Argumentów za oraz przeciw jednomandatowym okręgom wyborczym padło już bardzo wiele, być może nawet większość, albo i wszystkie, oczywiście z tych naprawdę poważnych. Jak to zwykle bywa w trakcie wielkiej, mocno angażującej emocje (zarówno te pozytywne, jak i negatywne) dyskusji, pojawiło się wiele mitów, półprawd oraz zwykłego fałszu, które niekiedy trudno oddzielić od faktów i rzetelnych analiz. Wydaje się zatem, że warto zebrać razem to, co w JOW-ach jest najbardziej istotne w jednym miejscu, a następnie ustosunkować po kolei do głosów krytyki. A wszystko po to, aby obywatele – zwłaszcza ci nieco mniej wyrobieni politycznie – mogli zapoznać się z możliwie szerokim spektrum poglądów w tej sprawie i sami ocenić, czy są przekonani do idei JOW-ów.

Krótka geneza debaty publicznej

W celu prawidłowej identyfikacji przeciwników jednomandatowych okręgów wyborczych, a także zrozumienia, w jaki sposób i dlaczego zdecydowali się oni na tak skrajnie negatywny przekaz (mający na ogół charakter zamierzonej manipulacji, służącej ogólnemu zniechęceniu wyborców do zmian ustrojowych), warto pokrótce przyjrzeć się historii JOW-ów w debacie na forum publicznym.

Pomysł wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w naszym kraju pojawił się jeszcze w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i akcentowany był przez rozmaite środowiska opozycyjne wobec komunistycznego reżimu. W owych czasach rozważania takie były oczywiście czysto abstrakcyjne, ponieważ nie istniała nawet potencjalna możliwość zrealizowania tego postulatu, czy chociażby zorganizowania otwartej i oficjalnej dyskusji na ten temat.

Następnie, po roku 1989, gdy nastąpiła już zmiana ustrojowa, pomysł JOW-ów regularnie podnosiło grono osób, których wybitnym przedstawicielem był prof. Jerzy Przystawa – fizyk, naukowiec i wykładowca akademicki, a jednocześnie społecznik zaangażowany (także publicystycznie) w otwartą dyskusję o Polsce, w tym szczególnie o jej ustroju politycznym. Jego wiedza, energia, charyzma oraz zdolności organizacyjne sprawiły, że temat JOW-ów skupiał zainteresowanie wielu osób i powracał przy okazji każdych wyborów, pojawiał się w debacie publicznej pomimo nieskrywanej niechęci najsilniejszych partii politycznych oraz mediów, czyli w gruncie rzeczy całego establishmentu.

Naprawdę głośno o jednomandatowych okręgach wyborczych zrobiło się po raz pierwszy w 2004 roku, gdy Donald Tusk – jeden z liderów i założycieli Platformy Obywatelskiej – na forum polskiego parlamentu wezwał do ich wprowadzenia. Dzisiaj mało kto już o tym pamięta, ale to JOW-y były jednym z głównych postulatów programowych PO. Później partia ta odeszła od swoich korzeni, nie tylko nie realizując tej idei, gdy miała taką możliwość, ale wręcz zupełnie się jej wyrzekając i powszechnie krytykując jej zwolenników.

Przez jakiś czas wydawało się, że dyskusja publiczna o jednomandatowych okręgach wyborczych zupełnie ucichła, zwłaszcza po śmierci prof. Przystawy (2012). Można było odnieść wrażenie, że temat ten należy już jedynie do historii polskich debat ustrojowych. Tymczasem nowego ducha nadał mu Paweł Kukiz, który w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2015 r. zajął trzecie miejsce z wysokim poparciem ponad 20% głosujących. Głównym jego postulatem było właśnie wprowadzenie JOW-ów w Polsce i wokół tego hasła udało mu się zebrać liczną grupę zwolenników. I to właśnie dzięki temu wydarzeniu temat jednomandatowych okręgów wyborczych jest dzisiaj jednym z ważniejszych i częściej omawianych w kraju.

