Przeczytałem w 9 numerze "Do Rzeczy" artykuł Rafała Matyji JOW nie poprawią polityków o Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Przykro mi to pisać, ale z tekstu wyraźnie wynika, że Autor nie rozumie podstawowych wad obecnie obowiązującej ordynacji. Ograniczę się do kilku komentarzy, choć można napisać znaczne, znacznie więcej.

 

Pan Matyja pisze: Zmiana sposobi wyboru posłów – poprzez wprowadzenie JOW – nie spowoduje poprawy ich jakości, o ile nadal będziemy wybierać z tej samej, podsuwanej przez te same partie grupy kandydatów. Ale tu właśnie tkwi sedno sprawy! Zgodnie z obecną ordynacją, nazywaną proporcjonalną, szanse wyboru mają tylko ci, którzy znaleźli się na partyjnej liście, zostali namaszczeni przez liderów partii. Gdybym na przykład ja chciał zostać posłem i założył własną listę, i w Krakowie dostał WSZYSTKIE głosy to i tak bym do Sejmu nie wszedł, bo moja lista nie osiągnęłaby w skali kraju wymaganych 5%. W praktyce, jest to pozbawienie niemal wszystkich obywateli RP biernego prawa wyborczego. Dlatego właśnie jedyną szansą na wejście innych ludzi (i to nieważne, czy z innych partii, czy z obecnie działających, do Sejmu) jest zmiana ordynacji. W przypadku JOW indywidualnie startujący kandydat (także członek wielkiej partii, którego Prezes nie chce dać na listę) ma szanse. Obecnie, parlamentarzystom zależeć będzie przede wszystkim na opinii Prezesa, a nie na opinii wyborców.

 

Pan Matyja pisze pod koniec artykułu: Jako obywatela bardziej interesuje mnie to, czy mam na kogo głosować w dniu wyborów. A gdy okazuje się, że nie mam, nie pociesza mnie najdoskonalszy nawet system wyborczy. Skoro tak, to powinien być gorącym zwolennikiem JOW. Bo przy obecnej ordynacji głosuje się na listy wyborcze, popierając je w całości, i wielokrotnie wskazany przez wyborcę kandydat A z listy nie wejdzie do Sejmu, wejdzie natomiast kandydat B z tejże listy, gdyż dostał więcej głosów. Nasuwa mi się analogia ze starym wierszykiem Urna jest to urządzenie – przedziwna szkatułka, choć głosujesz Mikołajczyk, wychodzi Gomułka. W kilku ostatnich wyborach na KAŻDEJ z list w moim okręgu był ktoś, kogo ewidentnie NIE CHCIAŁEM poprzeć. A zdawałem sobie sprawę z tego, że głosując na mojego kandydata z tejże listy popieram też (może nawet przede wszystkim) właśnie tego niechcianego.

 

Dodam jeszcze, że ordynacja nazywana proporcjonalną naprawdę wcale nie jest proporcjonalna, powinna się nazywać partyjna. Liczby uzyskanych mandatów wcale nie są proporcjonalne do liczby oddanych na partię głosów. Dopuszcza ona masę paradoksów. Może się zdarzyć, że kandydat A ma mniej głosów niż kandydat B, ale do Sejmu wejdzie A, to samo dotyczy partii. Może się zdarzyć, że zwiększenie liczby głosów oddanych na kandydata spowoduje, że… straci on mandat poselski! Nie mówiąc o tym, że wielu parlamentarzystów wchodzi do Sejmu mając zaledwie parę tysięcy albo nawet kilkaset głosów w skali województwa, dzięki głosom oddanym na lidera listy – a potem twierdzą oni, że reprezentują wyborców, choć naprawdę mandatu od nich nie dostali… I wielu z nich, mimo że weszli do Sejmu dzięki głosom oddanym nie tyle na nich, ale na partię, szybko tę partię opuszcza, ale w Sejmie pozostaje.

