10 maja zagłosuję na Pawła Kukiza. Wyjaśniam, dlaczego. Od kilku lat Paweł Kukiz promuje jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW).

Chodzi mu o to, aby w wyborach do Sejmu JOW-y zastąpiły obowiązujący obecnie proporcjonalny system wyborczy. O zaletach JOW-ów i o wadach systemu proporcjonalnego pisałem już niejednokrotnie, pisało już na ten temat wielu innych autorów (na przykład artykuł przewodniczącego ruchu JOW Wojciecha Kaźmierczaka; jeden z moich artykułów). Tu ograniczę się do przypomnienia w wielkim skrócie trzech mechanizmów, za pośrednictwem których system proporcjonalny prowadzi do wynaturzenia władzy państwowej w Polsce.

Posłowie uzależnieni od przywódców: System proporcjonalny powoduje, że posłowie są uzależnieni od szefów partyjnych bardziej niż od wyborców. Wynika to z tego, że ten system wyborczy oparty jest na listach kandydatów układanych przez władze partyjne, a szanse posła na ponowny wybór zależą w większym stopniu od jego miejsca na liście niż od woli wyborców.

Takie uzależnienie jest szkodliwe w przypadku wszystkich posłów, ale jego siła niszcząca jest szczególnie duża w przypadku posłów należących do większości rządzącej. Wynika to z tego, że szefami partyjnymi tych posłów są osoby zasiadające w rządzie, skutkiem czego powstaje błędne koło: posłowie ci kontrolują rząd, decydują o jego budżecie i o uchwalaniu ustaw na jego wniosek, a jednocześnie starają się za wszelką cenę przypodobać rządowi. A powinno przecież być inaczej: kontrolując rząd, uchwalając budżet i ustawy, posłowie powinni starać się działać w sposób, który uzyska aprobatę wyborców, a niekoniecznie rządu.

Przypadkowi posłowie: Proporcjonalny system wyborczy powoduje, że do Sejmu trafiają bardzo często osoby przypadkowe, prawie całkowicie nieznane wyborcom lub wręcz nielubiane przez zdecydowaną większość wyborców, osoby, których główną zaletą jest wierność wobec władz którejś z partii. Oto przykład. Gdy kilka miesięcy temu Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej, jego mandat poselski objęła Ewa Czeszejko-Sochacka.

W trakcie kampanii wyborczej w 2011 roku pani Czeszejko-Sochacka porysowała gwoździem samochód sąsiada, co zostało nagrane przez monitoring video. Tuż przed wyborami pisała o tym prasa, nasza niezbyt mądra bohaterka była publicznie wyśmiewana, a zapis z monitoringu był hitem internetu. Skompromitowana kandydatka uzyskała w wyborach 2466 głosów, czyli 0,24% głosów w okręgu. Jest to wynik słaby (co w tych okolicznościach nie dziwi): w warszawskim okręgu wyborczym wybiera się 20 posłów, a więc jeden poseł przypada na każde pięć procent oddanych tam głosów; pani Czeszejko-Sochacka dostała 20 razy mniej, niż te 5%.

Przy obowiązującym u nas systemie wyborczym ten słaby wynik wystarczył, by kandydatka mogła objąć mandat poselski po Donaldzie Tusku.

Opisywana tu sytuacja jest ekstremalna: nieczęsto się zdarza, aby kandydat do Sejmu używał gwoździa przeciwko samochodowi sąsiada w czasie kampanii wyborczej i dał się przy tym nagrać. Ale problem osób, które zostają posłami pomimo tego, że wśród wyborców mało kto ich popiera, jest bardzo poważny. Spośród 20 posłów wybranych z warszawskiego okręgu wyborczego, 14 uzyskało poparcie mniej niż 0,9% wyborców, a więc poparcie niskie, podobnego rzędu wielkości, jak to uzyskane przez Ewę Czeszejko-Sochacką. Oznacza to, że dwie trzecie warszawskich posłów, to osoby o bardzo małym poparciu wśród wyborców (o tym szerzej piszę tu).

Skład rządu nie wynika bezpośrednio z woli wyborców: W systemie proporcjonalnym z reguły żadna partia nie uzyskuje w parlamencie większości, która umożliwiałaby jej samodzielne utworzenie rządu. W tej sytuacji skład i program rządu budowane są w drodze międzypartyjnych negocjacji, już po wyborach. Nie ma bezpośredniego związku między wynikiem wyborów a składem i programem rządu.