Pięć mitów głównych

Jak już wspomnieliśmy, JOW-y nie cieszyły się estymą wśród pookrągłostołowych elit, czyli przedstawicieli systemu politycznego i medialnego, który ukształtował się w Polsce po 1989 roku. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że środowiska te zrobiły bardzo wiele, aby ideę jednomandatowych okręgów wyborczych zdyskredytować publicznie. Aby tego dokonać, posłużono się sprytną kompilacją prostych, ale nieprawdziwych przekazów, które wyjątkowo często powielane przez media głównego nurtu, niestety znalazły jednak pewien posłuch wśród części opinii publicznej. Wśród owych fałszywych przekazów wyróżnić można pięć najbardziej charakterystycznych, a zarazem najintensywniej powtarzanych, zresztą w różnych formach i konfiguracjach. Spróbujmy je tu wyliczyć i opisać, a jednocześnie wykazać, na czym polega manipulacja, na której się opierają.

1. System JOW całkowicie eliminuje małe i średnie partie z życia publicznego powodując, że te (dwie) największe monopolizują całą scenę polityczną.

Odpowiedź: Argument nieprawdziwy. Aby to wyjaśnić posłużmy się rzeczywistym przykładem. Przeciwnicy JOW-ów mówią często o Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii w 2015 r. zdobyła w skali kraju 12,6% głosów, a otrzymała tylko jeden mandat w parlamencie. Ciekawe jednak, że ci sami krytycy nie podają kontrprzykładu, czyli Szkockiej Partii Narodowej, która w tych samych wyborach zdobyła 56 mandatów przy poparciu w skali kraju rzędu 4,7%. Czyli mała partia, której kandydaci są rozpoznawalni i mocno identyfikują się z lokalną społecznością, nie tylko znalazła się w parlamencie, ale i zyskała realny wpływ na władzę ustawodawczą. Wszystko to było możliwe dzięki JOW-om. Gdyby nie one, partia ta w ogóle nie weszłaby do parlamentu. Co zaś do UKIP, to po prostu sympatia dla tego ugrupowania była bardzo rozproszona, a kandydaci zbyt mało znani i niezbyt popularni w swoich okręgach. Jest to wskazówką na przyszłość dla liderów tej partii, że powinni bardziej postawić na kwestie ważne i dotyczące społeczności lokalnych, a nie tylko hasła ogólne, dzięki którym byli (i są nadal) tak rozpoznawalni. Reasumując, system JOW może zapewnić reprezentację nie tylko niewielkim, ale zwartym i zaangażowanym społecznościom, ale także ułatwia zwycięskiej w skali kraju partii skuteczne rządy, czego Wielka Brytania jest również dobitnym przykładem.

2. System JOW zachęca do manipulacji przy wytyczaniu granic okręgów wyborczych (ang. gerrymandering).

Odpowiedź: Na podobnej zasadzie można twierdzić, że dowolna regulacja zachęca niektórych ludzi do podejmowania prób jej obejścia, że dowolne prawo zachęca przestępców do jego łamania i czerpania korzyści z tego tytułu. Czy to oznacza, że mamy nie stanowić prawa w ogóle? Nie jest to argument poważny. Oczywiście będzie występować pokusa wśród klasy politycznej, zwłaszcza tak absolutnie i bezprzykładnie zdegenerowanej jak obecna, do usiłowania dokonania takiego podziału okręgów wyborczych, aby system JOW sprzyjał aktualnie rządzącym. Jednak po pierwsze, można temu zapobiec ustalając sensowne i uniwersalne, a zarazem sztywne (trudne do zmiany) zasady tworzenia okręgów wyborczych, które obowiązywać będą niezależnie od tego, która partia akurat będzie sprawować władzę. Po drugie, jak uczy historia krajów, w których JOW-y od dawna funkcjonują, nawet jakieś skuteczne, ale pomniejsze manipulacje przy granicach okręgów, nie dadzą zwycięstwa skompromitowanej formacji. Po trzecie wreszcie, każda taka próba jest i będzie w powszechnym odbiorze dodatkowym bodźcem, aby nie głosować na tego, kto takiej manipulacji dokonuje czy chociażby usiłuje dokonać. Jak widać, istnieją skuteczne sposoby na zabezpieczenie JOW-ów przed intrygami politycznymi.