 

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze są tym, co może zapobiec takim patologiom. Jednakże wprowadzenie ich nie będzie łatwe. Po prostu w ich efekcie liderzy partyjni stracą władzę nad tym, kto ma szansę wejść do Sejmu…

 

 

Kraków, 4 kwietnia 2013



Dyskusja - 8 Komentarzy
  1. Baccalus Baccalus

    14. Kwi 2013,  godz. 13:56

    Szanowny Panie JN
    Pisze Pan:”Ale szkoda w tym momencie czasu na dyskusję o tym punkcie.”
    Nie mogę uwierzyć. Jak może Pan twierdzić, że szkoda czasu na dyskusję o 5% progu wyborczym, który jest przyczyną, wskazywanych przez Pana i wielu innych na tej stronie, wad obecnej ordynacji?!
    To jest podstawowy problem. Tylko i wyłącznie zniesienie progu pozwala na wejście do Sejmu lokalnym kandydatom. Jeżeli nie zniesie się progu, to w JOW’ach nawet jeszcze bardziej niż teraz trzeba się będzie wkupywać w łaski partyjnego komitetu.
    .
    Pyta Pan: „Czy proponowana przez Pana ordynacja jest stosowana w praktyce w którymkolwiek kraju?”
    Odpowiem pytaniem:
    Na konstytucji jakiego państwa wzorowali się w USA tworząc ich konstytucję?
    .
    Żałuję, że nie odnosi się Pan do wszystkiego, co napisałem. Rozumiem, że ‚szkoda czasu’.

    Odpowiedz

  2. Baccalus Baccalus

    14. Kwi 2013,  godz. 03:25

    Szanowny Panie JN
    Pisze Pan:”w przypadku wyborów samorządu szkolnego na przewodniczącego ”
    Organ przewodniczącego nie jest organem decyzyjnym a reprezentatywnym. Jego zadaniem nie jest podejmowanie decyzji w imieniu całej klasy. Porównanie złe. Pasuje do porównania Prezydenta.
    Z Sejmem należy porównać całą klasę. Każdy z uczniów jest swoim własnym posłem.
    .
    Pisze Pan:”W przypadku wyborów proporcjonalnych 1 niezależny kandydat potrzebuje zebrać ok. 110 tyś podpisów”
    „Zacytuję ustawę:
    Po zebraniu co najmniej 1000 podpisów obywateli mających prawo wybierania do Sejmu, popierających utworzenie komitetu wyborczego wyborców, pełnomocnik wyborczy zawiadamia Państwową Komisję Wyborczą o utworzeniu komitetu.”
    „Lista kandydatów powinna być poparta, w sposób, o którym mowa w art. 209 § 2 i 3, podpisami co najmniej 5000 wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu wyborczym.”
    http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20110210112
    1 000 + 5 000 = 6 000
    Proszę mi wyjaśnić jak Pan obliczył te 110 000 podpisów?
    .
    Pisze Pan: „musi uzyskać 5% głosów w całym kraju”
    Smutne ale prawdziwe. Stale powtarzam, że rozwiązaniem problemu progu wyborczego jest zniesienie progu wyborczego a nie zmniejszanie okręgów wyborczych na JOW’y.
    .
    Pisze Pan: „w przypadku systemu JOW kandydat niezależny […] musi […] uzyskać poparcie ok 51% wyborców”
    Kandydat A – 40%
    Kandydat B – 30%
    Kandydat C – 20%
    Kandydat C – 10%
    Żaden z nich nie uzyskał ponad 50% głosów. Czy to znaczy, że okręg nie ma posła? Nie, to znaczy, że posłem zostanie kandydat z poparciem 40% a 60% wyborców nie ma swojego posła w Sejmie. To zjawisko nazywane jest ‚nadreprezentacją’. Dokładniej omawiam je tu:
    http://www.jow.pl/blog/makossj/wady-jow-nadreprezentacja.html
    .
    Pisze Pan:”Jeśli wyborca nawet kogoś osobiście nie zna to zna kogoś, kto zna tę osobą więc można uzyskać informację „pocztą pantoflową”.”
