstyd i hańbą dla naszej klasy rządzącej jest fakt, że Polska posiada ordynację wyborczą niedemokratyczną, nie na miarę dzisiejszych czasów, charakterystyczną dla krajów o ograniczonej demokracji. Ruch „Solidarność” musi to koniecznie zmienić! Najwyższy czas, by Polska dołączyła do grupy państw w pełni demokratycznych.

 

Katastrofa smoleńska pośrednio też ma swoje źródło w tym, że wewnętrzną słabość państwa polskiego, spowodowaną walkami partyjnymi , wykorzystał nie zawsze nam życzliwy sąsiad. Zapraszając do Katynia tylko premiera, wbił dodatkowego klina pomiędzy polskiego prezydenta i premiera, czym upokorzył prezydenta i zignorował premiera.  Prezydent i premier RP powinni wspólnie uczestniczyć na jednej uroczystości, poświęconej pamięci pomordowanych Polaków w Katyniu. Nie doszłoby do tragedii!

 

Przesyłamy Panu kopię treści ostatniego rozkazu dowódcy AK (jakże jest on dzisiaj dla Polaków aktualny!); również tekst pieśni-modlitwy żołnierzy AK z okresu wojny, ale uzupełniony o dodatkowe dwie ostatnie zwrotki, które życie dopisało po wojnie. Tę pieśń śpiewamy na naszych spotkaniach.

 

NSZZ „Solidarność” w swoim Statucie w celach i zadaniach Związku, §6 i §7, zawiera zapisy takie, jak: szerzenie zasad demokracji i występowanie w obronie nienaruszalnych wartości humanitarnych; ochrona i promocja kultury oraz szeroko pojętej edukacji; reprezentowanie swoich członków wobec pracodawców, władz i organizacji administracji państwowej, samorządu terytorialnego oraz organizacji i instytucji społecznych; przeciwdziałanie przyczynom i skutkom patologii społecznej.

 

Życząc Panu Przewodniczącemu powodzenia w trudnej i odpowiedzialnej pracy dla dobra ludzi pracy i Ojczyzny, prosimy o ustosunkowanie się do naszego wystąpienia do NSZZ „Solidarność” oraz o udzielenie odpowiedzi.

 

Pozostajemy z poważaniem,

za Zarząd Ogólnopolskiego Okręgu Lwowskiego ŚZŻAK:

Prezes Zarządu

mgr inż. Adam Gajda

 

Dyskusja - 26 Komentarzy
  1. Jerzy Gieysztor

    08. maja 2011,  godz. 22:22

    Ponieważ od wysłania listu do przewodniczącego KK NSZZ „S”upłynął już miesiąc, to trochę parafrazując można zacytowac fragment „Trzech Budrysów”: przeszła już wczesna wiosna, a także wiosenna zima, ale odpowiedzi z Gdańska, jak nie było, tak nie ma. – W takim razie, może w jakichś niespodziewanych dla adresata listu okolicznościach trzeba go zaskoczyc, pytając dlaczego nie odpowiada? – odpowiedź mogłaby wyjaśnic sytuację: Czy przewodniczący Piotr Duda chce, czy nie chce „przeskoczyc partyjny „mur” oddzielający obywateli od realnego wpływu na losy kraju.” – Jak to, sięgając do historycznej analogii napisał Pan Piotr Dzikorski.

    Odpowiedz

  2. Maciej Doruchowski

    17. Kwi 2011,  godz. 09:31

    Podpisuję się pod listem otwartym. Czas, by Solidarność wsparła zmiany ustrojowe niezbędne, by Polska pozbyła się garbu partiokracji. Żebyśmy wyrwali się z zaścinkowości, przepychanek polityków o sprawy drobne, gdy los Polski jest zagrożony. Czas zerwać z feudalnym systemem podległości, reżyserowanymi listami wyborczymi… JOW nie jest panaceum na wszystkie bolączki, ale daje szanse na zmiany na lepsze.

