OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Paweł Kukiz uzyskał w ostatnią niedzielę ogromne poparcie wyborców. Przedstawił propozycje zmian bliskie sercom wielu Polaków, mówiąc z wielką charyzmą językiem zrozumiałym dla każdego. Spotykam wśród brytyjskiej Polonii ludzi, którzy jeszcze kilka dni temu nie znali propozycji wyborczych Pawła Kukiza, a którzy teraz oglądają go na youtube i czują, że wielkie rzeczy dzieją w Polsce.

Znakomity wynik Pawła Kukiza w I turze wyborów prezydenckich w niedzielę, 10 maja, wywołał falę entuzjazmu u jednych, a poczucie zagrożenia u innych. Do tych innych wydaje się należeć zabiegający o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski. Bardzo by mu w II turze pomogły głosy wyborców Pawła Kukiza i pewnie dlatego, już następnego dnia dowiedzieliśmy się od niego, że przecież „od dawna” jest zwolennikiem JOW-ów. Za tą deklaracją poszły czyny. We wtorek, czyli już dwa dni po I turze, prezydent podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji Konstytucji. Nowelizacja usuwa przymiotnik „proporcjonalne” z Art. 96, ust. 2, aby otworzyć drogę do referendum, w którym padnie pytanie o wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.

Właśnie, jakie to pytanie będzie? Artykuł Michaliny Mikulskiej „Senat rozpatrzy wniosek o referendum ws. JOW”, „Rzeczpospolita” z 13.05.2015, sugeruje, że obywatele będą zapytani, czy „są za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu RP”.

Tak sformułowane pytanie otwierałoby drogę do różnego rodzaju pseudo-JOW-ów, np. takich pseudo-JOW-ów, które rządząca w Polsce Platforma Obywatelska zafundowała Polakom w wyborach do Senatu. JOW-y w wyborach do Senatu miały na pierwszy rzut oka wyglądać jak zmycie z Platformy grzechu oszustwa, które wyszło na jaw po sfilmowaniu i pokazaniu w telewizji mielenia w niszczarkach sejmowych formularzy z 700 tysiącami podpisów pod wnioskiem o referendum ws. JOW. Jednak JOW-y senackie okazały się kolejnym oszustwem. Wymóg utworzenia w krótkim czasie komitetu wyborczego, zebrania tysiąca podpisów na jego rejestrację oraz kolejnych 2 tysięcy na rejestrację kandydatury (w sumie podpisy musi dać kandydatowi ok. 1% wszystkich wyborców w okręgu) praktycznie odbiera bierne prawo wyborcze zwykłemu obywatelowi. Do tego Kodeks mocno w wyborach do Senatu faworyzuje kandydatów partyjnych względem kandydatów niezależnych.

Ale pytanie referendalne w brzmieniu podanym powyżej otwiera również drogę do czegoś jeszcze gorszego niż senackie pseudo-JOW-y. Cofnijmy się na chwilę do 2003 roku. Otóż w lipcu 2003 r. grupa posłów Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość opracowała pod kierunkiem Ludwika Dorna i złożyła w Sejmie projekt nowej ordynacji wyborczej, który zakładał, że nie więcej, niż połowa posłów byłaby wybierana z okręgów jednomandatowych. Co gorzej, PiS proponował w tamtym projekcie, by w podziale mandatów w każdym województwie uczestniczyły jedynie te komitety wyborcze, które zarejestrowały w danym województwie kandydatów w co najmniej połowie okręgów jednomandatowych, i które zdobyły co najmniej 5% głosów w skali kraju. Oznaczało to m.in, że niektórzy zwycięzcy w okręgach jednomandatowych nie otrzymywaliby mandatów poselskich! Na ich miejsce do Sejmu wchodziliby kandydaci z uprawnionych wojewódzkich list partyjnych w kolejności umieszczenia na liście. Takie to miały być „JOW-y”: jeszcze większe pogwałcenie praw wyborczych Polaków niż obecnie obowiązujące listy partyjne. Na szczęście do realizacji tamtego projektu nie doszło.

Ktoś może powiedzieć, że projekt PiS-u z 2003 roku to historia, że nie należy PiS-owi tego teraz wypominać. Czyżby? Oto wczoraj Wirtualna Polska poinformowała o wspólnym oświadczeniu Ludwika Dorna, głównego autora pomysłu PiS-u na wyprowadzenie Polaków w pole w 2003 roku oraz Marka Borowskiego, w sprawie obecnej inicjatywy prezydenta. Oto jakie powstają alianse, kiedy choćby trochę Polacy upomną się o swoje! Obaj byli marszałkowie Sejmu zwrócili się do prezydenta o taką konstrukcję pytania referendalnego, by nie wykluczyć możliwości uchwalenia ordynacji mieszanej, a więc znowu grożą nam partyjniackie pseudo-JOW-y, z listami wojewódzkimi, progami, komitetami wyborczymi, tysiącami podpisów i innymi zaporami zamykającymi zwykłym obywatelom drogę do mandatów sejmowych.

Idźmy razem z Pawłem Kukizem po pełnię należnych nam praw i nie gódźmy się na żadną ordynację mieszaną! Jak mawiał śp. profesor Jerzy Przystawa, projekty ordynacji mieszanych, to mieszanie ludziom w głowach. Nie gódźmy się na mieszanie beczki dziegciu z beczką miodu. Nie gódźmy się nawet, zgodnie z mądrym, ludowym przysłowiem, na dodawanie choćby łyżki dziegciu do beczki miodu.

Działający w Polsce od ponad 20 lat Ruch Obywatelski na rzecz JOW ma gotowe pytanie referendalne sformułowane w czasie akcji „zmieleni.pl” z 23.10.2013 r. na podstawie analiz i syntezy Jerzego Gieysztora:

———————————————————-
Czy popiera Pan/Pani wprowadzenie wyborów posłów do Sejmu RP w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych zwykłą większością głosów, z równą dla wszystkich swobodą kandydowania?
———————————————————-

Równa dla wszystkich i pełna swoboda kandydowania, jakiej domaga się Ruch Obywatelski na rzecz JOW, istnieje na przykład w wyborach do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii. W wyborach do Izby Gmin nie ma żadnych domieszek antydemokratycznego dziegciu, nie trzeba rejestracji żadnych komitetów wyborczych ani tysięcy podpisów. Każdy kandydat rejestruje się sam, po okazaniu 10 (dziesięciu) podpisów popierających go mieszkańców okręgu, w którym chce kandydować i wpłaceniu kaucji, która jest zwracana po otrzymaniu w wyborach co najmniej 5% głosów. Mandat otrzymuje zdobywca największej liczby głosów w jednej turze głosowania.