W Polsce oderwanie składu rządu od wyników wyborów było szczególnie widoczne w 2005 roku, kiedy wicepremierami zostali Roman Giertych i Andrzej Lepper, mimo że zdecydowana większość wyborców ani tych panów nie popierała, ani nawet, głosując, nie brała pod uwagę możliwości, że mogą oni wejść w skład rządu.

Od 2007 roku do dziś wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę, a więc najważniejszym z wicepremierów, jest przywódca PSL (do 2012 roku był to Waldemar Pawlak, obecnie jest to Janusz Piechociński). PSL rządzi polską gospodarką pomimo tego, że partia ta nie została w żaden sposób wybrana do tego przez obywateli: PSL ma wśród wyborców poparcie poniżej 9% — dla porównania, Andrzej Lepper w 2005 roku został wicepremierem dzięki poparciu dla Samoobrony wynoszącemu 11%.

Kandydat monotematyczny — to źle czy dobrze?

Paweł Kukiz buduje swoją kandydaturę na krytyce zawłaszczania Polski przez polityków, używa wyrażenia wampiryzm partii politycznych. Ale za tą daleko idącą krytyką idzie tylko jedna naprawdę istotna propozycja konstruktywna. Jest to właśnie propozycja wprowadzenia JOW-ów w wyborach do Sejmu.

Czy ma sens głosowanie na kandydata, który w swym programie wyborczym ma tylko jedną ważną konstruktywną propozycję?

W przypadku Kukiza jak najbardziej ma to sens. Przede wszystkim dlatego, że Kukiz jest kandydatem na prezydenta, a nie na premiera, na senatora czy na posła na Sejm. A z Konstytucji wynika, że prezydent ani nie ma władzy ustawodawczej (tę władzę mają Sejm i Senat), ani nie prowadzi polityki państwa (to jest domena Rady Ministrów). Prezydent ma specyficzne zadania, opisane w art. 126 Konstytucji, w szczególności „czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”.

Nasza Konstytucja opiera się na demokracji jako podstawowej wartości (jest to zapisane w jej art. 2). Dlatego w sytuacji, w której aktualnie obowiązujący system wyborczy skutkuje złym funkcjonowaniem mechanizmów demokratycznych, doprowadzenie do zmiany tego systemu należy do zadań prezydenta — na tym właśnie powinno polegać czuwanie nad przestrzeganiem Konstytucji. Paweł Kukiz ma w pełni rację, gdy powtarza, że celem jego kandydatury na prezydenta jest doprowadzenie do głębokiej reformy systemu wyborczego, tak aby mechanizmy demokratyczne zaczęły działać lepiej. I ma również rację, gdy jako kandydat na prezydenta nie proponuje wielu innych reform, które należą do sfery działania rządu, Sejmu i Senatu.

Kukiz zachowuje się, z tego punktu widzenia, w sposób dużo właściwszy niż dwaj główni kandydaci, którzy mają rozbudowane programy, ale nawet nie próbują nas przekonać, że jest jakiś związek między tymi programami a urzędem prezydenta. Dodajmy, że ci kandydaci również nie wyjaśniają, w jaki sposób ich programy mają zostać sfinansowane; niewątpliwie najgorszy, wręcz niebezpieczny dla przyszłości naszego kraju, jest tu Andrzej Duda, który obiecuje obniżenie wieku emerytalnego, mimo że z góry wiadomo, iż finanse państwa czegoś takiego nie wytrzymają.

Drugim, jeszcze ważniejszym argumentem na rzecz Kukiza jest znaczenie reformy, jaką on proponuje. Radykalna reforma systemu wyborczego jest Polsce bardzo potrzebna, gdyż tylko ona może położyć kres patologiom, jakie mają miejsce w Sejmie — a Sejm jest najważniejszym organem władzy w Polsce. Przecież właśnie Sejm uchwala budżet, zatwierdza skład rządu i kontroluje rząd. Właśnie Sejm uchwala ustawy, a w drodze ustawy regulowane jest funkcjonowanie samorządu miejscowego, sądów i wszystkich innych organów władzy w Polsce. Dlatego uzdrowienie Sejmu jest drogą do rozwiązania najróżniejszych problemów i do zlikwidowania rozmaitych patologii, jakie istnieją we wszelkich polskich organach władzy.