    Odpowiedz

  3. Józef Haber

    16. Kwi 2011,  godz. 16:47

    Bardzo chciałbym, aby te wszystkie marzenia o sile sprawczej słowa „Solidarność” się spełniły. Obecne siły polityczne takie jak PO i pochodne; PiS i pochodne wyrosły z tego właśnie ruchu, a zatem co je tak poróżniło? Polska jest jedna. To dla niej należy myśleć w kategoriach służebności polityków wszystkich szczebli. Musimy wszyscy reprezentować myślenie propaństwowe. Iluzją jest myśleć, że koncepcja JOW zastąpi partie polityczne. To partie maja pracować nad wyłonieniem takich ludzi, którzy zostaną w ramach JOW zaakceptowani przez społeczeństwo. Tyle tylko, że wymaga to teraz pracy u podstaw. Społeczeństwo obywatelskie to także partie polityczne, ale ani PO ani PiS i ich pochodne, których jest coraz więcej, aby sprawić wrażenie, ze powstało coś nowego, ale z tymi samymi ludźmi. Napisałem o tym w eseju „Przebierańcy i kuglarze” (www.chis.com.pl). ChIS pracuje nad tym od dwóch lat i trzeba powiedzieć, że efekty już są widoczne. Ludzie zwierają szeregi i przygotowują się do jesiennych wyborów. Pokażmy, że w materii JOW przykładowo teraz do Senatu będziemy w stanie wystawić 100 kandydatów, którym ludzie powierzą swoją przyszłość. Senat w rękach zwolenników JOW to tragedia dla wszystkich pozostałych. Uważam, że przy zbieraniu podpisów pod kandydaturami do Senatu należy zebrać podpisy pod listami do Sejmu. Jeśli zniszczono karty z 750 000 podpisów na rzecz referendum to jeśli zbierzemy teraz jeszcze więcej przy wyborach parlamentarnych to zwolennicy JOW nie tylko opanują Senat, ale wejdą także do Sejmu. Zatem do pracy i powodzenia!

    Odpowiedz

  4. Jerzy Przystawa

    16. Kwi 2011,  godz. 16:43

    Pan Sławomir Babraj zachęcił mnie do napisania listu do p. Dudy, co tez, dla spokoju publicznego, zrobiłem, ale bez przekonania. Jest bowiem takie prawo przyrody, że rekiny rozmawiają tylko z rekinami, a płotki najwyżej zjadają. Pan Przewodniczący NSZZ Solidarność na pewno uważa się za rekina, dlatego nie spodziewam się z jego strony odpowiedzi, ani na list p. Gajdy, ani mój. Ale, oczywiście, byłoby mi miło, gdybym się pomylił. W pełni zgadzam się z tym co napisali wyżej p.Dzikorski, p. Reda i p. Wawrzyniak.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Jerzy Przystawa

    Odpowiedz

  5. Piotr Dzikorski

    16. Kwi 2011,  godz. 14:54

    „Solidarność” – wielkie, potężne słowo. Jednak dla pełnego jego zrozumienia potrzebna jest jeszcze odpowiedź na pytanie: Z kim/czym ma być ta „Solidarność”? „Solidarność” z partyjnymi strukturami różnych partii czy może „Solidarność” z obywatelami tego kraju? W ostatnich latach zdecydowanie więcej tej „Solidarności” było z partyjnymi notablami niż z obywatelami. Ma Pan, Panie przewodniczący Duda szansę na odzyskanie twarzy dla organizacji, którą to twarz Pana poprzednicy na fotelu przewodniczącego Solidarności skutecznie stracili. Pan również może przejść do historii – jako człowiek, który przeskoczy partyjny „mur” oddzielający obywateli od realnego wpływu na losy kraju. Odwagi. Z góry dziękuję za realne poparcie dla wprowadzenia idei JOW w życie.

