/JOW-y, ale jakie? Nie gódźmy się na zniekształcenie idei JOW

JOW-y, ale jakie? Nie gódźmy się na zniekształcenie idei JOW

Paweł Kukiz uzyskał w ostatnią niedzielę ogromne poparcie wyborców. Przedstawił propozycje zmian bliskie sercom wielu Polaków, mówiąc z wielką charyzmą językiem zrozumiałym dla każdego. Spotykam wśród brytyjskiej Polonii ludzi, którzy jeszcze kilka dni temu nie znali propozycji wyborczych Pawła Kukiza, a którzy teraz oglądają go na youtube i czują, że wielkie rzeczy dzieją w Polsce.

Znakomity wynik Pawła Kukiza w I turze wyborów prezydenckich w niedzielę, 10 maja, wywołał falę entuzjazmu u jednych, a poczucie zagrożenia u innych. Do tych innych wydaje się należeć zabiegający o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski. Bardzo by mu w II turze pomogły głosy wyborców Pawła Kukiza i pewnie dlatego, już następnego dnia dowiedzieliśmy się od niego, że przecież „od dawna” jest zwolennikiem JOW-ów. Za tą deklaracją poszły czyny. We wtorek, czyli już dwa dni po I turze, prezydent podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji Konstytucji. Nowelizacja usuwa przymiotnik „proporcjonalne” z Art. 96, ust. 2, aby otworzyć drogę do referendum, w którym padnie pytanie o wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.

Właśnie, jakie to pytanie będzie? Artykuł Michaliny Mikulskiej „Senat rozpatrzy wniosek o referendum ws. JOW”, „Rzeczpospolita” z 13.05.2015, sugeruje, że obywatele będą zapytani, czy „są za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu RP”.

Tak sformułowane pytanie otwierałoby drogę do różnego rodzaju pseudo-JOW-ów, np. takich pseudo-JOW-ów, które rządząca w Polsce Platforma Obywatelska zafundowała Polakom w wyborach do Senatu. JOW-y w wyborach do Senatu miały na pierwszy rzut oka wyglądać jak zmycie z Platformy grzechu oszustwa, które wyszło na jaw po sfilmowaniu i pokazaniu w telewizji mielenia w niszczarkach sejmowych formularzy z 700 tysiącami podpisów pod wnioskiem o referendum ws. JOW. Jednak JOW-y senackie okazały się kolejnym oszustwem. Wymóg utworzenia w krótkim czasie komitetu wyborczego, zebrania tysiąca podpisów na jego rejestrację oraz kolejnych 2 tysięcy na rejestrację kandydatury (w sumie podpisy musi dać kandydatowi ok. 1% wszystkich wyborców w okręgu) praktycznie odbiera bierne prawo wyborcze zwykłemu obywatelowi. Do tego Kodeks mocno w wyborach do Senatu faworyzuje kandydatów partyjnych względem kandydatów niezależnych.

Ale pytanie referendalne w brzmieniu podanym powyżej otwiera również drogę do czegoś jeszcze gorszego niż senackie pseudo-JOW-y. Cofnijmy się na chwilę do 2003 roku. Otóż w lipcu 2003 r. grupa posłów Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość opracowała pod kierunkiem Ludwika Dorna i złożyła w Sejmie projekt nowej ordynacji wyborczej, który zakładał, że nie więcej, niż połowa posłów byłaby wybierana z okręgów jednomandatowych. Co gorzej, PiS proponował w tamtym projekcie, by w podziale mandatów w każdym województwie uczestniczyły jedynie te komitety wyborcze, które zarejestrowały w danym województwie kandydatów w co najmniej połowie okręgów jednomandatowych, i które zdobyły co najmniej 5% głosów w skali kraju. Oznaczało to m.in, że niektórzy zwycięzcy w okręgach jednomandatowych nie otrzymywaliby mandatów poselskich! Na ich miejsce do Sejmu wchodziliby kandydaci z uprawnionych wojewódzkich list partyjnych w kolejności umieszczenia na liście. Takie to miały być „JOW-y”: jeszcze większe pogwałcenie praw wyborczych Polaków niż obecnie obowiązujące listy partyjne. Na szczęście do realizacji tamtego projektu nie doszło.

Ktoś może powiedzieć, że projekt PiS-u z 2003 roku to historia, że nie należy PiS-owi tego teraz wypominać. Czyżby? Oto wczoraj Wirtualna Polska poinformowała o wspólnym oświadczeniu Ludwika Dorna, głównego autora pomysłu PiS-u na wyprowadzenie Polaków w pole w 2003 roku oraz Marka Borowskiego, w sprawie obecnej inicjatywy prezydenta. Oto jakie powstają alianse, kiedy choćby trochę Polacy upomną się o swoje! Obaj byli marszałkowie Sejmu zwrócili się do prezydenta o taką konstrukcję pytania referendalnego, by nie wykluczyć możliwości uchwalenia ordynacji mieszanej, a więc znowu grożą nam partyjniackie pseudo-JOW-y, z listami wojewódzkimi, progami, komitetami wyborczymi, tysiącami podpisów i innymi zaporami zamykającymi zwykłym obywatelom drogę do mandatów sejmowych.

Idźmy razem z Pawłem Kukizem po pełnię należnych nam praw i nie gódźmy się na żadną ordynację mieszaną! Jak mawiał śp. profesor Jerzy Przystawa, projekty ordynacji mieszanych, to mieszanie ludziom w głowach. Nie gódźmy się na mieszanie beczki dziegciu z beczką miodu. Nie gódźmy się nawet, zgodnie z mądrym, ludowym przysłowiem, na dodawanie choćby łyżki dziegciu do beczki miodu.

Działający w Polsce od ponad 20 lat Ruch Obywatelski na rzecz JOW ma gotowe pytanie referendalne sformułowane w czasie akcji „zmieleni.pl” z 23.10.2013 r. na podstawie analiz i syntezy Jerzego Gieysztora:

———————————————————-
Czy popiera Pan/Pani wprowadzenie wyborów posłów do Sejmu RP w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych zwykłą większością głosów, z równą dla wszystkich swobodą kandydowania?
———————————————————-

Równa dla wszystkich i pełna swoboda kandydowania, jakiej domaga się Ruch Obywatelski na rzecz JOW, istnieje na przykład w wyborach do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii. W wyborach do Izby Gmin nie ma żadnych domieszek antydemokratycznego dziegciu, nie trzeba rejestracji żadnych komitetów wyborczych ani tysięcy podpisów. Każdy kandydat rejestruje się sam, po okazaniu 10 (dziesięciu) podpisów popierających go mieszkańców okręgu, w którym chce kandydować i wpłaceniu kaucji, która jest zwracana po otrzymaniu w wyborach co najmniej 5% głosów. Mandat otrzymuje zdobywca największej liczby głosów w jednej turze głosowania.

Southampton, 14/15 maja 2015

About Tomasz J. Kaźmierski

elektronik, nauczyciel akademicki, profesor Uniwersytetu Southampton w Wielkiej Brytanii, rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie; współpracownik Ruchu na rzecz JOW od 1994 r.; e-mail: polonus.uk@gmail.com