Radykalna reforma systemu wyborczego spotyka się z silnym oporem ze strony wszystkich partii politycznych, jakie uczestniczą w obecnym systemie władzy (wyjątkiem jest tu Polska Razem Jarosława Gowina, ale partia ta ma mały wpływ na sprawy publiczne). Co prawda w latach 2004-2005 reforma ta była sztandarowym punktem programu Platformy Obywatelskiej, ale dziś już nie figuruje w programie tej partii. Paweł Kukiz twierdzi, że osoby wysoko postawione w Platformie Obywatelskiej powiedziały mu na ten temat: „rozmyśliliśmy się”; warto zanotować, że Kukiz popierał Platformę Obywatelską w latach 2004-2005, a obecnie jest do tej partii nastawiony negatywnie.

Wrogość do JOW-ów ze strony zawodowych działaczy partyjnych wynika z tego, że projekt ten jest skrajnie niekorzystny dla zdecydowanej większości z nich. Jest niekorzystny dla przywódców partii, gdyż zrywa wspomniane wyżej patologiczne uzależnienie szeregowych posłów od tych przywódców. Jest niekorzystny dla obecnych posłów, gdyż według wszelkiego prawdopodobieństwa spowoduje, że w ich miejsce inne osoby będą w przyszłości wybierane na posłów.

Podsumowując, JOW-y są projektem bardzo istotnym dla państwa polskiego i bardzo nam wszystkim potrzebnym, ale nie możemy liczyć na to, że zostaną one wprowadzone przez partie należące do obecnego systemu władzy. W tej sytuacji poparcie dla kandydata antysystemowego, dla którego projekt reformy jest głównym motywem do kandydowania, stanowi jedyny chyba sposób na to, aby JOW-om dać szansę na realizację. Właśnie dlatego wybieram Kukiza, nie przywiązując zasadniczej wagi do tego, jakie propozycje (lub jaki brak propozycji) ma ten kandydat w innych sprawach.

O takich, co się nie nadają na prezydenta

Czy Paweł Kukiz nadaje się na prezydenta? Czy ma wiedzę, doświadczenie i uczciwość, jakie prezydent mieć powinien?

Wiele wskazuje na to, że Kukiz jest uczciwy. Odnoszę subiektywne wrażenie, że jest on bardziej szczery niż pozostali kandydaci w tych wyborach. Ale to nie wystarczy. Niedostatek doświadczenia i wiedzy tego kandydata jest na tyle poważny, że można by wątpić w sens głosowania na Kukiza w wyborach prezydenckich… można by, gdyby nie to, że jego konkurenci są w gruncie rzeczy gorsi. Dwaj główni kandydaci w tych wyborach — Andrzej Duda oraz urzędujący prezydent Bronisław Komorowski — dali swoje przyzwolenie na oszustwa finansowe na gigantyczną skalę.

Andrzej Duda odegrał aktywną rolę w przygotowaniu skargi, którą prezydent Lech Kaczyński wysłał do Trybunału Konstytucyjnego przeciwko ustawie z dnia 5 listopada 2009 o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (SKOK) (artykuł „Gazety Wyborczej” na ten temat). Głównym przedmiotem tej ustawy było włączenie SKOK-ów do zakresu kompetencji KNF (Komisji Nadzoru Finansowego). KNF kontroluje, czy instytucje finansowe działają w sposób godny zaufania, w szczególności czy nie dochodzi tam do nadużyć.

Skarga przygotowana przez Andrzeja Dudę połączona była z odmową podpisania ustawy przez prezydenta Kaczyńskiego, co spowodowało, że wejście w życie ustawy opóźniło się o trzy lata. Przez ten trzyletni okres SKOK-i, pozbawione kontroli, prowadziły nieodpowiedzialną politykę kredytową (w niektórych kasach dochodziło do licznych oszustw), a kierownictwo kasy krajowej SKOK, na czele z politykiem PiS Grzegorzem Biereckim, tworzyło konstrukcje finansowe mające na celu ukrywanie trudności finansowych SKOK-ów. Bierecki i jego wspólnicy wyprowadzili w tym okresie z systemu SKOK 65 milionów złotych.

Niedobory finansowe SKOK-ów, według stanu znanego na dziś, wynoszą około trzech miliardów złotych, czyli pięć razy więcej, niż rozmiar oszustwa dokonanego przez Amber Gold. Niedobory te zostaną w większości pokryte z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, na który składają się wszystkie polskie banki, a więc pośrednio klienci banków, czyli my wszyscy.