    Odpowiedz

  6. Grzegorz Reda

    16. Kwi 2011,  godz. 13:16

    Trudno tego listu nie popierać autentycznie dążąc do zmiany ordynacji wyborczej. Nie można też odmówić dobrych chęci jego autorom, jednak obawiam się, że takich dobrych chęci zabraknie adresatom tego listu. Obecna Solidarność to już tylko symbol dawnego ruchu społecznego, ruchu którego członkowie bezinteresownie dążyli do wspólnego celu. Może dlatego, że takiego celu teraz brakuje Solidarność sekunduje obecnemu systemowi władzy, nie podejmując żadnych kostruktywnych działań zmierzajacych do poprawy tegoż.
    Ma jednak w swym logo połączonym z historią niezaprzeczalny potencjał (uszczuplony znacznie w ostatnich latach) mogący ponownie wpłynąć na bieg historii.
    Możliwość poparcia i aktywne działanie na polu wprowadzenia JOW ze strony Solidarności wydaje się być czymś naturalnym, bo po pierwsze stanowiłoby kontynuację idei, o które walczyli dawni uczestnicy ruchu a po drugie dawałoby szansę wszystkim członkom obecnego związku na kandydowanie do najważniejszego organu ustawodawczego i tym samym dawałoby możliwość wpływania na rzeczywistość, bez poddawania się wpływom partii politycznych (co w tej chwili ma miejsce).
    JOW to dla Solidarności szansa na odbudowanie podkopanego autorytetu i praktyczna korzyść dla jej członków w niezależnym indywidualnym dostępie do Sejmu RP.
    JOW wydaje się to oczywistą korzyścią dla poszczególnych członków obecnej Solidarości, ale czy będzie postrzegana w ten sam sposób przez działające na podobnej zasadzie jak obecne partie, władze związku ?

    Odpowiedz

  7. Marcin Wawrzyniak

    16. Kwi 2011,  godz. 10:54

    Popieram powyższy list otwarty! Solidarność w latach 80-tych pokazała, że w walce o wolną, sprawiedliwą Polskę jest w stanie pokonać największy opór i kruszyć najgrubsze mury. Dziś murem do skruszenia jest partiokracja, obwarowana drutem kolczastym ordynacji proporcjonalnej. Partiokracja niszczy Polskę, dławi społeczeństwo i ogałaca nasze portfele. Jeżeli nie zerwiemy z niej drutu kolczastego, nie przeskoczymy muru. Wierzę jednak, że z pomocą Solidarności i drut zerwiemy, i mur rozbierzemy…

    Odpowiedz

  8. Janusz Kuc

    12. Kwi 2011,  godz. 12:13

    @ Jerzy Przystawa

    „że wodzowie wcale nie są tacy najmądrzejsi i że ich preferencje, na ogół, rozchodzą się z tym co myślą wyborcy”

    Niewatpliwa zaleta Systemu Westminsterskiego jest „plynna wymiana elit”. Plynnosc ta powoduje, ze partie i spoleczenstwo trzymaja sie „zlotego srodka”.
    Najlepszy dowod ze od czasow Cromwella w panstwach Comonwealthu nie bylo wiekszych rewolucji ani przypadkow ludobojstwa na wlasnej ludnosci. To samo dotyczy panstw jak Szwajcaria, Austria, Holandia, ktore maja dlugie tradycje JOW na stopniu nizszym niz federalny.

    Wodzowska bulawe kazdy nosi w plecaku i jak to juz sprytnie zauwazono, premier w pierwszej kadencji doskonale wie ile kosztuje gazeta i mleko, bo jako szef opozycji musial po nie biegac rano do sklepu. W drugiej kadencji ma mniejsza znajomosc ceny, w trzecim pochlania go juz kariera a w czwartej traci zupelnie poczucie realizmu i staje sie WODZEM. W JOW statystyczny wyborca mysli statystycznie, a wiec wybiera normalnego czlowieka na swojego przedstawiciela. A poniewaz w systemie JOW to poslowie wybieraja z posrod siebie szefa rzadu albo opozycji, to oni tez czesto decyduja o wymianie tych ludzi na bardziej odpowiednich. Zwlaszcza gdy widza ze zostala przekroczona pewna granica. Przykladem jest Margaret Tchacher, ktora usuneli czlonkowie jej wlasnej partii, kiedy probowala wprowadzic tzw Poll Tax, (podatek poglowny). Podobny los spotkal Kevina Rudda i premiera Whitlama w Australii, kiedy przekroczyli pewna granice realistycznego myslenia.

    Zaleta JOW moze sie okazac powazna przeszkoda we wprowadzeniu JOW w Polsce, poniewaz Wodzowie doskonale zdaja sobie sprawe, ze sa wodzami, bo nie musza startowac w malych rejonach wyborczych. Wtedy pojawia sie powazny problem: musisz byc rozpoznawalny w regionie. Wystarczy przeczytac
    http://wyborcza.pl/1,75248,9370966,Nikt_sie_nie_pali_do_Senatu.html#ixzz1IwgWc5bt
    Do Senatu nikt sie zbytnio nie pali bo dotychczasowi kandydaci perwnie mieli kontakt z regionem ale … 10 lat temu.