3. System JOW sprzyja korupcji politycznej, ponieważ zbyt mocno wiąże kandydata z danym okręgiem, a jednocześnie skłania takiego kandydata do „kupowania” głosów wśród lokalnej społeczności.

Odpowiedź: Odwróćmy argument. Dzisiaj kandydat praktycznie w ogóle nie musi zabiegać o przychylność wyborców ze swojego okręgu, ponieważ tak naprawdę decyduje siła jego partii w skali kraju. Sprawy lokalne traktowane są po macoszemu, a wyborcy ze swojego okręgu posiadają tylko minimalny wpływ na swojego kandydata. Czy taka sytuacje jest dobra? To pytanie retoryczne, bo niezadowolenie z obecnie funkcjonującego systemu jest dość powszechne. Naturalnie, może się zdarzyć w systemie JOW parlamentarzysta, który bezrefleksyjnie przekładał będzie potrzeby swojego okręgu ponad dobro ogólne, np. w czasie poważnego kryzysu w skali całego kraju. Jednak nigdy nie będzie to zjawisko masowe (w żadnym kraju stosującym JOW-y nie jest!), a głos jednostki w parlamencie raczej nie wpłynie na naprawdę fundamentalne zagadnienia dla państwa. Poza tym, obywatele nie są w końcu aż tak naiwni, jak to się wielu politykom wydaje i w swojej większości wybierać będą raczej ludzi odpowiedzialnych. Kandydat próbujący uprawiać korupcję polityczną i „kupować” głosy w swoim okręgu w zamian za nierealne albo godzące w dobro wspólne obietnice, zostanie prędzej czy później rozliczony i wyeliminowany z życia politycznego. I stanie się to o wiele szybciej w systemie JOW niż dzisiaj, gdy być albo nie być większości polityków zależy od dobrej woli partyjnych liderów.

4. W systemie JOW powszechnie występuje zjawisko braku reprezentacji politycznej większej części obywateli oraz „straconych głosów”.

Odpowiedź: To jest przykład skrajnie manipulacyjnego argumentu. Przeciwnicy JOW-ów powiadają, że mandat w danym okręgu zdobywa często kandydat, na którego padło znacznie mniej głosów niż suma głosujących na jego konkurentów, np. kandydat, który zdobył 25% głosów uzyskuje mandat, a jego trzej przeciwnicy zbierający 24%, 23% i 20% głosów pozostają z niczym. W ten sposób ich wyborcy nie mają swojej reprezentacji parlamentarnej. Po pierwsze, taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko. Na ogół jest tak, że mandat zdobywa jeden z dwóch (niekiedy trzech) głównych kandydatów, a różnice między nimi są znacznie większe. Po drugie, w przeciwieństwie do systemu proporcjonalnego (jaki obecnie obowiązuje w Polsce), głosy są „marnowane” w o wiele mniejszym stopniu, ponieważ szanse każdego kandydata są dość wyrównane, co z kolei nie skłania obywateli do wyboru mniejszego zła (jak dzisiaj), tylko do głosowania rzeczywiście w zgodzie z własnym sumieniem. Ów zarzucany brak reprezentacji politycznej jest zaś mitem, bo dokładnie to samo można powiedzieć o każdym innym niż JOW systemie. Niestety, tak to już jest w wyborach powszechnych, że zawsze ktoś musi wygrać i zawsze będzie ktoś, kto swojej reprezentacji mieć nie będzie. Ale dotyczy to wszystkich systemów, a nie tylko JOW-ów.

5. W systemie JOW głosy często dzielą się pomiędzy kandydatów o zbliżonym programie, w efekcie czego zwycięża kandydat trzeci, najmniej akceptowany.