Southampton, 14/15 maja 2015

About Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com

Dyskusja - 28 Komentarzy
  1. Piotr Jaszek

    24. maj 2015,  godz. 23:03

    Szanowny Panie Profesorze

    Odniosę się po kolei do akapitów z Pańskiej odpowiedzi, a na końcu skomentuję artykuł z wikipedii.
    1. To czy jest to złe i niesprawiedliwe jest w tym wypadku subiektywną opinią. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Jeżeli uda się wprowadzić brytyjskie JOW na polski grunt, to już po pierwszych wyborach urośnie rzesza ludzi (potencjalnie do ~60%), która co 4 lata będzie sfrustrowana, że ich głos znów idzie do kosza, a do Sejmu wchodzi osoba przez nich nie chciana. Dla nich będzie to złe i niesprawiedliwe.
    Jeżeli trzymamy się określeń dobre/złe to jak dla mnie dobrą sprawą jest możliwość wybrania „mniejszego zła”. Oczywiście tylko wtedy gdy nie mam innego wyboru. W sytuacji, w której kandydat popierający moje postulaty w pierwszej turze okazał się kandydatem słabym i skrajnym i uzyskał przykładowo 3%, a czołowe dwa miejsca zajęli: człowiek, który popiera tylko część moich postulatów i człowiek, który wszystkie te postulaty całkowicie przekreśla (czysto przykładowo- zamiast popieranego obniżenia wieku emerytalnego, chce go podwyższać) wiadomo, że wybiorę tego pierwszego. Wybór mniejszego zła to zawsze wybór nie w pełni taki jakiego oczekujemy, jednak myślę, że tym wyborcom, których kandydaci ponieśli sromotna klęskę w pierwszej turze należy dać szansę takiego wyboru w turze drugiej.
    Co do możliwości wyboru spośród wielu dobrych kandydatów. Przecież mogę go dokonać w pierwszej turze i jeżeli mój kandydat ma na tyle poparcia, że dostanie się do drugiej tury, mogę go dalej popierać.
    2. Tutaj skontruję tylko zdanie o pozostawianiu jednego kandydata na drugą turę. To właśnie robi jedna tura w brytyjskich JOW, z tymże pozostawia jednego kandydata jako wybranego już posła zakładając, że jest on wybrankiem całego okręgu. Nie liczy się to jaka część mieszkańców okręgu go popiera, tylko czy wygrał.
    To, że zwycięzca drugiej tury niekoniecznie cieszy się ogromnym poparciem to prawda. Jednak jedno jest pewne, cieszy się on większym poparciem niż kandydat przegrany, który w pierwszej turze mógł być na miejscu pierwszym. Należy dać możliwość wszystkim wyborcom szansę weryfikacji ewentualnego wyboru przez mniejszość. To jest bardzo ważne.
    3. Czym różnią się dwie tury od instant run-off? Ano tym, że w dwóch turach to kandydat musi być otwarty na potrzeby wyborców (nie tylko ze swojego stałego elektoratu) i myśleć, co robić jak nie uzyska bezwzględnej większości, a w systemach typu instant run-off to wyborca musi przyjść do urny z gotowym planem na to „co, jak mój kandydat nie będzie pierwszy?”. Żeby było jaśniej posłużę się przykładem z naszych wyborów jednomandatowych, których jednym, wielkim okręgiem jest cały Kraj- wyborów prezydenckich. Przez całą pierwszą turę o JOW mówił jedynie Paweł Kukiz, u innych kandydatów ten temat prawie się nie pojawiał. Gdyby prezydenta wybierano w systemie typu AV, to wyborca, dla którego JOW to priorytet musiałby oddać głos tylko na Pawła Kukiza, a reszty nie poprzeć w żaden sposób. Jednak szczęśliwie wybieramy w dwóch turach i wyborcy kandydatów, którzy odpadli (szczególnie w przypadku, gdy ten trzeci, jak Paweł Kukiz uzyskał poparcie dużej grupy obywateli) stają się języczkiem uwagi i nie przestają się liczyć. Stąd też kandydaci z drugiej tury zmuszeni są zainteresować się i starać o głosy całej reszty wyborców, która nie poprała ich w pierwszej turze. Nie mogą jednak wyskoczyć z czymś co odbierze im głosy wyborców z tury pierwszej, (przykładowo kandydat, którego znacząca część elektoratu jest przeciwna narkotykom nie poprze legalizacji marihuany) co redukuję ryzyko obiecywania wszystkiego co popadnie. Efektem tego jest np. propozycja obecnie urzędującego Prezydenta o referendum w sprawie JOW na jesieni. Pomijam fakt egzekwowania obietnic bo w JOW jest to przecież w prosty sposób zagwarantowane. Mam nadzieję, że dość klarownie przedstawiłem wyższość dwóch tur nad instant run-off.

    Teraz artykuł z wikipedii
    Pierwsza rzecz. Przykłady oparte na deserach, owocach i lodach to za duże uproszczenie tematu. Poglądy i interesy wyborców nie są tak proste. Wystarczy dodać, że lody były o smaku jabłkowym, a owoce to truskawki i już można całkiem inaczej podejść do tego co jest opisywane jako wady ordynacji.
    Druga rzecz. Zarówno głosowanie taktyczne, czy podstawianie kandydatów figurantów jest tak samo możliwe przy dwóch turach jak i przy jednej. Przecież to właśnie na tej pierwszej/jedynej turze wykonywane są manipulacje. Różnica polega na tym, że druga tura, szczególne w małych okręgach może być buforem dla tych manipulacji, przy jednej turze sprawa jest pozamiatana i nawet nie orientujemy się, że jakakolwiek manipulacja nastąpiła.
    Jedynie możliwość „push over” obciąża głosowanie dwuturowe. Brzmi to jednak jak spiskowa teoria dziejów, w której sztab i wyborcy silnego kandydata wyliczają ile głosów muszą oddać na innego, słabego kandydata w pierwszej turze, żeby wszedł on do drugiej tury razem z ich prawdziwym faworytem zamiast innego silnego rywala. Nie dajmy się zwariować.
    To co w jakiś sposób chroni wybory w systemie JOW, czy to jedno, czy dwuturowe, to małe okręgi wyborcze, gdzie ludzie znają kandydatów, nie głosują na ładne buźki z plakatów i łatwiej mogą zorientować się, że ktoś próbuje kombinować.

    Na koniec podkreślę, że jestem przeciwnikiem obecnej ordynacji, chcę zmiany na JOW, ale po jasnym pokazaniu Polakom o co chodzi, ze wszystkimi zaletami i wadami. Liczę, że podczas próby zmiany systemu dyskutowane i pokazywane będą różne warianty JOW i to Polacy wybiorą według nich najlepszy.

    Odpowiedz

  2. Karol

    21. maj 2015,  godz. 22:53

    Brytyjska wersja JOW ma wiele zalet, jest bardzo prosta i przejrzysta, tania, gwarantuje dobrą reprezentację terytorialną i zmusza partie walczące o ten sam elektorat do jednoczenia się (wymusza system dwupartyjny) a wybór i odpowiedzialność posła jest spersonalizowana. Bezsprzecznie lepszy od obecnego systemu polskiego Mieszkam w Wielkiej Brytanii od kilku lat, więc mam trochę własnych doświadczeń w tym temacie.