    Odpowiedz

  9. Jerzy Przystawa

    11. Kwi 2011,  godz. 15:58

    Jan Sadowski, Szanowny Panie, nie musimy wyważać otwartych drzwi, wystarczy obejrzeć wyniki którychkolwiek wyborów do Izby Gmin w UK czy Kanadzie, żeby się przekonać, że „partie kompatybilne z JOW” bez kłopotów wprowadzją swoich przedstawicieli do parlamentu. Kłopoty mają partie wodzowskie i to z prostego powodu: wybory w JOW pokazują, że wodzowie wcale nie są tacy najmądrzejsi i że ich preferencje, na ogół, rozchodzą się z tym co myślą wyborcy. I to jest istota sprawy.

    Odpowiedz

  10. Jan Sadowski

    11. Kwi 2011,  godz. 11:54

    Przykład który podałem faktycznie pokazał że z francuskiego parlamentu wymieciona została radykalna partia Le Pena. A więc tego typu partia okazała się „niekompatybilna”. Wydaje mi się jednak że istnieją szanse na to że po wprowadzeniu jow do Sejmu wciąż dostaną się przedstawiciele z partii bardziej umiarkowanych, centrowych.

    Odpowiedz

  11. Józef Haber

    10. Kwi 2011,  godz. 22:27

    To prawda,że w systemie JOW nie mają racji bytu partie jak Pan Profesor powiada „niekompatybilne”. Zresztą partie w Sejmie Rzeczypospolitej też są „niekompatybilne” . Zrozumiały jest zatem opór materii.
    My, Panie Profesorze róbmy swoje, a z pewnością zmiany muszą nastąpić. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

  12. Jerzy Przystawa

    10. Kwi 2011,  godz. 21:58

    JOW eliminują partie polityczne, które są „niekompatybilne” z takim systemem wyborczym. Przykład francuski jest tu o tyle chybiony, że to były partie utworzone w systemie JOW.

    Odpowiedz

  13. Józef Haber

    10. Kwi 2011,  godz. 21:29

    Interesująca dyskusja, ale waga zagadnienia nie polega na tym, ze JOW wyeliminują partie polityczne. Istotą sprawy jest wyrobienie w społeczeństwie postaw odpowiedzialności za własne państwo, a przez to również odpowiedzialności za własne działania. My w Chrześcijańskiej Inicjatywie Społecznej jako partii chrześcijańsko-demokratycznej dobrze o tym wiemy i staramy się pracować w tym kierunku. List, który wywołał tyle komentarzy, skierowany do Związku „Solidarność” powinien także i w samym Związku wywołać dyskusję. Przecież PO i PiS opierają się na ludziach wywodzących się z tego samego środowiska. Dlaczego więc pojawiło się tak wiele sprzeczności? Partie poprzez JOW zostają zmuszone do pracy nad najlepszymi kandydaturami czyli 100 tzw. jedynych do Senatu i 460 do Sejmu. Już nie prześlizgną się dzięki „lokomotywom” do Sejmu ci, którzy jeszcze według starej ordynacji maja szanse. To jest realne zagrożenie personalne. Co do posłów do Europarlamentu to po pierwsze nie mają oni żadnego obowiązku kontaktować się ze swoimi wyborcami, aczkolwiek powinni to robić według koncepcji społeczeństwa obywatelskiego, a realnie wielu z nich przestało już dawno myśleć kategoriami silnego państwa polskiego na rzecz silniejszej Europy, a dokładniej: zbiurokratyzowanej i niewydolnej Europy. Najlepszym tego przykładem jest skrywana przed publicznym osądem chęć dokonania zmian w Traktacie Lizbońskim, który dopiero co wszedł w życie. Co ważniejsze zastanówmy się nad podmiotowością Unii Europejskiej jako organizacji międzynarodowej, którą jest od 1 grudnia 2009 roku. Ci co bronią Europy często sami jej szkodzą. Mamy szanse w tych wyborach pokazać czy jesteśmy zdolni wystawić 100 kandydatów do Senatu. To będzie sprawdzian siły społecznej na rzecz JOW. Zatem do dzieła.