    Żyjemy w XXI wieku i mamy prasę, radio, TV i internet. Dzięki nim znam nie tylko poczynania posłów z mojego wielomandatowego okręgu a z całej Polski.
    Muszę powiedzieć z przykrością, że moi sąsiedzi i większość znajomych nie interesuje się polityką i nigdy nie doszłoby do mnie ‚drogą pantoflową’ jak poseł, na którego glosowałem, głosował w Sejmie.
    .
    Pisze Pan: „Ponadto okręg 67 tys. wyborców to jest maksimum obszaru który potencjalny poseł może osobiście obejść w celu odwiedzenia i spotkania się z chętnymi wyborcami.”
    W XXI wieku chodzenie po ludziach w celu przekazania programu i przedstawieniu swoich wartości to bezsens. Dla starszych są spotkania wyborcze. Ja, umiejąc używać komputera, w czasie, w którym jeden kandydat przedstawiłby mi swój program, poznałbym program wszystkich kandydatów w okręgu razem z ich karierą polityczną i wykształceniem.
    .
    Pisze Pan:”Dowodem skuteczności JOW są wybory samorządowe.”
    Czy do Pańskiego domu przyszedł kandydat do rady miasta? Do mnie nigdy. A niby ma jeszcze mniejszy obszar niż JOW…
    .
    Co do 80% kandydatów niezależnych – sprawdzę to i ocenię.
    .
    Pisze Pan: „W obecnej ordynacji proporcjonalnej 80% obywateli nie może wybrać swojego reprezentanta, który nie należy do partii politycznej.”
    Kto im broni pójść na wybory i zagłosować?
    Ponad 95% wyborców głosuje na kandydatów z list partyjnych. Jak Pan obliczył te 80%? A może to 80% z 5%, czyli 4% ogółu? Chyba przeszkadza im próg wyborczy. Należy go znieść, a nie zmniejszać okręgi ciągle to powtarzam.
    .
    .
    Szanowny Panie ŁB
    Pyta Pan: „Co to znaczy „brak posiadania własnego reprezentanta”?”
    Najpierw wyjaśnię znaczenie ‚reprezentant’:
    „osoba działająca w imieniu jakiejś grupy, reprezentująca kogoś lub coś”
    http://pl.wiktionary.org/wiki/reprezentant
    ‚Brak posiadania własnego reprezentanta’ oznacza brak posiadania posła w Sejmie działającego w moim imieniu, reprezentującego mnie, moje poglądy, głosującego tak, jak ja chcę, by głosował.
    .
    Pisze Pan: „Wybrany poseł jest reprezentantem całego okręgu, koniec kropka.”
    Poseł wybierany w JOW nie jest reprezentantem wszystkich wyborców. Jest reprezentantem tylko i wyłącznie względnej większości.
    .
    Pisze Pan: „Czy jeśli 47% głosujących w wyborach prezydenckich głosowało nie na wybranego Komorowskiego, tylko na Kaczyńskiego, to znaczy, że cała ta grupa nie ma swojego prezydenta?”
    Zacytuję Konstytucję:
    „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
    Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. ”
    http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm
    Władzę ustawodawczą w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sejm i Senat.
    http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm
    „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.”
    http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm
    Posłowie są przedstawicielami Narodu, czyli ludzi. Każdy człowiek ma własny, różny od innych głos.
    Prezydent nie jest przedstawicielem Narodu. Prezydent jest przedstawicielem Rzeczypospolitej, której głos stanowi Sejm i Senat metodą większościową.
    .
    Od Sejmu oczekujemy reprezentatywności poglądów wyborców.
    Od Prezydenta nie. Od Prezydenta oczekujemy, że reprezentuje Rzeczpospolitą, czyli decyzje Sejmu i Senatu, czyli względnej większości wyborców.