    No właśnie. A co jeśli któraś strona sceny politycznej jest podzielona – to przeciwna wygrywa. Nie z powodu większego poparcia społecznego, ale z powodu podziału przeciwnika. Jeśli np. kandydat lewicowy ma poparcie 40% a dwóch kandydatów prawicowych 25% i 35% (poglądy prawicowe ma 60% wyborców), to to kandydat lewicowy wygrywa, pomimo znacznie większego poparcia dla idei prawicowych.

    Zmusza to wyborców do oczywistego dylematu – serce czy rozum, idea czy praktyka, głosować „zgodnie z przekonaniami” (na kandydata o niskich notowaniach) czy „głosować strategicznie”, na kandydata który ma realne szansę wygrać. W praktyce, głosowanie na kandydata o niewielkiej popularności to jak oddanie nieważnego głosu. Wracając do poprzedniego przykładu, wyborcy kandydatów prawicowych wybrali by drugiego kandydata prawicowego jako alternatywnego, w związku z czym kandydat z poparciem 35% zyskał by poparcie z głosów alternatywnych 25% i uzyskując w sumie 60% wygrał wybory. Cieszył by się poparciem (przynajmniej częściowym) 60% wyborców w okręgu, znacznie wyższym niż kandydat lewicowy.

    Z tego powodu jestem raczej przekonany do systemu JOW z głosem przechodnim. Ten system gwarantuje wybór kandydata o „matematycznie ” najwyższy poparciu społecznym i nie kara wyborców za rozdrobnienie partii politycznych (będąc wina ambicji polityków) i nie nagradza za zdyscyplinowanie betonu partyjnego. Liczenie głosów w takim systemie jest znacznie bardziej skomplikowane, jednak zalety takiego rozwiązania w moim odczuciu rekompensują tę niedogodności.

    Odpowiedz

  3. Zbigniew

    21. maj 2015,  godz. 15:12

    @Wojownick
    „W przypadku więcej niż trzech kandydatów w danym okręgu głosujący mogliby przydzielić oceny od 1-3” – Panie „poprawiaczu”: daj Pan spokój, ordynacja powinna być prosta i jasna, zwłaszcza na tle obecnego upadku edukacji w Polsce. Proszę sobie popatrzeć po filmikach na YouTubie – gimnazjaliści/maturzyści nie potrafią podać liczby dni w roku, a Pan proponuje jakieś „ulepszenia”, jakieś „oceny”, niepotrzebnie komplikujące prostą zasadę wyboru większością głosów.

    Idealnej ordynacji NIE BĘDZIE NIGDY – za to JOW-FPTP w wersji brytyjskiej jest zrozumiała dla każdego, kto miał do czynienia choćby z wyborami do samorządu klasowego.

    Kto zostanie wybrany w swoim okręgu wyborczym – ten zostaje reprezentantem WSZYSTKICH wyborców – także i tych, którzy na niego nie głosowali. Bo on wygrał! Więc od tego momentu ze swoimi sprawami można się zwracać do niego, i tyle. Nie będzie się sprawdzał? To się go odwoła, i wybierze kogoś innego. Nie ma obawy, że ktoś „nie będzie miał reprezentacji” – WSZYSCY będą mieli (100%), zapewniam Pana!

    Odpowiedz

  4. WoJOWnick

    19. maj 2015,  godz. 23:59

    Może już ktoś to wcześniej czytał, ale zależy mi na rozpropagowaniu tego do szerszego grona walczących o zmiany w ordynacji.
    JOW w proponowanej formie posiadają dosyć istotną wadę. Pozwala ona na wybór kandydata, który niekoniecznie będzie cieszył się zaufaniem większości społeczeństwa w danym okręgu.
    Przy dużej ilości osób startujących w wyborach może dochodzić do sytuacji, że będą zwyciężać ludzie posiadający niezbyt liczny, ale mocno zdyscyplinowany elektorat (tzw. betonowy).Na ten moment JOW-y z matematycznego/statystycznego punktu widzenia to nie system większościowy w danym okręgu a system najliczniejszej grupy poparcia dla kandydata.
    Przykładowo przy 10 kandydatach jeden otrzymuje 15% wszystkich głosów pozostali poniżej tego poziomu. Wybrany jednakże może być nie akceptowany przez 85% pozostałych głosujących a i tak dostanie się do sejmu.
    Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie elementu rankingowego, który zmniejszyłby tego typu negatywny efekt.
    W przypadku więcej niż trzech kandydatów w danym okręgu głosujący mogliby przydzielić oceny od 1-3. Najwyższa nota (3) byłaby dla faworyta pozostałe dla tych, którzy również cieszą się zaufaniem, ale już w mniejszym stopniu.
    Możliwe byłoby zagłosowanie na mniejszą ilość osób, ale wtedy w pierwszej kolejności trzeba byłoby wykorzystać niższe wartości oceny.
    Odwołując się do wcześniej przytoczonego przykładu możliwa byłaby sytuacja, że wygrałby inny kandydat pomimo otrzymania mniejszej ilości głosów niż 15% (z oceną 3). Ciesząc się zaufaniem elektoratu pozostałych kandydatów z uwagi na dużą ilość ocen 2 i 1 w ostatecznym podsumowaniu wyszedłby wyżej w rankingu i to on zostałby posłem. Byłby to zdecydowanie bardziej obywatelski „wybraniec”.
    Trójstopniowa ocena byłaby dosyć prosta do zrozumienia dla większości wyborców i nie skomplikowałaby znacząco procesu liczenia głosów.
    Taki system wyborczy zachęciłby ludzi do zapoznawania się z programami wyborczymi pozostałych kandydatów. Wybór stałby się bardziej świadomy.
    Wyborca mając do dyspozycji trzy noty w mniejszym stopniu sugerowałby się sondażami wyborczymi. Oceny przydzielałby zgodnie ze swoimi preferencjami a nie kierując się przekonaniem żeby nie zmarnować głosu, bo jego faworyt nie ma szans.

    Karta do głosowania mogłaby wyglądać tak jak poniżej.

    Dane kandydata Ocena_1 Ocena_2 Ocena_3
    Kandytat A
    Kandytat B
    ..
    Kandydat Z

    Oceny wystawiałoby się poprzez zakreślenie kratki pod właściwą kolumną.

    Ważnym jest by zmiana na JOW była dobrze dopracowana, by wynik wyborów po raz kolejny nie sprawił, że ludzie w większości poczują się zawiedzeni. Wyobraźcie sobie jaki efekt w danym okręgu wywołałaby wygrana kandydata z kilkunastoprocentowym poparciem a przy jeszcze liczniejszym gronie kandydatów poniżej progu 10%. Frekwencja spadłaby jeszcze bardziej.
    Dodanie elementu rankingowego mogłoby osłabić argumenty przeciwników JOW i jednocześnie pokazać, że idea ewoluuje ku lepszemu.

