/List do Redakcji „Do Rzeczy”

List do Redakcji „Do Rzeczy”


Przeczytałem w 9 numerze "Do Rzeczy" artykuł Rafała Matyji JOW nie poprawią polityków o Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Przykro mi to pisać, ale z tekstu wyraźnie wynika, że Autor nie rozumie podstawowych wad obecnie obowiązującej ordynacji. Ograniczę się do kilku komentarzy, choć można napisać znaczne, znacznie więcej.

 

Pan Matyja pisze: Zmiana sposobi wyboru posłów – poprzez wprowadzenie JOW – nie spowoduje poprawy ich jakości, o ile nadal będziemy wybierać z tej samej, podsuwanej przez te same partie grupy kandydatów. Ale tu właśnie tkwi sedno sprawy! Zgodnie z obecną ordynacją, nazywaną proporcjonalną, szanse wyboru mają tylko ci, którzy znaleźli się na partyjnej liście, zostali namaszczeni przez liderów partii. Gdybym na przykład ja chciał zostać posłem i założył własną listę, i w Krakowie dostał WSZYSTKIE głosy to i tak bym do Sejmu nie wszedł, bo moja lista nie osiągnęłaby w skali kraju wymaganych 5%. W praktyce, jest to pozbawienie niemal wszystkich obywateli RP biernego prawa wyborczego. Dlatego właśnie jedyną szansą na wejście innych ludzi (i to nieważne, czy z innych partii, czy z obecnie działających, do Sejmu) jest zmiana ordynacji. W przypadku JOW indywidualnie startujący kandydat (także członek wielkiej partii, którego Prezes nie chce dać na listę) ma szanse. Obecnie, parlamentarzystom zależeć będzie przede wszystkim na opinii Prezesa, a nie na opinii wyborców.

 

Pan Matyja pisze pod koniec artykułu: Jako obywatela bardziej interesuje mnie to, czy mam na kogo głosować w dniu wyborów. A gdy okazuje się, że nie mam, nie pociesza mnie najdoskonalszy nawet system wyborczy. Skoro tak, to powinien być gorącym zwolennikiem JOW. Bo przy obecnej ordynacji głosuje się na listy wyborcze, popierając je w całości, i wielokrotnie wskazany przez wyborcę kandydat A z listy nie wejdzie do Sejmu, wejdzie natomiast kandydat B z tejże listy, gdyż dostał więcej głosów. Nasuwa mi się analogia ze starym wierszykiem Urna jest to urządzenie – przedziwna szkatułka, choć głosujesz Mikołajczyk, wychodzi Gomułka. W kilku ostatnich wyborach na KAŻDEJ z list w moim okręgu był ktoś, kogo ewidentnie NIE CHCIAŁEM poprzeć. A zdawałem sobie sprawę z tego, że głosując na mojego kandydata z tejże listy popieram też (może nawet przede wszystkim) właśnie tego niechcianego.

 

Dodam jeszcze, że ordynacja nazywana proporcjonalną naprawdę wcale nie jest proporcjonalna, powinna się nazywać partyjna. Liczby uzyskanych mandatów wcale nie są proporcjonalne do liczby oddanych na partię głosów. Dopuszcza ona masę paradoksów. Może się zdarzyć, że kandydat A ma mniej głosów niż kandydat B, ale do Sejmu wejdzie A, to samo dotyczy partii. Może się zdarzyć, że zwiększenie liczby głosów oddanych na kandydata spowoduje, że… straci on mandat poselski! Nie mówiąc o tym, że wielu parlamentarzystów wchodzi do Sejmu mając zaledwie parę tysięcy albo nawet kilkaset głosów w skali województwa, dzięki głosom oddanym na lidera listy – a potem twierdzą oni, że reprezentują wyborców, choć naprawdę mandatu od nich nie dostali… I wielu z nich, mimo że weszli do Sejmu dzięki głosom oddanym nie tyle na nich, ale na partię, szybko tę partię opuszcza, ale w Sejmie pozostaje.

 

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze są tym, co może zapobiec takim patologiom. Jednakże wprowadzenie ich nie będzie łatwe. Po prostu w ich efekcie liderzy partyjni stracą władzę nad tym, kto ma szansę wejść do Sejmu…

 

 

Kraków, 4 kwietnia 2013



522 wyświetlen