Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Senatu wywołało pewne zamieszanie w szeregach polskich fachowców od nauk politycznych, albowiem jest to rozwiązanie dokładnie niezgodne z obowiązującą od ponad pół wieku na polskich uczelniach wykładnią, czym jest demokracja i jakie wybory mają prawo uchodzić za demokratyczne, a jakie za ich przeciwieństwo.

 

Na dodatek wariant JOW, wprowadzony Kodeksem Wyborczym, nie jest nawet taki, jaki obowiązuje we Francji – a więc wybory w dwóch turach, z wymogiem większości bezwzględnej w I turze – ale najbardziej prymitywny i obskurancki, jaki od ponad 200 lat funkcjonuje w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie. Kłopot, naturalnie, jest taki, że kiedy za starego reżimu pisano w podręcznikach akademickich, że wybory w UK są antydemokratyczne, to wszystko było po linii i na bazie, bo wtedy, w kraju demokracji ludowej, taki trynd w politologii polskiej bezwzględnie obowiązywał. Dzisiaj jednak coś się zmieniło i USA, Kanada czy choćby Wielka Brytania to nasi najwięksi i oddani sojusznicy, tam spadają bez przerwy setki tysięcy młodych Polaków w poszukiwaniu godziwego zarobku i pracy. Na dodatek, w referendum 5 maja 2011, obywatele Zjednoczonego Królestwa, stosunkiem głosów 7 : 3, potwierdzili, że oni nadal chcą w takiej właśnie antydemokracji pracować i żyć. Kiedy więc wybitny warszawski politolog i telewizyjny ekspert, dr Rafał Chwedoruk, mówi nam, że system wyborczy oparty na JOW jest skrajnie niereprezentatywny i wręcz antydemokratyczny (zob. "Angora" z 31 lipca 2011) to mamy wrażenie jakby polska nauka politologiczna zatrzymała się gdzieś na latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Dlatego z uznaniem dla ich politologicznych sukcesów edukacyjnych trzeba przyjąć fakt, że np. taki były reprezentant byłej klasy robotniczej, jak Władysław Frasyniuk głosi nadal, że tylko niekompetentni ludzie mogą uważać, że JOW wzmocnią polską demokrację (tamże). Piszę nadal, bo jeszcze przed wielu laty, kiedy JOW do Senatu nikomu się nie śniły, Frasyniuk publicznie wyznawał pogląd, że za popieranie JOW należałoby wsadzać na 10 lat więzienia! W sukurs tym kompetentnym znawcom idzie politologiczny ekspert z Zielonej Góry, dr Ryszard Kessler, głosząc, iż w JOW do Senatu szanse będą mieli tylko ludzie naprawdę bogaci i tu od razu podaje koronny przykład senatora Henryka Stokłosy, bez którego polska politologia obejść się w żaden sposób nie jest w stanie. To samo pisze i Chwedoruk w przyszłym Senacie znajdzie się wielu celebrytów lub bogatych biznesmenów, którzy nie tylko będą mieli pieniądze, ale stworzą klientelistyczną sieć uzależnionych od siebie ludzi itd., itp.


Chwała Bogu, nasi prawodawcy, wśród których politolog na politologu i politologiem pogania, ostrzeżeni zawczasu tymi poważnymi głosami rozsądku i troski obywatelskiej, zrobili wszystko, co jest możliwe, żeby ten czarny scenariusz nie mógł być zrealizowany. Przede wszystkim ograniczyli z góry ilość pieniędzy, które jakiś bogacz, aspirujący do stanowiska senatora RP mógłby wydać na kampanię wyborczą: ta kwota, zgodnie z art. 259 KW nie może przekroczyć 18 groszy na jednego wyborcę w okręgu! Zważywszy, że w okręgu, średnio, będziemy mieli 300 tysięcy wyborców, ogranicza to możliwości kupowania głosów przez bogaczy do 300 000 razy 18 groszy, czyli do góra 54 tysięcy PNL! Gdyby chciał wynająć salę na spotkania, to musi za nią zapłacić w ramach tego limitu, nie można mu też nieodpłatnie użyczyć żadnego sprzętu ani żadnych usług. A to nie muszą być wydatki bagatelne: Ruch JOW, organizujący 6 października 2011 "Marsz o JOW" w Warszawie, zmuszony jest zapłacić za wynajęcie, na kilka godzin, stołecznej sali kwotę ok. 2,5 tysiąca złotych! Jak więc widzimy, bogacze mogą sobie swoją forsę dusić w przepastnych portfelach: w kampanii wyborczej wielkiego użytku z niej nie zrobią!


Bystrze tę sytuację analizuje nasz samorodny ekspert polityczny, Władysław Frasyniuk: Trybunał Konstytucyjny sprawił, że o zwycięstwie w wyborach będzie decydowała przede wszystkim kasa. Żadna lokalna inicjatywa, żaden prezydent, nawet Rafał Dutkiewicz, nie będzie w stanie wytrzymać finansowo rywalizacji z partiami politycznymi… jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu to mit i nic więcej.


Powiedzmy tak: logiki w tym frasyniukowym wywodzie za dużo nie ma, ale nie jest on przecież ekspertem od logiki, tylko od polityki, a jak już wieki temu zauważył genialny Lech Wałęsa: W polityce logika nie zawsze funkcjonuje, a nawet bardzo rzadko. No bo gdzie ta kasa, proszę Frasyniuka, której nie będzie nawet miał Dutkiewicz? Kodeks Wyborczy przecież jasno definiuje: 0,18 PNL na wyborcę i ani grosza więcej!