    Odpowiedz

  3. Baccalus Baccalus

    14. Kwi 2013,  godz. 02:00

    Szanowny Panie KC
    Pisze Pan: „Gdybym […] założył własną listę, i w Krakowie dostał WSZYSTKIE głosy to i tak bym do Sejmu nie wszedł, bo moja lista nie osiągnęłaby w skali kraju wymaganych 5%. W praktyce, jest to pozbawienie niemal wszystkich obywateli RP biernego prawa wyborczego. Dlatego właśnie jedyną szansą na wejście innych ludzi […] jest zmiana ordynacji. W przypadku JOW indywidualnie startujący kandydat […] ma szanse.”
    Wskazuje Pan, że problemem jest 5% próg wyborczy. Ale jako rozwiązanie, zamiast zniesienie tego progu, proponuje Pan zmniejszenie okręgu. Uważam to za nielogiczne.
    Gdybyśmy znieśli 5% próg wyborczy, to w obecnej ordynacji, tworząc własną listę mógłby Pan zostać posłem. Żaden problem.
    .
    Pisze Pan:”Skoro tak, to powinien być gorącym zwolennikiem JOW. Bo przy obecnej ordynacji głosuje się na listy wyborcze, popierając je w całości, i wielokrotnie wskazany przez wyborcę kandydat A z listy nie wejdzie do Sejmu, wejdzie natomiast kandydat B z tejże listy, gdyż dostał więcej głosów.”
    Wskazuje Pan, że problemem jest etap rozdzielania mandatów na listy wyborcze uwzględniając sumę głosów oddanych na ich kandydatów a dopiero po nim, przydzielanie mandatów kandydatom w kolejności od najliczniej popartego.
    Zamiast proponować rozdawanie mandatów od razu w kolejności zdobytych głosów, proponuje Pan zmniejszenie okręgu. Uważam to za nielogiczne.
    Gdybyśmy przydzielali mandaty bez etapu podziału mandatów na listy, pański głos nie działałby na innych kandydatów niż ten, którego wskazywał.
    .
    Pisze Pan: „Dodam jeszcze, że ordynacja nazywana proporcjonalną naprawdę wcale nie jest proporcjonalna, powinna się nazywać partyjna. Liczby uzyskanych mandatów wcale nie są proporcjonalne do liczby oddanych na partię głosów. Dopuszcza ona masę paradoksów. Może się zdarzyć, że kandydat A ma mniej głosów niż kandydat B, ale do Sejmu wejdzie A”
    Wystarczy znieść 5% próg wyborczy w skali kraju oraz etap podziału mandatów na listy wyborcze a sytuacja z posłem o mniejszej ilości głosów nie wystąpi.
    .
    JOW’y tworzą ryzyko zaistnienia równie paradoksalnej sytuacji – nadreprezentacji. Oto schemat przedstawiający to zjawisko:
    http://s4.ifotos.pl/img/Nadreprez_nparrhw.JPG
    Polecam mój wpis:
    http://www.jow.pl/blog/makossj/wady-jow-nadreprezentacja.html

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  4. Baccalus Baccalus

    14. Kwi 2013,  godz. 01:59

    Szanowny Panie MW
    Pisze Pan: „Należy więc dążyć, aby na jeden mandat przypadała w przybliżeniu jednakowa liczba głosów.”
    Wskazuje Pan, że problemem jest to, że kandydat ogłosowany przez 400 000 wyborców otrzymuje tylko jeden mandat podczas, gdy kandydat ogłosowany przez 40 000 wyborców dostaje taki sam jeden mandat.
    Niestety, zamiast przydzielania mandatów w ilości zależnej od ilości głosów, proponuje Pan zmniejszenie okręgu i uniemożliwienie wielkiej grupie wyborców oddania głosów na popieranego przez nich kandydata.
    .
    Proponuję, by wprowadzić możliwość otrzymania przez kandydata w wielomandatowym okręgu więcej niż jednego mandatu, jeżeli ilość głosów, którą otrzymał wskazuje na taką powinność.
    Przykład. Rozdajemy 5 mandatów w okręgu:
    Lista 1(7 000):
    -Kandydat A – 5 000
    -Kandydat B – 1 000
    -Kandydat C – 500
    -Kandydat D – 300
    -Kandydat E – 200
    Lista 2(3 500):
    -Kandydat F – 2 500
    -Kandydat G – 500
    -Kandydat H – 250
    -Kandydat I – 150
    -Kandydat J – 100
    .
    W obecnej ordynacji Lista 1. otrzyma 4 mandaty a Lista 2. 1 mandat. Po jednym mandacie otrzymają kandydaci A, B, C, D, F.
    .
    W JOW’ach w zależności od rozmieszczenia wyborców w małych okręgach wszystkie mandaty mogą zagarnąć kandydaci jednej listy.
    .
    Przy zachowaniu obecnej ordynacji ale z możliwością otrzymania kilku mandatów i z pominięciem etapu podziału mandatów na listy, mandaty otrzymaliby:
    Kandydat A – 3
    Kandydat F – 1
    Kandydat B – 1
    Różnica głosów dla najsłabszego i najsilniejszego kandydata, przypadająca na mandat, wynosi 5.
    2 500 / 1 000 = 2,5
    .
    Takie rozwiązanie zarówno zmniejsza różnicę poparcia między mandatami jak i zachowuje wszystkie zalety ordynacji proporcjonalnej, przede wszystkim chroniąc przed nadreprezentacją.
    .
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  5. Łukasz Bień

    13. Kwi 2013,  godz. 11:36

    „JOW jest całkowitym zaprzeczeniem proporcjonalności, bo umożliwia paradoksalną sytuację braku posiadania własnego reprezentanta przez większość wyborców” – to jest właśnie jeden z największych mitów… Co to znaczy „brak posiadania własnego reprezentanta”? Wybrany poseł jest reprezentantem całego okręgu, koniec kropka. Czy jeśli 47% głosujących w wyborach prezydenckich głosowało nie na wybranego Komorowskiego, tylko na Kaczyńskiego, to znaczy, że cała ta grupa nie ma swojego prezydenta? Absurd.