    Odpowiedz

  14. Albert Łyjak

    10. Kwi 2011,  godz. 18:28

    Panie Profesorze,za bardzo się tym nie przejmuję co który polityk powie,jak się zachowa…..
    Jednak struktura partii politycznej,organizacji,stowarzyszenia opiera się na pewnych celach do osiągnięcia.
    W przypadku partii politycznej tym celem jest dojście do władzy.Nie tylko u nas ale na całym świecie.
    Nie widzę w tym nic zdrożnego,najgorsze jednak jest to,że liderzy naszych partii bronią układu z 1989 r.
    Moje analizy na podstawie własnego doświadczenia skłaniają mnie do refleksji: czy np. 30 letni członek partii broni …układu z 1989 r.?Czy chce robić polityczną karierę a ma tylko do wyboru ..to co ma.
    Jeżeli istnieją politycy,którzy są gorącymi,lub ukrytymi przeciwnikami JOW i uważają,że ordynacja proporcjonalna jest lepsza lub np. mieszana to może warto „poprosić „ich o to,żeby ograniczyli zaporowe
    ilości podpisów potrzebnych do zarejestrowania komitetów wyborczych itp.Zniesienie zaporowych ograniczeń spowoduje,że wiele środowisk będzie mogło wystawić swoich kandydatów.
    Jeżeli nie chcą zmian rewolucyjnych to może pójdą tą drogą?Może warto każdego posła z osobna zapytać
    o to drogą elektroniczną?Odpowiedzi drukować na tym portalu.
    To są hipotetyczne rozważania,ale tak jak w przypadku akcji zainicjowanej przez Michała Tyrpę odnośnie upamiętnienia Rotmistrza Pileckiego i wysyłaniu listów do europarlamentarzystów można mieć świadectwo i pokazać kto jakie ma poglądy na intresujący nas temat i przy okazji zrobić im przed wyborami „reklamę” i pokazać o co im naprawdę chodzi.Zawsze jest dobrze jak społeczeństwo pozna lub odkryje prawdziwe oblicze ludzi na których…. jednak głosuję.

    Odpowiedz

  15. Jan Sadowski

    10. Kwi 2011,  godz. 17:18

    Nie zgodzilbym sie w tej kwestii ze po wprowadzeniu JOW wszystkie partie odejda do lamusa. Np. we Francji bylo tak ze wycofano sie na jedna kadencje parlamentu z jow (wprowadzono system proporcjonalnych list). W nowym ‚porzadku’ radykalowie Le Pen’a weszli do parlamentu; w parlamencie byly tez wciaz partie z poprzedniej- jow’owej kadencji (jowu). Partie te przeglosowaly powrot do jow i tak juz pozostalo. Nie utracily jednak racji bytu. Raczej ulegly pewnym reorganizacjom strukturalnym podczas tych zawirowan.

    Odpowiedz

  16. Jerzy Przystawa

    10. Kwi 2011,  godz. 12:18

    Albert Łyjak, mam dla Pana dobrą radę: przestać się przejmować tym, co mówią polscy politycy i zastanawiać się nad tym o czym świadczy postawa takiej czy innej partii. One mają bowiem tylko jeden cel: dostać się do władzy i przy niej utrzymać.Czasem, na szczęście, popełniają błędy („to więcej niż zbrodnia: to błąd!”) i wtedy nawet kompletnie wypadają z gry. Proszę przejrzeć historię partii politycznych w Polsce od roku 1989 i tam Pan zobaczy, jak to się dzieje. Ale to jest zajęcie dla badaczy i analityków, dla polskich politologow, ktorzy na takich analizach robią prace dyplomowe, doktorskie i habilitacyjne. Poza tym nie ma z tego żadnego pożytku (jeśli za pożytek uważać, że pewna liczba ludzi aspirujących do posiadania stopnia doktora czy doktora habilitowanego te stopnie uzyskała). Wszystkie te partie już dawno się skompromitowały, a o PSL w tym kontekście to nawet nie warto mówić. Dlatego Ruch JOW zmierza do wysłania tych wszystkich partii do historycznego lamusa, bo po wprowadzeniu JOW wszystkie one stracą rację bytu. One wszystkie o tym doskonale wiedzą i dlatego tak bronią obecnego systemu. Bronią tak, jak potrafia, jedne, jak PiS i PSL, otwarcie zwalczając JOW, lub jak SLD, ktora udaje, że siedzi na płocie, albo jak PO, która udaje brygadę woJOWników walczących o JOW. Szukanie wśród nich partnerów do jakiejkolwiek dyskusji to nieporozumienie.