Częściową odpowiedź na to pytanie znajdziemy w tym samym Kodeksie: art. 199 KW precyzuje, że w wyborach do Sejmu, które przecież odbywają się razem z wyborami do Senatu, na jednego wyborcę wydać już można 82 grosze, a więc prawie 5 razy więcej niż w wyborach do Senatu! W ten sposób nasi eksperci od demokracji alla Polacca ustanowili, że partie polityczne będą mogły w wyborach wydać pełną złotówkę na jednego wyborcę, podczas gdy Dutkiewicz i jemu podobni bogacze i mafiosi zaledwie 18 groszy. Nie musimy się więc bać wilczego dołu demokracji, jakim są wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych, wszystko jest pod kontrolą! Ma sto procent racji nasz polityczny Geniusz Sudetów: JOW do Senatu to mit i nic więcej.


About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 6 Komentarzy
  1. Wiesław Liźniewicz

    02. Sie 2011,  godz. 20:57

    A więc nie wystarczy 10-12 podpisów i jakaś wpłata około 2500-3000 zł. Tak zresztą jak podejrzewałem. Wszystko to pic na wodę fotomontaż. A tyle krzyku o JOW-ach i Stokłosie! A nic o tym, że tego Stokłosę musi zgłosić jakiś komitet wyborczy. Komitet – to mi się zawsze kojarzy z komitetem partyjnym.

    Odpowiedz

  2. Mariusz Szachnowski

    02. Sie 2011,  godz. 19:26

    Panie Profesorze…
    Ja np. płacę ale niegdyś nie płaciłem potem płaciłem sporadycznie, dzis staram się regularnie. Dojrzałem więc-:) I już nie przestane zgodnie z tym co kiedyś tam oświadczyłem. Na marsz przyjadę i postaram sie nie sam. Tyle co mogę obiecać od siebie na dziś…
    Ma pan racje, że Kochamy jako Polacy deklaracje. Ale nie mam pojęcia jak przekonać ze deklaracje są praktycznie prawie nic nie warte. A niby 2000lat uczą sie ludzie, ze najlepiej rozpoznaje sie „po owocach”… ale wynika z tego, że jeszcze sie nie nauczyli. No cóż, duża wina pewnie takiej, a nie innej naszej historii…

    Odpowiedz

  3. Jerzy Przystawa

    02. Sie 2011,  godz. 14:01

    Mariusz Szachnowski: dla mnie „elita”, która się wypowiada w mediach nie jest dołująca, ponieważ taką, a nie inną elitę odziedziczyliśmy w spadku po komunie i mówi się trudno. Dołujące natomiast jest to, że ci wszyscy, którzy są zainteresowani zmianą tego stanu rzeczy, są tak zajęci wszystkim innym, że nie stać ich nawet na ofiarowanie jednego piwa na miesiąc na wsparcie ruchu, który rysuje perspektywę zmiany, ani na przybycie, raz w roku (a nawet rzadziej) w takie sympatyczne miejsce jak Krakowskie Przedmięście, zeby wspolnie zamanifestować wolę tej zmiany. I to jest bardzo przykre. Ponieważ nie wierzę, że nie stać nas na to jedno piwo i nie stać na ten straszny wysiłek jednodniowy. Ale jesli nawet na takie ofiary nas nie stać, to chuda nasza fara, wszelkie Frasyniuki i ich pociotki mogą tu spokojnie robić co im się żywnie podoba, niczym wiatr po pustym polu.

    Odpowiedz

  4. Mariusz Szachnowski

    02. Sie 2011,  godz. 11:21

    Pan J. Przystawa.
    Jak czytam tą notkę to cieszę się, że ja nie mam czasu. Wpadam na kilka portali po parę minut, przeczytam raz dziennie jakąś „lokalną” i wracam do tego z czego żyję. Bo taka obserwacja tego (pół)światka elity doradczo-eksperckiej musi być bardzo dołująca . Po prostu ręce opadają ale nie z powodu samej obserwacji. Bardziej z powodu naszej bezsilności w dotarciu do świadomości społecznej z kontrującą to ogłupianie wiedzą. Frasyniuk tak nie martwi.”Jest” bo jest politycznie poprawny i tyle. Bardziej martwi, że tylko widać samych „Frasyniuków”.
    W tym kontekście jednak można ocenić, że sama zmiana ordynacji do senatu była sporym oddaniem pola i wymagała sporej woli w jej wprowadzeniu.

    Odpowiedz

  5. Jerzy Przystawa

    02. Sie 2011,  godz. 08:06

    Mariusz Wis: napisał Pan „nawet na wójta … choćby najmniejszej polskiej gminy”. Na wójta wystartować dużo trudniej niż na senatora, ponieważ komitet wyborczy musi najpierw zarejestrować kandydatów na radnych w co najmniej połowie okręgów wyborczych!

    Odpowiedz

  6. Wiesław Liźniewicz

    01. Sie 2011,  godz. 21:13

    No dobrze, a czy ja mógłbym wystartować do senatu? Bo jeśli nie, to faktycznie to jest mit.

    Odpowiedz

Skomentuj