    Odpowiedz

  6. Baccalus Baccalus

    13. Kwi 2013,  godz. 11:14

    Szanowny Panie KK
    Nie wiedzy autora cytatu, który Pan przedstawił ale wiem, że czym innym jest posiadanie przedmiotu w danej chwili a czym innym jest posiadanie prawa własności do tego przedmiotu. Konstytucja chroniąc ‚własność’ chroni prawo własności a nie łup złodzieja… Jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić.
    Cytuje Pan „Utwórzmy okręgi jednomandatowe o przybliżonych, niemal równych, liczbach wyborców. W związku z tym liczba posłów na danym obszarze proporcjonalna jest do liczby wyborców na tym obszarze.”
    Rozumiejąc w ten sposób ‚proporcjonalność’ można zarówno stworzyć okręg o jednym mandacie przypadającym na 80 000 wyborców jak i okręg o siedmiu mandatach przypadający na 560 000.
    Co do opinii matematyka, to wydam własną, że najbardziej proporcjonalne byłyby wybory wówczas, gdyby był jeden ogólnopolski okręg wyborczy(by każdemu umożliwić głosowanie na każdego kandydata) i jeden kandydat mógłby dostać ilość mandatów ‚proporcjonalną’ do ilości otrzymanych głosów.
    JOW jest całkowitym zaprzeczeniem proporcjonalności, bo umożliwia paradoksalną sytuację braku posiadania własnego reprezentanta przez większość wyborców – nadreprezentację:
    http://s4.ifotos.pl/img/Nadreprez_nparrhw.JPG
    Cytuje Pan amerykańską praktykę rozumienia pojęcia ‚proporcjonalność wyborów’ jako „PROPORCJONALNY PODZIAŁ MANDATÓW NA POSZCZEGÓLNE STANY”.
    Gdybyśmy rozdzielali mandaty poselskie na województwa byłyby one okręgami wielomandatowymi.
    Gdybyśmy uwzględnili wielkość Polski i przeciętnego stanu w USA, to polski Sejm miałby dziewięć mandatów i Polska miałaby dwa okręgi.
    .
    Manipulowanie znaczeniem ‚proporcjonalności’ nie jest wskazane.
    Obecnie przez ‚proporcjonalność’ rozumie się proporcjonalny do ilości uzyskanych głosów przydział mandatów dla listy wyborczej w okręgu wielomandatowym. 5% próg wyborczy stanowi tu problem. Niestety po ‚proporcjonalnym’ przyznaniu mandatów listom wyborczym, dalszy podział nie jest proporcjonalny. Dziwi mnie, że Panowie tego nie zauważają. Obecnie jeden kandydat może otrzymać tylko jeden mandat, bez względu na ilość otrzymanych głosów. Jest to sprzeczne z zasadą proporcjonalności. Żeby była ona realizowana właściwie, należy usunąć etap podziału mandatów na listy wyborcze i przydzielać je bezpośrednio dla kandydatów proporcjonalnie do ilości uzyskanych przez nich głosów.

    Odpowiedz

  7. Krzysztof Kowalczyk

    13. Kwi 2013,  godz. 00:12

    Jako uzupełnienie do tekstu dr Krzysztofa Ciesielskiego warto przeczytać też jego artykuł „PARADOKSY ORDYNACJI, CZYLI MATEMATYKA WYBORCZA”, opublikowany w sierpniu 1997 r. w miesięczniku „Wiedza i Życie”, w którym zauważył, że lepszym określeniem obowiązującego systemu wyborczego do Sejmu RP byłoby „ordynacja paradoksalna”: http://archiwum.wiz.pl/1997/97081800.asp Swoją drogą, to znamienne, że matematyk z zawodu nie tylko patrzy na system wyborczy pod kątem czystej matematyki, ale też musi tłumaczyć elementarz JOW politologowi z tytułem doktora. Wstyd doktorze Matyja, wstyd!

