/JOW – Jarosławowi Kaczyńskiemu do sztambucha

JOW – Jarosławowi Kaczyńskiemu do sztambucha

Wesoła gromadka Donalda Tuska, zwana żartobliwie Radą Ministrów, skompromitowała się już tak bardzo, że trudno sobie wyobrazić by mogła nas czymś jeszcze zaskoczyć. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to powiem, ale jedyną alternatywą dla szkodników spod znaku PO wydaje się dziś być Prawo i Sprawiedliwość. Żadne inne ugrupowanie nie jest na tyle silne, by stanąć w szranki i wygrać, żadna inna partia nie ma wystarczającego zaplecza politycznego i społecznego poparcia. Nawiasem mówiąc Jarosław Kaczyński też nie ma, ale tylko on może je zdobyć.

Może, ale wszystko wskazuje na to, że nie chce. Zamykanie się w oblężonej twierdzy pod sztandarem z napisem kto nie z nami, ten przeciw nam jest najlepszym sposobem na to, by w tejże twierdzy pozostać na zawsze. By wygrać z Platformą Obywatelską potrzeba szerokiego frontu ludzi o poglądach zbliżonych, choć nie koniecznie tożsamych, ludzi o różnych, czasami odmiennych wizjach Polski, ale gotowych do współpracy i wypracowania kompromisu. Odnoszę wrażenie, że przed taką współpracą prezes Kaczyński broni się rękami i nogami, że nie tylko nie jest na nią gotowy, ale jej zwyczajnie nie chce, bo oznaczałoby to utratę pozycji partyjnego cesarza i najwyższego autorytetu.

I tutaj leży też przyczyna, dla której Jarosław Kaczyński jak ognia boi się jednomandatowych okręgów w wyborach do Sejmu…

Po pierwsze JOW-y rozwalają partyjny układ, sprawiają, że to nie prezesi, przewodniczący czy pierwsi sekretarze kontrolują swoich posłów, ale oddają władzę nad nimi w ręce wyborców. Na takie rozwiązanie nie pozwoli żaden szef dużej partii opierający swoją polityczną wizję na swoistym samodzierżawiu, a hasło partia to ja najlepiej charakteryzuje każdego z nich. Jeżeli ktoś nie wierzy to niech przeanalizuje wycinanie oponentów w PO (Schetyna, Gowin, a wcześniej śp. Płażyński), PiS (Ziobro) czy SLD (Kalisz). Gdyby wybory odbywały się w okręgach jednomandatowych takie numery nie miałyby sensu, bo to od łaski wyborców a nie partyjnego kacyka zależałoby parlamentarne być albo nie być poszczególnych polityków.

Po drugie okręgi jednomandatowe służą polaryzacji sceny politycznej wymuszając szerokie koalicje ugrupowań o zbliżonych programach. Niemożliwym przy takiej ordynacji byłby podział na kilkadziesiąt małych i wiecznie skłóconych partyjek, jaki pamiętamy z lat dziewięćdziesiątych, który totalnie rozkładał scenę polityczną. JOW-y wymuszają współpracę, poszukiwanie kompromisu, na co kacykowie z partyjnych central nie mają najmniejszej ochoty. No i podział staje się wyraźniejszy, już nie na podstawie jednego punktu w stustronicowym programie, ale po konkretnej linii: konserwatyści – liberałowie (albo raczej libertyni), prawica – lewica, wolnorynkowcy – etatyści i tak dalej, i w ten deseń.

Po trzecie wreszcie JOW-y aktywizują społeczeństwo. Ludzie (nie lubię słowa obywatel, kojarzy mi się z człowiekiem, który OBYWA się bez swoich praw) widząc, że coś od nich zależy, że mają wpływ na rządzących, chętniej się udzielają, chętniej biorą udział w politycznym życiu. Przykładów daleko szukać nie trzeba, wystarczy spojrzeć na stare, bardziej doświadczone od nas demokracje, by nawet ostatni cymbał zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Tego też boją się partyjni szefowie, bo tracą kontrolę nad dołami, którym już nie mogą narzucać swojej wizji i ukazywać się w świetle jedynie słusznego zbawcy ludzkości.

Będzie jeszcze po czwarte. W jednomandatowych wyborach cyrk Palikota nigdy nie stałby się trzecią siłą w parlamencie, a jego przebierańcy nie mieliby szans na zajęcie miejsca w sejmowych ławach. Przecież oni dostali się do parlamentu tylko i wyłącznie dlatego, że wyborcy zbuntowali się przeciwko zabetonowanemu, partyjnemu układowi i zagłosowali na złość. W ordynacji większościowej – a właśnie taką jest system jednomandatowy – by zdobyć głosy nie wystarczy dokooptować do swoich szeregów homoseksualnego aktywistę i faceta, któremu na stare lata zaczęło się wydawać, że jest kobietą.

Jarosław Kaczyński, jeżeli naprawdę chce dobra Polski (w co głęboko wierzę) i odsunięcia od władzy szkodników i (nie bójmy się tego słowa) zdrajców naszego narodowego interesu, powinien postawić właśnie na ordynację większościową z okręgami jednomandatowymi. Jestem przekonany, że po prawej, czy też konserwatywnej, stronie byłby jednym z liderów. I chyba właśnie o to chodzi – on nie chce być jednym z, on chce być jedynym…

Źródło: http://alexdegrejt.salon24.pl/509005,jow-jaroslawowi-kaczynskiemu-do-sztambucha

488 wyświetlen