    Co do modelu australijskiego choć bardzo konkretny to ma on niestety istotne wady:
    – przy dużej ilości kandydatów długotrwały i podatny na pomyłki proces liczenia głosów – konieczne byłoby wprowadzenie elektronicznej metody zliczania, a to jak widać po historii wyborów samorządowych sprawia ogromną trudność naszej komisji wyborczej,
    – wyborca musiałby zapoznać się z programem każdego z kandydatów,a to raczej mało kto by wykonywał. Noty o mniejszej wadze przyznawane byłyby czysto przypadkowo.
    Dlatego też zaproponowałem uproszczony ranking trójstopniowy. Mniej uciążliwy dla wyborcy jak i liczących głosy.
    Proponowane przeze mnie rozwiązanie to kompromis pomiędzy JOW wspieranym przez Pawła Kukiza a systemem australijskim.
    ————————————————
    Zapraszam do „polubień” poniższej strony by pokazać, że jest nas więcej oczekujących zmiany w propagowanej idei JOW. Traktujcie to jako sondaż (niewyborczy).
    https://www.facebook.com/pages/JOW-bardziej-większościowy/816761055072472

    Odpowiedz

  5. Łukasz walor

    18. maj 2015,  godz. 14:39

    Do przeciwników jow pewnie macie ciepłe posadzki i na pewno wedlug Was nie musimy nic zmieniać w systemie! BRAWO zostawmy to tak jak jest, a my ludzie na wygnaniu w irlandii ktorzy widza malutkie nieistotne niedociagniecia jow ktore da sie zalatwic w prosty sposób wybierając nowych ludzi do sejmu ,a nie partyjnych będziemy wysyłać kartki świąteczne nie do Rzeczy Pospolitej tylko do krainy partiokracyjnej gdzie ludzie nie maja zycia! Tam gdzie rządzi trzech wodzow a reszta to ich pionki jak w szachach który robią sobie co im się żywnie podoba.wiadomo ze każdy system ma niedociągnięcia ale jeśli wybierzemy ludzi prawych z honorem i uczciwoscia wewnętrzna którzy chcą by w Polsce żyło się lepiej tak jak np.nam w Irlandii gdzie kraj jest dla ludzi a nie po to by cię dobić to pewnie !!!
    zostawmy wszystko tak jak jest po co zmieniać niech Balcerowicz założy następna partie i koło fortuny kręci się dalej a naród umiera z głodu i depresji my to tu widzimy więc proszę cię nie bój się wystarczy tylko ludzi nauczyć i pokazać im ze da się żyć inaczej GrupaRatpwaniaPolski

    Odpowiedz

  6. Well well

    16. maj 2015,  godz. 21:53

    @Piotr
    Ale z drugiej strony jedna tura ma tą zaletę, którą trudno podważyć, że wszyscy (kandydaci i przede wszystkim wyborcy) wiedzą, że II tury nie będzie. Eliminuje to oddawanie głosu w wyborach de facto na dwóch kandydatów – co jest trochę dziwne, może sugerować, ze wyborcy nie są zdecydowani, nie wiedzą itp. II tura nie dyscyplinuje, pozwala na „poprawkę”. Może być i tak, że II jednak wypacza głosowanie w ten sposób, że w II turze mogą być oddawane głosy przeciwko a nie za.

    Odpowiedz

  7. Well well

    16. maj 2015,  godz. 21:40

    @Piotr
    Też się nad tym zastanawiałem i byłbym skłonny zgodzić się na 2 tury w ordynacji JOW. II tura eliminuje taką sytuację, w której np. 10 kandydatów jednej z opcji dzieli na 10 części elektorat i przez ten podział umożliwia kandydatowi innej opcji, cieszącemu się mniejszym poparciem, na wygraną w wyborach. II tura, jak widzimy obecnie, potrafi ponadto spowodować sporo nerwowych ruchów w sztabach pozostałych 2 kandydatów, którzy niemal biją się o głosy. >50% w I turze może rozstrzygać.

    Odpowiedz

  8. Tomasz Kaźmierski

    16. maj 2015,  godz. 20:30

    Piotr Jaszek,

    Nie ma nic złego ani niesprawiedliwego w zwykłej większości. Dla wyborców jest lepiej, kiedy mogą wybrać spośród więcej niż dwóch dobrych kandydatów. Podawałem przykłady w swoich komentarzach. Podane przez Pana przykłady z UK też to potwierdzają.

    Bezwzględna większość (>50%) wymuszona matematycznie usunięciem wszystkich kandydatów oprócz dwóch, nie oznacza, że zwycięzca naprawdę cieszy się wielkim poparciem. A może będzie jeszcze lepiej, jak w drugiej turze usuniemy wszystkich kandydatów oprócz jednego.? Dostanie on na pewno 100%. To dopiero będzie poparcie!

    A w ogóle to w czym II tura ma być lepsza od propagowanej tu przez kilka osób ordynacji australijskiej AV, czyli „instant run-off”? II tura stwarza możliwości jeszcze większych anomalii. Proszę np. zwrócić uwagę na widoczne tak dobrze we Francji manipulacje taktyczne i strategiczne nominacje partyjne.To są możliwości kombinacji stwarzane przez drugą turę. Tu jest o tym więcej:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Tactical_manipulation_of_runoff_voting