    10 lat temu dr Ciesielski napisał też ciekawą polemikę z konstytucjonalistą prof. Winczorkiem, m.in. o tym jak można i należy rozumieć zasadę proporcjonalności: „Jednak należy koniecznie zauważyć, że i obecnie przeprowadzane wybory nie są zgodne z Konstytucją – bo ordynacja do Sejmu NIE JEST proporcjonalna. Ktoś powiedziałby, że politolodzy używają tego słowa, określając pewien typ ordynacji. Nie jest to żadnym argumentem. Przy czytaniu Konstytucji, nadrzędną rzeczą powinien być język polski. Czy jeżeli przez „własność” będziemy rozumieć dysponowanie pewną rzeczą w danej chwili (a niby czemu nie?), to Konstytucja będzie chronić złodzieja, który coś ukradł i ukradzioną rzeczą właśnie w danym momencie dysponuje? A dlaczego przez proporcjonalność ordynacji nie rozumieć czegoś innego. Utwórzmy okręgi jednomandatowe o przybliżonych, niemal równych, liczbach wyborców. W związku z tym liczba posłów na danym obszarze proporcjonalna jest do liczby wyborców na tym obszarze. Zaręczam, że takie określenie jest bliższe proporcjonalności niż to, co jest w obecnie obowiązującej ordynacji. A gdyby doszło do prawniczej dyskusji na ten temat, odwołań np. do Trybunału Konstytucyjnego – należy werdykt wydać w oparciu o opinię ekspertów-matematyków. Bo „proporcjonalność” to termin matematyczny.” Więcej: http://www.asme.pl/105665721623218.shtml

    Na taką interpretację proporcjonalności jak dr Ciesielski zwracał również uwagę Bernard Owen – profesor Uniwersytetu Paryskiego i Sekretarz Generalny Centrum Studiów Porównawczych Systemów Wyborczych – podczas zorganizowanej 19-20 listopada 2004 r. w Warszawie przez Fundację „Ius et Lex”, francuski Instytut dla Demokracji oraz tzw. Komisję Wenecką Rady Europy (European Commission for Democracy Through Law), międzynarodowej konferencji naukowej.

    Biuletyn Informacyjny Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych nr 22, s. 3: ‚Jerzy Gieysztor i Jerzy Przystawa uczestniczyli w dwudniowej konferencji „Ocena Piętnastu Lat Praktyki Konstytucyjnej w Europie Środkowo-Wschodniej” […]. Bardzo ciekawa była wypowiedź prof. Owena, który na pytanie czy zasada proporcjonalności może być rozumiana inaczej niż jako system list partyjnych – tak jak to interpretują politycy i konstytucjonaliści w Polsce, odpowiedział, że to nie jest prawda, powołał się na nazwisko wybitnego konstytucjonalisty greckiego z początków XX wieku, Nicola Saripolosa, oraz praktykę amerykańską, gdzie zasadę proporcjonalności rozumie się jako zasadę PROPORCJONALNEGO PODZIAŁU MANDATÓW NA POSZCZEGÓLNE STANY.’

    Odpowiedz

  8. Jerzy Gieysztor

    10. Kwi 2013,  godz. 19:16

    Już same cytaty przytoczone przez Pana Krzysztofa Ciesielskiego dowodzą, że w numerze 9 tygodnika „Do Rzeczy” o postulacie JOW nie napisano do rzeczy. Bowiem te cytaty pokazują ignorancję Pana Rafała Matyji w zakresie znajomości podstawowej zasady postulatu JOW, jaką jest swoboda kandydowania.
    W tym kontekście godzi się zauważyć, że na pytanie, „Który z nich zachce, który się odważy przelicytować konkurencję szerokim prezentowaniem na swoich łamach postulatu JOW ? ” – skierowane w lutym br. do nowo powstałych tygodników w moim tekście „Probierz wolności” ( http://zmieleni.pl/probierz-wolnosci/ ), pozytywnie odpowiedziało „Uważam Rze”. W rubryce woJOWnika”, „Uważam Rze” publikuje od kilku tygodni teksty i odrębne artykuły oraz wywiad z Pawłem Kukizem na temat problemu wyborczego. Być może, prezentacja problemu wyborczego jest jedną z przyczyn, dla której w zaprzyjaźnionym kiosku „Uważam Rze” wyprzedza w sprzedaży i „Do Rzeczy” i „W Sieci”.
    I taką ewentualność starajmy się uświadamiać redakcjom uważającym się za niezależne, zwracając im uwagę, że problemu wyborczego nie da się pozamiatać, zachowując wiarygodność. Bowiem ważnym składnikiem budowania wiarygodności pisma jest rzetelne prezentowanie zasad postulatu JOW i autentyczna debata na temat skutków jego realizacji.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.