Na skutek afer w SKOK-ach PiS zawiesił Grzegorza Biereckiego w prawach członka klubu parlamentarnego. Jednak prezydent Lech Kaczyński, który do afery walnie się przyczynił odsyłając ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, nadal jest pamiętany w kręgach PiS jako wielki człowiek, wielki prezydent i wielki patriota. Andrzej Duda, który pomagał Kaczyńskiemu w jego niecnych działaniach, nie spotkał się z żadnymi konsekwencjami ze strony PiS i jest dziś kandydatem tej partii na prezydenta.

W 2013 roku, w czasie prezydentury Bronisława Komorowskiego, miała miejsce reforma otwartych funduszy emerytalnych (OFE), która sprowadza się do niemal całkowitej likwidacji tych funduszy. Przed tą reformą OFE miały aktywa o wartości ponad 300 miliardów złotych. Aktywa te ciągle rosły, gdyż część składek emerytalnych wpłacanych do ZUS zasilała OFE.

Liczba osób zawodowo aktywnych będzie w Polsce w przyszłości systematycznie malała, a liczba emerytów będzie rosła. Wynika to z tego, że przeciętna długość życia rośnie (mamy coraz więcej staruszków), a jednocześnie rodzi się u nas bardzo mało dzieci (polska kobieta rodzi średnio 1,31 dziecka). W tej sytuacji nie jest możliwe, aby ZUS w przyszłości wypłacał całość należnych emerytur dzięki pieniądzom, jakie będzie ściągał w formie składek od coraz mniej licznych osób pracujących. Aby system emerytalny nie załamał się całkowicie, potrzebne będą dodatkowe pieniądze. Aktywa, którymi dysponowały OFE, to miały być właśnie te pieniądze, pieniądze absolutnie niezbędne do tego, aby w przyszłości system emerytalny nie załamał się całkowicie (więcej wyjaśnień tu).

Reforma OFE z 2013 roku sprowadza się do odebrania tym funduszom znacznej większości aktywów. Połowę aktywów odebrano im w trybie natychmiastowym (dług skarbu państwa wobec OFE został po prostu anulowany), a ponadto wprowadzono mechanizmy, które przesuną z OFE do ZUS (czyli faktycznie do skarbu państwa) znaczną część tego, co zostało.

Dysponując środkami odebranymi OFE, skarb państwa znajduje się w sztucznie dobrej sytuacji finansowej, co pozwala mu zaciągać dodatkowe pożyczki. Za pożyczone pieniądze rządzący mogą budować swoją popularność (na przykład zwiększając zatrudnienie w urzędach, podczas gdy realny stan finansów państwa wymaga redukcji etatów). Jednocześnie system emerytalny jest na prostej drodze do katastrofy finansowej z powodu likwidacji OFE, które były absolutnie niezbędnym składnikiem tego systemu.

W sumie reforma OFE nie jest niczym innym, jak aktem kreatywnej księgowości (mówiąc wprost: oszustwem księgowym) organizowanym przez najwyższe władze Rzeczypospolitej, na sumę rzędu dwustu miliardów złotych.

Prezydent Komorowski miał wszelkie możliwości, aby powstrzymać to oszustwo. Gdy reforma była w fazie projektu, mógł ją po prostu jednoznacznie skrytykować — biorąc pod uwagę duży szacunek, jakim Polacy darzą Komorowskiego, taka krytyka zmusiłaby rząd do porzucenia reformy. Ale prezydent jednoznacznej krytyki nie dokonał. Gdy reforma przybrała już formę ustawy, prezydent mógł ją zawetować, a nawet powinien był to zrobić, gdyż zadaniem prezydenta jest stanie na straży Konstytucji, a równowaga finansów publicznych jest w Polsce uznawana za wartość konstytucyjną. Ale Komorowski ustawy nie zawetował.

Z jednej strony mamy więc Kukiza, który sprawia wrażenie człowieka szczerego, pełnego dobrej woli działania dla Polski, ale któremu brak doświadczenia i wiedzy. Z drugiej zaś strony mamy dwóch najmocniejszych kandydatów, Komorowskiego i Dudę, którzy mają duże doświadczenie polityczne, ale uczestniczyli (choćby tylko przez bierne przyzwolenie) w oszustwach na wielką skalę.

W tej sytuacji wybieram Kukiza.

Apeluję o rozpowszechnianie tego tekstu oraz o wspieranie kampanii Pawła Kukiza.