Odpowiedź: Jest to odmiana mitu czwartego, akcentująca silnie ryzyko uzyskania mandatu przez kogoś, kto w innym systemie nigdy nie zostałby wybrany, a także wskazująca na niebezpieczeństwa „znoszenia się” głosów, na którym tracą podobni do siebie ideowo kandydaci. W skrócie można skomentować to w ten sposób: system JOW na dłuższą metę wymusza zgodę, która jest zjawiskiem ze wszech miar pożądanym w życiu politycznym każdego kraju. Jeśli dwóch podobnych kandydatów nie może się porozumieć i obaj przegrywają, to szansa, że przed następnymi wyborami pójdą po rozum do głowy i umówią się, że jeden z nich zrezygnuje na rzecz drugiego, jest naprawdę duża. A jeśli nie oni, to zrobią to za nich ich partie. JOW-y premiują zgodę i odpowiedzialność, trudno z tego powodu robić zarzut temu systemowi. Wygrywa ten, kogo wyborcy uważają za najlepiej reprezentującego ich okręg i nie należy się dziwić, że rzadko jest nim ten, kto ciągle pozostaje w trudnym do przezwyciężenia sporze, szczególnie jeśli drugą stroną tego sporu jest inny kandydat o zbliżonych poglądach i głoszący podobny program.

Argument koronny przeciwników

Wymienione wyżej pięć najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących jednomandatowych okręgów wyborczych można dość łatwo obalić i doskonale zdają sobie z tego sprawę ich liczni krytycy, zwłaszcza tacy, którzy mają przynajmniej podstawową wiedzę politologiczną. Gdy zatem nie udaje im się znaleźć rzeczowego i racjonalnego argumentu przeciwko JOW-om lub gdy ich wywód zostanie skutecznie skontrowany, wówczas ci „rozsądni i racjonalni” lub tak zwane „autorytety moralne” (a de facto w przeważającej części sprawcy i beneficjenci obecnej sytuacji, w której znajduje się Polska) recytują magiczną formułkę, która ich zdaniem powinna uciszyć wszystkich wspierających JOW-y. Brzmi ona mniej więcej tak: „JOW-y nie są lekiem na całe zło, JOW-y automatycznie nie uzdrowią sytuacji w kraju, nie rozwiążą wszystkich problemów, od JOW-ów nikomu nie będzie lepiej, nie liczą się JOW-y, tylko konkretny program polityczny”. Przyjrzyjmy się bliżej tej konstrukcji, tym bardziej, że na niej wspiera się atak na ideę jednomandatowych okręgów wyborczych oraz chętnie sięgają po nią jej przeciwnicy, szczególnie wtedy, gdy w dyskusji zostali przyparci do przysłowiowego muru.

Zdanie „JOW-y nie są lekiem na całe zło” jest banałem, zwykłym truizmem. W medycynie, polityce i jakiejkolwiek innej dziedzinie nie istnieje coś takiego, jak panaceum na wszystkie bolączki. Leku na całe zło po prostu nie ma, więc w szczególności nie są nim jednomandatowe okręgi wyborcze, ale też ich zwolennicy tego nie twierdzą. Wskazują oni jedynie na fakt, że system JOW daje wyjątkowo solidne podstawy państwa, ponieważ jest efektywny, a przy tym oznacza proste, jasne, uczciwe i przejrzyste zasady politycznej gry. A od tego, w jaki sposób funkcjonuje państwo zależy tak naprawdę wszystko inne. Gospodarka, sprawnie działające urzędy czy dobrobyt społeczeństwa mają bowiem swoje źródła właśnie w ustroju politycznym państwa. JOW-y nie leczą wszystkiego, co źle w takim państwie działa, ale tworzą dobre i trwałe fundamenty, bez których nie da się tak naprawdę skutecznie rozwiązywać bieżących bolączek i problemów Polski.

„JOW-y automatycznie nie uzdrowią sytuacji w kraju” to kolejny pusty frazes. Posłużmy się konkretnym przykładem. Nie jest rolą jednomandatowych okręgów wyborczych rozwiązywanie problemów służby zdrowia czy bezrobocia, tylko naprawa samych podstaw państwa. Od tego wszystko się zaczyna. Od spraw kluczowych i najważniejszych schodzimy coraz niżej i dopiero na tym etapie znajdujemy właściwy klucz do tego, co nie działa tak, jak powinno w naszym państwie. Ów klucz spoczywa w rękach uczciwych i kompetentnych ludzi – przedstawicieli narodu, mających mocną legitymację społeczną, dzięki której mogą proponować i wdrażać właściwe rozwiązania problemów systemowych. Dzięki JOW-om istnieje szansa, że takich właśnie ludzi uda się wybrać.