    Odpowiedz

  9. Piotr Jaszek

    16. maj 2015,  godz. 19:53

    Panie Profesorze i drodzy czytelnicy

    Zgodzę się co do treści merytorycznej oceniającej ordynację mieszaną jako namiastkę, która jest jedynie karykaturą głosowań w ordynacjach JOW. Dodam jeszcze jeden, nieopisany w artykule powód dla, którego system mieszany jest nie do przyjęcia. Mamy z nim do czynienia także podczas polskich wyborów do Sejmu i Senatu, które przecież, podobnie jak w ordynacjach mieszanych, też odbywają się w dwóch ordynacjach w tym samym czasie. Mimo, że są to wybory do innych instytucji to właśnie ten sam czas wyborów powoduje, że ordynacja mieszana daje nierówny start kandydatom partyjnym i bezpartyjnym. Najlepiej pokazać to właśnie w przypadków polskich wyborów parlamentarnych. Tocząca się sejmowa kampania partyjna PIS/PO/SLD/PSL bezsprzecznie wspiera tocząca się w tym samym czasie kampanię kandydatów ww. partii do Senatu. Takiego wsparcia nie mają inni. Kandydat do Senatu z ramienia partii nie musi za wiele robić, może spokojnie siedzieć w domowym fotelu i tylko czekać jak partyjni specjaliści od PR nabiją mu poparcie i niejako na grzebiecie swojej partii zdobędzie urząd. To samo byłoby w ordynacji mieszanej. Swoja drogą, przed następnymi wyborami parlamentarnymi pożyteczna byłaby akcja promująca głosowanie na kandydatów bezpartyjnych do Senatu, co jednocześnie byłoby promocją i popularyzacją pomysłu JOW.
    Martwi mnie jednak pojawiające się w artykułach i komentarzach dzielenie Polaków na „oni”- przeciwnicy pomysłu JOW, lub osoby dyskutujące i mające pewne wątpliwości i „my” pomysłodawcy i obrońcy jedynie słusznego pomysłu na lepszą Polskę. Taki podział odrzuca od włączenia się do tworzącego się ruchu, szczególnie osoby, które analizują sprawę, nie biorą wszystkiego „na wiarę” i na fali sukcesu Pawla Kukiza nie chcą obalać systemu nieżalenie co dadzą w zamian.
    Należę do osób, które widzą konieczność zmiany obecnego systemu. Jest to kluczowe, ponieważ ordynacja wyborcza rzutuje na wszystkie dziedziny życia państwa. O pomyślę wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu słyszałem już kilka lat temu, ale przyznam, że dopiero teraz dokładniej zacząłem zgłębiać temat.
    Mam jedno pytanie. Dlaczego jednym z filarów postulowanej przez Was ordynacji jest glosowanie w jednej turze. Argumenty podawane m.in w „Przewodniku JOW”, mimo iż w większości prawdziwe, nie przemawiają do mnie.
    – niska cena to fakt, ale czy w przypadku sprawy tak ważnej jak ordynacja warto się nią kierować? Tanie to nie zawsze dobre.
    – jasność sposobu głosowania i wyniku i ograniczenie partyjnych manipulacji. To pierwsze jest prawdą, chociaż istnieją ordynacje, które też mają tą zaletę. Druga sprawa zależy od technicznych szczegółów. JOW w wersji brytyjskiej, umożliwiają zmiany w powierzchni i ułożeniu okręgów i dają możliwość przenoszenia silnego kandydata w rejony gdzie partia cieszy się wysokim poparciem. Umożliwia to manipulacje.
    -mobilizacja wyborcy do poparcia jednego kandydata to niekoniecznie zaleta. Wymaga to dużej świadomości politycznej obywateli, co w młodej demokracji jaką jest Polska, dodatkowo odsuwającej politykę od wyborcy wydaję się na razie niemożliwe.
    Jedna tura głosowania w systemie JOW ma zasadniczą wadę- nie daje głosu większości. Dowodem niech będą wyniki wyborów w UK z 2010 i 2015r.w przykładowych okręgach:

    http://www.telegraph.co.uk/news/general-election-2015/parliamentary-constituencies/aberconwy/

    http://www.telegraph.co.uk/news/general-election-2015/parliamentary-constituencies/bexleyheath-and-crayford/

    http://www.telegraph.co.uk/news/general-election-2015/parliamentary-constituencies/high-peak/

    http://www.telegraph.co.uk/news/general-election-2015/parliamentary-constituencies/maidstone-and-the-weald/

    Pytanie do wszystkich. Ile procent głosujących wybrało swojego przedstawiciela, a ile procent zagłosowało na kogo innego? Wynik to średnio 40% do 60%. Powyższe przykłady to nie tylko skrzętnie wyszukane okręgi, ale znaczna ich część, o ile nie większość. W skrajnych przypadkach różnica między wygranym, a drugim kandydatem wynosi tylko 0,1%! Co gorsza, właśnie taka sytuacja doprowadza do zabetonowania sceny politycznej, co jest zarzucane angielskim JOW (chociaż w oparciu o inne, nietrafione argumenty). Kandydat, który uzyskał około 40% w jednych wyborach przy zachowaniu swojego stałego elektoratu może liczyć na reelekcję. Żeby przegrał, z pozostałych kandydatów musiałby wyłonić się silny kandydat, lub pojawić ktoś nowy skupiający pozostałe 60% wyborców. Przy szerokim wachlarzu poglądów i interesów wyborców jest to bardzo ciężkie i konserwuje decyzyjność tych 40%. Jestem w trakcie analizy nad zmiennością wyników wyborów w UK na przestrzeni lat i już widzę przesłanki, które niestety potwierdzają moje przypuszczenia. Wiele posłów jest w parlamencie od kilkudziesięciu lat (rekordziści po 40 lat!), a wyniki w okręgach, w których utrzymują swoje mandaty, często są powtarzalne.
    Nie pytam o egzotyczne ordynacje jak STV itp.. Pytam- czemu nie dwie tury? Jak dla mnie, głosowanie w dwóch turach, eliminuje sytuacje opisane wyżej z zachowaniem pozostałych, ogromnych zalet ordynacji JOW. W pierwszej turze następuje wytypowanie dwóch kandydatów z największym poparciem w regionie i eliminacja kandydatów skrajnych i słabych, którzy z ogromnym prawdopodobieństwem nie mają szans na poparcie większości. W drugiej z kolei dwaj wygrani kandydaci musieliby odnieść się do potrzeb pozostałych grup wyborców, które ich nie poparły i ewentualnie zadeklarować spełnienie ich postulatów w ten sposób zdobywając potrzebne do zwycięstwa głosy. Groźba pustych obietnic nie istnieje, ponieważ jak wiemy, w ordynacji JOW poseł odpowiada przez swoimi wyborcami, więc musi starać się o wypełniane tego co obiecał. W II turze wygrywa osoba faktycznie popierana przez większość (minimum 50%) i niekoniecznie musi być to wygrany z tury pierwszej. Dodatkowo mniejszości: narodowe, seksualne, religijne, czy jakiekolwiek, mogą liczyć, że ktoś się nimi zainteresuje i będzie ubiegał o ich poparcie.
    Napotkałem w sieci na dyskusję „jedna tura vs. dwie tury”, w której argumentowano, że dwie tury spowodują rozdrobnienie sceny politycznej wbrew regule Duvergera. Tego, że jest to nieprawda, bronią właśnie wyniki angielskie. Nawet gdyby założyć, że w II turach, we wszystkich okręgach wygrywają kandydaci z II miejsca, co przecież w praktyce jest niemożliwe, to dziś mielibyśmy jedynie (w przybliżeniu) zamianę Konserwatystów z Laburzystami.
    To tyle z moich przydługawych rozważań. Mam nadzieję, że uzyskam odpowiedź.
    Życzę sukcesu w próbie zmiany systemu i otwartości na dyskusje.

    Odpowiedz

    • Łukasz walor

      05. cze 2015,  godz. 08:33

      Jak tak patrzę na te wasze wypowiedzi to moim zdaniem byłoby lepiej gdybyście zaczęli coś robić by szansa na zmianę ustroju w Polsce z post komuny w normalny demokratyczny ktaj weszła w życie
      zacznijcie wysyłać informacje do waszych regionalnych gazet mediów i rozmieszczenie informacje na tablicach dla starszych ludzi bo działać można wszędzie nie bijmy się o miejsca kto wejdzie pierwszy czy drugi bo te postulaty będhttp://www.dlapolski.pl/zbudzmy-sie-mariusz-max-kolonko-i-marian-janusz-kowalski-mowia-jak-jest do siebie zbliżone bo osoby będą z tego samego okręgu i te same społeczne problemy nas otaczają! Mamy jeszcze dużo pracy rodacy pod sztandarem Orła Białego wiec do boju o Polskę wszyscy razem!