Źródło: www.skubi.net

Dyskusja - 5 Komentarzy
  1. bratek

    27. Sty 2017,  godz. 14:36

    Co do JOW-ów,proszę mi wytłumaczyć jak to zrobić?Rozumiem że warunkiem powstania JOW-ów jest likwidacja wszystkich partii politycznych i takich tworów jak Kukiz-15.To się wiąże z odebraniem partiom pieniędzy oczywiście po rozliczeniach [PiS aż się cieszy i nie może się tego doczekać].Następnie przeprowadzamy wybory,gdzie każdy finansuje swoją kampanię wyborczą i ci co dostaną najwięcej głosów zostają posłami.I tu zaczyna się problem kto będzie Marszałkiem,Premierem,jak powstanie większość rządowa,bo żaden z posłów nie będzie miał interesu popierać kogokolwiek i czegokolwiek?Przed każdym głosowaniem trzeba będzie „większości rządowej” coś dać i to każdemu z osobna.

    Odpowiedz

  2. Jerzy Gieysztor

    21. Kwi 2015,  godz. 17:53

    Panie Marcinie ! Gratuluje tekstu. Miarą jego wartości, niebezpiecznej dla wrogów wolnych wyborów – pierwszego warunku naprawy RP, jest ich zmasowany atak, na portalu prawica.net

    Odpowiedz

  3. bisnetus

    21. Kwi 2015,  godz. 15:57

    No to bardzo brzydko się Szanownemu Panu kojarzy. To skojarzenie jest nawet wygodne dla zobrazowania pewnego zjawiska. Każdy normalny człowiek nie ujrzy nic zdrożnego, gdy na przykład dorośli są bardzo kreatywni w wychowywaniu dzieci, dbają o bliski kontakt z dziećmi, dają liczne wyrazy troski i czułości wobec dzieci. To jest zupełnie normalne, naturalne i „dobre”. Ale są tacy, którzy powiedzą, że to podejrzane zachowania a być może i pedofilia. Tymczasem pedofilia jest perwersją, która nie ma nic wspólnego z czułością i troską o dzieci.

    Podobnie jest z tą „kreatywną księgowością”. Ja sobie nie wyobrażam księgowości bez kreatywności. To przecież nie jest tylko liczenie słupków. To jest zdolność interpretacji danych liczbowych i otaczającej nas gospodarczej, prawnej a nawet społecznej rzeczywistości. To umiejętność podejmowania strategicznych decyzji, wyciągania właściwych wniosków, oddzielania spraw istotnych od nie istotnych, tworzenie rezerw, kalkulowanie ryzyka, planowania bezpiecznych i twórczych przepływów finansowych wartości. To nie jest tylko podsumowywanie słupków liczbowych. A już na pewno nie nie jest kreatywną księgowością zakładanie lewych kont, defraudowanie środków finansowych, mataczeniem i fałszowaniem liczb oraz oszukiwaniem partnerów tych biznesowych i tych poza-biznesowych. To jest zwykły bandytyzm i złodziejstwo a nie żadna księgowość.

    Po prostu zupełnie inaczej rozumiemy pojęcie księgowości. Nie mówiąc już o „kreatywnej księgowości”. Dla mnie jest to jak mylenia dobrej miłości i czułości do dzieci z perwersyjną i złą pedofilią.

    Odpowiedz

  4. Marcin Skubiszewski

    21. Kwi 2015,  godz. 13:15

    Bardzo mi przykro, ale pojęcie „dobrej kreatywnej księgowości” nie kojarzy mi się z niczym innym, jak z „dobrą pedofilią”.

    Księgowość służy do opisywania w liczbach rzeczywistości ekonomicznej. I do niczego innego. Jeżeli jesteśmi winni milion, a mamy pół miliona w aktywach, to jesteśmy pół miliona do tyłu. Każda operacja księgowa, która próbuje ten fakt ukryć, jest zwykłym oszustwem. Podobnie jak operacja księgowa, według której deficyt skarbu państwa stał się nagle mniejszy, bo udało się z niego wyizoloować gigantyczny przyszły deficyt sestemu emerytalnego.

    Odpowiedz

  5. bisnetus

    21. Kwi 2015,  godz. 01:05

    Zdecydowanie popieram ocenę i wsparcie Kukiza. To jest jedyny kandydat dla mnie, który ma program, a do tego jest to bardzo mądry i właściwy program zwłaszcza na urząd prezydenta.

    A więc w tym punkcie zdecydowane poparcie.