    Pozdrawiam,
    Jerzy Przystawa

    Odpowiedz

  17. Albert Łyjak

    10. Kwi 2011,  godz. 11:01

    @Krzysztof Kowalczyk, Bardzo dobry felieton,warto jednak dodać,że klub PO-PSL wydał wtedy komunikat:
    „Polski Klub Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w Parlamencie Europejskim popiera inicjatywę w sprawie ustanowienia 25-go maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, w tym uhonorowania zasług Rotmistrza Pileckiego. Przewodniczący Klubu uzyskał poparcie Grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPL) dla tej inicjatywy. Na wniosek naszego Klubu koordynatorzy EPL poparli ideę podjęcia w najbliższym czasie dalszej dyskusji na ten temat na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych PE. Jednak ze względu na zgłoszone przez inne grupy polityczne zastrzeżenia natury proceduralnej, decyzja o projekcie została przekazana Konferencji Przewodniczących (składającej się z Przewodniczącego PE oraz przewodniczących grup politycznych), na której EPL ponownie wesprze tę inicjatywę.
    Z poważaniem,
    Małgorzata Handzlik
    Poseł do Parlamentu Europejskiego”
    …….. i posłowie z PO głosowali tak jak Pan napisał przeciw! Tak jak w wielu innych sprawach,są za JOW
    ale tylko ,moim zdaniem pozornie.Nie jest to prawdziwe.Natomiast z PSL tylko jeden był przeciw?
    To rodzi pytanie,czy czasami PSL nie jest bardziej wiarygodnym partnerem do jakiejkolwiek dyskusji?
    Czy poziom lokajstwa jest tam najmniejszy?
    Od ich posłów dostałem inne pisma,które przynajmniej w głosowaniu pokazały,że były szczere:
    Jako poseł PSL, działając w duchu porozumienia ponad podziałami, razem z innymi posłami należącymi do Grupy Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim (PSL oraz PO) popierałem i popieram ten projekt. Chciałem zaznaczyć, że przekonaliśmy kolegów posłów z naszej Grupy do jego poparcia. Niestety, inne grupy polityczne złożyły zastrzeżenia natury proceduralnej. W związku z tym decyzja o jego przyszłości podjęta będzie przez Konferencję Przewodniczących (Przewodniczący Parlamentu Europejskiego oraz przewodniczący grup politycznych), na której przedstawiciel EPL również poprze tę inicjatywę. Ze swojej strony mogę zapewnić, że będę się starał rozwiewać wątpliwości kolegów z innych grup politycznych, i przekonywać ich do poparcia projektu.
    Z wyrazami szacunku,
    Andrzej Grzyb …..” i poparł projekt
    Z analiz tej korespondencji jasno wynika,że partnerami do dyskusji społecznej na jakikolwiek temat
    nie może być SLD,Socjaldemokracja,Demokraci.pl, i oczywiście fałszywa PO !!!
    Godna polecenia jest postawa PSL co mnie czasami zaskakuje i sam nie wiem co o tym myśleć?
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  18. Jerzy Przystawa

    09. Kwi 2011,  godz. 18:35

    Albert Łyjak, Pański pomysł na „zapisy na Marsz” podoba mi się. Myślałem o zrobienu sondy: jesteś ZA czy PRZECIW, szczególnie wobec pojawiającej się tu krytyki, ze żaden „Marsz” nie ma sensu.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  19. Albert Łyjak

