Idę i zagłosuję na pana Pawła Kukiza. Dlaczego? Gdyż jego postulaty wydają się wykraczać poza układ „jeśli nie ta partia, to inna, ale jakaś musi być”. Bo wcale tak być nie musi.

Mieszkam w Wielkiej Brytanii. Mój podlondyński okręg wyborczy, jeden z 650 w całym kraju, to ok. 70 tyś. wyborców. Daje to odpowiednik ludności Gniezna bądź Siemianowic Śląskich. Z każdego z takich okręgów wybiera się tylko JEDNEGO kandydata i to on wchodzi do parlamentu, bez względu na swoje partyjne powiązania (bądź ich brak), swój „ranking”, tj. umiejscowienie na „liście krajowej” (czytaj: stopień komitywy z liderem partii) czy inne układy. Po prostu wchodzi. A gdy już wejdzie, to on odpowiada przed swoimi wyborcami za realizację (bądź nie) przedwyborczych obietnic. Efekt? Brytyjscy parlamentarzyści czują realną ODPOWIEDZIALNOŚĆ przed swoimi wyborcami. Z kolei fakt ten tłumaczy historycznie wyższą frekwencję w brytyjskich wyborach niż w polskich, a przecież niby mamy już niepodległość, a więc wolność. Czemu tak u nich jest? Widocznie, w odróżnieniu od swoich polskich odpowiedników, wyborcy w UK czują się w większym stopniu UPRZEDMIOTOWIENI; czują, że ich głos naprawdę coś znaczy.

Mówi się, że łatwo jest narzekać, gdy nic się nie robi. Poniekąd rozumiem jednak tych z moich rodaków, którzy na wybory już od dawna nie chodzą, tłumacząc „bo i tak to nic nie zmieni”. Kochani, mam dziś do Was gorący apel: tak, wcześniej to i tak nic by nie zmieniło. Lecz w tegorocznych wyborach jest INACZEJ. W nadchodzących wyborach jest kandydat, który nie dywaguje nad tym, ile pieniędzy przeznaczyć na opiekę nad chorymi, a ile na armię, bo to będzie zadaniem parlamentarzystów odpowiedzialnych przed swoimi wyborcami, a nie przed swoim liderem. Nie roztrząsa słów obecnego ministra transportu, bo dziś minister jest ministrem transportu, ale jutro może zostać ministrem zdrowia i – wedle partyjnej logiki – na zdrowiu będzie znał się tak samo „wyśmienicie” jak do tej pory znał się na transporcie. Wszak ten czy tamten, ministrem został nie dlatego, że jest specjalistą, lecz że przynależy do odpowiedniej partii… Dopóki nie uzmysłowimy sobie mechanizmów działających na skutek obecnej ordynacji wyborczej, dopóty będziemy rypani w de – a czas leci. Jeśli więc mamy coś zrobić dla siebie bądź naszych potomków, zróbmy to teraz, w tych wyborach.

Paweł Kukiz zapowiada, że – bez względu na wynik wyborów – sprawę „oświecenia” społeczeństwa w kwestii tzw. Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) będzie prowadził dalej. I ja mu wierzę. Wierzę również, iż jest to sprawa kluczowa dla przeprowadzenia reform w naszej ojczyźnie. To wstyd dla obywatela (a i zasługa dotychczasowych rządzących), że ten sądzi, iż ordynacja większościowa jest idealna. Jak sam p. Kukiz powiedział w jednym z wywiadów: „Politycy oczywiście wiedzą, ze dla narodu lepsza jest ordynacja jednomandatowa, lecz trzymają to w takiej tajemnicy, jak kapłani egipscy daty zaćmień słońca.”

Nasz statek o imieniu „Polska” tonie, to fakt. Jeden z jej niedawnych ex-ministrów, gdy nie był na mównicy – a więc gdy mówił prawdę – wygadał się, że „Polska istnieje tylko teoretycznie”. Ukuł też słynną już wzmiankę o kamieni kupie. Akurat tutaj on wie, co mówi.

Fragment artykułu Jacka Wąsowicza pt. Paweł Kukiz – kandydat z jajami z 25 kwietnia 2015

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.