Pogląd „od JOW-ów nikomu nie będzie lepiej” jest nieprecyzyjny a przede wszystkim nieprawdziwy. Żyjąc w kraju, który ma dobry system polityczny – a taki oparty może być w zasadzie tylko na JOW-ach – lepiej mają po prostu wszyscy. No może prawie wszyscy, bo zapewne gorzej będzie tym, którzy w ramach obecnego nieudolnego czy wręcz patologicznego systemu politycznego stworzyli sobie doskonałą okazję do prowadzenia nieczystych interesów kosztem milionów współobywateli. Dla nich istotnie JOW-y oznaczają pogorszenie sytuacji. Jednak wszystkim pozostałym jednomandatowe okręgi wyborcze oferują poprawę sytuacji na bardzo wielu płaszczyznach, np. zawodowej czy publicznej.

Szczytem ignorancji jest natomiast twierdzenie, że „nie liczą się JOW-y, tylko konkretny program polityczny”. Zarzut ten, formułowany niezwykle często pod adresem Pawła Kukiza, nie ma absolutnie żadnej racji bytu. Ile w sumie programów politycznych powstało od 1989 roku? Ile z tych programów należało do partii rządzących w tym czasie? Czy cokolwiek pozytywnego z tego wynikło? Program polityczny stał się ostatnio medialnym fetyszem, chociaż wszyscy doskonale wiedzą, że jest to coś bez znaczenia. „O programie zapomina się następnego dnia po wyborach” – powiadają cynicy i mają dużo racji. Przypomnijmy, że Platforma Obywatelska miała w swoim programie JOW-y oraz wiele innych rozwiązań, które podobały się wyborcom. Co z tego wyszło, właśnie obserwujemy. Zamiast więc nic nieznaczących programów politycznych, idea wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych jest najbardziej namacalnym, a zarazem konkretnym postulatem, który gdy zostanie zrealizowany, może realnie odmienić całą rzeczywistość polskiej polityki, a przy tym takim, z którego łatwo rozliczyć teraz go głoszących. Dlatego warto powiedzieć: dzisiaj liczą się JOW-y, a nie program, z którego niewiele wynika albo nic.

* * *

W przeciwieństwie do naszych licznych oponentów, my jesteśmy uczciwi intelektualnie i nie ukrywamy, że popieramy system JOW. Otwarcie przyznajemy, że niniejszy tekst został stworzony z punktu widzenia jego zwolenników i ma na celu propagowanie jednomandatowych okręgów wyborczych. Jest kolejnym głosem w dyskusji o nich, skupiając się na polemice z argumentami (a raczej pseudo-argumentami) ich krytyków. Nie odżegnujemy się od poważnej debaty i z przyjemnością podejmujemy ją także z przeciwnikami JOW-ów, o ile nie uciekają się oni do demagogii i manipulacji. Rozmawiać warto ze wszystkimi, którzy są otwarci na rzeczywiste argumenty i gotowi, aby dać się przekonać lub nawet pozostać przy swoim zdaniu, jeżeli stoi za nim coś więcej niż partykularne interesy polityczne. Tylko tyle i aż tyle. Wierzymy, że taka debata jest ciągle możliwa!

* Artykuł napisany w czasie kampanii referendalnej w 2015 roku.

About Karol Tyszka

wydawca; coach biznesu

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Janusz

    06. Kwi 2016,  godz. 10:27

    Ordynacja proporcjonalna jest z definicji niedemokratyczna bo w demokracji decyduje większość a w ordynacji proporcjonalnej w ogólności decydują mniejszości. Większość zwykle jest za dobrem wspólnym, mniejszości zwykle przedkładają swój interes grupowy nad dobro wspólne, dlatego demokracja jest lepsza od mafiokracji.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.