      Odpowiedz

  10. Well well

    16. maj 2015,  godz. 14:43

    p.s.
    @Tomasz Newel
    Odpartyjniony nie oznacza likwidowania partii – to byłby imbeccilsim. Nie wkładaj w usta propagatorów JOW takich skomplikowanych koncepcji. Partie są dla ludzi i tworzone przez ludzi – to ich prawo jako wolnych ludzi. No rzesz Tomaszu!
    W pierwszym głosowaniu w JOWach zobaczysz ilu znakomitych zniknie z TV. Na to skieruj obserwację swą.

    Odpowiedz

  11. Well well

    16. maj 2015,  godz. 14:34

    @Tomasz Newel
    Co ty piszesz! Jakie zniekształcenia w liczeniu głosów – to nie fizyka. Po co te analizy. W jakim celu chcesz robić ludziom dobrze? JOW ma jedną wielką zaletę i jest wart wszystkich jego (rzekomych) wad – żaden poseł nie będzie pewny reelekcji. To jest fundament, reszta to drugi plan. Myśl o konkretach, realiach – poseł to człowiek, musi mieć kasę, musi jeść, ma rodzinę, dzieci, ma koszty a dieta poselska a nie jest taka zła. To podstawowa zależność – kasa za reprezentacje pod kontrolą JOW. No rzesz Tomaszu! Reszta to drugi plan.
    Nie każdy będzie miał reprezentanta? To nie będzie miał. W każdym systemie nie każdy będzie miał.
    Ważne są reguły gry dla każdego takie same i brak manipulacji tj. brak przeliczania głosów wg wzorów – czy modyfikując wynik głosowanie nie zmienia się faktycznie prawdziwego wyniku?
    Weź obecne wybory na prezesa 3RP. Niejeden oddał głos w I i odda na kogoś innego w II turze. No to jako to? Czyli nie chodzi wcale o jego legytę partyjną. Czyli jednak ludzie myślą. Pozwólmy im na to a będzie dobrze, może nie super ale dobrze wystarczy.

    Odpowiedz

  12. Tomasz Kaźmierski

    16. maj 2015,  godz. 11:41

    P. Tomasz (zwolennik AV):

    Nie jestem pewien, czy zrozumiałem Pańskie argumenty z 16.05.2015 godz 10:30. Odpowiem najlepiej, jak potrafię.

    „1- W normalnym JOW tym bardziej taki kandydat nie wygra”

    Pan się myli. FPTP (jednoturowy system zwykłej większości) jest systemem monotonicznym. Każdy dodatkowy głos zwiększa szanse kandydata, który ten głos otrzymuje.

    „2-A w zwykłym JOW tak nie ma ? Jakby w prezydenckich był JOW, to każdy głos na Kukiza byłby zmarnowany, bo zbliżałby KOMORA do wygranej.”

    Oczywiście, że tak nie ma. W FPTP każdy głos oddany na Kukiza zbliżałby Kukiza do wygranej, a nie Komorowskiego.

    „3- Podobno w JOW zwykłym czy nie, nie ma partii? A jak dojdziemy do tego, że są a ludzie spontanicznie nie wychodzą na listy wyborcze, to po prostu trzeba ustalić po jednym kandydacie z partii w wyborach.”

    Ależ w JOW są partie, choć innego typu niż wodzowskie partie w Polsce. Czy w dalszej części tego wywodu postuluje Pan, by w AV zabronić partiom wystawiania więcej niż jednego kandydata w okręgu? Jeśli tak, to byłoby to poważne ograniczenie wolności. A pewnie otworzyłoby też pole do kolejnych anomalii i manipulacji.

    „4. To niech nie będzie? jak chce to niech stawia 1,2,3,4 a jak nie to 1 lub 1,2.”

    W australijskim AV taki głos byłby nieważny. Tamtejsi wyborcy zresztą tak czasami robią, dlatego w Australii jest stosunkowo dużo głosów nieważnych, średnio ponad 5% w porównaniu z ułamkiem jednego procenta w UK. Warianty AV, gdzie nie trzeba numerować wszystkich kandydatów też są czasem stosowane, ale wtedy większe jest prawdopodobieństwo wystąpienia tzw. cykli Condorceta. Żadna wersja AV zresztą nie spełnia tzw. „Condorcet winner criterion”. Tu jest więcej na ten temat:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Instant-runoff_voting#Voting_system_criteria

    Odpowiedz

  13. Krzysztof Kowalczyk

    16. maj 2015,  godz. 11:21

    Tomasz Kaźmierski – „Przedwyborcza selekcja kandydatów w UK” (2009):

    „Partyjni kandydaci w okregach wybierani sa przez lokalne asocjacje partyjne, ktore zgodnie z tradycja, kieruja sie wlasnymi, lokalnymi regulami. Te reguly selekcji na ogol wymagaja zlozenia przez kandydatow szczegolowych podan, przeprowadzenia przez asocjacje rozmow kwalifikacyjnych, dokladnego przeswietlenia przeszlosci kandydata i wyboru w drodze glosowania wewnatrz okregowej asocjacji […].

    W ostatnich latach obserwuje sie zmiany w procedurach selekcji i rosnaca popularnosc masowych ‚primaries’ w okregach, czyli prawyborow w stylu amerykanskim. Jest to w duzej mierze zasluga obecnego lidera Partii Konserwatywnej, Davida Camerona, ktory od kilku lat zabiega o coraz wiekszy udzial lokalnych sympatykow partii w procesach selekcji. ”

    Więcej: http://tjkazmierski.salon24.pl/135538,przedwyborcza-selekcja-kandydatow-partyjnych-w-uk

    Odpowiedz

  14. Tomasz Newel

    16. maj 2015,  godz. 10:30

    Tomasz Kaźmierski

    Panie Tomaszu, ja nie chcę mieć reprezentanta, który swoje poglądy będzie uzależniał od opinii w swoim regionie. Chyba w rządzeniu krajem, nie chodzi o to by wyszarpywać najlepsze kąski dla „swoich” kosztem reszty. Kandydat, który będzie zmieniał, co chwila swoje poglądy, bo da mu to większą szanse na wygraną jest nic nie wart. Chcę człowieka, który za 5 lat będzie myślał to samo, co teraz. Chcę by wybrany poseł, bardziej dbał o bezpieczeństwo energetyczne kraju, a nie o to by w jego okręgu stanęła biblioteka, bo od tego są samorządowcy.

    I skoro JOW ma odpartyjnić to niech mi Pan pokarze jeden kraj, w którym dostaje się ktoś nie wskazany przez wodza z głównych partii? Nie sądzę by było to możliwe.