    Trochę się nie zgadzam z Autorem w kwestii księgowej oceny tak zwanej reformy OFE. Uważam, że ta reforma była potrzebna, a kreatywność księgowa w tej kwestii była wyjątkowa uprawniona, uzasadniona i konieczna. W kreatywnej księgowości nie ma nic złego, jeśli ta kreatywność nie narusza prawa i służy interesowi „firmy”, tutaj państwa.. Potocznie kreatywność księgowa ma złą sławę, ale jest to opinia potoczna i niesłuszna. W księgowości należy być kreatywnym, ale w tym prawidłowym i uczciwym znaczeniu. No ale to jest temat tutaj nie najważniejszy i szkoda wgłębiać się tu w zbędne dyskusji.

    Wracając do Kukiza. Kukiz faktycznie może mieć problemy z doświadczeniem politycznym, ale uważam, że nie jest to luka dramatyczna. Wolę prezydenta, który się szybko uczy i przynajmniej próbuje coś zrobić, niż prezydenta, który z dużym doświadczeniem ogranicza się tylko do „pilnowania żyrandole” i do trzymania parasola nad swoimi kolesiami z jego rodzimych mafii politycznych.

    Jedyne czego się boję, to to by Kukiz nie został sam, bo sam to On nawet będąc prezydentem nic nie zdoła zrobić. Za obywateli sam to on nic nie załatwi. Obywatele muszą go w sposób zorganizowany wesprzeć. Najlepiej gdyby odrodziła się idea tworzenia Komitetów Obywatelskich prze Kukizie lub Prezydencie w których obywatele organizowali się w ciała robocze, doradcze i decyzyjne, w których skupiałyby się pewne oddolnie gromadzone kompetencje. Takie Komitety Obywatelskie powinny powstawać zadaniowo i tematycznie.posiadając możliwie otwartą formułę. Powinien powstać na przykład Komitet Obywatelski Reform Ustrojowych Państwa w którym powstawałyby konkretne propozycje reform a nawet projekty ustaw odnośnie podstawowych reform w zakresie ordynacji wyborczych oraz praw referendalnych i obywatelskich inicjatyw ustawodawczych.

    Osobny Komitet Obywatelski powinien powstać w sprawi monitorowania przestrzegania Konstytucji. Konstytucję powinno się przejrzeć punkt po punkcie przygotowując odpowiednie raporty a nawet pakiety skarg konstytucyjnych do przedłożenia przed Trybunał Konstytucyjny. Prezydent byłby pośrednikiem, bo jako jedyny może kierować bezpośrednio skargi konstytucyjne.

    Powinien powinien Komitet Obywatelski od Likwidacji Zbędnego Prawa, takie swoiste Ministerstwo Głupich i Niepotrzebnych Przepisów. Taki komitet powinien prowadzić rejestr zatruwających życie głupawych przepisów zgłaszanych przez obywateli, ale w jakieś minimalnie ustalonej formalnej formie (uzasadnienie, wskazanie przepisów, ekspertyzy prawne, wykaz interesariuszy).

    Ponadto powinny powstawać Komitety Obywatelskie od różnorakich spraw branżowych na przykład do Spaw Rynku i Prawa Pracy, od szkolnictwa, służby zdrowia, uczelni wyższych, kultury, wymiaru sprawiedliwości, dostępu do informacji publicznej i wszelakich innych. To powinna być forma samo-organizowania się społeczeństwa i próba wzięcia przez obywateli spraw we własne ręce.

    Apel o rozpoczęcie tworzenia takich Komitetów Obywatelskich najlepiej zabrzmiałby jeszcze w czasie kampanii.

    Aha. Jeszcze jedno. Jeżeli rzeczywiście jest w planie start w wyborach parlamentarnych to powinny przejąć to też specjalne Komitety Obywatelskie, które utworzą Komitety Wyborcze dla Niezależnych Obywateli. Kandydatów powinno się wybierać tylko w lokalnych prawyborach z mieszkańców zamieszkujących okręgi wyborcze. Każdy okręg wyborczy powinien ustalać swoje listy absolutnie suwerennie, tylko w prawyborach i mieć tylko jedno lub 3 punktowy wspólny program odzyskania Polski przez polskich obywateli. Oczywiście ogólnokrajowa czapa organizacyjna jest potrzebna, ale kandydaci niezależni oprócz tego krótkiego obywatelskiego programu nie powinni być podporządkowani żadnej centrali lecz tylko w sposób niezależny reprezentować obywateli ich rodzimych regionów.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.