    09. Kwi 2011,  godz. 18:16

    Zapewne ma Pan racje,za dużo socjalistów w tej międzynarodówce europejskiej…jednak zorientować się trzeba.Naszych europarlamentarzystów w ogóle nie warto brać pod uwagę i prosić ich o cokolwiek.
    Wiem z doświadczenia/odnośnie innej inicjatywy-ustanowienia 25-go maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem/,że tylko 10 osób raczyło odpowiedzieć a polskich europosłów jest ponad 50.
    Odnośnie Marszu na Warszawę to reklama,organizacja,dotarcie do wielu środowisk odgrywa kapitalną rolę.
    Może nawet kluczową.Pamiętam pierwszy Marsz,gdzie był problem….. ze zrobieniem plakatu.
    Proponuje umieścić na stronie głównej” licznik” odliczający dni,które pozostały do Marszu i zapisywać chętnych./ do Marszu na Warszawę zostało np.140 dni -ZAPISZ SIĘ /
    W takim przypadku przez wszystkie dni pozostające do Marszu będzie informacja,reklama.Nie jest dobrze
    jeżeli informacja,reklama jest mała,sporadyczna,lub tak jak w przypadku Piwo na JOW jednorazowa.
    Skutek małej reklamy jest taki jak reklama…mały.
    Zapisy do Marszu proponuje zrobić również z tego powodu,że na bazy danych nie ma kasy,a takie zapisy
    mogą być doskonałą bazą danych.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  20. Jerzy Przystawa

    09. Kwi 2011,  godz. 08:56

    Drodzy Panowie, Unia Europejska może wszystko. Wczoraj słyszałem jak premier polskiego rządu skarżył się na nakazy unijne i co on ma, biedny, zrobić. Jednakże nie szukajmy sobie wymówki i alibi: JOW i referendum w Polsce może się stać tylko wtedy, gdy taka będzie wola Polaków,którzy będą chcieli mieć własny sejm i własny rząd. Unia Europejska sobie tego nie życzy, ponieważ wtedy nie wiadomo będzie jak rządzić Polską i co nam będzie można nakazać, a co nie. Dopóki Polacy na ulicy nie upomną się o swoje prawa żadna Unia palcem nie ruszy w naszym interesie. Tak więc, owszem, piszcie wnioski i petycje do instytucji unijnych, ale nie miejcie złudzeń. Robotę trzeba wykonać TU, NA MIEJSCU, w POLSCE. Na razie Zarząd Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego „JOW” uchwalił, że przystępuje do organizowaniu Marszu na Warszawę (albo Marszu na Belweder!) w sobotę 8 października 2011 i zwraca się z apelem do wszystkich środowisk patriotycznych o poparcie i przyłączenie się. Jeśli ludzi domagających się JOW nie stać nawet na wspólny spacer ulicami Warszawy, przy gwarantowanej pogodzie, to nie miejmy złudzeń, ze ktoś za nas załatwi to, co leży w naszym interesie, ale NIE w interesie UE czy polityków rządzących Polską z jej ramienia.

    Jerzy Przystawa

    Odpowiedz

  21. Jan Sadowski

    09. Kwi 2011,  godz. 02:20

    Wydaje się że Unia Europejska może nakazać zmianę prawa referendalnego, tak by wniosek o referendum był zawsze skuteczny. Podpisuję się więc pod słowami pna Alberta Łyjaka.

    Odpowiedz

  22. Albert Łyjak

    08. Kwi 2011,  godz. 13:47

    Wiem,że skarga została wysłana do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i odpowiedź jest trudna do przewidzenia.W naszym kraju skargi kończą się zawsze tak samo i to łatwo przewidzieć.
    Polska w Unii jest traktowana jako wschodząca demokracja,przepisy,dyrektywy unijne można wyrażać w tonach papieru,dlatego nawet nasze partyjne elity nie wiedzą co one skrywają.
    Jeżeli jednak Unia jest „na straży demokracji i praw obywatelskich,”z których najważniejszym jest bierne prawo wyborcze to muszą być zapisy gwarantujące takie prawa?
    Nie jestem ani znawcą prawa unijnego,ani sympatykiem takiej europejskiej zbiorowości,jednak uważam,że być może warto zorientować się w zapisach unijnych.Jeżeli Unia występuje w obronie praw człowieka np.na
    Haiti to tym bardziej powinna ingerować w łamanie takich praw w państwie członkowskim.Jeżeli tego nie zrobi to przynajmniej da sobie samej” świadectwo.”
    Jest portal na którym można przedstawić problem i zorientować się czy są przepisy które byłyby pomocne w walce o wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu albo przeprowadzenia referendum w tej sprawie http://europa.eu/europedirect/introducing/index_pl.htm
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  23. Jerzy Przystawa