    Co do Pana argumentów do SV:
    1- W normalnym JOW tym bardziej taki kandydat nie wygra
    2-A w zwykłym JOW tak nie ma ? Jakby w prezydenckich był JOW, to każdy głos na Kukiza byłby zmarnowany, bo zbliżałby KOMORA do wygranej.
    3- Podobno w JOW zwykłym czy nie, nie ma partii? A jak dojdziemy do tego, że są a ludzie spontanicznie nie wychodzą na listy wyborcze, to po prostu trzeba ustalić po jednym kandydacie z partii w wyborach.
    4. To niech nie będzie? jak chce to niech stawia 1,2,3,4 a jak nie to 1 lub 1,2.

    „pozwalającego na żadne manipulacje, czy zniekształcenia woli wyborców starego systemu FPTP.” – ? nie zniekształca? No w zwykłym JOW to strach wymusza głosowanie na kogoś Z laburzystów lub konserwatystów. Nie głosuje na kogo chcę lecz na kogo się mniej boje, bo jak nie to mój głos pójdzie do kosza.

    Sami ze sobą nie możecie się zgodzić i mówicie sprzeczne rzeczy. System jest odpartyjniony, niezależni działacze, itp. W rzeczywistości dwie PARTIE, w których głosuję się raczej jednomyślnie. A dlaczego jednomyślnie? Bo mają takie przekonania, czy dlatego, że wódz partyjny tak zarządził? Jakby miało tak być jak mówicie to nie byłoby żadnych partii, a ludzie niezależni, od jakichkolwiek wpływów partyjnych, a jedynie od swoich wyborców (w całym kraju a nie regionie).

    Odpowiedz

  15. marcin

    16. maj 2015,  godz. 08:08

    Powinno się zlikwidować Senat i może powiększyć Sejm by reprezentatywność Posłów wybierancyh w sytemie JOW była większa.

    Odpowiedz

  16. Tomasz Kaźmierski

    16. maj 2015,  godz. 01:30

    P. Łukasz Walor,

    Bardzo miło wspominam pamiętny wieczór wyborczy Pawła Kukiza w Lubinie i rozmowę z Panem! . Z Dublina przyjechała kilkuosobowa grupa – mieliście chyba najdalej ze wszystkich. Ale było warto.
    Pozdrawiam serdecznie,

    Odpowiedz

  17. Tomasz Kaźmierski

    16. maj 2015,  godz. 00:11

    P. Piotr pisze: „Nie może być tak, że reprezentantem regionu może zostać człowiek, który zdobył np. 30% głosów tylko dlatego, że inni zdobyli mniej. Wtedy 70% obywateli nie jest zadowolona z wyboru.”

    Nie tylko może tak być, ale w demokracji zawsze tak jest: wchodzi ten, kto zdobył najwięcej głosów. Jeśli decyduje coś innego niż największa ilość głosów, to już nie jest demokracja. Kiedy w okręgu jest kilku równie popularnych kandydatów, np. trzech, to należy się spodziewać, że najlepszy z nich otrzyma ok 30% głosów. Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, dla wyborców jest to sytuacja znakomita, bo zwycięzca przez całą kadencję musi wychodzić ze skóry, żeby utrzymać swą pozycję.

    A którzy wyborcy są zadowoleni, a kiedy nie, to ja nawet nie wiem. Mogę mówić tylko za siebie, Kandydatka, na którą głosowałem w ub, tygodniu wygrała z wynikiem 54%. Nie jestem z tego ani zadowolony, ani nie. Trzeba teraz uważać, żeby brak konkurencji nie zawrócił jej za bardzo w głowie. Jestem pewien, że wielu z tych co na nią nie głosowali, będą jej bronić, jeśli stanie się obiektem jakichś niesprawiedliwych ataków. . W przeszłości zasłużyła się dobrze. Walczyła o miejsca pracy w okręgu itp.. A niedawno dowiedziałem się, że przed głosowaniem nad ustawą o ‚gay marriages”, spotykała się z przedstawicielami lokalnych parafii i w efekcie oddała głos przeciw ustawie. Chociaż początkowo palnęła gdzieś, że „popiera ustawę”. To trochę pobudziło wyborców przeciw niej, więc się z tego poparcia wycofała. Ale to była poprzednia kadencja. Wtedy ledwo wygrała z kandydatem Liberalnych Demokratów, więc się starała. Teraz liberał Ben Nicholls uzyskał 3 razy mniej głosów niż nasza Caroline, więc jest obawa, że Caroline może się poczuć zbyt pewnie.

    Odpowiedz

  18. Tomasz Kaźmierski

    15. maj 2015,  godz. 22:42

    Panowie Piotr i Tomasz,

    System AV ma następujące wady:
    1. Jest w pewnych rozkładach głosów niemonotoniczny, tj. więcej głosów oddanych na danego kandydata, może spowodować przegraną tego kandydata.
    2. W pewnych sytuacjach glos oddany na kandydata A może w rzeczwistości dać mandat kandydatowi B
    3. Partie uzyskują możliwości manipulacji taktycznych, których nie mają partie brytyjskie w FPTP. W Australii zdarzało się, że Partia A umawiała się z partią B, że wystawi w jakimś okręgu dwóch kandydatów, co zmniejszało szanse partii C.
    4. Wyborca jest zmuszony do dania preferencji każdemu kandydatowi na liście, nawet tym, których nie zna, czy w ogóle nie chce znać. Bez tego głos jest nieważny. Powoduje to, że moga wejśc przypadkowi ludzie przypadkowymi głosami. Albo, jak to określił kiedyś Winston Churchill: najgorsi kandydaci wchodzą do parlamentu najgorszymi głosami.

    W Brytanii system AV był szeroko dyskutowany 4 lata temu w związku z referendum w tej sprawie. W referendum 2/3 głosujących odrzuciło system AV, optując za pozostawieniem znacznie prostszego i nie pozwalającego na żadne manipulacje, czy zniekształcenia woli wyborców starego systemu FPTP.

    Odpowiedz

  19. Piotr

    15. maj 2015,  godz. 19:01

    Zapytajcie ambasadora Australii, to wam wyjaśni dlaczego najlepszy wybór, to tylko model australijski jednomandatowych okręgów wyborczych…. nie ma innej alternatywy!

    Odpowiedz

  20. Jan Sadowski

    15. maj 2015,  godz. 18:26

    PS przez glos zmarnowany mam na mysli glos niewazny.

    Odpowiedz

  21. Jan Sadowski

    15. maj 2015,  godz. 18:25

    Temat alternatywnego glosu byl juz wielokrotnie dyskutowany w Ruchu JOW. W tym systemie glosy liczone sa wielo wielokrotnie co zmniejsza transparentnosc procedury i tworzy niejasnosci. Liczenie glosow trwa o wiele dluzej, latwiej o pomylki w liczeniu i w systemie tym wystepuje wyzsza liczba glosow zmarnowanych. Dlatego Ruch JOW promuje najprostsza z mozliwych metod czyli wybor zwykla wiekszoscia glosow. Trzeba by wprowadzic ten system gdyby nie bylo innej mozliwosci – to na pewno lepsze rozwiazanie niz system mieszany.

    Odpowiedz

  22. Tomasz

    15. maj 2015,  godz. 14:27

    Jestem jak najbardziej za JOW’ami, lecz mają one racje bytu JEDYNIE na zasadach funkcjonujących w Australii, a nie takich jakie są w Wielkiej Brytanii. Nie może być tak, że reprezentantem regionu może zostać człowiek, który zdobył np. 30% głosów tylko dlatego, że inni zdobyli mniej. Wtedy 70% obywateli nie jest zadowolona z wyboru. Głos mniej licznych grup w systemie australijskim istotnie wpływa na wybór kandydata i nie jest pomijany. Poniżej artykuł opisujący taką ordynacje:

    http://ofensywawolnosci.pl/jow-w-australii-prawdpodobnie-najlepsza-forma-brytyjskiego-systemu/

    Odpowiedz

  23. Jan Sadowski

    15. maj 2015,  godz. 14:18

    Chcialem jeszcze wspomniec ze przyklad ruchu Majoritario we Wloszech pokazal jak partiokracja moze oszukac obywateli w kwestii JOW. Ten ruch spoleczny we Wloszech doprowadzil w koncu do referendum na poczatku lat 90tych, ale pytanie referendalne nie zagwarantowalo przejscia na 100 procentowy system jednomandatowy. Partiokracja nastepnie uchwalila system mieszany, a nastepnie skompromitowala ten system. Po latach Berlusconi zlikwidowal system mieszany we Wloszech wracajac do rozdrobnionego parlamentu. Tak wiec jak juz przekonalismy sie na przykladzie wyborow do Senatu w Polsce, szczegoly sa niezwykle istotne. Jak doprowadzic do 460 jednomandatowych okregow w Sejmie? – to pytanie pozostaje otwarte ale zdaje sie wiazac mocno z kwestia obligatoryjnego referendum.

    Odpowiedz

  24. mirad

    15. maj 2015,  godz. 14:15

    Dzisiaj najgorsi są „rozwadniacze” oraz „ulepszacze”. Dotąd, przez lata nie było ich widać. Teraz mają tysiące „lepszych” rozwiązań, wskazówek oraz „wersji” JOW. Oczywiście nie zrozumieli idei lub po prostu nie chcą JOW, nie przeczytali więcej niż nagłówki tekstów z dyżurnych mediów. Klecą byle co klikając zanurzeni w ciepłe bamboszki. Tak naprawdę nie mają nic do zaproponowania, bo to płytkie i często emocjonalne wypowiedzi na zasadzie: nie znam się, ale to i owo uwypuklę. Wśród nich są też oczywiście opłacani kłamcy tub propagandowych w kolorze betonu.

    Odpowiedz

  25. Jan Sadowski

    15. maj 2015,  godz. 13:51

    Szanowny Panie Profesorze,
    Dziekuje za ten bardzo wazny artykul. Niepokojacy jest ogolny charakter pytania referendalnego zaproponowanego przez prezydenta, ktory uwaza system mieszany za ‚kompromis’ i wlasciwe rozwiazanie. System bedzie dazyl do kompromitacji metody JOW poprzez wprowadzenie ‚taniego zamiennika’ takiego jak mieszany system. Niezwykle istotne jest by sily Ruchu JOW weszly do parlamentu i by monitorowaly od wewnatrz sprawy zmian ordynacji. Skoro istnieje idea zmian w prawie referendalnym tak by referendum bylo obligatoryjne i wiazace nawet przy niskiej frekwencji, byc moze bedzie trzeba dazyc do rozpisania kolejnego referendum w kwestii JOW, z konkretniejszym pytaniem. Trudno wyobrazic sobie by PO lub PIS pozwolily na przeglosowanie w Sejmie 460 jednomandatowych okregow o ile nie bylyby zobligowane do tego prawnymi regulacjami w wyniku referendum. Uwazam ze ewentualne wejscie Ruchu JOW do Sejmu powinno nawolywac do zmian w prawie wyborczym na kazdym sczeblu by zagwarantowac rowne prawa kandydowania takze do Senatu (tj. likwidacja komitetow) i samorzadow, wlacznie z wyborai do miast na prawach powiatu. Miejmy nadzieje ze cel Ruchu zostanie osiagniety w jak najblizszej przyszlosci.
    Serdecznie pozdrawiam,

    Odpowiedz

  26. ŁUKASZ WALOR GRP IRLANDIA

    15. maj 2015,  godz. 11:45

    Witam panie Tomaszu .Po rozmowie na hali w Lubinie bardzo zaciekawiła mnie pana postać jak rozmawialiśmy o tym angielskim przysłowiu” o ogonie i psie” ma pan rację i tak sobie przemyślałem cala ta sytuacje po powrocie do Irlandii i wymyśliłem bardzo ciekawy postulat po tym jak już wprowadzimy zmiany w konstytucji zmienimy ordynacje wyborcza, to może następnym krokiem zaraz przed zmiana podatkowa ,mogło by być dowartościowanie narodu który pracuje ciężko i tak naprawdę nic z tej pracy i życia nie otrzymuje przyjemności.ja to widzę tak… powiedzmy ,że w zakładzie pracuję 100 pracowników którzy zarabiają 2000 zł i to tylko dla tego tak mało ,ponieważ firmą kieruje zarząd który średnio na osobę zarabia 60000zł .teraz by wrócić narodowi wiarę w to, że rząd pracuje dla nich można by procentowo obliczyć o ile panowie hrabiowie zarabiają za dużo w stosunku do pracownika,czyli np.100 pracowników=10 hrabiów i już mamy prosty rachunek,ile chcemy wrócić godności narodowi.Co pan na to proszę o odpowiedz pozdrawiam Grupa Ratowania Polski .PS mam wiele innych honorowych pomysłów.

    Odpowiedz

  27. bisnetus

    15. maj 2015,  godz. 06:53

    Istotą tej dyktatury sitw partyjnych jest właśnie ubezwłasnowolnienie obywateli indywidualnych i zrzeszeń lokalnych w procesie wyborczym. Nie jest nim nawet sam system proporcjonalny, lecz właśnie monopol sitw partyjnych na wystawianie kandydatów. Jak te sitwy będą wprowadzać JOW-y to właśnie tak, aby sobie ten monopol zachować. Zawsze tak kombinowali i nadal tak kombinują.

    Dlatego tak istotną sprawą jest podkreślanie roli biernego prawa wyborczego i suwerenności wyborców w wyznaczaniu kandydatów i równości w ich wybieraniu we własnym okręgu wyborczym. To powinno być w sumie bardziej eksponowane niż same JOW-y. JOW-y powinny być przedstawiane jako najefektywniejsze narzędzie osiągnięcia tego celu. Znaczy osiągnięcia suwerenności decyzji wyborczych i najbliższym otoczeniu obywatela.

    Odpowiedz

Skomentuj