    08. Kwi 2011,  godz. 12:49

    W odpowiedzi na „petycję” jednego z blogerów w sprawie pogwałcenia naszego biernego prawa wyborczego, Rzecznik Praw Obywatelskich odpowiedziała, że ordynacja wyborcza jest sprawą polityczną, a więc ona nie może w tej sprawie się wypowiadać, bo RPO musi być apolityczny. Podobnie zawsze wypowiadają się obecni biskupi polscy, którzy też nie mogą w sprawach politycznych. Oni wszyscy nie mogą, bo obecny stan rzeczy jest im wszystkim na rękę i zapewnia realizację ich INTERESÓW. O prawa wyborcze walczyć muszą ci, w których interesie te prawa są, czyli polscy wyborcy. Na przykład zobaczymy niebawem, czy Adresat tego Listu Otwartego uważa, ze to jest sprawa „polityczna”, a związek zawodowy polityką zajmować się nie powinien (tak jak rzecznik prawa obywatelskich, biskup czy parlamentarzysta europejski). Innymi słowy: ALBO, ALBO. Albo ludzie, w których interesie leży zmiana ordynacji wyborczej na serio się za taką zmianą opowiedzą, dając tego dowody, ALBO będzie ordynacja taka, jaka jest w interesie ludzi Polską rządzących, wliczając w to Unię Europejską. Nota bene, złożyliśmy Skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i już ponad rok czekamy na odpowiedź.

    Odpowiedz

  24. Albert Łyjak

    08. Kwi 2011,  godz. 12:21

    List otwarty jest luźną formą i działa pewnie na ludzi ,instytucje,organy,które mają odwagę,honor i przyzwoitość.Mam wrażenie,że tam tzn. w NSZZ Solidarność liczą się już tylko ciepłe posadki.
    Jednak próbować trzeba…
    Jeżeli uważamy ,że nasze prawa wyborcze są łamane to może wykorzystać unijne prawo?
    Jedno z podstawowych praw obywateli Unii –
    każdy obywatel, działając indywidualnie lub łącznie z innymi osobami, może w dowolnym czasie skorzystać z przysługującego mu prawa do złożenia petycji do Parlamentu Europejskiego, na podstawie art. 227 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

    Każdy obywatel Unii Europejskiej, zamieszkały lub niezamieszkały na terenie któregokolwiek państwa członkowskiego, może indywidualnie lub łącznie z innymi osobami złożyć petycję do Parlamentu Europejskiego w sprawie, która wchodzi w zakres działalności Unii Europejskiej oraz dotyczy bezpośrednio tej osoby lub osób. Prawo do złożenia petycji, zagwarantowane traktatem, przysługuje także przedsiębiorstwom, organizacjom i stowarzyszeniom, które posiadają siedzibę na terenie Unii Europejskiej.

    Petycja może mieć formę skargi lub wniosku i może dotyczyć spraw leżących w interesie publicznym lub prywatnym.

    Petycja może zawierać indywidualny wniosek, skargę lub komentarz dotyczący stosowania wspólnotowego prawa, lub też wezwanie Parlamentu Europejskiego do przyjęcia stanowiska w danej sprawie. Petycje te umożliwiają Parlamentowi Europejskiemu zwrócenie uwagi na wszelkie przypadki naruszenia praw obywateli Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, władze lokalne lub instytucję.

    Odpowiedz

  25. Sławomir Babraj

    07. Kwi 2011,  godz. 13:22

    Nie ulega wątpliwości, że NSZZ „Solidarność”, będący w latach 80. symbolem nadziei Polaków na zbudowanie państwa suwerennego i sprawiedliwego, po latach ucisku przez dwa totalitaryzmy, powinien i obecnie upomnieć się o prawa obywateli do godnego życia we własnym Kraju, tym razem zniewolonego przez partyjną hucpę, umocowaną w niezgodnej z Konstytucją ordynacji wyborczej do Sejmu.
    Dobrze byłoby, gdyby organizacje społeczne, którym leży na sercu los Polski, również poparły inicjatywę Ogólnopolskiego Okręgu Żołnierzy Armii Krajowej Obszaru Lwowskiego i zwróciły sie do Przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność” o wszczęcie działań, mających na celu przywrócenie praworządności w naszym Kraju i stworzenie możliwości wypowiedzenia się społeczeństwu ws. ordynacji wyborczej JOW do Sejmu, na drodze ogólnokrajowego referendum obywatelskiego.
    Sławomir Babraj

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.